«Kali nadydzie moj čas, ci budu ja radavacca svajmu apošniamu śniehu?»

Piša Aleś Kałoša.

06.03.2016 / 13:16

Viasna pačałasia śnieham…

Z bramy ankałahičnaha instytuta ŭ Baraŭlanach, kudy ja idu, kab naviedać znajomaha, vychodzić vysoki pažyły čałaviek u špitalnym adzieńni, nakinutym na plečy palito. Za ruku trymaje maleńkuju dziaŭčynku. Vidavočna, heta dzied i ŭnučka.

U mužčyny šery chudy tvar, idzie jon marudna, jamu ciažka iści pa śniezie. Naadvarot, dziaŭčynka padskokvaje to na adnoj, to na druhoj nožcy, lepić śniežki, kidaje ich u dzieda, śmiajecca.

Za imi — dźvie žančyny, napeŭna, žonka i dačka mužčyny. Dačka trymaje pad ruku maci. Iduć moŭčki, u ich čyrvonyja ad biazhučnych śloz tvary… 

Ale kab jany ŭbačyli vočy mužčyny — spakojnyja, mudryja, napoŭnienyja cichaj radaściu — to, moža, supakoilisia b, i ścišyŭsia b ich bol. 

Padaje śnieh.

Napieradzie ŭ dziaŭčynki — žyćcio. U mužčyny — viečnaść… Biełaja biaskoncaść śniehapadu źnianacku adkryła im hetuju iścinu. I kožny ź ich vieryć u svaju budučyniu.

Kali nadydzie moj čas, ci budu ja radavacca svajmu apošniamu śniehu?..