BIEŁ Ł RUS

Słucki pojas šahidki

30.09.2005 / 13:0

Nashaniva.com

Praz mnoha hadoŭ biełaruskija dzieci buduć hulać u Džeci, čytajučy jaje vieršy zamiest ličyłak.

Miarkujučy pa ŭłasnych malunkach, jakimi aformleny jejny pieršy zbornik «Za zdarovy ład žyćcia», jana hienijalnaja, jak usie, chto nie pieraadoleŭ piacipracentnaha barjeru vybaraŭ i kamu da vyvučeńnia vieršaŭ Niła Hileviča ŭ siaredniaj škole zastałosia hady try.

Džeci — heta chto? Dziaŭčynka ci chłopčyk? Darosły ci dzicia? Mastak ci paet? A moža, uvohule — jana śniežny čałaviek, nia Džeci, a Jeci, što syšoŭ sa skały, kab dakazać małavieram, što jon — isnuje!

Pa vialikim rachunku, jaje zbornik dakazvaje, što biełaruskaja paezija ŭsio jašče zdolna isnavać, što jaje nie zabili časy poźniaha sacrealizmu. Heta — adkrytaja, jak pisaŭ Lermantaŭ, naśmieška ašukanaha syna z tranžyra-baćki:

Paet (siedziačy na łožku śmiarotna chvoraha Finynspektara, zadavolena):

Ŭ krainie śvietłaj, dzie ty ŭmiraješ,

Ja knihu maju, a ty nia maješ.

Finynspektar (pamirajučy ad chvaroby, sumna):

Ŭ krainie śvietłaj, dzie ja ŭmiraju,

Ty knihu maješ, a ja nia maju.

Voś takaja «Razmova ź finynspektaram pra paeziju» — adnačasovaja parodyja na Majakoŭskaha i Bahdanoviča. Na Bahdanoviča nastolki adkrytuju parodyju napisaŭ chiba što Adam Hlobus, čyj vierš i trapiŭ u antalohiju «Vierš na Svabodu», surjozna prymusiŭšy zadumacca pra litaraturnuju jakaść astatnich vieršaŭ zbornika. Ale Hlobus — stary litaraturny chulihan, fihura, jakaja adbyłasia. A Džeci? Joj chto daŭ prava tak adkryta ździekavacca z usiaho sonmu nacyjanalnych i internacyjanalnych śviatyniaŭ?!

Śmieła ŭ nohu, tavaryš Lenin,

Śmieła ŭ serca, tavaryš Stalin,

Bi fašystaŭ, tavaryš Žukaŭ,

Pi harełku, Michał Siarhieič.

Vi viaroŭki, tavaryš Pavič,

Fraj tavaryš i Ten tavaryš…

…Tavaryš Kačałaŭ, Kałčak i Čkałaŭ.

Mocny traktar — tavaryš Karter.

Mahutny sokał — tavaryš Kołas.

Vožyk biaz rožak — tavaryš Mrožak.

Heta nazyvajecca: «I zadušyciesia!» Nia viedaju, kolki hadoŭ Viery Burłak, ale Džeci jaŭna naležyć da «abkormlenaha pakaleńnia» — pakaleńnia, jakoje dastali nia tolki savieckija prapahandysckija mity, ale i mity kulturnyja, nakštałt «tavaryša Paviča» dy «tavaryša Mrožaka», i mity nacyjanalnyja, nakštałt «tavaryša Kołasa». Pry hetym, miarkujučy pa nabory imion, vystaŭlenym na ŭsieahulny ahlad u cytavanym vyšej vieršy, sama Džeci zastajecca bolš kulturnaj, čym jaje jak krytyki, tak i čytačy: Ipalit Ten, što patrapiŭ u nadta viasioły martyraloh zabitych naśmieškaj Džeci «tavaryšaŭ», u siońniašniuju epochu jaŭna vyradziŭsia b u Maksa Fraja, što paetam (paetkaj?) i pryznajecca, ale da čaho čałaviek, nie znajomy z historyjaj suśvietnaj estetyčnaj dumki, prosta nie datumkaje.

Džeci bliskuča hulaje słovami, jak žančyny-libercinki ŭ knihach markiza de Sada hulajucca mužčynskimi jaječkami, piaščotna i pa-sadyscku pierabirajučy ich tonkimi, unizanymi darahimi piarścionkami palčykami. Vierš «Čakańnie», skažam, — uvohule nakštałt bachaŭskaj «Čakony», muzykalny i praniźlivy, i huki jaho padmianiajucca adzin druhim na vačach (na vušach?) čytača (słuchača?).

Ciahnik spaźniajecca.

Karenina nervujecca.

Peronski Ŭronski

Z himnazistkami całujecca.

A niedzie pobač

Paraj čmychajuć vahony.

Nachabny Ŭronski

Adbyvaje da Verony.

…Veronski źjechaŭ,

Tolki dym

Za im matlajecca.

Uronski-Peronski-Veronski — jak ciahnik, što admoviŭsia pierajaždžać Hannu Kareninu i zastyŭ na zapasnym puci. Jon admaŭlajecca vykonvać svaju ramannuju funkcyju, zychodziačy sa zvyčajnych žyćciovych mierkavańniaŭ. Na chrana jamu Hanna, kali ŭ Veronie jon stanie hierojem zusim inšaha ramanu, pałacavaha, ź junaj 14-hadovaj Džuljetaj, dziaŭčynkaj, kachać jakuju hieroju tałstoŭskaha ramanu našmat pryjamniej, čym histeryčku Kareninu, što kidajecca pad kožny ciahnik! I kali hetaja ŭpartaja durnica ŭsio-taki pierapaŭzie na susiedni puć, kab ślepa vykanać dyktatarskuju volu Tałstoja, — Uronski tut pryčym?

Ale hulnia z proźviščam, a paźniej, u vieršy, pryśviečanym Maratu Kazieju, i hulnia z movami (biełaruskaj i anhielskaj), prynosić maleńkaj dziaŭčyncy Džeci amal sadysckuju asałodu.

Mabyć, i seksualnuju.

Takoha ŭ biełaruskaj paezii nie było z časoŭ Hienadzia Buraŭkina, jaki zdoleŭ uznavić emocyi pałavoha aktu ŭ poščaku i pryśvistvańni sałaŭja. U Buraŭkina, kali vy pamiatajecie, Cimoch trachaŭ Aŭdoćciu va ŭsie zastaŭki, paśla čaho ŭciok.

Džeci nie ŭciakaje, a naadvarot — hieraična zastajecca na miescy. Joj uciakać niama kudy. Svoj los jana viedaje i navat nie sprabuje apraŭdacca.

MY ADNO CAŁAVAŁISJa,

ale ŭsim zdavałasia,

što my robim niešta horšaje —

niedazvolenaje i hrešnaje;

MY ADNO ABDYMAŁISJa,

ale ŭsie tak aburalisia,

byccam my plavali

na mahiły tych, chto im miły;

MY ADNO KACHAŁISJa,

ale nas prysudzili da rasstrełu.

Napeŭna, za toje,

što nas było troje.

Ale navat durnicy Kareninaj Hospad daravaŭ — bo kachała jana mnoha. Dyk za što ž usie hetyja staryja pierduny i paŭpierduny, cytujučy klasyka suśvietnaj litaratury Haška Ja., praklinajuć novyja pakaleńni? Moładź — jana ž taksama kachała mnoha! I bieskaryśliva!

Bieh, zapychaŭsia Danka

Sa svajoj valancinkaj.

Dy pasłała kachanka.

Dy pasłała kretynka.

Kab zašyć tuju dziurku,

Kab zabyć tuju dzieŭku,

Daŭ by chabar chirurhu —

Brat, papraŭ niespadzieŭku!

Tolki podłaje serca

Ŭsio zhareła daščentu.

I chirurh adkładaje

Svaje instrumenty.

Praz toje, što serca prypadabniajecca da «valancinki», bol nia robicca mienšym. Prosta balić pa-inšamu i ŭ inšych — u novaha pakaleńnia. Zakachany vyrvaŭ svajo serca z hrudziej dla kachanaj, a jana padumała, što heta — usiaho tolki kavałačak kardonu. Heta — Horki, pračytany tymi, čyje baćki stamilisia śpiavać Akudžavu («…Vied́ był sołdat bumažnyj» — pamiatajecie?).

I hetaje pakaleńnie — pakaleńnie ludziej, jakija myślać i šmat čytali. I nia tolki Horkaha, ale i Dastajeŭskaha.

U dvary na vulicy Kalinoŭskaha

Dla dziaciej pastavili šybienicu,

Jakuju śpisali z turmy,

Bo jana sastareła maralna.

I adrazu prybiehli dzieci,

Kab hajdacca na joj i padciahvacca,

Kab poŭzać pa joj i karaskacca

I zajmacca karysnaj himnastykaj.

Ludzi, što čytali «Bratoŭ Karamazavych», pamiatajuć pra sonca, zamiest jakoha na arbitu vyvieli siakieru, i siakiera pačała krucicca vakoł ziamnoha šara, i ludzi pryvykli da siakiery nastolki, što navat zanieśli čas uzychodu dy čas zachadu siakiery ŭ kalandar.

Trochi žudasnaja karcina. Nakštałt dziaciej, jakija hojsajuć pa «maralna sastarełaj» šybienicy. I baćki pieražyvajuć,

I kryčać im: «Chutčej dachaty!»,

I chvalujucca: što ź ich vyraście? —

Bajučysia vymavić «šybieniki».

Dy, zdajecca mnie, lepiej šybieniki,

Tak, ja dumaju — lepiej šybieniki,

Lepiej, lepiej dakładna šybieniki,

Lepiej šybieniki,

Čym katy.

Nacisk, zrazumieła, na pieršym składzie — nie pra košak havorka, a pra karnikaŭ.

Fantasmahoryja absalutna žyćciovaja. Dzieci, što vyrastajuć pobač z šybienicaj, pieratvarajucca ŭ Muraŭjovych — ci ŭ tych, chto viešaje, ci ŭ tych, kaho viešajuć. A miarkujučy pa padručnikach pana Traščanka, rekamendavanych da druku jašče ŭ tyja časy, kali ministar Radźkoŭ byŭ rektaram Radźkovym, biełaruskaja dziaržava addaje pieravahu «talenavitym administrataram», jakija ŭmiejuć dobra namylvać viaroŭku.

Ale vierniemsia da Džeci. Dziaŭčynka apalityčnaja i samadastatkovaja.

Vy čuli, jak śpiavajuć kociki,

I asabliva — udvaich?

Im niepatrebnyja narkotyki,

Im dastatkova ich samich.

I serca poŭnicca piaščotaju

J krasoju navakolnych źjaŭ,

I mkniecca za kacinaj notaju,

I razam ź imi kaža:

MIAŬ!

Heta manifest novaha paetyčnaha pakaleńnia, manifest, jaki dla Skobłaŭ nastupnaha stahodździa budzie mieć značeńnie kudy bolšaje, čym Bahdanovičaŭ «Vianok». Hetaje samaje «Miaŭ!» Džeci — manifest paetaŭ, jakija vystupajuć za zdarovy ład žyćcia — biez narkotykaŭ i BRSM. Jaje zbornik — jak pojas šahidki, ź jakim paet (paetka?!) padkraŭsia (-łasia?!) da poŭnaha zboru tvoraŭ Niła Hileviča, kab uzarvać jaho razam z saboj.

Daj boža, vyjdzie!

Džeci. Za zdarovy ład žyćcia. — Miensk: Łohvinaŭ, 2003.

Čytajcie taksama:

Kamientary da artykuła