Słucki pojas šahidki
Praz mnoha hadoŭ biełaruskija dzieci buduć hulać u Džeci, čytajučy jaje vieršy zamiest ličyłak.
Miarkujučy pa ŭłasnych malunkach, jakimi aformleny jejny pieršy zbornik «Za zdarovy ład žyćcia», jana hienijalnaja, jak usie, chto nie pieraadoleŭ piacipracentnaha barjeru vybaraŭ i kamu da vyvučeńnia vieršaŭ Niła Hileviča ŭ siaredniaj škole zastałosia hady try.
Džeci — heta chto? Dziaŭčynka ci chłopčyk? Darosły ci dzicia? Mastak ci paet? A moža, uvohule — jana śniežny čałaviek, nia Džeci, a Jeci, što syšoŭ sa skały, kab dakazać małavieram, što jon — isnuje!
Pa vialikim rachunku, jaje zbornik dakazvaje, što biełaruskaja paezija ŭsio jašče zdolna isnavać, što jaje nie zabili časy poźniaha sacrealizmu. Heta — adkrytaja, jak pisaŭ Lermantaŭ, naśmieška ašukanaha syna z tranžyra-baćki:
Paet (siedziačy na łožku śmiarotna chvoraha Finynspektara, zadavolena):
Ŭ krainie śvietłaj, dzie ty ŭmiraješ,
Ja knihu maju, a ty nia maješ.
Finynspektar (pamirajučy ad chvaroby, sumna):
Ŭ krainie śvietłaj, dzie ja ŭmiraju,
Ty knihu maješ, a ja nia maju.
Voś takaja «Razmova ź finynspektaram pra paeziju» — adnačasovaja parodyja na Majakoŭskaha i Bahdanoviča. Na Bahdanoviča nastolki adkrytuju parodyju napisaŭ chiba što Adam Hlobus, čyj vierš i trapiŭ u antalohiju «Vierš na Svabodu», surjozna prymusiŭšy zadumacca pra litaraturnuju jakaść astatnich vieršaŭ zbornika. Ale Hlobus — stary litaraturny chulihan, fihura, jakaja adbyłasia. A Džeci? Joj chto daŭ prava tak adkryta ździekavacca z usiaho sonmu nacyjanalnych i internacyjanalnych śviatyniaŭ?!
Śmieła ŭ nohu, tavaryš Lenin,
Śmieła ŭ serca, tavaryš Stalin,
Bi fašystaŭ, tavaryš Žukaŭ,
Pi harełku, Michał Siarhieič.
Vi viaroŭki, tavaryš Pavič,
Fraj tavaryš i Ten tavaryš…
…Tavaryš Kačałaŭ, Kałčak i Čkałaŭ.
Mocny traktar — tavaryš Karter.
Mahutny sokał — tavaryš Kołas.
Vožyk biaz rožak — tavaryš Mrožak.
Heta nazyvajecca: «I zadušyciesia!» Nia viedaju, kolki hadoŭ Viery Burłak, ale Džeci jaŭna naležyć da «abkormlenaha pakaleńnia» — pakaleńnia, jakoje dastali nia tolki savieckija prapahandysckija mity, ale i mity kulturnyja, nakštałt «tavaryša Paviča» dy «tavaryša Mrožaka», i mity nacyjanalnyja, nakštałt «tavaryša Kołasa». Pry hetym, miarkujučy pa nabory imion, vystaŭlenym na ŭsieahulny ahlad u cytavanym vyšej vieršy, sama Džeci zastajecca bolš kulturnaj, čym jaje jak krytyki, tak i čytačy: Ipalit Ten, što patrapiŭ u nadta viasioły martyraloh zabitych naśmieškaj Džeci «tavaryšaŭ», u siońniašniuju epochu jaŭna vyradziŭsia b u Maksa Fraja, što paetam (paetkaj?) i pryznajecca, ale da čaho čałaviek, nie znajomy z historyjaj suśvietnaj estetyčnaj dumki, prosta nie datumkaje.
Džeci bliskuča hulaje słovami, jak žančyny-libercinki ŭ knihach markiza de Sada hulajucca mužčynskimi jaječkami, piaščotna i pa-sadyscku pierabirajučy ich tonkimi, unizanymi darahimi piarścionkami palčykami. Vierš «Čakańnie», skažam, — uvohule nakštałt bachaŭskaj «Čakony», muzykalny i praniźlivy, i huki jaho padmianiajucca adzin druhim na vačach (na vušach?) čytača (słuchača?).
Ciahnik spaźniajecca.
Karenina nervujecca.
Peronski Ŭronski
Z himnazistkami całujecca.
A niedzie pobač
Paraj čmychajuć vahony.
Nachabny Ŭronski
Adbyvaje da Verony.
…Veronski źjechaŭ,
Tolki dym
Za im matlajecca.
Uronski-Peronski-Veronski — jak ciahnik, što admoviŭsia pierajaždžać Hannu Kareninu i zastyŭ na zapasnym puci. Jon admaŭlajecca vykonvać svaju ramannuju funkcyju, zychodziačy sa zvyčajnych žyćciovych mierkavańniaŭ. Na chrana jamu Hanna, kali ŭ Veronie jon stanie hierojem zusim inšaha ramanu, pałacavaha, ź junaj 14-hadovaj Džuljetaj, dziaŭčynkaj, kachać jakuju hieroju tałstoŭskaha ramanu našmat pryjamniej, čym histeryčku Kareninu, što kidajecca pad kožny ciahnik! I kali hetaja ŭpartaja durnica ŭsio-taki pierapaŭzie na susiedni puć, kab ślepa vykanać dyktatarskuju volu Tałstoja, — Uronski tut pryčym?
Ale hulnia z proźviščam, a paźniej, u vieršy, pryśviečanym Maratu Kazieju, i hulnia z movami (biełaruskaj i anhielskaj), prynosić maleńkaj dziaŭčyncy Džeci amal sadysckuju asałodu.
Mabyć, i seksualnuju.
Takoha ŭ biełaruskaj paezii nie było z časoŭ Hienadzia Buraŭkina, jaki zdoleŭ uznavić emocyi pałavoha aktu ŭ poščaku i pryśvistvańni sałaŭja. U Buraŭkina, kali vy pamiatajecie, Cimoch trachaŭ Aŭdoćciu va ŭsie zastaŭki, paśla čaho ŭciok.
Džeci nie ŭciakaje, a naadvarot — hieraična zastajecca na miescy. Joj uciakać niama kudy. Svoj los jana viedaje i navat nie sprabuje apraŭdacca.
MY ADNO CAŁAVAŁISJa,
ale ŭsim zdavałasia,
što my robim niešta horšaje —
niedazvolenaje i hrešnaje;
MY ADNO ABDYMAŁISJa,
ale ŭsie tak aburalisia,
byccam my plavali
na mahiły tych, chto im miły;
MY ADNO KACHAŁISJa,
ale nas prysudzili da rasstrełu.
Napeŭna, za toje,
što nas było troje.
Ale navat durnicy Kareninaj Hospad daravaŭ — bo kachała jana mnoha. Dyk za što ž usie hetyja staryja pierduny i paŭpierduny, cytujučy klasyka suśvietnaj litaratury Haška Ja., praklinajuć novyja pakaleńni? Moładź — jana ž taksama kachała mnoha! I bieskaryśliva!
Bieh, zapychaŭsia Danka
Sa svajoj valancinkaj.
Dy pasłała kachanka.
Dy pasłała kretynka.
Kab zašyć tuju dziurku,
Kab zabyć tuju dzieŭku,
Daŭ by chabar chirurhu —
Brat, papraŭ niespadzieŭku!
Tolki podłaje serca
Ŭsio zhareła daščentu.
I chirurh adkładaje
Svaje instrumenty.
Praz toje, što serca prypadabniajecca da «valancinki», bol nia robicca mienšym. Prosta balić pa-inšamu i ŭ inšych — u novaha pakaleńnia. Zakachany vyrvaŭ svajo serca z hrudziej dla kachanaj, a jana padumała, što heta — usiaho tolki kavałačak kardonu. Heta — Horki, pračytany tymi, čyje baćki stamilisia śpiavać Akudžavu («…Vied́ był sołdat bumažnyj» — pamiatajecie?).
I hetaje pakaleńnie — pakaleńnie ludziej, jakija myślać i šmat čytali. I nia tolki Horkaha, ale i Dastajeŭskaha.
U dvary na vulicy Kalinoŭskaha
Dla dziaciej pastavili šybienicu,
Jakuju śpisali z turmy,
Bo jana sastareła maralna.
I adrazu prybiehli dzieci,
Kab hajdacca na joj i padciahvacca,
Kab poŭzać pa joj i karaskacca
I zajmacca karysnaj himnastykaj.
Ludzi, što čytali «Bratoŭ Karamazavych», pamiatajuć pra sonca, zamiest jakoha na arbitu vyvieli siakieru, i siakiera pačała krucicca vakoł ziamnoha šara, i ludzi pryvykli da siakiery nastolki, što navat zanieśli čas uzychodu dy čas zachadu siakiery ŭ kalandar.
Trochi žudasnaja karcina. Nakštałt dziaciej, jakija hojsajuć pa «maralna sastarełaj» šybienicy. I baćki pieražyvajuć,
I kryčać im: «Chutčej dachaty!»,
I chvalujucca: što ź ich vyraście? —
Bajučysia vymavić «šybieniki».
Dy, zdajecca mnie, lepiej šybieniki,
Tak, ja dumaju — lepiej šybieniki,
Lepiej, lepiej dakładna šybieniki,
Lepiej šybieniki,
Čym katy.
Nacisk, zrazumieła, na pieršym składzie — nie pra košak havorka, a pra karnikaŭ.
Fantasmahoryja absalutna žyćciovaja. Dzieci, što vyrastajuć pobač z šybienicaj, pieratvarajucca ŭ Muraŭjovych — ci ŭ tych, chto viešaje, ci ŭ tych, kaho viešajuć. A miarkujučy pa padručnikach pana Traščanka, rekamendavanych da druku jašče ŭ tyja časy, kali ministar Radźkoŭ byŭ rektaram Radźkovym, biełaruskaja dziaržava addaje pieravahu «talenavitym administrataram», jakija ŭmiejuć dobra namylvać viaroŭku.
Ale vierniemsia da Džeci. Dziaŭčynka apalityčnaja i samadastatkovaja.
Vy čuli, jak śpiavajuć kociki,
I asabliva — udvaich?
Im niepatrebnyja narkotyki,
Im dastatkova ich samich.
I serca poŭnicca piaščotaju
J krasoju navakolnych źjaŭ,
I mkniecca za kacinaj notaju,
I razam ź imi kaža:
MIAŬ!
Heta manifest novaha paetyčnaha pakaleńnia, manifest, jaki dla Skobłaŭ nastupnaha stahodździa budzie mieć značeńnie kudy bolšaje, čym Bahdanovičaŭ «Vianok». Hetaje samaje «Miaŭ!» Džeci — manifest paetaŭ, jakija vystupajuć za zdarovy ład žyćcia — biez narkotykaŭ i BRSM. Jaje zbornik — jak pojas šahidki, ź jakim paet (paetka?!) padkraŭsia (-łasia?!) da poŭnaha zboru tvoraŭ Niła Hileviča, kab uzarvać jaho razam z saboj.
Daj boža, vyjdzie!
∎
Džeci. Za zdarovy ład žyćcia. — Miensk: Łohvinaŭ, 2003.