BIEŁ Ł RUS

Volnamu — vola

11.01.2008 / 18:7

13 studzienia piśmieńniku i žurnalistu Vasilu Hrodnikavu spoŭniłasia b 70 hadoŭ.

Niadaŭna, praciahvajučy raźbirać rukapisy Vasila (a ich akazalisia cełyja hory), jahony rodny brat piśmieńnik Mikoła Hrodnieŭ, proźvišča jakoha roźnicca ad bratava z‑za pamyłkovaha zapisu ŭ pašparcie niaŭvažnaha hramacieja, natyknuŭsia na taŭščezny stos listkoŭ u adnoj źviazcy. Na pieršym listku vyviedziena: «VOLNAMU — VOLA. Raman». Zahłybiŭšysia ŭ čytańnie niečakanaj znachodki, Mikoła Piatrovič zrazumieŭ: adnoj knihaj, padrychtavanaj da druku ŭ pamiać lubimaha brata, nie abyścisia. Heta ž treba — navat ad jaho trymaŭ małodšy ŭ sakrecie takuju hruntoŭnuju pracu, jakuju, peŭna, ličyŭ jašče niedaroblenaj na ŭsie sto i jakuju, kaniečnie ž, potym pradstaviŭ by na sud svajmu pieršamu čytaču, strohamu krytyku i daradcu — starejšamu bratu. Pračytanyja staronki davali adčuć: tut — samaje zapavietnaje, čym žyła i hareła Vasilova duša. Praha čałaviečnaści ŭ čałavieku, pamknieńnie bačyć jaho vartym lepšaha ŭ samim sabie, uźniatym nad biezdańniu ŭłasnych i čužych pamyłak, strachaŭ i hrachoŭ. Adrodžanym da novaha žyćcia na raźniavolenaj rodnaj ziamli…

Toj, kamu paščaściła ŭ svoj čas (na vialikuju biadu, bolš jak dva hady Vasila Piatroviča Hrodnikava ŭžo niama siarod nas) znajomicca na staronkach «Narodnaj voli» ź jaho publikacyjami, skaža: dyk heta ž hałoŭnaja, skraznaja linija jahonaj tvorčaści!

Tak, hałoŭnaja, i nie tolki tvorčaści, a i samoha žyćcia. Usio, što jon pisaŭ ci tolki źbiraŭsia napisać, było pieražyta, vypakutavana im samim na žyćciovych puciavinach, zusim nie ŭsypanych pialostkami ružaŭ. Mikoła Piatrovič Hrodnieŭ zhadvaje daŭniuju, dy nie zabytuju praz hady karcinu: jany z małodšym Vasilom bryduć, uziaŭšysia za ruki, u zrebji — hałodnyja, źniasilenyja — viaskovym prasiołkam ad rodnaj Staroj Alešni na Rahačoŭščynie ŭ nieviadomy śviet. Za ich śpinaj — raskidanaje siamiejnaje hniazdo «vorahaŭ naroda», pracavitych, addanych ziamli baćkoŭ, sahnanych ź jaje i abjaŭlenych «kułakami». I tolki nievierahodnaja sialanskaja ŭpartaść, zahartoŭka ŭ zmahańni ź ciažaram byćcia i ŭmieńnie trymacca za ruki dazvolili abodvum vyžyć i znajści siabie ŭ hetym śviecie, realizavać svoj pryrodžany dar — dar słova. Starejšy staŭ viadomym piśmieńnikam, małodšy — bliskučym žurnalistam, jaki — moža tak stacca — budzie pa spraviadlivaści zaniesieny ŭ piśmieńnickija šerahi.

Jon šukaŭ siabie, svaju ściažynu ŭ abranaj sercam spravie. Pracavaŭ paśla fłockaj słužby i zakančeńnia BDU ŭ respublikanskim pieryjadyčnym druku, na kinastudyi «Biełaruśfilm» i telebačańni, vydaŭ u časopisie «Maładość» apovieść «Paparać kvitnieje na dośvitku» pra vydatnaha raźviedčyka‑biełarusa Dzienisienku. Ale napoŭnicu raskryliŭ svoj talent z kanca 1990‑ch, kali staŭ drukavać u «Narodnaj voli» narysy, publicystyčnyja artykuły, ese, apaviadańni. Voś kali Vasilova słova nabyła volnaje dychańnie: aŭtar atrymaŭ mahčymaść pisać toje, što irvałasia z dušy i kranała čytača piakučaj praŭdaj, što smylić kožnamu, chto nie raźvitaŭsia z sumleńniem, nieabyjakavaściu, zdolnaściu dumać i pieražyvać.

Pa‑sialansku ŭparta, nastojliva i nieadčepna dakopvaŭsia Vasil Hrodnikaŭ da karanioŭ našych bied i napaściaŭ, pa‑mastacku asensoŭvajučy ŭłasnyja nazirańni za navakolnaj paŭsiadzionnaściu, pobytam siońniašnich haradžan i viaskoŭcaŭ. Tryvožny rozdum ab ludskich losach, budučyni Baćkaŭščyny prymušaŭ jaho ŭziracca ŭ toŭšču viakoŭ, kab zrazumieć, znajści adkaz na balučyja, istotniejšyja pytańni: kudy dziem? Što budzie zaŭtra z nami, našaj ziamloj, pakinutaj nam u spadčynu nieacennym — i niaredka nieacenienym — daram. Hetyja pytańni nie davali jamu spakoju, paŭstavali va ŭsioj niaŭmolnaści znoŭku i znoŭku. «Časam nie vieryš historykam, — spaviadaŭsia jon u ščymlivym ese «Hałasy kryžoŭ» ab trahičnych pracesach pamirańnia i vymirańnia biełaruskaj vioski, maralnaj dehradacyi jaje nasielnikaŭ, — što niekali na hetaj ziamli žyli hordyja dy zamožnyja, niazłomnyja, adčajnyja ludzi, što nie viedali strachu, nie hnulisia i dziaciej svaich vychoŭvali na lepšych prykładach słynnych prodkaŭ». Nie moh źmirycca, što zapałochanyja, biaspraŭnyja viaskoŭcy ŭ putach kałhasnaj sistemy pry jaje «tatalnym kantroli za cichim i pamiarkoŭnym mužykom, nadziejnym elektaratam ułady» ŭsio bolš hruznuć u tvani biaździejnaści i bieznadziejnaści, pakory losu, patanajuć u ałkaholnym durmanie, nie čujuć hałasoŭ kryžoŭ, pad jakimi lažać mužnyja prodki. «Peŭnie, adbyłasia niejkaja mutacyja hienaŭ, — razvažaje Vasil Piatrovič. — Byccam niechta padmianiŭ ludziej: kasinieraŭ — na pałachliŭcaŭ, žylistych i pracavitych — na chiłych i łajdakavatych, dbajnych — na prapojcaŭ, paŭstancaŭ za ziamlu i volu — na zdradnikaŭ i najmitaŭ akupacyjnych režymaŭ».

Jakuju ž treba mieć mastakoŭskuju i hramadzianskuju mužnaść, kab kazać surovuju, horkuju praŭdu‑paprok prosta ŭ vočy ludziam, jakich lubiŭ, jakim spačuvaŭ usim sercam i zyčyŭ dabra, jak i ŭsioj svajoj Baćkaŭščynie!

Viosku jon, sialanski syn, viedaŭ i adčuvaŭ usioj istotaj, jak mała chto inšy ź siońniašniaj pišučaj bracii. Viedaŭ jaje balavyja kropki, umieŭ hłyboka zazirnuć u dušu prostaha, ničym byccam nie prykmietnaha viaskoŭca i ŭbačyć navat toje, na što nie zvažaje sam uładar hetaj dušy. Umieŭ praz žyvyja, dachodlivyja, pierakanaŭča vypisanyja charaktary i detali nadzvyčaj cikava padać hłybinnuju prablemu, bo ŭ asobie aŭtara ščaśliva spałučaŭsia vučony‑daśledčyk, hłyboki fiłosaf i mastak słova.

Va ŭsim jon išoŭ ad žyćcia, bo vyvučaŭ jaho nie kamandzirovačnymi najezdami‑naskokami, a znutry, niesupynna. Pisaŭ pra viosku — dyk sam apošniuju častku žyćcia byŭ viaskoŭcam, kinuŭšy tłumnuju stalicu. Tamu tak vabiać jaho tvory, što ŭ ich, pry ŭsioj uzvažanaści i pradumanaści, panuje nieprydumanaść kalizij, tem, vobrazaŭ, što sami prosiacca na papieru.

Voś adno ź pierakanaŭčych śviedčańniaŭ papularnaści vystupaŭ Vasila Hrodnikava ŭ «Narodnaj voli», jakoje znachodzim u artykule «Vasil Hrodnikaŭ» u niadaŭna vydadzienaj knizie Uładzimira Arłova «IMIONY SVABODY»: «Jahonyja publikacyi abmiarkoŭvalisia ŭ kuryłkach i tralejbusach. Adnojčy ja sam byŭ śviedkam i ŭdzielnikam takoj dyskusii i z hetaj pryčyny prajechaŭ niekalki lišnich prypynkaŭ. Artykuł nazyvaŭsia «Abroć na Biełaruś, abo Pra što my havaryli z prezidentam u majoj chacie z voka na voka».

Zrazumieła, razmovy toj, jak i ŭsioj sustrečy, apisanaj u adnym z samych zapaminalnych, uražlivych Vasilovych tvoraŭ, nasamreč nie było, dy i nie mahło być. Jany prymroilisia aŭtaru, jaki, pa jahonaj viersii, prydramnuŭ uviečary la raspalenaj piečki. Ale scena ŭjaŭnaj, nieisnujučaj sustrečy była padadziena tak realna‑asiazalna, kranała takija realnyja, balučyja rečy — pieraškody na šlachu adradžeńnia vioski i ŭsioj krainy, što haračaja, choć i sfantaziravanaja sprečka mahła być pryniata nie nadta ŭvažlivym čytačom za sapraŭdnuju, hulnia ŭjaŭleńnia, ulitaja ŭ formu «zasnuŭ—pryśniŭ», — za dzieju na javie.

Tamu zusim nie dzivam byŭ praciah hetaj historyi, ab čym sa śmiecham raspavioŭ u redakcyi sam Vasil Piatrovič. Praz kolki dzion paśla toj publikacyi ŭ jahonuju chatu ŭ Mazalach pad Maładziečnam — užo nie ŭ śnie, a na samaj što ni na jość javie — zajaviłasia načalstva, praŭda, ranham kudy nižej, čym u apoviedzie, — miascovaje. Maŭlaŭ, jak ža možna, Vasil Piatrovič, da vas takija ludzi jeździać, a ŭ chacie i telefona niama! Što ž maŭčali? Raskazvajcie, jak žyviecca, dapamožam, čym možam. Mo drovy treba ci što tam jašče — nie pytańnie…

Ni ab čym nie staŭ prasić niečakanych haściej haspadar chaty, tolki, padziakavaŭšy za niespadziavanuju łasku, nahadaŭ, što kali nakont telefona — dyk jon daŭno i daremna abivaje parohi roznych kantor. Praz paru dzion telefon u «znajomca ź viarchami» ŭžo stajaŭ. Možna tolki ŭjavić, jak schapilisia za hałavu čynoŭnyja viziciory, kali ŭciamili narešcie, što hruntoŭna prakałolisia, a za heta moža niasłaba nahareć…

Cikavyja vypadki, padziei, žyciejskija drobiazi, prykmiečanyja trapnym vokam, davali bahaty materyjał dla tvorčaści talenavitaha žurnalista ź piśmieńnickim piarom. Žyćciaradasny, poŭny nieŭtajmavanaj enierhii i niejkaj dziciačaj niepasrednaści, sa śmiašlivaj chitrynkaj u vačach, jon źjaŭlaŭsia ŭ redakcyi, i, zdavałasia, razam ź im u naša ciesnaje pryciemnienaje sutareńnie ŭryvaŭsia viecier śviežaj i śmiełaj dumki, podych virlivaha žyćcia. Pa praŭdzie, u takija chviliny chaciełasia ŭsio kinuć i słuchać, słuchać Vasilovy raspoviedy: jany byli zachaplalna‑artystyčnyja, navat kali vialisia pra samyja zvyčajnyja, prostyja, drobiaznyja rečy, zvyčajnych, prostych, dy nie zusim drobiaznych, nie abyjakavych jamu ludziej.

Ale ž «kinuć usio», adarvacca dziela navat samaj najcikavaj razmovy ŭ amal viečnym redakcyjnym ekstrymie nie kožny raz vypadaje. Voś i tady, za niekalki dzion da trahiedyi, Vasil Piatrovič zavitaŭ u «Narodnuju volu» — jak zazvyčaj žartaŭlivy, havarki. Adčuvałasia, chacieŭ niečym padzialicca, ale… Išoŭ vypusk hazietnaha numara, kožnaja chvilina — u napružanaj haračcy, i amal ad kožnaha, da kaho jon padychodziŭ, čuŭ: «Vasil, darahi, rady vas bačyć, dy, zrazumiejcie i vybačajcie, pahamonim inšym razam». I ja tak skazała, i daravać sabie nie mahu praviny pierad niezvyčajnym čałaviekam: my i nie dumali, što bačym jaho ŭ apošni raz. Kab ža ni na mih nie zabyvacca — choć kamni ź nieba! — što naša časam nieabačliva‑biazdumnaje «kali‑niebudź inšym razam» moža abiarnucca žorstka‑biaźlitasnym, niezvarotnym «nikoli»…

Pierad hetym «nikoli» Vasil patelefanavaŭ starejšamu bratu, skazaŭ, što źbirajecca ŭ pajezdku — rasśledavać adnu važnuju i niebiaśpiečnuju spravu, choča paraicca. Tolki razmova nie telefonnaja, tamu jon naviedaje Mikołu ŭ Minsku, a ab dakładnym časie sustrečy patelefanuje dadatkova…

Ni ŭ pryznačany dzień, ni na zaŭtra zvanka nie było. Mikoła Piatrovič Hrodnieŭ i jaho žonka Nina Dźmitryjeŭna, jakaja lubiła mužava brata jak syna, nie na žart ustryvožylisia: ni razu ž nie było takoha, kab Vasil dy nie strymaŭ słova!

Kinulisia ŭ Zasłaŭje, kudy pierajechaŭ Vasil z Mazaloŭ, ale było pozna. Jon byŭ užo niežyvy — pasiarod chaty…

Z taho kastryčnickaha dnia 2005‑ha minuła dva ź liškam hady. Raptoŭnaja, nie pazbaŭlenaja zahadkavaści śmierć Vasila Hrodnikava spyniła jaho na paŭdarozie da novaha, jašče nie skazanaha…

Jon lubiŭ žyćcio nasupierak usiamu, što davodziłasia adolvać, i vostra ŭśviedamlaŭ svaju adkaznaść pierad im. Adčuvaŭ siabie sielaninam‑aratym, jakomu — ci doždž, ci maroz, ci śpioka — treba iści da svajho pola i ščyravać, ščyravać, kab jano ŭskałasiła budučym chlebam. Nie jaho vina, što niedaaranym, niedasiejanym, niedažatym zastałosia jaho pole. Ale i toje, što paśpieŭ zrabić hety daravity, śmieły, volny ducham čałaviek, daje prava skazać: JON ŽYŬ DLA BIEŁARUSI.

…Kłopatam Mikoły Hrodnieva i jahonaj siamji rychtujecca da vydańnia trochtomnik tvoraŭ Vasila Hrodnikava. «Pieršuju knihu, — raskazvaje Mikoła Piatrovič, — składajuć lepšyja tvory publicystyki, što ŭbačyli śviet na staronkach «Narodnaj voli», a taksama ŭspaminy rodnych, siabroŭ junactva i daŭnich prychilnikaŭ (siarod ich, naprykład, narodny artyst Biełarusi kinarežysior Viktar Dašuk, starejšy dramaturh Aleś Pietraškievič, hramadski dziejač Alaksiej Karol). Druhi tom uklučyć užo zhadanuju apovieść «Paparać kvitnieje na dośvitku» i zanatoŭki z Vasilovych błaknotaŭ ab sustrečach ź cikavymi ludźmi z naroda, ich trapnymi vykazvańniami. Treciaja kniha budzie addadziena ramanu «Volnamu — vola», nazva jakoha stanie ahulnaj dla ŭsiaho vydańnia».

U hetych dvuch znakavych słovach — usia natura nieskaronaj, nieardynarnaj asoby, jaho zapaviet usim, chto pojdzie dalej…

Čytajcie taksama:

Kamientary da artykuła