Hierainia sełfi na fonie ščytoŭ: zdavałasia, suprać ich vyjšła Ziena, karaleva voinaŭ
Dla Lubovi Dziadzinkinaj 25 sakavika — sapraŭdnaje nacyjanalnaje śviata, jakoje nie musić być zabytym i jakoje treba śviatkavać usim narodam na vulicach Biełarusi. Jaje ŭśmiešlivaje sełfi ź siabroŭkaj na fonie šerahu ščytavikoŭ, jakija pierakryvali praśpiekt Niezaležnaści padčas razhonu vuličnaj akcyi, imhnienna raźlaciełasia pa ŚMI i sacyjalnych sietkach. U kamientaryjach vykazvalisia kamplimienty dziaŭčynami, a niekatoryja navat nazvali hetaje fota simvałam mirnych pratestaŭ Biełarusi. Jeŭraradyjo znajšło aŭtarku znakamitaha sełfi i pahutaryła ź joj. Jak vyśvietliłasia, Luboŭ pracuje dziciačym trenieram pa karate. Jana vielmi pazityŭnaja i dalikatnaja dziaŭčyna ź nievierahodna pryciahalnaj uśmieškaj i aktyŭnaj žyćciovaj pazicyjaj.
Pra strach:
Skažu vam ščyra, strašna było. U peŭny momant, kali tolki pryjšli. Milicyja jašče tarabaniła pa svaich ščytach. Ale, kali źjavilisia kamiery, kali pačali padciahvacca ludzi, śpiavać pieśni, kryčać «Žyvie Biełaruś!», strašna ŭžo nie było. Była prosta niajomkaja situacyja, što my biez zbroi, apranutyja ŭ zvyčajnyja kurtki, štany… vyjšli prosta prahulacca, bo Dzień Voli — śviata. A tut nas sustreli ŭ poŭnym abmundziravańni. Ja pryhladziełasia, što na ich było apranuta. Stvarałasia ŭražańnie, što suprać ich pryjšła Ziena — karaleva voinaŭ (hierainia brytanskaha fentezijnaha telesieryjała) ź miačom i ščytom (uśmichajecca). Heta było prosta niedarečna, ščyra kažučy.
Pra ludziej pobač:
Na fonie hetych šerahaŭ byli prosta hramadzianie z uśmieškami. Pryčym, nichto z nas nie byŭ ahresiŭnym, nichto nie łajaŭsia matam, kryj Boža. Niechta śpiavaŭ na biełaruskaj movie pieśni, niechta padychodziŭ da ich, razmaŭlaŭ pa-biełarusku. To bok heta byli absalutna zvyčajnyja ludzi roznych uzrostaŭ. Vidać, mienavita ŭ miescy, dzie pierakryli praśpiekt, ludzi musili abjadnacca. Ale nas paździalili dvuma šerahami milicyi. To bok na adnym baku kardona zastalisia tyja, chto nie paśpieŭ dajści z Akademii Navuk, a na inšym zastalisia astatnija demanstranty, sa ściahami. My tudy chacieli prabracca! Ale nas nie prapuskali. Darečy, z našaha boku byŭ dziadula, jaki padyšoŭ da milicyjantaŭ i skazaŭ: «Synki! Čamu ž my pryjšli i staim tut pierad vami z adkrytymi tvarami, a vy zakryli svaje tvary maskami? Adkrojcie svaje tvary!».
Pra sełfi:
Ja nijak nie čakała, što hetaje sełfi raźlacicca pa internecie. Heta było spantannaje rašeńnie. Ja svajoj siabroŭcy prosta prapanavała sfotkacca na fonie hetaj voś machiny. Bo heta niedarečna. Jana pahadziłasia, i my sfotkalisia. Što hetaje fota raźlacicca i stanie niejkim tam… šedeŭram (śmiajecca)…
Pra sprobu trapić na Dzień Voli:
My chacieli pryjechać na Akademiju Navuk, ale nas nie puścili, bo ŭsio było pierakryta ažno da Bataničnaha sada. U nas na vačach dziaŭčyna sprabavała patrapić na pracu. Vierahodna, jana pracuje ŭ balnicy, z sumkami biehła, ale nichto jaje nie prapuściŭ praz hety kardon. Jana pajšła na inšy. A źniešnie jana - zvyčajnaja dziaŭčyna, tolki z adnaho boku vyhaleny visok na hałavie i tam niejkaja zavušnica. Jaje nidzie nie puskali, i jana była ŭ lutaści, vykazvała nierazumieńnie taho, što jaje nie puskajuć na pracu.
Niejak my ŭsio ž prajšli, skazali, što chočam patrapić u centr horada, i nas prapuścili. Kali my pryjšli na Akademiju Navuk, to pa pierymietry ŭsia heta płošča pa była zastaŭlenaja technikaj. A na samoj płoščy byli tolki vajennyja ŭ formie. Nivodnaha zvyčajnaha čałavieka. Niby ty idzieš pa horadzie, dzie ŭsich pachavali pa dvarach, i zastalisia tolki adny vajennyja mašyny.
Pra chapun:
Nam pašancavała, i nas nie schapili. My nie dastavali simvoliku, pakul prachodzili kardony. Bo nam chaciełasia patrapić tudy, dalej, da ŭsich. U vyniku my prajšli ŭvieś horad. Ad Bataničnaha sada da Płoščy Pieramohi, a potym na Kastryčnickuju, ale tam ludziej užo nie było. Vielmi cikava jany hetym razam zrabili. Prosta adsiekli ŭsich, i nie dazvolili nidzie sabracca. Choć ja dumaju, što ničoha drennaha ŭ tym, što my sabralisia b, nie było.
Ščyra kažučy, ja była ździŭlenaja, što nas nie zabrali. Adzin raz my patrapili ŭ taki chapun, što nas prosta ŭziali ŭ koła i chapali ŭsich, chto ŭnutry. Z čym by ty ni byŭ: z kvietkaj, sa ściaham, bieź ničoha — usio roŭna sadžali ŭ aŭtazak. Kali my stajali pierad šeraham milicyi sa ščytami i fotkalisia, ja była pierakananaja, što nas zaraz prosta pačnuć pryciskać i chapać, a jany ŭziali i syšli. Ja stajała i dumała: nu jak tak. Musić ža być niejak pa-inšamu, tak ža nie moža prosta być (śmiajecca).
Pra svajakoŭ:
Svajakoŭ ja papiaredziła, što mohuć zatrymać. Uviečary tolki ŭzhadała, što nie patelefanavała baćkam. Cikavy momant byŭ 26 sakavika: moj syn vypadkova patelefanavaŭ majoj mamie i skinuŭ. Mama praz 30 chvilin pieratelefanavała jamu, u jaje kałacilisia ruki, dryžeŭ hołas. Ja čuła. «Što ŭ vas zdaryłasia?». A syn adkazvaje: «Babula, usio narmalna, ja prosta pamyliŭsia numaram». I ja navat pačuła, jak jany vydychnuła. Choć mnohija pieražyvali, što navat za hetyja sełfi na fonie milicyi mohuć vyklikać i asudzić.
Pra śviata Dzień Voli:
Dla mianie hety dzień — śviata. I ja vychodžu na śviata. Bolšaść našych ŚMI piša, što heta, chutčej, byŭ marš razzłavanych biełarusaŭ, jaki prachodziŭ suprać Dekreta №3. Nie budu chavać, što ja taksama darmajed. Ja pracuju trenieram pa karate, ale majoj staŭki nie chapaje, bo płaču ja nie 360 rubloŭ padatkaŭ, a 300. Tak što, ja taksama razzłavany biełarus. Ale vyjšła ja na Dzień Voli. Na śviata! Prosta prahulacca pa Minsku. Navat, uziała z saboj ściah, ale nie daviałosia im skarystacca.
Skažu vam tak! Usio što ja ŭbačyła na vulicach sioleta, ja bačyła i raniej. Kali vychodžu ciapier, to i dalej budu vychodzić. Nasamreč, bajacca tut niama čaho. I kali b u jaki-niebudź adzin dzień naš biełaruski narod narešcie vykazaŭ svaje žadańni, to, vierahodna, było b lepš.
Pra pracu:
Ščyra kažučy, nie viedaju, jak stavicca da hetaha kiraŭnictva. Viedaju, što baćki dziaciej, jakich ja trenieruju, mianie padtrymlivajuć. Kažuć, što ja małajčyna. I ŭ hety dzień na voklič «Žyvie Biełaruś!» adkaz «Žyvie viečna!» ja pačuła.
Pra karate:
Suprać hetaj machiny sa ščytom… niachaj navat u tych, jakija zatrymlivajuć, i niama ščytoŭ, ale, dumaju, što ŭdaryć nie zmahła b. Chutčej za ŭsio, mianie b samu bolš pakalečyli ŭsim tym, što na ich naviešana. Kali minułym razam byŭ taki chapun, ja sprabavała supraciŭlacca. Bo ja była z kvietkami, prosta stajała. A mianie schapili. Ale nie atrymałasia.