Havoryć Skrypleŭ: «Išoŭ ja pa poli ź mitałaskacilam»
Vasil Hryń žyvie na chutary Skrypleŭ u Vałožynskim rajonie. Jahonaja ahrasiadziba «Zaścienak Skrypleŭ» prymaje turystaŭ. A Vasil zapisvaje (na dyjalekcie) razmovy haściej ź Minska i Maskvy. a taksama svaje razmovy z žycharami Skrypleva i susiedniaj vioski Harodźki. Heta treba čuć.
— Zdaroŭ!
— Zdaroŭ!
— Nu što spajmaŭ?
— Aj, niešta słaba… išče płotka ni jdzie.. adna vierchavodačka.. zaja*ła mianie jana! a jak-ta pa-ruskamu budzia.. čakaj… zara' skažu… uklejkabł*ć!
— A vo tvoj pryjaciel! [Moj sabaka]
— Aaa… blacha… ja ŭžo zdaloku vas uvidziŭ… jak jon mianie spałochaŭ byŭ letaś… dumaŭ, čysta voŭk… jak pior da mianie… a, akazałasia, łaščycca.. a ja nožyk u kurtcy macaŭ…
— Nu što, pierazimavali?
— Pierazimavali, dziakuj Bohu… heta ž pierad zimoj jak ja tabie zvaniŭ «usio chavaj»… ja ŭsiamu miastečku zvaniŭšy.
— Dyk u mianie chavać nima čaho asoba… a čaho ty tady spałochaŭsia?
— Haaa… jak jano było… chalera biary… ja išoŭ pa poli sa svajoju cackaju…
— Z čym?
— Nu, ź mitałaskacilam! Ja lublu… jak kambain pastaŭlu na zimu, harody svai parablu.. a takaja zima haŭniačaja… što rabić? ja ŭ intyrnet! šuś! aha! tamyka tabie i karty-mapy polskija, a mnie baba taksama kazała, dzie ŭ nas pa miastečku korčmy stajali, dzie jakija futary na vyvoz adpravili, a i front ža stajaŭšy doŭha! try hady! kapitalna! pieršyja niemcy… aha… i chadžu ja pa ralli… vidžu, buchanka jechaja… stała… vyjšli dva.. pilnujuć mianie ŭ binokl… jo tvajo masła! na chira mnie prablemy!? ja chodu… dumaju, chier jany paniasucca… aha… ja daža ŭdziviŭsia, jak hetaja mašyna pa ralli za mnoj papierła… nu, što rabić… ja tady pad puciu šnyrkanuŭšy, i ŭ lasok… a listy apali! mianie vidna! a henyja vyskačyli ŭdvoch, maładyja… hadoŭ pa tryccać… jany ŭ biercach, a ja ŭ botach… vo hetych vo!.. na raźmier bolšyja!… dyk jasna, što ni taja ŭ mianie skoraść… dahoniać… ja tady henyja patrony carskija z kišenia vykidaju… i čuju: Siroha, Siroha! akružaj ivo!.. ja latu, zyrk nazad — a matački! z aŭtamatam! a blacha… išče zara' strelnia! staŭ, kažu, zdajusia! a jany:
— Mužyk! Ty čaho ad nas uciakaŭ?
— Dyk vy ž dahaniali!
— My u vas chacieli sprasić padjezd da rečki, u nas rejd pa brakańjerach!
— Hladžu, a jany ŭ formi, i na rukach znački — achova pryrody… A joły-matały… a jany… musia, minty byŭšyja… buduć mnie kazać:
— A što ta u vas? mitałaiskacil?
— Aha, kažu.
— A licenzija?
— Jakaja licenzija?
— Dyk što, milicyju vyzyvaim?
— Chłopcy, jakaja milicyja!? Ja ž i ni znajšoŭ išče ničoha! moža paluboŭna?
…I ździerli hetyja paskudy ź mianie hrošy… Vot ja ŭsim našym mužykam i zvaniŭ ceły viečar, kab chavali ružža, sietki i ŭsio takoja. Jany ž mnie prahavaryŭšysia byli pra svaju apieracyju…