Alaksiej Znatkievič. Vyjšaŭ byŭ u abied kupić hazetu...
Vyjšaŭ byŭ u abied kupić hazetu U vosieński cichi dzień...
Vyjšaŭ byŭ u abied kupić hazetu
U vosieński cichi dzień.
Padyšoŭ da kijosku, staŭ za niejkim chłopcam,
A tut padychodzić mudziła
I lezie biez čarhi, nie spytaŭšysia.
Toj chłopiec, što napieradzie, maŭčyć.
Daviałosia mudziłu miakka adpichnuć.
Pačakajcie krychu, kažu,
I prašu ciotačku ŭ šapiku:
«Našu Nivu», kali łaska».
Zapłaciŭ, uziaŭ hazetu,
A mudziła złujecca:
«Ty, kałchoźnik, piź..iec cibie!
Prijechał tut sa svajej dzirievni!»
«Heta ty kałchoźnik, a ja – biełarus».
Mudziły časta chodziać hurtam,
Voś i tady padbiehli jašče try, praŭda, niejkija niahiehłyja.
Samy karuźlik navat nahoj mianie sadanuć sprabavaŭ,
Dy ja paśpieŭ adskočyć.
A toj pieršy ŭsio zaprašaje:
«Pajdziom va dvor, tolka ty i ja».
Astatnim kaža, adydzicie, maŭlaŭ,
My, maŭlaŭ, udvoch raźbiaremsia.
Moža, jon i nia poŭny mudziła byŭ,
Moža, sapraŭdy chacieŭ sam-nasam,
Ale dośvied vučyć,
Što takija rečy lepiej nie praviarać,
Tamu ja pajšoŭ nazad na rabotu.
Dobra, što hazetu tady chadziŭ kuplać.
Na rahu hałoŭnaha praspektu – tam šmat było ludziej
U cichi vosieński dzień,
Kali «Našaj Nivie» zastavałasia niekalki hod da sta
I jaje pradavali ŭ šapikach.