Pavał Kaściukievič. All I wanted, all I needed
(žyzn.)
Nu, viadoma, urešcie Depeche Mode u Izrail nie pryjechaŭ. Možna padumać, uzapraŭdy moh pryjechać. Ja voś, prykładam, nie sumniavaŭsia.
Pryśviačajecca Siarhiju Žadanu.
Nu, viadoma, urešcie Depeche Mode u Izrail nie pryjechaŭ.
Možna padumać, uzapraŭdy moh pryjechać. Ja voś, prykładam, nie sumniavaŭsia.
Pakul Chajfa i Bejrut siadzieli ŭ schoviščach ad bombaŭ, u Tel-Avivie začaravana sačyli za amplitudaj palotu rakiet, jak u cyrku nazirajuć za pavietranymi akrabatami: dalacić – nie dalacić, upadzie – nie ŭpadzie. Nia ŭpała. Mienavita tady maje siabry, vyjšłyja z byłoha Sajuzu, ačmurełyja ad sabačaj pracy načnoha achoŭnika, dušačysia «hašam», zapichvajučy ŭ siabie paŭfabrykaty i prahaniajučy ich napojem blizkaŭschodniaha praletaryjatu, koka-kołaj, słabieńka tak, zusim nie adjadajučy sabie serca, stali čakać na Depeche Mode. Jon mieŭsia pryjechać. 3 žniŭnia. I, jak viadoma, nie pryjechaŭ. Martyn Hor i Dejv Hehan dasłali list, što my, maŭlaŭ, chacieli, heta našyja hukarežysery admovilisia, prosim prabačeńnia, my vas lubim, zaŭsiody radyja, šoŭ mast hoŭ on dy inšyja vanity i łokšyna na vušy.
Pakaleńnie dvornikaŭ i vartaŭnikoŭ tady kančatkova pierakanałasia: Martyn Hor – prydurak i impatent. I paškadavała taho času, kali na ścienach bločnych damoŭ u dalokaj užo ŭ prastory i časie krainie vyvodzili acetonavaj farbaj zapavietny venzel «D» i «M». I reč tut zusim nie ŭ vajnie, kažuć jany. Sapraŭdnyja hieroi pryjaždžajuć i na liniju frontu.
Śpiavajcie takoj biady hetuju piesieńku razam z nami: «My nia lubim anikoha, naahuł, zusim nikoha, i ŭ tym liku Depeche Mode». Darečy, pravilna – šejch Nasrałła i nijaki nie Nasarałła ci pahatoŭ Nasrułła.
* * *
Śpiarša chaču paviedamić sioje-toje Volfu Rubinčyku, redaktaru sympatyčnaha biuleteniu «My jašče tut!» i redaktaru «NN» Andreju Dyńku. Reč u tym, što abodva prasili mianie napisać dla ichnich vydańniaŭ: pieršy što-niebudź pra izrailskaje žyćcio, druhi – apaviadańnie. Ja pačaŭ byŭ pisać i toje i druhoje, dla pieršaha – aptymistyčnyja ŭspaminy-dziońnik pra ciažkaści emihracyi, a dla «NN» – vydumvać apaviadańnie pra rusałčyny ślozy, zasmučanaje kachańnie i tamu padobny mezaljans. Ale nadoječy, kab nie zbrachać, 6 listapada, na placy pierad Tel-Aviŭskim mastackim muzejem sustreŭ kupku narkamanaŭ, vyjšłych z byłoha Sajuzu, im było hod pa 30. Jany tulilisia pad tutavym drevam i niešta takoje abmiarkoŭvali. Napeŭna, dzie ŭziać. Ja hladzieŭ im u vočy i razumieŭ, što pisać pra rusałčyny ślozy ja ŭžo nia zdoleju. Takim čynam, šanoŭnyja Volfie i Andreju, kina nia budzie! Ja napisaŭ vam štoś bolš praŭdzivaje. Sioje-toje z žyćcia.
Pamiatajecie, kali byli jašče videakasety i na ichnich kareńčykach pobač z nazvaj u dužačkach pisali žanr: «Bojev.» – bajavik, «dr.» – drama, «kom.» – kamedyja. I byŭ jašče adzin žanr, jaki sustrakaŭsia trochi radziej: jon nazyvaŭsia «žizn.» («žiźniennoje kino», kinastužka pra praŭdzivaje, niavydumanaje žyćcio). Dyk voś, adnojčy ŭ Miensku ŭ kamercyjnym šapiku ja ŭbačyŭ kasetu, dzie pobač z nazvaj (nia pamiataju ŭžo jakoj) stajaŭ nadpis «žyzn.». Mienavita tak, praz «y». Dumaju, što hety «žyzn.» nienaŭmysny, trochi kplivy taki, cyničny-raździaŭbajski, jak samo žyćcio, lepiej za ŭsio apisvaje žanr majho apoviedu.
* * *
Realnuju historyju ź nieprydumanaha žyćcia? Jość pamiž Chajfaj i Halanskimi vyšyniami hrudok z kamianistym plato. Nia duža vysoki taki pahorak, metraŭ šeśćdziesiat uvyški. Nazyvajecca jon Ar Mehida. U pryncypie prosta Mehida, bo «ar» na iŭrycie aznačaje «hara». Ciapier tam archiealahičnyja raskopki ci niešta kštałtu taho. Pavodle Novaha Zapavietu, napiaredadni apakalipsisu mienavita tut musić adbycca apošniaja bitva pamiž siłami Dabra i Licha. U «Adkryćci» Jana Chryściciela hety pahorak nazyvajecca Armahiedon.
31 śniežnia 1999 hodu siemdziesiat (a mnohija krynicy čamuści nastojvajuć na hetaj ličbie) čałaviek, vyjšłych z byłoha Sajuzu: tałkinistaŭ, metalistaŭ, pankaŭ, hipi, narkamanaŭ i prosta charošych ludziej – vyrašyli adśviatkavać nadychod novaha milenijumu ŭ hajočku pad haroj Mehida i, u vypadku kanca śvietu, jaki hetak nazojliva ŭpichvali narodu šmatlikija medyjnyja Vanhi, padmahčy čałaviectvu ŭ finalnaj bitvie ź Licham. Viadoma, u kaniec śvietu tady vieryłasia słaba, śmiech dyj hodzie, ale, jak raspaviadaje moj siabra, navočny śviedka, tyja, što śviatkavali novy milenijum pad Mehida, ščyra dumali pra hetuju padzieju. Pamiž zaciažkami «dzieda», barbarskimi skokami la kastroŭ i luboščami ŭ kustoŭi jany pryznavalisia adzin adnamu – i vohnišča ŭznosiła ichnija słovy ŭ nieba, – što ščyra vierać u chutki apakalipsis, bo ŭsie prykmiety ŭžo kolki hod łunajuć u pavietry, dy śviet navokał daŭno nahadvaje Babilon, jaki nieŭzabavie maje być zrujnavany. Nie, jany nia vieryli – jany viedali, jany byli peŭnyja, što zaŭtra – ales kaput, usialenski hamon. I maje być apošniaja bitva.
A za laskom uzvyšaŭsia hrudok Armahiedon.
I hetaja bitva adbyłasia. Choć ja sam na joj nie prysutničaŭ, u hałavie ja čaściakom prakručvaju apovied siabra. U pieršy dzień milenijumu, naranicu, ź ciažkaściu, z voś takiennaj hałavoj ad pachmiella, usia hetaja chieŭra padniałasia na ŭzaranaje archiealahičnymi raskopkami i zalitaje biaźlitasnym izrailskim soncam plato, hetyja siem dziasiatkaŭ učora abdziaŭbanych, napalenych, zakinutych «kalosami», a siońnia amal ćviarozych pasažyraŭ, trymajučy draŭlanyja miačy, apranutyja ŭ falšyvaja kalčuhi, što ciahajuć na svaje schody tałkinisty i siabry rycarskich hurtkoŭ.
I jany stajali tam na hetym mułkim plato: vyjšłyja z Ukrainy, Hruzii, Małdovy, Kazachstanu, Łatvii, Azerbajdžanu. Hetych 70 bakinskich (i nia tolki) kamisaraŭ, hetych 70 bajcoŭ-panfiłaŭcaŭ. Čamuści mienavita z ŭsiaho voinstva aniołaŭ, archaniołaŭ, siami miljardaŭ žyvych ludziej i nieźličonaj proćmy niabožčykaŭ, nia kažučy ŭžo pra siły Licha, jakija ŭsie pavodle zadumy musili byli prysutničać na pryznačanym kancy śvietu, na apošni boj vyjšli tolki hetyja siemdziesiat. Pasažyry, jakim nia vypała paspytać manny niabiesnaj, zatoje ŭdałosia pakaštavać daschoču kamiakoŭ mannaj kašy. Jakim u treciaj klasie travili bajki pra dziadulu Budalenina, a ŭ šostaj raspaviadali, jaki jon bed haj i ŭvohule łašok. Pasažyry, čyje mazhi ŭ dzievianostyja pierajechała kambajnam.
Jany stajali na tym plato i razumieli, što kaniec śvietu skasavali. Jany adčuvali, što naahuł Dabro i Licha pakinuli hetuju planetu, što praroctva, ab jakim tak doŭha bubnili Nastradamus i «Kamsamolskaja praŭda», u pieršy dzień milenijumu nie zbyłosia. Što djabał pabaviŭ ich i sačkanuŭ, hetaksama jak praz šeść z chvościkam hod ich pabavić Depeche Mode, i što jość tolki hetaje ślapučaje sonca, tolki hetaje kamianistaje plato, hetaje klataje nieba i što bicca treba ŭsio roŭna. U apoviedzie majho siabra mnie bolš za ŭsio padabajecca epizod, kali adzin metalist ci chto z taje kampanii ŭskaraskaŭsia na vałun i źviarnuŭsia da svaich ulubionych suplamieńnikaŭ z pramovaj: «Nu, šo, pipł? Bicca apošnim bojem budziem ci jak?» I ŭ adkaz pačułasia brazhatańnie draŭlanych miačoŭ i pustych botłaŭ z-pad «Stopki» dy ŭzrušany sip šaścidziesiaci dzieviaci prapitych hłotak: «Bu-u-u-dziem, bratka!»
Jany padzialilisia paroŭnu, pa-bratersku, tryccać piać na tryccać piać – ścienka na ścienku. I jany bilisia na hetym fakinh Armahiedonie, sami z saboj, brat z bratam. Tryccać piać sumlenna bilisia za našych, za Dabro, za mir va ŭsim śviecie, za čyrvonych, za Radzimu, za demakratyju, hetaksama jak druhaja pałova, ichnija siabry, jakim pavodle losavańnia vypała być lichimi siłami, z honaram zmahalisia za manholskaje iha, za psoŭ-rycaraŭ, za fašystaŭ, za praklaty imperyjalizm, za vorahaŭ demakratyi, za Ben Ladena, za voś Zła. Jany bilisia da kryvi, da pierałomaŭ, da strasieńnia mazhoŭ, pokul nie pryjechała palicyja i nie pachapała tych, chto nie paśpieŭ dać łataty, u pastarunak. U «adździaleńnie milicyi Zavodzkaha rajonu».
* * *
Centar Tel-Avivu, zołkaja vosień, aleja Rotšylda, kaviarnia ŭ vienskim styli. Ahniastrelny imiem i aryjski proźviščam siudy zavitvaje Uzi Vajl, adzin z najviadomiejšych u krainie satyrykaŭ. My sustrakajemsia tut pahamanić nakont pierakładu jahonaj knižki na biełaruskuju. Uzi Vajl! Aŭtar, jaki razumieje sučasnaść i sučasnaha čałavieka jak mała chto. Čałaviek, čyje knihi dapamahli mnie pieražyć takuju samotnuju zimu letašniaha hodu. Śpiarša mnie chaciełasia raspavieści jamu trochi pra krainu, na movu jakoj ja źbirajusia pierakładać. Ja zirnuŭ Uzi ŭ vočy – Uzi depresavaŭ. Ja chacieŭ raspavieści pra postsavok, pra toje, jaki hniusny smak byŭ u harełki na vypusknym, pra toje, što jon ni kaliva nie źmianiŭsia paśla vypusknoha, u instytucie, pra toje što i ciapier jon – paskudniej nia znojdzieš, karaciej, pra ŭsio heta. «Zrazumieła», – hrymotna, usio roŭna jak dyktar pa radyjo, prahuhniaviŭ Uzi i zasmučana hłynuŭ z maleńkaj butelečki sodavuju. Što tabie zrazumieła, bivień? Ja zirnuŭ u jahonyja akulary-spodački, na jahonuju niedapituju sodavuju i vykštałconuju eŭrapiejskuju tuhu. I ŭ mianie źjaviłasia mocnaje pamknieńnie, prosta ŭśviadomlenaja nieabchodnaść lasnuć piśmieńnika ŭ tvar. Što ty tam zrazumieŭ, karuźlik, pra suśvietny depreśniak, pra elektryčki, pra metafizyčnyja skavyšy, jakija dźmuć u hetych elektryčkach, ad jakich prucianiejuć nohi ŭ kiedach, pra... što ty razumieješ, kaviarny siadziuk? Ja ściaŭ kułaki. I ŭśmichnuŭsia. My mirna dahamanili, damovilisia nakont knihi, ja raspavioŭ anekdot, dapiŭ svoj kapučyna i pravodziŭ Uzi da taksoŭki. Moj eŭrapiejec uva mnie pieramoh. Sam nia viedaju, jak heta adbyłosia.
Uzi, ty syšoŭ, a žadańnie načyścić tabie pysu zastałosia. Jak zastałosia jano u majho siabruka, Ihara Syraježkina, Cara Jerusalimskaha, paśla sustrečy z Žanam-Klodam Van Damam. Ale moj siabruk strymaŭsia ź inšych pryčynaŭ.
Ihar lubić Jerusalim. U jaho jon svoj. Jaki? Telefanavańni znajomym narkadyleram štočaćvier, bandziukavatyja, dzie źbirajucca adno vyšłyja z byłoha SSSR, dyskateki pa piatnicach, harełka litrami, zaryhanyja prybiralni, šotyskazaŭčmo, bojki da paŭśmierci, pierałamanyja ruki i rabryny, i jon sam, Ihar Syraježkin Pieršy, sol hetaha horadu, jaki vieličnaj chadoj pieramožca naranicu viartajecca dadomu ŭ hipsie z bolnicy «Hadasa». Jon idzie ranišnimi vułkami, i sonca pryvietna, jak roŭnamu, hladzić Iharu ŭ tvar.
Tak i žyŭ jon žyćciom jerusalimskaha manarcha, cicha-mirna, až da samaha vizytu Žana-Kloda Van Dama. Jak sastareły žyhała, jaki, kab davieści sabie svaju vartasnaść, šukaje sabie ŭsio maładziejšych kachanak, tak na schile svajoj karjery Žan-Klod šukaje ŭsio ekzatyčniejšyja miaściny dla svaich filmaŭ. Schody manijakalnych sektaŭ na antyčnych krušniach staroha horadu, kunh-fu na fonie krajavidaŭ ź Miortvym moram, stralanina na siaredniaviečnych vułkach i tamu padobnaja łuchta. Kino, jakoje zdymali z udziełam Van Dama ŭ Jerusalimie, nazyvajecca «Tajna ordenu». Stoadsotkavaja dreń. Kali vyjdziecie na pensiju – abaviazkova vaźmiecie pahladzieć, i dobry stuł vam zabiaśpiečany.
Dyk voś. Ślapučaja ranica. Ihar Syraježkin z čarhovym hipsam na pravaj ruce viartajecca dadomu vułkami staroha horadu i bačyć natoŭp raziavakaŭ, masoŭku, bodzihardaŭ. I siarod ich – Van Dam! Centner spresavanych ciahlic. Kumir dziacinstva. Ułasnaj personaj. I tak blizka. Zdajecca, dasi piendala jamu pa jahonym nakačanym zadzie i dastanieš potym paru kuchtaloŭ. Voś jon, kumir, možna ŭ pysu zajechać, zdaroŭ, Žan-Klodzie, nahoj u žyvot – mus, pryvitańnie ad jerusalimskich pacanoŭ, krasunčyk, a tam užo jak pojdzie, plažyć, łupcavać, jak tabie maja levaja, darlinh, dubasić halivudzkuju zorku, pakul nia skruciać ciełaachoŭniki. Potym budzie, viadoma, baluča, bo ciełaachoŭniki vuń jakija mažnyja. Ale jakoje značeńnie majuć ichnija kułaki ŭ paraŭnańni ź piendalem, realnym piendalem pad zad samomu Žanu-Klodu Van Damu, jaki ŭ poźniesavieckim hit-paradzie dziciačych bahoŭ sastupaŭ adno Remba i Švarcnehieru.
Ale, pavahaŭšysia, Syraježkin urešcie nie zajechaŭ Van Damu, bo jamu nadta spadabałasia pryhažość hetaha kryštalnaha imhnieńnia, estetyka niaspraŭdžanaha: jahony ŭlubiony Jerusalim, pieršyja promni sonca za Aliŭnaj haroj, jon, Syraježkin Ihar, poŭny miadźviedžaj siły, a pobač Žan-Klod Van Dam, kumir dziacinstva, jahonaje biezzahannaje halivudzkaje cieła, cełaść jakoha lipić na vałasku, zaležnaje tolki ad jaho, Ihara Syraježkina, voli. I zavisły ŭ pavietry piendal pad zad. Ja ŭpeŭnieny, što Iharu nie słabo było vytnuć Van Dama. Nu, złamali b Syraježkinu ciełaachoŭniki nie adnu rabrynu, jak zazvyčaj jamu łamali na dyskatekach, a try. Jakaja Syraježkinu roźnica?
Ja pavažaju Ihara navat bolš, što nia vytnuŭ, što akurat moh, ale paŭstrymaŭsia. Nia biŭ, jak zaŭsiody bje, a spyniŭsia, bo zaŭvažyŭ u tym zichotkim imhnieńni niešta vyklučnaje. A mnie stanovicca soramna, što tady ŭ kaviarni, z Uzi Vajlem, ja naadvarot spudłavaŭ i nie zajechaŭ.
My siadzim i ŭvažliva słuchajem Syraježkina. My ŭsie daŭno vydatna viedajem siužet, adnolkava lubim u im Ihara i Žana-Kloda dy ličym, što heta – najpryhažejšaja historyja, jakuju tolki moža raspavieści čałaviek. Mnie navat padabajecca, što hety vypadak Syraježkin raspaviadaje pa dziasiatym kole, krasava! Jak čarhovy raz dastaje hety kaštoŭny dyjament z kišeni, poŭnaj saplej, hierainu i dvaccacišekielevych kupiur. Jaho adkštałtavany da niejmaviernaści leksykon, kali apisvaje fihurystaść kumirskaha azadka i smačnaść nieadpalenaha piendala. Kab vy viedali, načyścić mordu Van Damu – heta ŭsio adno, što pieraspać z Alisaj Sielaźniovaj.
* * *
Boh ź im, z Depeche'am. I što ty voźmieš z Uzi Vajla? Jon čałaviek ź inšaj planety. Čas ad času ja sustrakaju niekatorych udzielnikaŭ toj bitvy na Armahiedonie. Ichnija nohi pakul što chodziać i trymajuć svaich uładalnikaŭ na ziamli. Ihar Syraježkin ciapier pracuje prahramistam u adnoj kampanii high tec, prachodzić reabilitacyju ad narkamanii. Ź Iharam usio budzie dobra. Kali da nas nie pryjedzie Silvestar Stalone. Bo hetym razam Ihar moža nie stryvać. Nervy, znajecie.
Pakaleńnie DM kročyć pa planecie. Pa vulicach Miensku, Charkava, Miunchenu, Tel-Aviva. Z taŭrom HOSTu na pakul słabaakreślenych plechach. Z kavałkami kvašanaj, made in Germany, kapusty na straleckaj baradzie. Unučki Harbačova i dzieci Samanty Foks. Usio, što jany viedajuć, heta toje, što ich kaŭbasić nie pa-dziciačy. Žyćcio – marnaja marnaść i pahonia za vietram, ale jany, jany nie haniajucca za vietram, jon sam dźmie praź ichnija dziuravyja lohkija, prybivaje papiarovyja plečy da samiutkaj ziamli. Čas karotki. Kali-nikali mnie zdajecca, što ja źlivajusia ź imi ŭ sucelnaj džynsamasie, a časam, što jany mnie čužyja, što ja im nie naležu i što na tym, jašče da majho naradžeńnia, šalonym kastynhu mianie vybrali na rolu žyvoha i ja žyćmu doŭha-doŭha. Mo da 47.
All I ever wanted,
All I ever needed
Is here in my arm.
Usio, čaho ja žadaŭ,
Usio, što mnie było treba, –
Voś jano, u maich rukach.