BIEŁ Ł RUS

«Nie bojciesia, ja sam bajusia»

12.07.2011 / 18:12

Čytač raskazaŭ pra dzivosny vypadak u tralejbusie.

Na poštu «Biełaruskaha partyzana» praciahvajuć pastupać listy-vodhuki na padziei, źviazanyja z akcyjami maŭklivaha hramadzianskaha supracivu z režymam Łukašenki. Baraćba z režymam robicca sapraŭdy ŭsienarodnaj.

Hety list dasłaŭ nam čytač, jaki nazvaŭ siabie Jahoram Mikałajevym.

«Ja chaču prosta apisać vypadak, ź jakoha, mahčyma, vy, dy i mnohija ludzi, zmohuć zrabić stanoŭčyja vysnovy.

Soramna pryznacca, što ja rukami i nahami za maŭklivyja akcyi, ale vyjści prosta pabajaŭsia.
Vielmi chacieŭ kožny raz, ale nie zmoh. Dobra, skonču z samaprynižeńniem. Pierajdu niepasredna da historyi, śviedkam jakoj ja staŭ!

Ja jechaŭ prykładna ŭ 11 hadzin viečara 3 lipienia ŭ zvyčajnym minskim tralejbusie… Ničoha niezvyčajnaha nie było, ale pastupova maju ŭvahu zabraŭ mužčyna hadoŭ saraka z 6-7-hadovaj dziaŭčynkaj na rukach! Dziaŭčynka była vielmi kiemlivyja i zadavała, chaj i naiŭnyja, ale nie pa hadach surjoznyja pytańni. Jana pytałasia pra Dzień niezaležnaści, što siońnia za śviata. Mužčyna (jon byŭ trochi napadpitku, ale całkam pry rozumie, vidavočna, siamja jechała z haściej, žonka siadzieła nasuprać muža ź dziaŭčynkaj, i jaje tvaru ja nie bačyŭ) raskazvaŭ joj pra vajnu, u čym, ułasna, śviata, pra vyzvaleńnie Biełarusi, pra svaich dziadoŭ, jakija vajavali na vajnie. Vyjaviłasia, adzin jaho dzied zahinuŭ u 1944 u Polščy, druhi prykładna ŭ hety ž čas pazbaviŭsia noh i byŭ kamisavany, a pamior u 1965 (ja trochi źmianiŭ daty i krainy na ŭsialaki vypadak, kab nie padstavić apaviadalnika).

Potym dziaŭčynka spytała, čamu jany nie pajšli na sam parad.

Baćka adkazaŭ (ja nie viedaju, ci varta tak surjozna razmaŭlać ź dziciem, ale jon sapraŭdy razmaŭlaŭ ź joj, jak z absalutna darosłym čałaviekam), što tamu što heta śviata nie dla ludziej, a dla adnaho čałavieka i jaho syna! Tut pačaŭsia salut, jon byŭ bačny z akna tralejbusa, i tata pakazvaŭ dziaŭčyncy — hladzi, salut! Hladzi, jaki pryhožy! I potym, padymajučy dziaŭčynku na ruki i pakazvajučy joj sałon tralejbusa, skazaŭ: „Voś hladzi, ty bačyš, što ŭ ludziej sapraŭdy śviata?“

Ja azirnuŭsia i sapraŭdy ŭbačyŭ tvary, na jakich nie było ničoha śviatočnaha. Zvyčajnyja stomlenyja tvary zvyčajnych pracavitych biełarusaŭ, jakija hladzieli ź cikaŭnaściu, ale biez usiakaha entuzijazmu na daloki salut. Kožny zanurany ŭ svaje dumki, nie bolš za toje! I dziaŭčynka pahadziłasia, skazała: „Tak. Niama ŭ ludziej śviata nijakaha“.

Baćka spytaŭ: „A viedaješ, čamu?“ Dziaŭčynka pachitała hałavoj. Baćka tut ža sam i adkazaŭ: „Tamu što jany bajacca! My ŭsie ŭ hetaj krainie baimsia! Voś hladzi, nam zabaraniajuć plaskać, ale ž śviata ž!!! Davaj, dačuška, paplaskaj!“

Dziaŭčynka, jakoj vidavočna nie da dušy było „śviata“ na tvarach ludziej, pačała viesieła plaskać razam z baćkam, kali jon pramoviŭ na ŭvieś tralejbus — „Nu, što, ludzi? Słabo paplaskać?“

Ja, viadoma, ž tut ža zaplaskaŭ (nie čakajučy, što niechta jašče padchopić). Ale tut… pačali plaskać inšyja! Pačaŭ plaskać chłapčuk hadoŭ dvaccaci, pačaŭ plaskać inšy, hadoŭ dvaccaci piaci. Pačaŭ plaskać darosły mužčyna ŭ akularach hadoŭ piacidziesiaci piaci. Žančyna hadoŭ saraka! Tralejbus plaskaŭ!

Heta treba było adčuć! Jak maleńkaja 6-hadovaja dziaŭčynka ŭ svaim dziciačym imknieńni da dabra i spraviadlivaści razbudziła sonny tralejbus! Ludzi plaskali, i ich tvary aśviacilisia adrazu ž! Tak, heta ŭžo było sapraŭdy śviata! Śviata, jakoha ja nikoli nie zabudu! Plaskali ŭsiaho paŭchviliny niedzie…

Viadoma, plaskali nie ŭsie… Ale z čałaviek dvaccaci, jakija znachodzilisia ŭ tralejbusie, plaskali čałaviek 7–8! A heta bolš za tracinu! Chto nie plaskaŭ, prosta ŭśmichalisia. I ni cieniu asudžeńnia na ich tvarach nie było.

Praz prypynak mužčyna ź siamjoj vyjšaŭ. Vyjšaŭ, kinuŭšy na raźvitańnie skupa: „Ludzi, nie bojciesia! Ja sam bajusia“. Nieŭzabavie vyjšaŭ i ja, i skroź fantastyčny nastroj ad taho, što adbyłosia ŭ tralejbusie, mnie pačali prychodzić idei…

Usio-tki, jak ni horka pryznavać, ludzi bajacca… Bajacca vyjści na płošču i paplaskać! Navat tak. Ja vielmi pavažaju ludziej, jakija pieramahli svoj strach! Ale, na žal, ułada pakul macniejšaja…

Hetaja historyja naviała mianie na dumku, što treba niedzie źmianiać taktyku supraćstajańnia.

Užo vidavočna, što mnohija ludzi viedajuć pra pratesty! I padtrymlivajuć ich! Tolki bajacca! Moža, varta nie klikać ludziej na płošču (choć adno adnamu nie pieraškadžaje absalutna), a arhanizavać ludziej na šmatlikija drobnyja akcyi?

Tut užo ja nie viedaju, napeŭna, ludzi prydumajuć što-niebudź lepšaje, ale mnie zdajecca, što budzie vielmi prosta i efiektyŭna pryjści ź siabrami na prypynak (2–3 čałavieki) i zaplaskać abo zajści ŭ aŭtobus-tralejbus i zaplaskać, a na nastupnym prypynku prosta vyjści! Ludzi ŭsio viedajuć i razumiejuć! Jany padtrymajuć! Možna choć by pasprabavać, ja ŭpeŭnieny, što pavinna atrymacca, va ŭsiakim vypadku ŭ Minsku. I kali heta nabudzie adpaviednyja maštaby, to budzie vializny rezanans. Ludzi ŭbačać, što jany nie adny, što ich šmat, što jany — narod, urešcie! I milicyja budzie prosta niamohłaja pierad takimi akcyjami. Značna składaniej vyjaŭlać i raśpichvać pa aŭtazakach inšadumcaŭ, kali tak zvanyja „achoŭniki zakona“ nie buduć zahadzia viedać čas i miesca akcyi!

Jašče raz paŭtaru — heta ŭsiaho tolki majo ścipłaje mierkavańnie. Mahčyma, ja nie maju racyi abo prosta naiŭny, ale vyrašyŭ padzialicca im na ŭsialaki vypadak.

Z pavahaj i najlepšymi pažadańniami, ***».

Čytajcie taksama:

Kamientary da artykuła