«Nie bojciesia, ja sam bajusia»
Čytač raskazaŭ pra dzivosny vypadak u tralejbusie.
Na poštu «Biełaruskaha partyzana» praciahvajuć pastupaćlisty-vodhuki na padziei, źviazanyja z akcyjami maŭklivaha hramadzianskaha supracivu z režymam Łukašenki. Baraćba z režymam robicca sapraŭdy ŭsienarodnaj.
Hety list dasłaŭ nam čytač, jaki nazvaŭ siabie Jahoram Mikałajevym.
«Ja chaču prosta apisać vypadak, ź jakoha, mahčyma, vy, dy i mnohija ludzi, zmohuć zrabić stanoŭčyja vysnovy.
Soramna pryznacca, što ja rukami i nahami za maŭklivyja akcyi, ale vyjści prosta pabajaŭsia.Vielmi chacieŭ kožny raz, ale nie zmoh. Dobra, skonču z samaprynižeńniem. Pierajdu niepasredna da historyi, śviedkam jakoj ja staŭ!
Ja jechaŭ prykładna ŭ 11 hadzin viečara 3 lipienia ŭ zvyčajnym minskim tralejbusie… Ničoha niezvyčajnaha nie było, ale pastupova maju ŭvahu zabraŭ mužčyna hadoŭ saraka z
Potym dziaŭčynka spytała, čamu jany nie pajšli na sam parad.
Baćka adkazaŭ (ja nie viedaju, ci varta tak surjozna razmaŭlać ź dziciem, ale jon sapraŭdy razmaŭlaŭ ź joj, jak z absalutna darosłym čałaviekam), što tamu što heta śviata nie dla ludziej, a dla adnaho čałavieka i jaho syna! Tut pačaŭsia salut, jon byŭ bačny z akna tralejbusa, i tata pakazvaŭ dziaŭčyncy — hladzi, salut! Hladzi, jaki pryhožy! I potym, padymajučy dziaŭčynku na ruki i pakazvajučy joj sałon tralejbusa, skazaŭ: „Voś hladzi, ty bačyš, što ŭ ludziej sapraŭdy śviata?“
Ja azirnuŭsia i sapraŭdy ŭbačyŭ tvary, na jakich nie było ničoha śviatočnaha. Zvyčajnyja stomlenyja tvary zvyčajnych pracavitych biełarusaŭ, jakija hladzieli ź cikaŭnaściu, ale biez usiakaha entuzijazmu na daloki salut. Kožny zanurany ŭ svaje dumki, nie bolš za toje! I dziaŭčynka pahadziłasia, skazała: „Tak. Niama ŭ ludziej śviata nijakaha“.
Baćka spytaŭ: „A viedaješ, čamu?“ Dziaŭčynka pachitała hałavoj. Baćka tut ža sam i adkazaŭ: „Tamu što jany bajacca! My ŭsie ŭ hetaj krainie baimsia! Voś hladzi, nam zabaraniajuć plaskać, ale ž śviata ž!!! Davaj, dačuška, paplaskaj!“
Dziaŭčynka, jakoj vidavočna nie da dušy było „śviata“ na tvarach ludziej, pačała viesieła plaskać razam z baćkam, kali jon pramoviŭ na ŭvieś tralejbus — „Nu, što, ludzi? Słabo paplaskać?“
Ja, viadoma, ž tut ža zaplaskaŭ (nie čakajučy, što niechta jašče padchopić). Ale tut… pačali plaskać inšyja! Pačaŭ plaskać chłapčuk hadoŭ dvaccaci, pačaŭ plaskać inšy, hadoŭ dvaccaci piaci. Pačaŭ plaskać darosły mužčyna ŭ akularach hadoŭ piacidziesiaci piaci. Žančyna hadoŭ saraka! Tralejbus plaskaŭ!
Heta treba było adčuć! Jak maleńkaja
Viadoma, plaskali nie ŭsie… Ale z čałaviek dvaccaci, jakija znachodzilisia ŭ tralejbusie, plaskali čałaviek 7–8! A heta bolš za tracinu! Chto nie plaskaŭ, prosta ŭśmichalisia. I ni cieniu asudžeńnia na ich tvarach nie było.
Praz prypynak mužčyna ź siamjoj vyjšaŭ. Vyjšaŭ, kinuŭšy na raźvitańnie skupa: „Ludzi, nie bojciesia! Ja sam bajusia“. Nieŭzabavie vyjšaŭ i ja, i skroź fantastyčny nastroj ad taho, što adbyłosia ŭ tralejbusie, mnie pačali prychodzić idei…
Hetaja historyja naviała mianie na dumku, što treba niedzie źmianiać taktyku supraćstajańnia.
Užo vidavočna, što mnohija ludzi viedajuć pra pratesty! I padtrymlivajuć ich! Tolki bajacca! Moža, varta nie klikać ludziej na płošču (choć adno adnamu nie pieraškadžaje absalutna), a arhanizavać ludziej na šmatlikija drobnyja akcyi?
Tut užo ja nie viedaju, napeŭna, ludzi prydumajuć
Jašče raz paŭtaru — heta ŭsiaho tolki majo ścipłaje mierkavańnie. Mahčyma, ja nie maju racyi abo prosta naiŭny, ale vyrašyŭ padzialicca im na ŭsialaki vypadak.
Z pavahaj i najlepšymi pažadańniami, ***».