RECENZII
№ 9 (106) 11 traŭnia 1998 h.
Tazik biełaruski
Tazik biełaruski. Zbornik vieršaŭ. Miensk, «Biervita» 1998, — 96 s.: ił.
Kab zaniać pamiaškańnie ŭ vializarnym skvocie pad nazvaju «Litaratura», nieabchodna ŭ pieršuju čarhu samavolna zaniać jaki-niebudź pustujučy pakoj i paviesić na dźviarach šyldu. Lahčej za ŭsio heta zrabić hurtam, asabliva kali plon tvajoj tvorčaści albo mała zrazumieły suajčyńnikam, albo kalehi pa piaru (choć tabie i daŭno viadoma, što huś śvińnie nie tavaryš) ihnarujuć tvaje vieršy j hruba staviać pad sumleŭ najaŭnaść u ciabie choć niejkich litaraturnych zdolnaściaŭ. Paśla treba znajści «svajho» litaraturaznaŭcu, jaki b davioŭ paspalitamu (i nia tolki) čytaču pra apryčonaść tvaju j tvaich chaŭruśnikaŭ.
Bum-bam-litaŭski načalnik Źmicier Višnioŭ tak i pastupiŭ. U vyniku ŭsiaho hetaha pabačyŭ śviet zbornik «Tazik biełaruski», pad vokładkaju źmiaściłasia vosiem bumbamlitaŭcaŭ i adzin «hość» Valancin Akudovič. Apošniamu było daručana napisać pradmovu, bo ŭ V.Akudoviča barada patryjaršaja j akulary jak u Jaruzelskaha, a jašče jon viedaje proćmu razumnych słovaŭ. Rašeńnie nie z najhoršych, tym bolš, što vybirać biełaruskim «avanhardystam» asabliva nie było z kaho. U adnych ruka nie padymiecca pastavić na adnu palicu Illu Sina j Vijana, a Višniova z Kiono, druhija — prosta nie zrazumiejuć adkul pryjšli hetyja dziŭna apranutyja maładyja ludzi.
Aŭtar pradmovy znajšoŭ vieščuna, jaki pradbačyŭ naradžeńnie novaje litaraturnaje płyni. Potym pasprabavaŭ vyjavić, jakija typalahičnyja adroźnieńni pamiž novanarodžanaj hrupoŭkaju j pryznanymi litaratarami. Kali A.Fiedarenka pravioŭ hetuju miažu pa linii, jakaja zadavolić i Ivana Šamiakina j viaskovaha biblijatekara dy ŭsich paŭpiśmiennych papoŭ razam — što napisana prosta j zrazumieła — heta ad Boha — usio astatniaje ad Łukavaha. To Valancin Akudovič, taksama rubić s plača, bo pa jahonych słovach, ŭsia post-savieckaja biełaruskaja litaratura (aprača Bum-bam-lita, samo-saboju), pracuje «ŭ sastarełaj estetycy, archaičnych formach myśleńnia» (star.7), i estetyčna nie adroźnivajucca ad svaich chranalahičnych papiarednikaŭ. Što ž, słušna, binarnaja apazycyja «sacrealizm» — «Tutejšyja», sapraŭdy, davoli chlipkaja, jak i astatnija supraćstaŭleńni, jakija žyvuć (znachodziacca) pa-za miežami vokładki padručnika lohiki, skradzienaha z universyteckaje biblijateki. Paśla, pavodle pryniatych kanonaŭ, vyłučaje tezys, što «novyja» (Bum-bam-lit) užo (!) stali naturalnymi dla novaha žyćcia. Jasna, kali brać za kryter naturalnaści (narmalnaści) — kanfarmizm, adzin z bazysaŭ, na jakim trymajecca miaščanskaja, abo inačaj drobnaburžuaznaja (jak kamu bolš padabajecca) maral, to tut Akudovič maje racyju. Litaratary z BBŁu, tut apiaredzili ŭsich i ŭsia, svajoj hatovaściu drukavacca na lubych šmatkach papiery. Ich vieršy možna znajści ŭ luboj hazecie j časopisie, redaktaru jakoj prychodzić u hałavu ekstravahantnaja ideja nadrukavać vieršyk na biełaruskaj movie: ad «Sovietskoj Biełoruśsii» da staronki «Hramafon» u «Našaj Nivie». Nu j apošni ćvik, jakim aŭtar pradmovy prybiŭ šyldy da novych dźviarej, u skvocie z samanazvaju «Biełaruskaja Litaratura», vielmi padobny na toj, jakim našy prodki prybivali na dźviarach novaj dziaržavy «Vialikaje Kniastva Litoŭskaje». Piać stahodździaŭ tamu, našy pradziedy vysmoktvali z palca padańnie pra rymlanina Palejmona, jaki daŭ pačatak novamu kniaskamu rodu, kab pahanyja vorahi na Ŭschodzie nie pisali, što Hiedymin — syn koniucha. Siońnia ž Valancin Akudovič šukaje praradzimu Bum-bam-litu ŭ Afrycy, metadam narodnaje etymalohii pryviazvajučy narmalny biełaruski emalavany tazik da afrykanskaha tamtamu. Ni z aŭtarami Barkułabaŭskaha letapisu, ni z Valancinam Akudovičam spračacca nikomu nia raju, bo ichnija irracyjanalnyja tezysy narodžany brutalnymi nadzionnymi prablemami vyžyvańnia j samazaćviardžeńnia.
Zrešty, na staronkach zborniku jość i ŭłasna bum-bam-litaŭski tearetyk — Juraś Barysievič, jaki šukaje apraŭdańnie litaraturnym praktykavańniam svaich paplečnikaŭ. Adzin z asnoŭnych tezysaŭ jahonaha artykułu «Litaratura ź pieršych ruk» u tym, što «Bum-Bam-Lit — heta ruch za vyzvaleńnie litaratury ad dyktatury drukarskaha stanka dy inšych pryładaŭ industryi pryhožaha piśmienstva, jakaja daŭno ŭžo pieraŭtvaryła paeziju ŭ niejkuju halinu kapitalistyčnaj ekanomiki abo narodnaj haspadarki sacyjalizmu. Industryjalizacyja ŭnutry samoj movy (padziełu leksyki na ŭnarmavanuju j vulharna-žarhonnuju, drukavanuju j moŭlenuju — pryčym taki padzieł maje miesca i ŭ hramatycy, i ŭ fanetycy), ale i da klasavaje sehrehacyi siarod litarataraŭ, ichniaha padziełu na metraŭ i hrafamanaŭ.» (star.39). I sprava tut zusim nie ŭ klasyčnym razychodžańni teoryi i praktyki (zbornik «Tazik biełaruski» nadrukavany na afsetnaj mašynie maładziečanskaj drukarni «Pieramoha»), kolki ŭ niaŭvažlivaści Ju.Barysieviča da historyi raźvićcia piśmienstva i movy. Niaŭžo šanoŭny tearetyk dumaje, što movaju Katuła moh karystacca rymski senat? A moža jon upeŭnieny, što mova Statutaŭ Vialikaha Kniastva, apovieści pra Tryščana dy Ižotu, i žyvoje maŭleńnie ludu pastaplitaha byli identyčnymi? A moža ŭ staražytnym Rymie dy Siaredniaviečnaj Litvie litaratura źviedała industryjalizacyju-kapitalizacyju? Tut by j błaznavaty Arto pakruciŭ by palcam la skroni. Sprabujučy «humanizavać» nieluboŭ bum-bam-litaŭcaŭ da piśmienstva, ci dakładniej, piśmiennaści, Barysievič źviartaje ŭvahu čytača na «reakcyjnuju» sutnaść piśmienstva, jak źjavy. Pry hetym jon spasyłajecca na knihu «Sumnyja tropiki» Kloda Levi-Strosa, jaki zaŭvažyŭ, što baraćba ź niepiśmiennaściu zaŭsiody supadaje z uzmacnieńniem kantrolu nad hramadzianami z boku ŭłady. Ale chaj kinie ŭ mianie kamień toj, chto skaža, što fatahrafija była prydumanaja nie dla taho, kab nielha było jeździć za miažu z čužym pašpartam, a ruchaviki ŭnutranaha zharańnia, kab milicyja aperatyŭniej mahła reahavać na niesankcyjanavanyja mitynhi... Jakoje adkryćcio ni vaźmi — pabačyš, što dziaržava vielmi chutka navučyłasia im karystacca ŭ svaich metach. I biedy našaje cyvilizacyi, pachodziać nie z taho, što ŭ śviecie zanadta šmat piśmiennych ludziej. Prosta ŭ śviecie zanadta šmat ludziej, jakim karcić, kab pra ich dumali što jany piśmiennyja.
Moža być, što teksty Źmiciera Višniova (Alesia Turoviča, Viktara Žybula, Sierža Minskieviča, Illi Sina i h.d.) afarbavanyja aŭtarskim vykanańniem, ažyvajuć na vačoch publiki. Ale mnie nie paščaściła pabyvać na bum-bam-litaŭskich imprezach. Tady čamu hetyja ludzi nie vypuskajuć zamiesta paŭfabrykatnych knižak i chaatyčnych hazetnych publikacyjaŭ, jakija miažujuć z paradami «Jak hadavać parsiučkoŭ» nie tyražujuć aŭdyjo-videazapisy svaich vystupleńniaŭ? Tady b i Ju.Barysieviču nie pryjšłosia b dumać, jaki šlach abrać. Albo stvaryć bandu z paetaŭ-neałudytaŭ, udzielniki b jakoj prabiralisia ŭ drukarni, z metaju źniščeńnia pryładaŭ pracy naščadkaŭ Skaryny, kab vyrvać litaraturnuju tvorčaść z paščy kapitalistych, imperyjalistych, industryjalistych... Albo ślozna cytavać Antanena Arto, pra toje jak u knižkach ukryžoŭvajecca nia tolki paezija, ale j samoje žyćcio. Jon abraŭ apošni varyjant. Bolš prosty j biaśpiečny, ale zusim nie efektny. A škada!
Andranik Antanian
Čarhovaja padkazka.
A.R. Jaščanka. Homiel u druhoj pałovie ChICh — pačatku XX st. Historyka-etnahrafičny narys, Homiel, 1997, 80 st.
Jedučy adnaho razu ŭ horad, jaki, jak mnie zdavałasia, ja viedaŭ da samych vantrobaŭ, mnie było pryjemna j cikava pačytać historyka-etnahrafičny narys A.R.Jaščanki «Homiel u druhoj pałovie XIX-pačatku XX st.». Pryjemna, tamu što heta pieršaja sustretaja mnoju biełaruskamoŭnaja kniha takoha planu pryśviečanaja Homielu. A cikava, tamu što ja znoŭ moh dazvolić siabie pahulać ź jaho vialikaściu časam, dy čytajučy ŭjavić siabie padarožnikam u toj pravincyjny horad, što paŭstavaŭ sa staronak hetaje brašury. Va ŭsioj svajoj niepryhladnaści. Atmasferu jakoha sučaśniki abmaloŭvali tak: «My nie bleŝiem vniešnim vidom: u nas vsio vyhladit tak, kak budto žizń odnaždy srazu ostanoviłaś i zamierła, nie imieja sił vyjti iz sostojanija iniertnosti i pokoja. U našieho horoda vid zaspannoho, sumračnoho zachołusťja, i niet śleda toj bodrosti, kotoraja pulsirujet v bolšich provincialnych horodach i stolicach, niet śleda vlijanija kipučiej žiźni kulturnych uhołkov našiej rodiny. «Horod v futlarie», v kotorom vsie idiet po raz zaviediennomu šabłonu...» Nia viedaŭ by ja, kudy jechaŭ — žadańnia dabracca da kaniečnaha punkta ŭ mianie b nie paboleła paśla takich sentencyjaŭ.
Nia viedaju čamu, ale samyja suchija źviestki ź minułaha vieku, datyčnyja kanfesijnaha ci nacyjanalnaha składu, koštaŭ na žyllo, zabrudžanaści vulicaŭ ci siamiejnaha pobytu dla mianie kudy bolš zachaplalnaje čytvo za jakija-niebudź «padarožnyja» detektyvy. Napeŭna, nie tamu, što mnie ŭžo nikoli nie pažyć u homielskich hatelach «Marsel» ci «Savoj», dzie «nomiera i bielje v hihijeničieskom otnošienii vnie konkuriencii», nikoli nie pakaštavać kuchni restarana «Miedvied́» pod nabludienijem moskovskoho povara», nie naviedać «Tieatr chudožiestv» s roskošnym triechjarusnym załom i kiniematohrafom», dzie «niezamietno ni malejšieho mihanija», i nikoli nie paŭdzielničać u rovarnaj ekskursii ŭ Čarnihaŭ. A, moža, tamu, što nie zastałosia j śledu ad tych žycharoŭ, što raz-poraz uźnikajučy ŭ knizie ŭ vyhladzie krasamoŭnych prykładaŭ, pieraŭtvaralisia ŭ persanažaŭ, vartych asobnych apoviadaŭ. Jak sielanin kniazia Paskieviča, jaki «Buduči niehramotien, brodit on, Hrihoŕjev, po raznym sielenijam i hospodskim domam, priedskazyvajet buduŝieje, tołkujet sny, skłoniajet žienŝin v monašiestvo i niekotorych słaboumnych postrih v onoje...», homielskaja miaščanka iŭdziejskaha vieravyznańnia Chiejfiec, «jakaja źbiehła z pravasłaŭnym chłopcam i niekatory čas chavałasia ŭ jaho svajakoŭ u pałacy kn. Paskieviča, kab pryniać pravasłaŭje», ci «futbolist, bravšij mnoho prizov v h. Kijevie, A.Libman, pod rukovodstvom kotoraho viedietsia ihra učaŝiejsia mołodieži». Ale moj sum jašče j ad taho, što ŭ horadzie, ŭ jaki ja pryjedu amal nie zastałosia ničoha, što «vnie konkuriencii». Ale mahło j pavinna było być. U čym ja lišni raz upeŭniŭsia paśla pračytańnia biełaruskaha narysa spadara Jaščanki pra zusim nia sumny, ź siońniašniaha hledzišča, horad. Chutčej naadvarot. Horad žydoŭskich anekdotaŭ dy restaranaŭ ź biljardami, horad-bałahan žorstkich ramansaŭ i błatnych kupletaŭ. Usiaho taho jarkaha, tannaha, ale razam z tym i pryciahalnaha, čym pavinien vyłučacca paŭdniovy horad-port. Biełaruski Marsel, Bremerchafen ci Adesa, jaki j da siońnia nie adhadaŭ svoj sens u biełaruskich miežach, što nie siahajuć mora. Ale hetaja ścipłaja knižka — čarhovaja padkazka.
Źmicier Bartosik
Sučasnaja «Spadčyna»
Časopis «Spadčyna», №1, 1998
«Staradaŭniaj Litoŭskaj Pahoni nie raźbić nie spynić nie strymać!». Časopis «Spadčyna» sprabuje samym svaim isnavańniem spraŭdzić praročyja słovy Maksima Bahdanoviča. Vyjava Pahoni, jakaja za apošnija hady stała jak by tavarnym znakam časopisu, hanarliva i navat nachabna źziaje z usich čatyroch kalarovych staronak vokładki pieršaha numaru za 1998 hod, što pryśviečany ŭhodkam BNR. Kramolny numar adrazu ž staŭ rarytetam. Jon źnikaŭ z paštovych skryniaŭ, «hublaŭsia» na pošcie, imhnienna raźlacieŭsia z šapikaŭ «Sajuzdruku».
Ale «Spadčyna» cikavaja nia tolki vokładkaj. Jak i raniej, kožny numar častuje čytača vybornymi tekstami. Ci to heta ŭspaminy dziejačoŭ biełaruskaje spravy, ci napaŭzabytyja litaraturnyja dośviedy, albo ekskluziŭnyja pierakłady starabiełaruskich ci starapolskich pomnikaŭ, abo cikavyja archiŭnyja publikacyi ci viestki ź biełaruskaje dyjaspary. Niemahčyma pieraličvać usio, što pryciahvała ŭvahu za minuły hod, ale prynamsi mianie asabliva ŭrazili «Turmy Biełarusi» Andreja Zajerki ŭ šostym numary, zacikavili teksty Ŭładzimiera Siadury (Hłybinnaha) u trecim. Darečy hety historyk biełaruskaha teatru tak i čakaje svajho sapraŭdnaha viartańnia ŭ biełaruski kantekst. Niekalki numaroŭ zapar čytaju «Fašyzm» Želu Želeva — škada, što takaja publikacyja nie źjaviłasia hadoŭ na piać raniej. Mnie impanujuć sproby redakcyi viartać spadčynu ŭ hetkim varyjancie pravapisu, u jakim jana stvarałasia, uklučać va ŭžytak łacinku. Adzinaje, što ździŭlaje, heta — čamu jašče raz-poraz pa staronkach časopisu poŭzaje narkomaŭka — moža lepš było b prybrać zusim hetyja pareštki? Ale heta, mahčyma, nie samaje važnaje.
Pieršy numar udaŭsia nia tolki Pahoniaju. Padbor materyjałaŭ — vakoł temy BNR i baraćby za niezaležnaść taki, što časopis možna čytać uvieś — navat nie vybirajučy, što lepšaje. Pačynajecca jon z pryvitańnia Ivonki Surviły, Prezydenta Rady Biełaruskaje Narodnaje Respubliki da vaśmidziasiatych uhodkaŭ biełaruskaj niezaležnaj dziaržavy, teksta, jaki ciapier, kali pašyrajecca ruch adnaŭleńnia hramadzianstva BNR, nabyvaje dla nas hučańnie nadzvyčaj važnaje: «Niahledziačy na namahańni ciapierašnich uładaŭ jaho padmanuć dy znoŭ addać u niavolu, vieruju, što jon [biełaruski narod - V.A.] znojdzie advahu i mužnaść, kab abaranić niezaležnaść svaje dziaržavy.»
Nieardynarnaja padborka patryjatyčnych vieršaŭ — ad Uładzimiera Žyłki da Ryhora Baradulina paraduje nia tolki amatara paezii, ale budzie karysnaju dla hodnaha nastaŭnika, vychavaciela. Z dalejšych tekstaŭ ja b adznačyŭ publikacyju referatu Makara Kraŭcova ab Radzie BNR, jaki daje žyvy, chacia časam i sprečny narys padziejaŭ 1918 hodu. Uspaminy Jurki Listapada, udzielnika Słuckaha zbrojnaha čynu viartajuć nia tolki da tych dalokich u časie padziejaŭ, ale j da temy aktyŭnaje baraćby za baćkaŭščynu. Hetuju temu praciahvaje na moj pohlad cikaviejšy materyjał numaru — artykuł Niny Stužynskaj i Ŭładzimiera Lachoŭskaha «Abudžanyja Słuckim paŭstańniem». Heta — historyja maładziovaha supracivu na słuččynie ŭ 1925-26 hadoch, praktyčna da siońnia nieviadomaja j ciapier viernutaja hramadztvu. Hety jaskravy epizod, na maju dumku, jak by dadajecca da niejkaj ahulnaj panaramy vyzvolnaha ruchu biełaruskaj moładzi. Ad junych słuččakoŭ da sajuza Biełaruskich Patryjotaŭ da «Čajki» i, narešcie, da ciapierašnich maładych zmaharoŭ — tak składajecca najnoŭšaja historyja Biełarusi. Hetaja rola moładzi ŭ baraćbie za volu vartaja bolš pilnaj uvahi nia tolki «orhanaŭ», ale j historykaŭ sučasnaści.
Uvohule, «himn zmahańnia» — voś, napeŭna lejtmatyŭ «Spadčyny», i heta ciapier samy sučasny, samy aktualny matyŭ u našym krai. «Spadčyna» nie žyvie ŭ minułym, jana — viartaje minuŭščynu sučasnaści j budučyni, a značycca nam i našym naščadkam — našuju Spadčynu.
Vacłaŭ Areška