Vasil Bykaŭ. Chutarancy
№ 14 (135) 1999 h.
Vasil Bykaŭ
CHUTARANCY*
Pad lesam žyła siamiejka. Nie bahata i nia biedna, dzień i noč pracavała, biaz chleba nia jeła. Ziamli było niašmat, ale kłopatu siamiejcy chapała. Śpiarša pole apracoŭvali baćki ź dziedam, paśla, jak pamior dzied, — baćka z matkaj. Pakrysie padraśli syny — Janka i Vasil, upraŭlacca stała lahčej, i chutarancy byli zadavolenyja.
Niejak na pačatku vosieni, kali, paviačeraŭšy, siamiejka źbirałasia kłaścisia spać, u dźviery pastukali. Hościaŭ u chacie nie čakali, ale baćka musiŭ adamknuć dźviery, — ci mała kamu vypała pilnica pa načy. Uvajšoŭ ścipła, choć i prystojna apranuty čałaviek, sieŭ na łavie, zakuryŭ haradzkuju papiarosu. I pačaŭ hamanić. Akazaŭsia na dziva hamanki, dasiul u tutejšych miaścinach takich nie traplała. Uvieś sens jahonaj hamany palahaŭ u tym, što chutaranie žyvuć niezamožna, badaj, kiepska, adstała, i treba intehravacca. Heta značyć, dałučycca da niedalokaj vioski. Haspadary niedaŭmienna ŭtaropilisia ŭ čałavieka — užo jany viedali, jak žyvuć u susiedniaj vioscy. Kožnaj viasny adtul prybiahali na chutar to pa košyk bulby, mieru zbažyny, a to pazyčyć kapiejčynu ci ŭziać kania pryvieźci drovy. Jany tak i skazali zachožamu. A toj — svajo. Treba intehravacca, bo inačaj nie vypadaje, uvieś śviet intehrujecca, treba siła, kab supraćstajać tamu śvietu. Chutarancy maŭčali, jany nie razumieli, čamu treba supraćstajać śvietu? Kali taja biazhłuzdaja hutarka dobra nadakučyła, haspadar skazaŭ, što siamji treba kłaścisia spać, zaŭtra šmat pracy ŭ poli, chaj by čałaviek išoŭ, adkul pryjšoŭ. Čałaviek ustaŭ z łavy, ale doŭha jašče bałbataŭ u parozie, jany ledźvie vybavilisia ad jaho. Jak jon pajšoŭ, matka pierachryściłasia i kaža: «Heta ž djabał! Jaj Bohu! U jaho ž chvościk zzadu...» Haspadar i chłopcy padzivilisia z tych matčynych słovaŭ — jany nie prykmiecili nijakaha chvościka. Ale ŭsio mahło być...
Nastupny viečar usio ŭ toj ža čas u dźviery znoŭ zahrukali — dy ŭžo macniej, navat niby aburana. Baćka nie chacieŭ adčyniać, ale chłopcy skazali: chaj! Znoŭ uvajšoŭ toj samy, raniejšy zachožy i znoŭ pačaŭ toje samaje. Treba intehravacca, bo budzie kiepska, a abjadnaŭšysia, budzie lepš. Jany ŭsie nieŭprykmiet uziralisia pad jahonuju apratku — ci nia vysuniecca dzie chvościk. Ale nie, ničoha nidzie nia vysunułasia. Niedzie blizka la poŭnačy ledźvie vybavilisia ad jaho, i maci zapłakała — znoŭ jana bačyła chvościk. Mužčyny nia viedali, što i dumać.
Dačakaŭšysia ranku, haspadar uziaŭ u śviranie čornaje chvarby i na ŭsich dźviaroch namalavaŭ nievialikija kryžyki. Maci supakoiłasia: kali to djabał, dyk pad kryžyki jon nia ŭvojdzie. Sa stracham i nadziejaj pačali čakać nastupnaj načy.
Viečar minuŭ spakojna, nichto nia stukaŭ. Trochi jašče sčakaŭšy, siamiejka pakłałasia spać. Dy jašče nia ŭsie zasnuli, jak u padvakońni štoś hruknuła. Baćka źlez z pałaciaŭ, zaśviaciŭ lampu. Na pokucie ŭžo siadzieŭ toj samy čałaviek. Vakno za im było vystaŭlena znadvorku, i ŭ chatu dźmuŭ viecier.
— Ja nakont intehracyi, — spakojna pačaŭ znajomuju pieśniu zachožy.
— Preč! — kryknuŭ baćka.
Tut uskočyli syny, stali popleč z baćkam. Matka voddal zapłakała. Zachožy ciepnuŭ plečukom i nibyta z zatojenaj kryŭdaj vylez praz vakno nazad.
Reštu taje načy chutarancy nia spali, a jak nastaŭ ranak, pačali macavać zasaŭki na dźviaroch, macniej prybivali vokny. Baćka skazaŭ, što treba budzie ŭ horadzie zamović akanicy. Viadoma, doraha, ale biez akanic nie abyścisia.
Nastupnaja noč praminuła spakojna, nichto nia stukaŭ, nia lez u chatu. I siamiejka patrochu supakoiłasia. Pa akanicy ŭ horad haspadar vyrašyŭ pajechać paśla, jak źviazie z pola snapy.
Ale jašče praź dzion paru nočču raptam spałochana kryknuła matka — abodva syny razam uskočyli, Vasil uklučyŭ elektryčny lichtaryk, jaki nadoječy kupiŭ u sielmahu. Matka, płačučy, pakazvała ŭ pieč. Sapraŭdy, tam štoś adbyvałasia, čuŭsia nievyrazny šorach. U piečy na tuju paru nie palili, ježu hatavali ŭ dvary pad pavietkaj. Ale niejki dziŭny šum-šorhat mknuŭ z čaleśniku, i chutarancy napałochana čakali. Až nieŭzabavie braznuła zasłanka, z hrukatam zvaliłasia na padłohu, i ź piečy vykaraskaŭsia ŭsio toj ža, pierapeckany sažaj, čałaviek. Vylezšy, mocna čychnuŭ dva razy, pracior vočy.
— Ja nakont intehracyi...
— Zabju! — ź lutaściu moviŭ haspadar i schapiŭ z-pad łaŭki siakieru.
Ale ŭ jaho za kašulu ŭčapiłasia matka, syny schapili ŭ kačarežniku viły. Nieznajomy pryhładziŭ vusy i cichieńka zachichikaŭ.
— Nikudy vam nia dziecca, to histaryčny praces...
Baćka vyrvaŭsia z ruk matki, zamachnuŭsia siakieraj. Ale ŭ toj momant čałaviečaja istota źnikła, by šmyhanuła pad pieč, dzie ŭzimku siadzieli kury. Kali Vasil paśviaciŭ tudy lichtarykam, dyk tam nia ŭbačyŭ nikoha. Čałaviek źnik. Tady ŭsie pavieryli maci, što to byŭ nie čałaviek. Mabyć, sapraŭdy djabał. Ale ŭsie viedali, što djabła ni ŭprasić, ni napałochać niemahčyma.
Reštu taje načy siamiejka nia kłałasia spać, čakała. I nia viedała, što rabić. Było zrazumieła, što chryścijanski kryžyk na dźviaroch ich nie ŭratuje.
Ažno na zołku starejšy z synoŭ Janka skazaŭ, što jon viedaje antydjabalski srodak. Nadzieŭ šapku i pajšoŭ u horad.
U paŭdzion jon viarnuŭsia z aršynam kalarovaje materyi. Na dryvotni zmajstravaŭ sprytnuju dziaržaŭku. Atrymaŭsia pryhožy ściah, jaki try mužčyny prybili da vuhła. Viecier adrazu padchapiŭ jaho i razharnuŭ va ŭsiu daŭžyniu — ściah uzradavana zatrapiataŭsia.
— Ciapier chaj pryjdzie! — skazaŭ Janka.
I praŭda, z taho času pryviaźlivy nieznajomiec ni razu nie zavitaŭ na chutar, azdobleny bieł-čyrvona-biełym ściaham.
7 studzienia 1999 h.
*Hety tvor Vasila Bykava byŭ nadrukavany ŭ «Našaj Nivie» 14 červienia sa značnymi mechaničnymi paškodžańniami. My ščyra pieraprašajem aŭtara i čytačoŭ i paŭtarajem tekst u poŭnym vyhladzie.
Redaktar