Viktar Šnip. U kožnaha svaja daroha
№ 6 (163), 7 — 14 lutaha 2000 h.
Viktar ŠNIP
U kožnaha svaja daroha
1. Daroha — heta spakusa pajści i nie viarnucca.
Daroha na čužynu sumnaja, jak kryžy na mohiłkach, pad jakimi naša minułaje.
Daroha dadomu śvietłaja, jak patuchajučaje vuholle na vohniščy, kala jakoha hrelisia vandroŭniki.
Daroha — heta raka, jakoj daviaraješ siabie i, patanajučy ŭ jaje płyni, imknieśsia da mety, hublajučysia ŭ časie i prastory.
Daroha zarastaje bylniahom i źnikaje, jak źnikaje Ajčyna, pakinutaja zdradnikam.
Daroha pamiataje lohkija nohi dziaciej i ciažkija boty vojaŭ.
Daroha — heta pavucina, jakoj abłytana ziamla, jak kokan, u jakim jašče tleje žyćcio. I my, jak pavuki.
2. Pačatak 70-ch. Z susiedniaj vioski viartajusia damoŭ. Kala darohi ŭ travie niejkija draty. Nie čapaju, bo kazali baćki — chutka buduć vajennyja maneŭry. I raptam — vertaloty, aŭtamatnaja stralanina, huł mašyn i tankaŭ. Jak na vajnie. Prybiahaju damoŭ. Mama płača: «Vajna!..» A baćka, hledziačy na tanki, što pruć pa vulicy, łamajučy płaty i dušačy kurej, tolki pakurvaje i paploŭvaje: «Na Varšavu...» Maje Puhačy ŭdzielničali ŭ «vajnie» amal dva tydni. Ad viaskovych daroh zastalisia adny kaŭdobiny.
3. Jedu z baćkam na vozie ŭ Haradok, što pad Maładečnam. Viaziem žydu ahrest zdavać. Pakul daroha palavaja, siadzieć na vozie nia mułka. Za kilametry dva pierad Haradkom pačynajecca brukavanka, abapał jakoj vielizarnyja nieviadomyja mnie drevy. Koły barabaniać, až u vušach čarty skačuć. A baćka siadzić choć by što i raskazvaje: «Heta Kaciaryninskija drevy... Pa hetaj darozie caryca prajaždžała... Mnie pra ich jašče moj dzied raskazvaŭ...» Ja słuchaju baćku i ŭjaŭlaju, jak pa darozie ŭ załatoj karecie jedzie caryca... A siońnia jedziem my. A zaŭtra...
Śpiłavanyja Kaciaryninskija drevy. Brukavanka schavanaja pad asfalt. Ale jašče ja čuju, jak hrukoča pa brukavancy voz, na jakim siadzić viaskovy chłapčuk z baćkam i słuchaje, jak šumiać staryja drevy.
4. Pamiž Rakavam i Puhačami 15 kilametraŭ. Ź Miensku chodzić aŭtobus. Ludziej u im zvyčajna poŭna, što až dychać niama čym, ale jechać lepiej, čym iści. I ŭsio ž išła adna žančyna viečaram z Rakava dachaty i nie pryjšła. A ranicaj znajšli — paviesiłasia na biarozie kala darohi.
5. Čyhunki pobač z Puhačami niama. I kali nia pryjdzie ź Miensku aŭtobus, kab viarnucca ŭ horad, treba iści na elektryčku ŭ Alachnovičy ci Dubravy. Dziesiać kilametraŭ — šlach nievialiki, ale iści treba budzie praz Doŭhuju haru, što za vioskaj Tatarskija. A na hary les, a ŭ lesie (tak kazali ŭ vioscy) banda Daminkasa. Praŭda heta ci nie, i chto taki Daminkas — nia viedaju. Ale viečaram chadzić na elektryčku dvaccać piać hadoŭ tamu nazad bajaŭsia i ja. I daroha to zarastała, to znoŭ uzdymałasia pyłam nad Doŭhaj haroj. A siońnia daroha na Dubravy — heta najbolš daroha na mohiłki, čym na elektryčku. I pamirajuć u vioscy ludzi, i ich apošniaja daroha prachodzić praz Doŭhuju haru, dzie ŭ lesie chavałasia banda Daminkasa, jakoha bajalisia i jakoha pomniać.
6. Ciapier niama tych zim, što byli ŭ maim dziacinstvie. A tady vulicy ŭ vioscy zamiatalisia vyšej płatoŭ. I źnikali draŭlanyja miežy pamiž ludźmi, i kožny moh chadzić tam, dzie jamu chočacca. I na śniezie naradžalisia darohi. Da adnoj chaty prajechali sani, da druhoj — husieničny traktar. Adzin viaskoviec pryviez kałhasnaj sałomy, druhi — muki. Žyćcio idzie, i źnikajuć adny darohi,i źjaŭlajucca druhija. A ja, čatyrnaccacihadovy chłapčuk, ciahnu za saboj sanački, kab pakatacca ź Justynavaj hary. A tut na tabie — pre z chutaroŭ nasustrač «Kiraviec» (traktar taki), až śnieh va ŭsie baki raźlatajecca. I raptam kala mianie prypyniajecca: «Zdaroŭ! Kudy ciahnieśsia?» «Katacca...» «A ja ŭ partyju ŭstupać!» — čuju viasioły hołas znajomaha chłopca. I praz chvilu na śniežnym caliku zastajucca dźvie hłybokija kalainy, jak tranšei, ź jakich, kali patrapiš, zmožaš vybracca tolki viasnoj. A ja tady byŭ jašče mały i ciahnuŭ za saboj sanački...
7. 29 studzienia 1996 hodu ŭ Lahiezach, dzie ja amal siem hadoŭ hadavaŭsia, pamior moj dziadźka Vania. Ź Miensku aŭtobus usiu darohu psavaŭsia, ale niejak daciahnuŭ da Puhačoŭ. Mamy doma ŭžo nie było. Ja pieranačavaŭ i a siomaj ranicy sabraŭsia na prypynak, kab padjechać da Lahiez. Aŭtobus zusim sapsavaŭsia. I ja pajšoŭ. I čym dalej ja adychodziŭ ad domu, tym macniej padymałasia zavirucha. I ŭsio ž praz paŭtary hadziny ja prajšoŭ čatyry kilametry, što byli da haścincu, jaki zusim blizka kala Lahiez. I moh ja iści pa tym haścincy jašče paru kilametraŭ i vyjści na vyježdžanuju darohu da vioski, ale za haścincam tak blizka vidniełasia chata dziadźki Vani. I da ŭsiaho pierada mnoj na śniežnym caliku byli ślady, što viali ŭ viosku. I ja pajšoŭ pa śladach. Lohka, upeŭniena. Ale praz metraŭ dźvieście źnikli ślady i pierada mnoj, i maje. I staŭ ja pravalvacca ŭ śnieh vyšej kalena. I tak zamaryŭsia, što choć ty laž i lažy. I loh ja na śnieh. I ŭspomniŭ Boha. I paprasiŭ Boha dapamahčy mnie iści. I ŭstaŭ. I pajšoŭ pa śniezie, nie pravalvajučysia. I prajšoŭ metraŭ sto. I pravaliŭsia, i znoŭ pačuŭ, jak hudzie zavirucha, jak traščyć pad nahami śnieh...
U kožnaha svaja daroha.