Adam Hlobus. Avaryi
№ 9 (166), 28 lutaha — 6 sakavika 2000 h.
Adam HLOBUS
Avaryi
Apaviadańnie
Kali źbiraješsia ŭ darohu, kładzi ŭ kišeniu dva pašparty. I pad čas kanfliktu adrazu addavaj adzin pašpart milicyjantu, palicyjantu ci pakryŭdžanamu taboj čałavieku. Takoje ŭražvaje j hasić straści. Vorah šaleje, kryčyć, bicca lezie, a ty: “Na moj pašpart i supakojsia”. Tonieńkaja knižačka, a supakojvaje, jak mahutny trankvilizatar. Pačynajecca čytańnie, hartańnie, razhladvańnie. Ahresija pierachodzić ź ciabie na papieru. Kali pašpartu niama, zamiani hrašyma. Razharni kašalok, pakažy, kolki jość hrošaj, i addaj bolšuju pałovu. Hrošy ŭździejničajuć horš za pašpart, ale biezadmoŭna. Pašpart, viadoma, lepšy srodak. Tolki daloka nia ŭ kožnaha ich dva. A voś adziny pašpart addavać nia varta. U mianie dva pašparty, i ja mahu sabie dazvolić adzin zapuścić na abaronnyja dziejańni. Adkul uziaŭsia dublikat? Vypadak.
Ja išoŭ na mitynh pratestu. My, biełarusy, suprać susiedniaj Rusi dziesiać hadoŭ chodzim na akcyi pratestu i bjemsia ź miantami, tymi samymi, što vydajuć pašparty, bjemsia ź biełaruskimi palicyjantami. Pahavorvajuć, što ŭ dušy našyja mianty za nas. Napeŭna, jany za nas, jak i palicai byli za nas, jak partyzany byli za nas. Asabista ja skarystaŭ momant i za dziesiać chvilinaŭ da pačatku akcyi zajšoŭ u miantoŭku, kab zabrać novieńki pašpart z załatoj Pahoniaju na vokładcy. U adździaleńni, što kala kinateatru “Pieramoha”, była proćma amapaŭcaŭ u šałomach z dubinkami. Niekatoryja mieli aŭtamaty. Mnie vydali pašpart i ŭ mituśni zabylisia zabrać stary saviecki.
Z dvuma pašpartami ŭ kišeni ja ŭdzielničaŭ u bojcy kala hastranomu “Pad hadzińnikam”, što nasuprać KDB. Narodu abapał skarynaŭskaha praspektu było proćma. Chłopcy ź “Biełaha lehijonu” pasprabavali vyjści na prajeznuju častku. Tut i pačałosia. Mianty, jakija nibyta našy, pačali nas źbivać, chapać i kidać u mašyny. Žadańnia viartacca ŭ pastarunak, chaj sabie j z dvuma pašpartami, u mianie nie było. Heta ŭ toj dzień u adździaleńni skłali pratakoł, ź jakoha vynikała, što całkam hłuchaniamy chłopiec vykrykvaŭ antyprezydenckija lozunhi j łajaŭsia matam. Dumaju, i ty nie zachacieŭ by ŭ taki pastarunak. Ale adna sprava chacieć, a inšaja — mieć.
Voś u dziacinstvie ja chacieŭ dvuchkołavy rovar. I baćka nabyŭ taki rovar u dyplamata Kałbaśjeva. Dyplamat, jak i musić być, jeździŭ za miažu na pieramovy j pryvoziŭ roznaje ŭsialakaje. Pryvioz jon i dziciačy rovar — błakitny, z toŭstymi žoŭtymi kołami, niamiecki. A dačka dyplamata — Luda — admoviłasia katacca na im. Rovar pradali nam.
Ja navučyŭsia katacca ŭ adno imhnieńnie. Sieŭ i pajechaŭ, nibyta ŭsio žyćcio jeździŭ na dvuchkołavym rovary.
Baćka źbiraŭsia pajści ŭ kramu “1000 drobiaziaŭ”, ja naprasiŭsia pajechać ź im. Tym bolš, što mnie ŭ sekcyi fihurnaha katańnia zahadali prynieści tenisny miačyk. Baćka išoŭ, ja jechaŭ pobač. Ad vulicy Kuźmy Čornaha da parku Čaluskincaŭ spuskajecca vuzieńkaja vułka. Ja pačaŭ nabirać chutkaść. Baćka jašče byŭ na hary, a ja lacieŭ unizie. Raptam z-za rohu źjaviŭsia mužčyna ź dziaŭčynkaju. Kab nie zadušyć dziaŭčynki, ja pajechaŭ na dom. Piaredniaje koła ŭskočyła ŭ dzirku pamiž ścianoju i vadaściokavaj truboj. Ja pieralacieŭ praz rul i reznuŭsia hałavoju ŭ blachu. Kab u cehłu, dyk prytomnaść viarnułasia b značna paźniej, kali b naahuł viarnułasia. A tak ja raspluščyŭ vočy ŭ čužoj vańnie. Čužaja žančyna ŭbačyła praz vakno avaryju. Vybiehła, uziała mianie na ruki j zaniesła ŭ svaju kvateru. Jana abmyvała mnie tvar, kali ja aprytomnieŭ.
U kramu “1000 drobiaziaŭ”, što nasuprać parku, baćka mianie zvadziŭ, miačyk my prydbali j damovilisia, što mamie nia skažam pra avaryju, pry jakoj ja nalacieŭ hałavoju na trubu. Ja j nie skazaŭ. Vykłaŭ usio baćka. Doma ja skruciŭsia na fateli j zasnuŭ. Maci spytała ŭ baćki, čamu ja splu pasiarod dnia. Baćka raskałoŭsia. Mianie pabudzili j paviali da doktara. U balnicy abviazali hałavu bintam i skazali, što ja atrymaŭ pieršaje klasyčnaje strasieńnie mazhoŭ.
Druhoje strasieńnie było nie klasyčnaje, bo ja nie źviartaŭsia ŭ lakarniu. Ja jechaŭ u hryby. Razahnaŭsia z horki, kab na chutkaści praskočyć kavałak darohi, zaniesienaj piaskom. Nie praskočyŭ. Rul vyrvała z ruk. Ja kulnuŭsia na piasok. Miakki, šaŭkavisty, ciopły byŭ naš biełaruski piasočak. Ale pabiŭsia ja mocna. I hryboŭ u toj dzień nie naźbiraŭ. I možna było b zrabić vysnovy, ale ja zrabiŭ ich u inšy bok, na karyść lepšaha rovara.
Ź pieršych stypendyjaŭ naadkładaŭ rubloŭ i prydbaŭ spartovy rovar “Spadarožnik”. Try chutkaści, tarmazy na abodvuch kołach. I nie dapamahło, znoŭ trapiŭ u avaryju. Niepadalok ad Kalvaryjskich mohiłak ja vyrašyŭ praskočyć skryžavańnie na žoŭtaje śviatło. I nie paśpieŭ. Na mianie lecieli dva lehkaviki. Dobra, što “žyhuli” išli na metry dva papieradzie “maskviča”. “Žyhuli” ŭrezali mnie pa piarednim kole. Moj rovar raźviarnuła na 90o, i “maskvič” nie začapiŭ zusim. Vadziciel “žyhuloŭ” abłajvaŭ mianie hustym rasiejskim brydkasłoŭjem. A ja maŭčaŭ. Movu zaniało. Ciapier ja vydatna viedaju, jak adymaje movu. I žančyna, što siadzieła ŭ praklatych “žyhulach”, tak i skazała: “Što ty kryčyš na jaho? Pahladzi, jamu movu zaniało!” “Što ja kryču, b…? Što ja kryču? A kab ja zabiŭ hetaha raźja… i sieŭ u turmu? Zaraz ja jaho ŭ miantoŭku zdam!” Šafiaruha vyskačyŭ z mašyny j pačaŭ śvistać u milicyjancki śvistok. Tut mova j viarnułasia. “Idzi ty ŭ sraku, mudak! Sam piorsia na čyrvonaje śviatło!” Moža my b i pabilisia sa śvistunom, kab nie jahonaja žonka. Sardečnaja trapiłasia kabieta. “Jon zahavaryŭ (heta pra mianie), ty čuješ (heta da śvistuna), u jaho ŭsio narmalna, pajechali”. I jany pajechali, a ja pakaciŭ rovar u bližejšy dvor, dzie siadzieŭ na łaŭcy, moža, hadzinu. Ruki-nohi kałacilisia. Tak zaŭsiody paśla avaryi ŭ mianie ruki j nohi kałociacca. I ŭ Maskvie kałacilisia.
U aeraporcie “Šaramiećjeva” mianie z bratam sustreŭ piśmieńnik Voŭka Sotnik. Ścipły, vychavany čałaviek, a jak napjecca, zavodzić kružełku: “Ja — vialiki ruski pisaciel. Ja — vialiki…” Tak i karcić spytać: “Dastajeŭski?” Tolki ja nie pytajusia. Voŭka čałaviek dobry. U jahonaj žonki Tańki mašyna adrezała dźvie nahi. Voŭka dahladaje, nosić na rukach, lubić svaju Tańku. Kranalny vypadak. Tańka z Voŭkam pišuć ramany pa-rasiejsku. A jašče pišuć artykuły ŭ časopisy j hazety pra značnaść svaich ramanaŭ. Taki ŭ ich siamiejny litaraturny biznes. Toje-sioje Voŭka pisaŭ i dla majho vydaviectva.
Jon sustreŭ nas u aeraporcie. My pahruzilisia ŭ “opel” i vyjechali na trasu. Ja siadzieŭ zzadu, brat — śpieradu. Ja zirnuŭ pravaruč i ŭbačyŭ, jak zdaravienny “mersedes” pavolna napłyvaje na našu mašynku. Jon nie napłyvaŭ, a lacieŭ. Ale ŭ takija momanty ŭ mianie raściahvajecca čas, robicca marudny-marudny. Maja duša vyskačyła ź cieła j pavisła pobač z mašynaju. Tak što avaryju ja pabačyŭ adrazu ŭ dvuch varyjantach: znutry j zvonku. U mašynie mianie ŭraziła, jak tarhanulisia hałovy spadarožnikaŭ. Jak nie adarvalisia?! Čałaviek — istota krepka skanstrujavanaja. Na vulicy bamper ujeŭsia ŭ dźvierku, za jakoj siadzieŭ brat. Duša bajaźliva viarnułasia ŭ cieła. Ja nia staŭ jaje dakarać. Žyć biez dušy, chaj sabie j bajaźlivaj, nie vypadaje. Usio ž ja — čałaviek. Hruzin z “mersedesa” prapanavaŭ adjechacca j razabracca. My adjechalisia, ale nie razabralisia. Da nas padrulili mianty. O, hetyja maskoŭskija mianty! Na fotavystavie Nacyjanalnaj hieahrafičnaj supolnaści ź dziesiaci tysiačaŭ karcinak tolki adna była pra Rasieju. Za sto hadoŭ, ź dziesiaci tysiačaŭ, adna — z maskoŭskim miantom. I voś taki viapruk nas załaviŭ. I pačałosia… Uciakli ź miesca avaryi, chacieli schavać złačynstva. Hruzinu ŭcioki kaštavali piaćdziasiat dalaraŭ. Voŭka spłaciŭ kabanu ŭ furažcy amerykanskuju dziasiatku. Morda nie zachacieła brać rasiejskimi rublami. Jak tam ni było, a hruzin adramantavaŭ “opel”. Sam adramantavaŭ. Jon byŭ jašče j aŭtamechanikam.
A ja, kali traplaju ŭ incydent, ničoha adramantavać nie mahu, davodzicca spłočvać hrošy. Časam nabiahajuć niemałyja sumy. I jak jany buduć małymi, kali za adzin raz maja žonka pabiła čatyry lehkaviki? Bum! I “opel”, “žyhuli”, “falksvahien” i “maskvič” paškodzilisia ŭ roznych stupieniach.
Jechali my z hryboŭ. Z hrybami, ty zaŭvažyŭ, u mianie niepryjemnaści druhi raz. Pačałasia zaleva. Hrybniki pazałazili ŭ mašyny j vypaŭźli na darohu. Na haračy asfalt liło, jak ź viadra. Daroha pieratvaryłasia ŭ katok. Pad Łahojskam žonka mnie skazała: “Pahladzi, jaki “mersedes”. I sapraŭdy, pa sustrečnaj pałasie da nas nabližaŭsia vydatny ekzemplar, vializny furhon. Kali našy vočy zirnuli napierad, było zapozna niešta rabić. Naš “opel” taraniŭ bahažnik “žyhuloŭ”. Moj łob pacałavaŭ škło j namalavaŭ na im zorku z treščynaŭ. Kali ja vykaraskaŭsia z mašyny, na mianie pajšoŭ dziadźka z kułakami. “Ty što, had, narabiŭ? U mianie žonka na dziaviatym miesiacy!” Jak jakoje zdareńnie, usie dumajuć na mianie čamuści. Z usich vybirajuć mianie za vinavataha. Moža, tvar zładziejski? “Sam ty, mudak! Nie pakazaŭ, što tarmoziš”. “A ja, b…, i nie tarmaziŭ. Ja jechaŭ. Cicha i narmalna jechaŭ. A ty, b… daŭ mnie ŭ sraku. A ŭ mianie žonka praz tydzień rodzić”. “A maja žonka za rulom siadzieła. Stoj i nie p…”. Vakoł nas naźbiraŭsia natoŭp avaryjnikaŭ. Žonka płakała. Jaje nie čapali. “Chaj mianty raźbirajucca!” Usie razyšlisia j zakuryli ŭ čakańni daišnikaŭ. “Trupy jość?” — pieršaje, što my pačuli ad staršyny. “Niama!” “Nu, i dziakuj Bohu. Na hetym miescy ŭ nas kožny hod niabožčyk jość”. Pra trupy daišnik havaryŭ tak, jak rybak pra ščupakoŭ. Rybnaje miesca ŭ ich tam, pad Łahojskam. Topčučy parassypanyja na darozie hryby, mianty mierali j malavali karcinu zdareńnia. Vinavaty byŭ jasna chto. Vorahaŭ u nas chapała: dva čaravatyja načalniki ŭ zialonych humovych botach z “maskviča”, dva maładyja biznesoŭcy z “folksvahiena” i siem idyjotaŭ z “žyhuloŭ”. Ciažarnuju z “žyhulonka” zvazili ŭ bolnicu na “chutkaj dapamozie”, ale paškodžańniaŭ nie znajšli j pryvieźli nazad. Mient advioŭ mianie ŭ pole j skazaŭ, što patrymaje paciarpiełych chvilinaŭ piatnaccać-dvaccać, kab my paśpieli adarvacca. Maŭlaŭ, bojek na darozie jamu nia treba. Za miesiacy try ja spłaciŭ hrošy za “žyhuli” całkam i za ramonty troch mašyn. Darahija hryby byli tym letam. Ale što narakać. Žyvy, zdarovy, i dziakuj Usiavyšniamu.
“Ty Bohu, Bohu dziakavać musiš! Śviečku ŭ carkvie ci kudy ty tam chodziš, pastaŭ. Kab tak upliščycca j žyvym zastacca. Heta tolki Boh moža zrabić!” — kryčaŭ prakuror Sava z Ašmianaŭ na trasie Miensk—Vilnia. U Savy kałacilisia ruki j tresłasia hałava. “U mianie jazva adkryłasia na nervovaj hlebie. Ja ŭ Miensk pa leki jechaŭ. Z balnicy ŭciok. I tut vy. Kab ja rul nia vyviernuŭ — usim kapiec!” Sapraŭdy, kab prakuror… Ale madelavać svaju śmierć dazvalajuć adno samazabojcy. A ja z žonkaju jechaŭ zusim nie na ŭłasnaje pachavańnie, a na prezentacyju. Žonka ŭ mianie majstar rabić dziaŭčatam viečnuju pryhažość na fota. I nia dziŭna, što ŭ časopisie “Harper bazar” ź joj zrabili interviju. Pra jaje źniali reklamny rolik na Litoŭskaj televizii. Na prezentacyju časopisa ź videarolikam my j nieślisia. Nadvorje stajała jašče toje: śnieh z daždžom i vietram. Dva razy my spynialisia, kab lod z łabavoha škła paździrać. Chutkaść była niedzie pad sotku. I jaje chapiła, kab nas paniesła na lodzie. I paniesła. I vyniesła na sustrečnuju pałasu, dzie jechaŭ chvory prakuror. I amal praniesła mima. Ja dumaŭ, praniesła, dyk nie. Naš “opel” srakaju reznuŭsia ŭ łyč jahonaj taratajki. Reznuŭsia j palacieŭ pad adchon. Blacha-apranacha, ja nie pryšpileny pasam siadzieŭ. Za chvilinu da avaryi adšpiliŭsia. Šukaŭ zapalničku pa kišeniach. Znajšoŭ, zakuryŭ cyharetu, jak zakurvaje asudžany na śmierć pierad pakarańniem. Z cyharetkaju ŭ zubach ja j pierakuliŭsia, spačatku na dach, potym znoŭ na koły. Abmacaŭ siabie. Zdajecca, žyvy. “Ty žyvaja?” “Žyvaja!” Vylacieŭ z mašyny, kab adskočyć, bo reznulisia benzabakam. Ni dymu, ni ahniu. Užo lahčej. Idu sabie pa śniehu na darohu. Pahladzieć, ci nie zabili kaho. A da mianie sivy dziadźka lacić. “Ty, ty, ty što narabiŭ?” “Stoj i maŭčy. Stoj i maŭčy. Pastaim chvilinku. A potym pahavorym”. “Pravilna”. Pastajali, pakuryli. Jon z kišeni prakurorskaje paśviedčańnie dastaŭ, a ja pašpart — toj, stary, zapasny. “Na pašpart i supakojsia”. I jon krychu astyŭ. Dalej jon nazvaŭ, kolki choča za tarantajku. Ja razharnuŭ partmanetku, addaŭ amal usio, što mieŭ, i, kaniečnie, zastaŭsia vinien. Prakuror — čałaviek daśviedčany, chto, jak nia naš biełaruski prakuror viedaje, što ŭ sudach praŭdy niamašaka.
U Vilniu my dajechali aŭtastopam, i ŭsiu darohu litoŭski handlar budmateryjałami raspaviadaŭ, dzie j jak na trasie Vilnia—Miensk bjucca mašyny.
Na prezentacyi baradaty mastactvaznaŭca da majoj historyi vynajšaŭ reziume: “Voś tak ludzi j prychodziać da Boha!” “A moža Boh tak prychodzić da ludziej?” — padumaŭ ja, i tolki tady stała strašna. Ja pačaŭ šukać zapalničku. U kišeniach było poŭna škła.
Vilnia—Miensk
Luty 1999 hodu