BIEŁ Ł RUS

Karotkija apaviadańni

17.07.2000 / 13:0

Nashaniva.com

№ 28 (185), 10 — 17 lipienia 2000 h.


 

Karotkija apaviadańni

 

Błycha

Kurt Tucholski

U pravincyi dziu Har — absalutna pravilna, tam, dzie znachodziacca Nim i Pon-dziu-Har, u Paŭdniovaj Francyi — tam u paštovym biuro siadzieła za słužku adna nadta stałaha vieku dzieŭka. Mieła jana drennuju zvyčku — adčyniała krychu listy i čytała ich sabie. Heta viedaŭ uvieś śviet. Ale, jak heta viadziecca ŭ Francyi, kanśjeržka, telefon i pošta — heta śviatyja ŭstanovy, ich možna ŭžo niejak tam trochi začapić, ale nadta čaplać ich nielha, i hetaha nia robić anichto.

Takim čynam, viekavucha čytała listy i svajoj niaścipłaściu prynosiła ludziam takija-siakija turboty.

U pravincyi dziu Har u pryhožym zamku žyŭ adzin razumny hraf. Hrafy ŭ Francyi inšym razam byvajuć razumnyja. I hety hraf zrabiŭ adnaho dnia nastupnaje: jon zaprasiŭ da siabie ŭ zamak sudovaha vykanaŭcu i ŭ jahonaj prysutnaści napisaŭ da svajho siabra nastupny list:

«Darahi siabra!

Z taje pryčyny, što, jak ja viedaju, paštovaja słužka Emili Dziupon uvieś čas adčyniaje našyja listy i čytaje, bo až łopaje ad cikaŭnaści, ja dałučaju da hetaha tekstu, kab pakłaści kaniec vychadkam aznačanaj asoby, žyvuju błychu.

Z šmatlikimi zyčlivymi pryvitańniami,

hraf Koks».

I jon zakleiŭ hety list u prysutnaści sudovaha vykanaŭcy. Ale, akramia hetaj cydułki, nie pakłaŭ u kanvert ničoha. Kali list byŭ atrymany, u im siadzieła błycha.

 

Vypadzieńnie ŭ ciapierašni čas

Ernst Błoch

Na hetaje «tut i ciapier» možna vyjści najdziŭnym čynam, jano nikoli nie byvaje ad nas daloka. Viedaju ja adnu karotkuju, amal prymityŭnuju ŭschodniežydoŭskuju prypavieść, u jakoj adno što kaniec dyk voś niejak rasčaroŭvaje. Jaje kaniec — heta, peŭna, dościp, davoli kastrubavaty i ćmiany, nieviasioły, ale ŭsio ž taki dościp, sens jakoha ŭ tym, kab zasypać jamu, u jakuju vy ŭpali. Jama — heta naš CIAPIERAŠNI ČAS, u jakim my ŭsie znachodzimsia i ad jakoha nia zbavicca z dapamohaj apoviedaŭ, choć hetak jakraz i sprabujuć najčaściej ratavacca.

Navučańnie i praciahłyja dysputy stamili ŭsich žydoŭ u miestačkovaj synahozie, i jany ŭzialisia abmiarkoŭvać, što kožny ź ich zažadaŭ by sabie, kali b źjaviŭsia anioł. Rabi skazaŭ, što jaho zadavoliła b užo adno, kab anioł dapamoh jamu pazbycca svajho kašlu. A ja paprasiŭ by, skazaŭ druhi, kab maja dačka ažaniłasia. A ja, uskliknuŭ treci, nie schacieŭ by zusim anijakich dačok, a paprasiŭ by syna, jaki ŭziaŭ by ŭ spadčynu moj interas. Narešcie rabi źviarnuŭsia da žabraka, jaki prybiŭsia da kahału ŭčora ŭviečary i siadzieŭ ciapier, zaniadbany, u ryzmanach, na apošniaj łaŭcy. «Što b pažadaŭ ty sabie, moj darahi? Bohu skarhu skłaści varta, što nie vyhladaješ ty na čałavieka biez žadańniaŭ». — «Ja chacieŭ by, — azvaŭsia žabrak, — kab ja byŭ mahutnym karalom i kab u mianie była vialikaja kraina. Kab ja ŭ kožnym horadzie mieŭ pałac i kab u najpryhažejšym horadzie była ŭ mianie rezydencyja z oniksu, sandału i marmuru. Tam ja siadzieŭ by na tronie, maje vorahi trymcieli b ad strachu pierad mnoj, a moj narod lubiŭ by mianie, jak kaliś karala Sałamona. Ale ŭ vajnie nia mieŭ by ja ščaścia, što mieŭ Sałamon; u krainu ŭryvajecca vorah, majo vojska cierpić parazu, a ŭsie harady i lasy spłyvajuć połymiem. Vorah užo staić pierad majoj rezydencyjaj, ja čuju kryki paniki na vulicach i siadžu ŭ tronnaj zali sam adzin, z karonaj, skipetram, u purpurovaj mantyi z harnastajevym rantam, pakinuty ŭsimi dastojnikami, i čuju, jak narod patrabuje majoj kryvi. Tut ja raspranajusia da spodniaha i skidvaju ź siabie ŭsio pryhostva, saskokvaju praz vakno na dvor. Idu praz horad, tłumam, potym volnym polem i biahu, biahu praz spustošanuju maju krainu, biahu dziela ŭłasnaha vyratavańnia. Dziesiać dzion biahu da miažy, dzie mianie nichto nia viedaje, i pierachodžu na hety bok, da druhich ludziej, jakija ničoha pra mianie nia viedajuć, ničoha ad mianie nia chočuć, — i voś ja vyratavany, i z učorašniaha viečara ja siadžu tut». — Doŭžycca paŭza, adčuvajecca šok, žabrak uskočyŭ, rabi hladzić na jaho. «Mušu skazać, — pramoviŭ pavolna rabi, — mušu skazać, što ty dziŭny čałaviek. Navošta ty žadaješ sabie hetaha ŭsiaho, — žadaješ, kab stracić? Što tabie tady ad tvajho bahaćcia i ŭsioj pryhažości?» — «Rabi, — adkazaŭ žabrak, siadajučy, — niešta mnie ŭsio ž zastałosia b. Spodniaje». Tut žydy pačali śmiajacca, krucić hałovami, padaravali žabraku spodniuju kašulu i tak voś źniali niajomkaść ad hetaha dziŭnaha ciapierašniaha času ŭ jakaści kanca pažadańnia albo kanca pažadańnia ŭ jakaści ciapierašniaha času ŭ frazie «z učorašniaha viečara ja siadžu tut», ad hetaha praryvu byćcia tut, pasiarod mrojaŭ. U moŭnym afarmleńni heta vyhladała jak raptoŭny pierachod ad pažadalnaha ładu, u jakim jon pačynaje, praz umoŭny i abviesny ład i, raptam, da ciapierašniaha času. Słuchaču krychu kazyča maroz pa śpinie, kali jon apynajecca tam, dzie jon jość. Taki interas nie navažycca ŭziać u spadčynu nivodzin syn.

 

Śnieh u Chałmie

Isak Baševis ZYNHIER

Chołm byŭ vioskaj, poŭnaj durniaŭ, maładych i starych. Adnej načy adzin zaprykmieciŭ, jak miesiac adbivajecca ŭ bočcy z vadoj. Usie padumali, što jon tudy ŭpaŭ. Bočku mocna zamknuli, kab miesiac nia moh adtul vyzvalicca. Kali nastupnym rankam bočku adčynili, miesiaca tam bolš nie było. Viaskoŭcy byli pierakananyja, što jaho skrali. Jany vyklikali palicyju, a kali taja nie zmahła znajści złodzieja, dyk jany płakali j lamantavali.

Samymi słynnymi z chołmskich durniaŭ byli siamiora starejšynaŭ. Jany byli najstarejšymi j najdurniejšymi ŭ vioscy, tamu vioskaj i kiravali. U ich byli biełyja barody i ad niaspynnaha rozdumu zusim vysokija łby. Adnojčy, dzieści pad chanuku, bieśpierapynku išoŭ śnieh. Śnieh pakryŭ Chołm, jak srebny abrus. Śviaciŭ miesiac, mihcieli zory, i śnieh iskryŭsia, by perliny i dyjamenty. Starejšyny ŭ hety viečar siadzieli, zadumaŭšysia, namorščyŭšy łby. Vioscy terminova patrebnyja byli hrošy, a jany nia viedali, adkul ich uziać. Raptam Hronem Staršy Durań, jon ža najstarejšy z usich, uskliknuŭ:

«Śnieh — heta srebra!»

«Ja baču ŭ śniezie perliny!» — uściešyŭsia druhi.

«A ja baču dyjamenty!» — huknuŭ treci.

Starejšynam vioski stała zrazumieła, što ź nieba ŭpaŭ skarb. Ale tut inšy kłopat. Chałmčaki padachvocilisia chadzić pa vulicy, i napeŭna skarb chutka byŭ by rastaptany. Što tut možna było paradzić?

Durnomu Todaru pryjšła ŭ hałavu dumka.

«Davajcie pašlem viestuna, jaki budzie stukać uva ŭsie vokny i kazać ludziam, kab jany zastavalisia doma, pakul my nie paźbirajem usio srebra, perliny i dyjamenty».

Niejkuju chvilinu starejšyny siadzieli zadavolenyja. Jany až ruki ciorli ad zachapleńnia. Ale tut Lekiš Prydurak zakłapočana ŭskliknuŭ: «Dyk ža kurjer sam budzie taptać skarb!»

Starejšyny pryznali za im racyju. Napružana morščyli jany svaje vysokija łby ŭ pošukach vyrašeńnia prablemy.

«Znaju!» — vyhuknuŭ Šmerl Voł.

«Nu, to kažy ŭžo», — paprasili starejšyny.

«Kurjeru nielha iści piocham. Treba nieści jaho na stale, kab jahonyja nohi nie datykalisia da kaštoŭnaha śniehu».

Usie byli ŭ zachapleńni ad rašeńnia, prapanavanaha Šmerlem Vołam. Starejšyny plaskali ŭ ładki i nachvalvali svaju ŭłasnuju mudraść.

Adrazu rasparadzilisia paklikać Prastaka-na-Pabiahuškach, chłopčyka z kuchni, i pastavić jaho na stoł. Ale kamu nieści hety stoł? Na ščaście, u kuchni byli na toj čas Durlej Kuchar, Michałap Abiralščyk Bulby, Drač Miašalnik Sałaty i Hontel, jaki mieŭ zabiaśpiečvać kahalnuju kuchniu pravizijaj. Usim čatyrom było zahadana padniać stoł, na jakim stajaŭ Prastak. U ruce toj trymaŭ kijanku, kab stukać ludziam u šyby. Tak usio heta pačałosia. Prastak łupiŭ u kožnaje vakno kałatuškaj i kryčaŭ: «Siońnia ŭnačy nikomu nielha vychodzić z domu! Ź nieba ŭpaŭ skarb, i taptać jaho zabaroniena!»

Chałmčaki pasłuchalisia svaich starejšynaŭ i ŭsiu noč nie vychodzili na dvor. Miž tym starejšyny vioski siadzieli i marakavali i tak, i tak, što možna było b zrabić z skarbu, paśla taho jak jaho paźbirajuć.

Durny Todar prapanavaŭ pradać jaho i nabyć husia, jaki niasie załatyja jajki. Takim čynam hramada mahła b zajmieć stałuju krynicu dachodu. U Lekiša Prydurka była druhaja ideja. Ci možna było b kupić akulary, jakija ŭsio pavialičvajuć? Tady damy, vulicy i kramy vyhladali b bolšymi. Jasnaja reč, kali Chołm vyhladaŭ by bolšym, dyk jon i byŭ by bolšym, nia vioskaj užo, a vialikim miestam. Šmat było ŭ ich takich samych daścipnych idejaŭ. Pakul jany ŭzvažvali roznyja svaje zadumki, nastała ranica i ŭzyšło sonca. Jany vyhlanuli z vakna i ŭbačyli, što — vo hora! — śnieh pataptali.

Pataptali jaho ciažkija boty nośbitaŭ stała.

Starasty Chałma rvali na sabie barody i kajalisia. Mo, prykidvali jany, tre było, kab čaćviora druhich nieśli tych čatyroch, što nieśli stoł z Prastakom-na-Pabiahuškach?

Paśla doŭhaha abmierkavańnia starejšyny vyrašyli, što tak i zrobiać, kali na nastupnaje śviata chanuki ź nieba znoŭ upadzie skarb.

Choć viaskoŭcy i pražylisia načysta, ale jany spadziavalisia na nastupny hod i nachvalvali svaich starejšynaŭ, na jakich zaŭždy možna spadziavacca, kali treba znajści vyjście ź ciažkaj sytuacyi.

Pierakłaŭ ź niamieckaj Jaŭhien Białasin


Čytajcie taksama:

Kamientary da artykuła