Ivan Fursievič.
№ 09 (218), 26 lutaha — 5 sakavika 2001 h.
22 lutaha na 74-m hodzie žyćcia pamior Ivan Fursievič.
Ivan Fursievič naradziŭsia 6 kastryčnika 1927 h. u Hałavienčycach na Staŭpieččynie. U časie suśvietnaj vajny skončyŭ Baranavickuju medyčnuju škołu, zatym słužyŭ u savieckim vojsku. U vojsku ž u 1949 hodzie byŭ aryštavany, a paśla i asudžany pa palityčnych abvinavačvańniach na 25 hadoŭ źniavoleńnia ŭ kanclahierach. Paśla śmierci Stalina ŭ siaredzinie 50-ch vyjšaŭ na volu, pastupiŭ vučycca ŭ Siamipałacinski medinstytut. Atrymaŭšy prafesiju, viarnuŭsia na Baćkaŭščynu i pasialiŭsia ŭ Dokšycach, dzie i pracavaŭ lekaram da apošnich dzion žyćcia. Ivan Fursievič drukavaŭ u peryjadyčnych vydańniach apaviadańni z turemna-lahiernaha žyćcia, zasnavanyja na realnych faktach. Bolšaść napisanaha im pakul što zastajecca ŭ rukapisach.
Praz usio svajo nialohkaje žyćcio Ivan Fursievič pranios u sercy luboŭ da Biełaruščyny i niazłomnuju vieru ŭ adradžeńnie Kraju.
Siabry i pryjacieli
niabožčyka,
kolišnija palitviaźni
Nieraśćviłaja kvietka
Ivan Fursievič
Było heta ŭ kancy 1950-ha ci pačatku 1951 hodu. Ja, tady jašče małady “student” Akademii imia Łaŭrencija Paŭłaviča Beryi, skončyŭšy tolki pieršy jaje kurs – śledztva i sud, siadzieŭ u 59-j kamery Butyrskaj turmy i čakaŭ adkazu na maju skarhu na prysud vajennaha trybunału Maskoŭskaj vajennaj akruhi, nakiravanuju ŭ vajennuju kalehiju Viarchoŭnaha Sudu SSSR. U toje, što vajennaja kalehija skasuje prysud vajennaha trybunału, nia vieryŭ amal nichto z maich sukamernikaŭ. Nie było takoha, jak ciapier kažuć, precedentu. Praŭda, u niekatorych, asabliva ŭ naiŭnych maskoŭskich intelihientaŭ, ciepliłasia niejkaja iskrynka nadziei na spraviadlivaść – usio ž najvyšejšaja instancyja samaha spraviadlivaha ŭ śviecie sudu raźbiarecca, i kali nia vypuścić na volu, dyk choć źmienšyć hety biazhłuzdy ździeklivy prysud. Ale “samaja vysokaja instancyja” mierkavała, što savieckija sudy, navat samaj nizkaj instancyi, — samyja spraviadlivyja i nikoli nie pamylajucca. A tym bolš u adnosinach da vorahaŭ narodu.
I skarhi my pisali nie tamu, što na štości spadziavalisia. Reč była ŭ tym, što sudzili nas poźniaj vosieńniu. Napieradzie była suvoraja sibirskaja zima. I ŭsie viedali, što etap zimoju – jazda ŭ chałodnych ciahnikach — vielmi ciažkoje vyprabavańnie. Ad hetaj dumki navat u ciopłaj kamery maroz prabiahaŭ pa skury. A adkazu na skarhu čakać davodziłasia, jak praviła, nia mienš jak paŭhodu. A tam i viasna nadydzie. Usie dumali, što pieranieści zimu ŭ amal kamfortnych umovach kamery dla asudžanych Butyrki – kamfortnych, zrazumieła, umoŭna,— było značna lahčej, čym u ciesnych pierasyłkach Sibiry. Tym bolš, što muki śledztva skončylisia, režym byŭ davoli miakki – ceły dzień što chočaš, toje i rabi. Knih – dosyć, a na pracu nia honiać, dy kormiać choć i niatłusta, ale ž prystojna, i z hoładu nichto nie pamiraje.
Nasielnikami našaj kamery byli pieravažna maskvičy. Byli jany prafesarami, dacentami, kiraŭnikami i administratarami najvyšejšych ranhaŭ. Usie prachodzili pa hrupavych spravach – daktaroŭ, hieolahaŭ, žydoŭ. Vyłučalisia maskvičy nia tolki dobraj, pa sezonie, ekipiroŭkaj, vialikimi “sidarami”, dastatkovaj ukormlenaściu – žyvociki ich nia nadta źmienšylisia padčas śledztva, bo jany mieli i rehularnyja pieradačy z voli, i «łarok». Vydzialalisia jany i svajoj adukacyjaj – usie mieli vyšejšuju aśvietu, a niekatoryja byli navat akademikami, a taksama tym, što na nas, prybłudaŭ, sabranych pa arudach z usiaho Sajuzu, hladzieli krychu zvysoka, navat pahardliva, jak na sialanaŭ, što trapili ŭ vyšejšy śviet. Padobnymi da ich my byli tolki blednymi tvarami dy vialikimi, “na ŭsiu katušku”, terminami.
Usie jany ŭvažali siabie nievinavatymi, svoj aryšt – vypadkovaj niedarečnaściu i ŭ dušy spadziavalisia, što vajennaja kalehija Viarchoŭnaha Sudu pierahledzić ich prysudy i, paprasiŭšy prabačeńnia, viernie ich na staryja ciopłyja miescy. Ab hetym niekatoryja ź ich kazali adkryta, i ź vialikim nieciarpieńniem zaŭsiody biehali da “karmuški”, ź jakoj nahladčyk kazaŭ “na My”, ci “na Ny”, ci na inšuju litaru alfabetu.
Tamu, kali ŭ čarhovy raz paśla brazhatu zamkoŭ i skrypu dźviarej na parozie sa skrutam paścieli i pustoj torbačkaj, sšytaj z vafelnaha ručnika, źjaviŭsia čarhovy nasielnik u sałdackaj vopratcy biaz remienia i pahonaŭ, u sukamernikaŭ asablivaha zacikaŭleńnia jon nia vyklikaŭ.
Paśla karotkaha pradstaŭleńnia – Miša Vałyniec sa Lvova — jon, ahledzieŭšysia, adrazu padyšoŭ da mianie, “brata pa zbroi”, i paprasiŭ dazvołu prysieści.
Byŭ jon nadta schudały i bledny. A ŭ toj dzień jašče j hałodny, bo prybyŭ z etapu. Ja padzialiŭsia ź im svaim niebahatym skarbam – dvuma skrylikami chleba, kavałačkam marharynu i cukru, jakija zastalisia ad “supolnaha stała” – doli praduktaŭ, jakaja vy-dzialajecca z kožnaj pieradačy i «łarka» i dzielicca paroŭnu pamiž tymi, chto nia maje ni taho, ni druhoha.
My chutka ź im parazumielisia, bo mieli šmat supolnaha. Byli my adnahodkami – sałdatami, prachodzili amal pa adnolkavaj spravie – jon byŭ ukrainski, a ja biełaruski nacyjanalist, dy jašče j susiedziami, amal ziemlakami – jon sa Lvoŭščyny, a ja – z Baranaviččyny.
Akramia hetaha, my byli “zachodnikami” – jon z Zachodniaj Ukrainy, a ja – Biełarusi. Dyj vychavańnie ŭ nas było amal adnolkavaje – u jaho škoła povšechna i kurs himnazii, u mianie – takaja ž škoła povšechna i medyčnaja škoła. Ale hałoŭnaje, što nas zbližała, – heta našaje zachapleńnie litaraturaj. Ja sa školnych hadoŭ pisaŭ vieršy, praŭda, nadta słabyja, i źmiaščaŭ ich tolki ŭ školnaj naściennaj hazecie. A jon byŭ sapraŭdnym paetam i ŭžo ŭ 17 hadoŭ vydaŭ svoj pieršy zbornik.
Tamu hałoŭnaj temaj našych hutarak była litaratura. Ja ŭ toj čas dastatkova dobra viedaŭ biełaruskuju litaraturu, navat i nia tolki darevalucyjnuju, ale j savieckuju, tady ŭžo zabaronienuju ŭ Savieckim Sajuzie. A apošnija hady try ja surjozna zachaplaŭsia i ŭkrainskaj – va ŭkrainskaj kniharni ŭ Maskvie ja nabyŭ nievialiki, u śvietła-błakitnaj vokładcy, zbornik Lesi Ŭkrainki, vydadzieny ŭ apošni hod vajny, a taksama “Kabzar” na ŭkrainskaj i rasiejskaj movach. Paśla pačaŭ rehularna čytać časopisy “Vitčizna” i “Dnipro”, adšukvaŭ u biblijatekach Maskvy tvory Ivana Franka, M.Kaciubinskaha, Stefanika i Panasa Mirnaha. Najbolš mnie spadabałasia Lesia Ŭkrainka. Jaje vierš “Contra Spem Spero” mianie tak uraziŭ, što ja vyvučyŭ jaho na pamiać i pamiataju da hetaha času.
Hieťtie, dumi vi chmari osińni!
Tož tiepier viesna zołota!
Či to tak u žalu, v hołosińni
Prominuť mołodiji lita?Ni, ja choču kriź slozy śmijatiś
Sieried licha śpivati piśni,
Biez nadiji taki spodivatiś,
Žiti choču! Hieť, dumi sumni!Ja na vbohim sumnim pieriełozi
Budu sijať barvisti kvitki.
Budu sijať kvitki na morozi,
Budu liť na nich slozi hirki.I vid śliz tich horiačich roztanie
Ta kora lodovaja, micna,
Možie, kviti zijduť, i nastanie
Ščie j dla mienie viesieła viesna.
Ad vierša viejała śmiarotnym sumam nievylečna chvoraj na suchoty, jakaja adčuvaje svaju śmierć, ale vielmi choča žyć. Mnie jana nahadała našu Ciotku. Padabienstva hetaha dadavaŭ i fatazdymak — u nacyjanalnym ubory. Mnie zdavałasia tady, što i los ich taksama niby pavinien być padobny.
Spadabałasia mnie i “Daŭniaja kazka”, padobnaja da “Kurhanu” Janki Kupały, dzie i losy hierojaŭ padobnyja, i dumki ich taksama niby padsłuchanyja. Naprykład:
Nie pojet, chto zabuvaje
Pro strašni narodni rani.
I sobi na vilni ruki
Zołoti nadiv kajdani.
I praniknionyja słovy huślara, što “huślam nia pišuć zakonaŭ”. I “nie skuješ tolki dum łancuhami”.
A “Vosieńskaja kazka” padabałasia nia vielmi. Tam užo hučyć matyŭ praletarskaha baraćbita, jaki pieramahaje svaim praletarskim pierakanańniem.
Ja čytaŭ jamu tvory Bahuševiča, Karusia Kahanca, Bahdanoviča, Jakuba Kołasa i Janki Kupały. “Kurhan” i “Prarok” ja pamiataŭ poŭnaściu. Jany vielmi ŭrazili Michasia. Jon pahadziŭsia z tym, što jon sapraŭdy vielmi blizki da “Daŭniaj kazki” Lesi Ŭkrainki. A Bahdanovič začaravaŭ Vałynca svaim liryzmam, jon skazaŭ, što takoha liryka Ŭkraina nia maje.
Miša čytaŭ mnie vieršy Ivana Franka, a taksama svaje vieršy. Jany byli liryčnyja i patryjatyčnyja. Klikali da baraćby. Za ich, kazaŭ jon, i trapiŭ u turmu. Jaho čekisty chacieli zrabić kiraŭnikom niejkaj litaraturnaj arhanizacyi i doŭha katavali. Ale paśla adčapilisia.
Čytaŭ jon svaje patryjatyčnyja vieršy sapraŭdy artystyčna. Jon tady niejak rasprostvaŭsia, hałava horda zakidvałasia, vočy bliščeli, tvar bladnieŭ, a hołas źvinieŭ. Jon stanaviŭsia sapraŭdnym paetam-trybunam, čymści padobnym da Kupałavaha praroka, jaki zvaŭ siabraŭ na baraćbu. Michaś adčuvaŭ muzyku vierša, i vieršy jaho źvinieli, jak palanez Ahinskaha. Navat hanarystyja maskvičy padychodzili pasłuchać hetaha paeta-nacyjanalista, jak jany zvali Vałynca.
Mała kaho ź ich zachaplaŭ źmiest jaho vieršaŭ, bo ŭsie jany byli rusafiłami-šavinistami i nie ŭsprymali banderaŭcaŭ, jakija nia chočuć žyć u Sajuzie. Jon byŭ dla ich voraham. Ale pałymianaja mova Michasia zachaplała navat ich.
Doŭha čytać Michaś nia moh. Jon chutka stamlaŭsia. Navat pot vystupaŭ na iłbie. Skončyŭšy čytać, jon adrazu viaŭ, ssutulvaŭsia. Ruki jaho, jak kryły ŭ padbitaj ptuški, apuskalisia, vočy tuchli. Na tvary źjaŭlałasia niejkaja vinavataja ŭśmieška. Jon uvieś rabiŭsia padobnym da padstrelenaj ptuški, jakaja, jašče žyvaja, hladzić na ciabie. Abo padobny da lilei, niadaŭna sarvanaj i vyniataj z vady, jakaja vianie na vačach.
Paśla čytańnia Michaś doŭha maŭčaŭ, i mnie tady rabiłasia vielmi škada jaho. Ja razumieŭ, što jamu vielmi ciažka budzie vyžyć va ŭmovach katarhi. HUŁah jaho chutka złomić. Złomić nie duchoŭna – duchoŭna jon byŭ značna macniejšy za nas. Złomić fizyčna na lesapavale ci ŭ šachcie, bo ŭ jaho pry mocnym duchu było nadta kvołaje zdaroŭje. Jano ŭ dadatak było jašče i mocna padarvanaje hodam śledztva.
Doŭha pabyć razam, na žal, nie ŭdałosia. Jaho vyrvali na etap, i šlachi našy razyšlisia. Razyšlisia nazaŭsiody. Chutčej za ŭsio, jon napoŭniŭ bukiet nieraśćviłych kvietak, zrezanych biaźlitasnaj čekisckaju rukoju.
Paśla vyzvaleńnia ź lahieru ja litaraturaj nie zaniaŭsia. Ja staŭ studyjavać medycynu. Ale ŭ mianie čas ad času ŭźnikali dumki ab Michasiu Vałyncu. Ja niekalki razoŭ sprabavaŭ źviartacca ŭ Sajuz piśmieńnikaŭ Ukrainy. Ale adkazu nie atrymaŭ. Tam takich, jak Vałyniec, nie pavažali.