Jury Śvirko. Šaŭcy biaz botaŭ, abo Chleb z razynkami
№ 09 (218), 26 lutaha — 5 sakavika 2001 h.
Jury Śvirko
Šaŭcy biaz botaŭ, abo Chleb z razynkami
ese
Dzie možna ŭ Miensku pierasiekčysia z dvuma žyvymi klasykami? Viadoma, na skryžavańni dvuch klasykaŭ pamierłych – na rahu Marksa dy Lenina. Voś i ja, špacyrujučy byłoju Franciškanskaju-Hubernatarskaju, kala kramy z dahetul zahadkavym dla mianie nazovam “Biełsajuzdruk” pabačyŭ “Volva” – mašynu taje marki, što najbolš padabałasia mnie, pokul jaje nie ŭpadabaŭ Ciciankoŭ. Jejny bieł-čyrvona-bieły numar pačynaŭsia z nula i skančaŭsia litarami “MI”. Viernaja prykmieta mašyny z eks-ciciankoŭskaha haraža.
Nieŭzabavie z hazetnaje kramy, u niejkim ahromnistym spartovym kaściumie, vyjšaŭ haspadar aŭto.
— Dobry dzień, Paŭle Izotaviču! — skazaŭ ja jamu.
Pavał Izotavič, niby zastukany na miescy złačynstva, aściarožna pavitaŭsia i, byccam apraŭdvajučysia, skazaŭ: “Ja ŭvohule ŭ adpačynku, ale davodzicca pa roznych šapikach hazetu šukać. Nie pavieryš — nidzie niama!!! A tam siońnia artykuł Kaci Pranik vychodzić...”.
— A jana što – nie ŭ adpačynku? – nachabna spytaŭsia ja.
Na što atrymaŭ prapanovu zajści da Paŭła Izotaviča ŭ Dom presy dzion praź dziesiać, kali jahony adpačynak skončycca.
Niejak ja tudy ŭžo zachodziŭ. Hod tamu spadar Pavał vyrašyŭ pažartavać dy prapanavaŭ mnie napisać artykuł u jahonuju “salidnuju hazetu”. A ja čałaviek surjozny: prapanavali – napisaŭ. Nia toje kab mnie vielmi chaciełasia ŭbačyć svajo proźvišča na jejnych bačynach. Chutčej naadvarot. Ale byvajuć chviliny, kali adčuvaješ, što vykonvaješ niejkuju misiju — skažam, kansultacyjna-naziralnuju. Maja kaleha Maryna padaravała mnie cudoŭny zahałovak – “Pryvitańnie z Frydrychštrase. Ź Miensku”, – i ja vyrašyŭ publična paskardzicca, što ŭ 2000 hodzie vymušany chadzić pa vulicy imia Enhielsa. Publičnaść atrymałasia na słavu, bo nakład hazety składaŭ tady paŭmiljona asobnikaŭ. I ja navat ciapier nie škaduju, što stolki narodu mienavita ad mianie daviedałasia pieršyja, histaryčnyja nazvy ŭsiaje centralnaje častki Miensku.
Adnak jašče nichto z redaktaraŭ nia ździekvaŭsia ź mianie tak, jak Pavał Izotavič. Miesiacy try jon dumaŭ, ci drukavać moj opus u svajoj “salidnaj hazecie”. A paśla zhubiŭ rukapis. Dobra, što ja mieŭ kopiju (jakuju, pamiž nami, prapanavaŭ u časie tych vahańniaŭ hazecie “Viečiernij Minsk”, čyj redaktar admoviŭsia nadrukavać hety materyjał jak antysaviecki). Zabyŭšysia na fanaberyju, ja iznoŭ pryvioz u “salidnuju hazetu” svoj opus, i jon narešcie pabačyŭ śviet. Kansultacyjna-naziralnaja misija maja skončyłasia.
A tut niejki ćmiany ŭstup da – mažliva – novaj prapanovy! Dyj dzie? Na rahu ŭsio tych ža viečna žyvych Lenina j Karła Marksa. Na skryžavańni tysiačahodździaŭ!
“Kali ž heta ŭsio skončycca?” – dumaŭ ja, stojačy kala litaraturnaha muzeju Pietrusia Broŭki z šyldaj “HOM Leninskoho ROVD”.
Haradzki adździeł milicyi značyć. Tre było b niejak intehravać hetych “homikaŭ” z amonaŭcami, aby dobraje słova stvaryć – HAMON!
Pamiataju, jak siudy, u hety budynak, zaciahnuli Viktara Hančara – za “niezakonnuju dziejnaść niezakonnaha Centravybarkamu”. A Siamion Šarecki byŭ razam z nami, žurnalistami, zvonku dy sprabavaŭ trapić u hety HOM, ale marna. Karcinki minułaha stahodździa...
Ad reminiscencyjaŭ mianie adarvaŭ inšy klasyk, čyjo imia supadaje z nazovam adnoj ehipeckaj račułki. Klasyka ja viedaju jašče ź Viarchoŭnaha Savietu 12-ha sklikańnia, dzie jon ačolvaŭ adnu z kamisijaŭ. Tady jon byŭ niedastupny, navat nieprystupny trybun. A ciapier, jak prosty śmiarotny, zajšoŭ adrazu za mnoj u kramu “Konsuł”. Dy navat staŭ paśla mianie ŭ čarhu.
Ale ž jak staŭ! Jon napiraŭ na mianie ŭsim svaim ciełam, usim rostam, chacia ja sam nie taki ŭžo j drobny. Ja moŭčki adsoŭvaŭsia, a jon praciahvaŭ nastup, chacia miesca navokał było dastatkova. Nie lublu savieckich ludziej, tym bolš kali jany ledź nia šturmam uvachodziać u maju asabistuju prastoru.
Ja nie chacieŭ rabić klasyku niejkuju zaŭvahu, tamu prosta vyjšaŭ z čarhi – nia vytrymaŭšy nacisku, staŭ paasobku. Pradaŭščyca tym časam hučna zapytała: “Čto śledujuŝiemu?” Ja paprasiŭ svaje “małako i sajku”, raspłaciŭsia... I raptam pačuŭ, jak klasyk, trybun, narodny paet, zmahar za rodnuju movu raspytvaje tuju ž pradavačku: “A eto moj lubimyj chleb s iziumom? Nu tohda davajtie. I jeŝie dvie pački tvorohu. Skolko-skolko?”.
Ech, “chleb z razynkami” — “chleb s riezinkami”, niezrazumieły handlarkam...
Ja ŭ toj dzień pazbaviŭsia jašče adnoj iluzii, što naradziłasia ŭ mianie pry kancy vaśmidziasiatych, kali ja ŭ Ałma-Acie samastojna vyvučaŭ biełaruskuju movu.
Iluzii zaŭsiody źnikajuć, sutykajučysia z realnaściu. Z toj realnaściu, dzie redaktar hazety nia maje svajoj hazety, a prapahandyst rodnaj movy karystajecca čužoju. Dzie ŭsie my, biełarusy, jak šaŭcy biaz botaŭ. A kali całkam ščyra – mažliva, užo sapožniki?