Natałka Babina. Pastka dla krata
№ 31 (293), 23 žniŭnia 2002 h.
Natałka Babina
Pastka dla krata
Zakančeńnie. Pačatak u №23—30.
Studentka mienskaje Palitechniki Janina znachodzić na leciščy trup nieviadomaha čałavieka, a nazaŭtra ledź nia robicca achviaraju zabojcy. Z časam vyśviatlajecca, što da złačynstva maje niejkaje dačynieńnie susied Mikałaj Kieržyč. Janina zmušaje jaho pryznacca: hałoŭny złačynca — jejny kachanak-specsłužbist Andrej, jaki nibyta raśśleduje spravu. U časie razmovy niečakana źjaŭlajecca zabojca. Sytuacyja biezvychodnaja. Ratujuć dziaŭčynu siabry, što źjaŭlajucca niemaviedama adkul. Voś Janina i dumaje: adkul jany pra ŭsio daviedalisia?
U ziamlu zapavietnuju
Razmova taja sapraŭdy adbyłasia. Hutaryli z Andarakam niejkija ludzi, ź jakimi Ślozka paznajomiŭsia ŭ Miensku... Abiacana było jamu maŭčańnie ŭ abmien na peŭnyja rečy...
Papojka ŭ honar vybaŭleńnia adbyłasia ŭ toj samy viečar. Tut mnie i raskazali pieradhistoryju. Alena i Fabijan raspaviali Ślozku pra maje pryhody, Andaraka jon pabačyŭ na dni naradžeńnia i zrabiŭ peŭnyja vysnovy. Paśla, ad niama čaho rabić, pravioŭ nievialičkaje asabistaje raśśledavańnie: tam prasačyŭ, tut pasiadzieŭ u zasadzie... Jon ža ŭ svaim UNSO ŭznačalvaje adździeł kontravyviedki.
Pakul ja biła kachanka adkrutkaj i čakała śmierci, Fabijan i Taras biehma biehli z elektryčki, Anupry zdymaŭ z vyšak abrez, a Kieržyč lažaŭ biez prytomnaści, Alena spakojna dastała z paštovaj skrynki list u vialikim pakiecie, nadpisanym pa-anhielsku. Hety list paviarnuŭ majo dalejšaje žyćcio novym bokam.
Peŭny čas tamu my z Zarembaj pasłali dakumenty ŭ Masačusecki ŭniversytet — jon nabiraje zamiežnych studentaŭ. I voś pryjšoŭ adkaz: majem honar paviedamić, što prapanujem pačać zaniatki z novaha semestru, jaki pačniecca praź miesiac...
Alena, praŭda, vyrašyła jechać nie ŭ Masačusets, a ŭ Lvoŭ, a voś ja enerhična ŭziałasia afarmlać dakumenty. Novy pavarot padziejaŭ dapamoh mnie ačomacca i vyjści z šokavaha stanu. Tolki časam, kali ranicaj biehła kudy pa spravach, mianie ahartaŭ niejki strach — hladzieła na ludziej, što išli nasustrač, i dumała: chto ź ich zdolny zabić čałavieka za kredyt? Vo hety žaŭtaskury taŭstun? Tavaraznaŭca na abcasach z nafarbavanaj mordaj? Šeraja nastaŭnica małodšych klasaŭ? Łysy petevešnik? Strach ros, rasła ahida, ja sychodziła z tratuaru, abdymała pieršaje-lepšaje dreŭca, i mianie vanitavała, vyviartała žoŭciu...
Ja biez prablemaŭ atrymała studenckuju vizu. Bajałasia, što budzie jakaja medkamisija, ale abyšłosia. I voś ja jedu ŭ “Miensk-2”. Chutka, chutka ja ŭzdymusia ŭ čystaje, błakitnaje nieba, pakinu minułaje tak daloka... Raźvitałasia z usimi raniej — z baćkam, Alenaj, našymi ŭ hrupie, Fabijanam, Zbyškam i Anupryjem... U cudoŭnaj adzinocie dajšła da samalota. Čakaje mianie novaje žyćcio, kudy ad staroha nie vaźmu ja ničoha — tolki dzicia.
Tak, ja čakaju dzicia, i maje prystupy hoładu tłumačylisia ciažarnaściu. Voś čamu mianie vanitavała ranicami, voś čamu ja bajałasia medkamisii i ŭzradavałasia, kali abyšłosia bieź jaje.
Napaŭpusty samalot “Biełavija” skiravaŭsia na Šenan. Eŭropa ŭnizie, abłoki ŭnizie, a ja nieŭprykmiet trymajusia za žyvot. Jon jašče zusim roŭny, ale ŭ im žyvie majo dzicia. Heta ničoha, što tvoj baćka — abo biessaromny zabojca, abo biazvolnaja achviara. Ničoha, što tvaja mama-šlondra nia viedaje dakładna, chto tvoj baćka. Ty budzieš samym cudoŭnym dziciom na śviecie. Siadzi sabie pakul u maim žyvacie, a ja budu karmić ciabie cudoŭnaj amerykanskaj ježaj: małakom biaz stroncyju i pestycydaŭ, i sokami, i śviežaj sadavinoj, jakoj tam zavalisia — i ŭsia pa baksie za funt, i śviežynoj z susiedniaj kramki, i stronhaj, i dalikatesami ŭ kitajskim restarančyku... Ty źjavišsia na śviet u amerykanskim špitali, dzie ni paradzichi, ni dzieci nia viedajuć, što takoje bol. My nia vierniemsia ŭ Biełaruś. Tvaja mama nia samaja durnaja i zmoža znajści sabie pracu. Ziamlu budzie nosam ryć, ale atrymaje vid na žycharstva. My budziem žyć u pryhožym domie, i, pakul ja budu pracavać, z taboj budzie baby sitter. Ja budu pilna vybirać tabie nianiu i znajdu takuju, jakuju ty budzieš lubić, — lepš za ŭsio stałuju nehrycianku, z tych, što tak pryhoža ruchajucca. Ale mianie ty budzieš lubić našmat bolš. A ŭ adpačynak my budziem vybiracca z taboj na mora, u Meksyku... Ty moj cudoŭny kamiačok! Ja lublu ciabie i ŭsio dziela ciabie zrablu! Ty budzieš ščaślivym, ty budzieš žyć u spraviadlivym śviecie, i z taboju budu ščaślivaja ja.
U Šenanie ja pierasieła na amerykanski Boinh. Tut ludziej było našmat bolš. Pobač sieła staraja murynka z mnostvam čysta pramytych zmorščynak na tvary. Jašče na ziamli ja adčuła niejkuju mlavaść, a ciapier mnie rabiłasia ŭsio horš. Susiedka, peŭna, patłumačyła maju spałatniełaść emihranckimi pieražyvańniami i łaskava palapała mianie pa ruce:
— Ničoha, ničoha. Ńju-Jork — heta taki vialiki čyhun, u jakim usio pierakipaje i vychodzić niakiepskaja ježa.
Ja adkazała ŭśmieškaj na jaje ŭśmiešku i zakryła vočy. Samalot nabiraŭ vyšyniu.
Raptam ja adčuła, jak kroŭ chvalaj chłynuła ź mianie. Ciopłaja vadkaść paliłasia pa nahach. Ja varuchnułasia, i pada mnoju chlupnuła.
— Mem, — prašaptała ja.
Zakłapočany čorny tvar nachiliŭsia nada mnoj.
— Mem, zdajecca, ja hublaju dzicia... Što rabić?
— A božački!
Staraja žančyna kolki razoŭ enerhična nacisnuła knopku vykliku ściuardesy.
Pad nami vidnielisia zielenavatyja pustki Irlandyi, paplamavanyja biełymi kropkami — bieźličču aviečak, jakich pa-staromu pierahaniajuć upopierak vostrava ŭ pošukach pašy. Słancavyja skały pabliskvali pad soncam, adlivali błakitam aziorcy. Jak u tumanie, bačyła ja ludziej, što nachililisia nada mnoju. Ściuardesu, murynku, niejkaha mužčynu, jaki chutka zakasvaŭ rukavy biełaj kašuli...
Kali chto hladzieŭ ź nieba, bačyŭ, jak vialiki łajner, patrochu prylahajučy na kryło, rabiŭ nad Irlandyjaj vialikuju piatlu, kab znoŭ sieści ŭ Šenanie.