Škarpetki dla hałoŭnaha - kamierton Siarhieja Vahanava
Paściabalisia z vyjaznoha myta i jaho vynachodnika, pavyłučali roznych viersijaŭ, a na hałoŭnaje pytańnie zabylisia: čamu mienavita 100 dalaraŭ? Niechta ž, musić, vyličvaŭ dakładnuju ličbu — čuchaŭ patylicu, morščyŭ łob, ablivaŭsia potam...
Sapraŭdy, heta ž treba było padličyć, kolki ŭ krainie šopaholikaŭ, kolki razoŭ na tydzień hojsajuć tudy-siudy... A hałoŭnaje — kolki dziaržavie nie chapaje hrošaj, kab nie abrynucca ŭ prorvu. Mo tych samych $3 miljardaŭ, što, pavodle Łukašenki, zastalisia ŭ «Akropalisie» dy inšych zachodnich hipier… i supier…
Asabista mnie žyćcia nie chapiła b, kab zrabić hetki padlik. Ale ž jość u nas hienii ekanomiki, adzin Prakapovič čaho varty. Mo jon i ličyŭ? Voś ža skazaŭ jak adrezaŭ: miesiac-paŭtara. Ja tak razumieju, što paŭtara na ŭsialaki vypadak — a raptam padskočyć naradžalnaść i spatrebicca pieralik?!
Čytač, musić, vyrašyŭ, što ja taksama nie ŭstrymlivajusia ad ściobu. Nie, ja vielmi surjozna, navat pakajanna. Bo nie adnojčy sam spryčyniaŭsia da razbureńnia ajčynnaha rynku, nanosiŭ dziaržavie dasiul nie padličanuju škodu. Až try razy…
Pieršy — u kastryčniku 1989, kali na pačatku babinaha leta my sa Słavam Dubinkam pamknulisia ŭ Polšču na rali žurnalistaŭ Jeŭropy. Nu, pra rali — kali- niebudź. A zaraz pra bebachi, jak nazyvaŭ ich Słava. To bok roznyja pobytavyja pryłady, jakija, pa čutkach, mieli vialiki popyt u tahačasnaj Polščy.
Jakoje rali?! Ni ja, ni Słava nikoli nie byli aŭtahonščykami. Atrymaŭšy prapanovu Sajuza žurnalistaŭ, sa zrazumiełaj achvotaj pajechali ŭ krainu, jakaja tolki-tolki vybłytałasia z kamunistyčnaj niavoli. Na toje, viadoma, patrebny hrošy, zarabić ich možna prodažam zhadanych pryład. Tak nam zdavałasia. Viedajučy pra niedasiahalny Słavaŭ vopyt vandroŭnika, ja spytaŭ u jaho, ci pradavaŭ jon takim čynam choć što. Adkazu nie pačuŭ, tolki niejki ŭśmiešlivy huk, maŭlaŭ, nie chvalujsia, usio budzie čyn-čynarom... Dasiul pamiataju, jak poŭzaŭ pa «Vołzie» mytnik, pakul ja nie tycnuŭ jamu ledź nie ŭ tvar paśviedčańnie tady jašče ŭsiesajuznaj haziety «Trud». Niepryhoža, ale što było rabić?!
Tahačasnaja Polšča kinułasia ŭ vočy kramaj pry darozie, u jakoj nie było ničoha, akramia humavych botaŭ; iržavym lehkavikom «Pałanezam», da jakoha byli pryčepleny sialanskija, na humavych kołach, kalosy, ź viercham nabityja staroj cehłaj; doŭhimi čerhami da bienzazapravak… Tut nam trochi pašancavała, i my zdoleli «ŭciuchać» kanistru paliva, navat nie dali siabie abduryć. A voś z bebachami…
Nie, pra bebachi troški paźniej. A zaraz pra škarpetki.
Taja pryhoda adbyłasia niedzie ŭ siaredzinie 1990-ch, kali hałoŭny redaktar zhadanaj haziety zaŭvažyŭ na škarpetkach čalcoŭ redkalehii dzirki...
Dzirki dzirkami, ale na toj čas užo isnavała dziaržaŭnaja zabarona — nie, nie ŭvozić — vyvozić ź Biełarusi amal usio. A tut pasprabuj, vyviezi ŭ Maskvu niekalki vializnych skryniaŭ sa škarpetkami, bo redkalehija ci nie samaj tyražnaj u śviecie haziety vyrašyła nazapasić ich na hady. Miažy, viadoma, z Rasijaj niama. Ale ž kudy schavacca ad patruloŭ, što pavolna prahulvajucca ŭzdoŭž ciahnikoŭ i pilna sočać za kožnym?..
Z padrabiaznaściaŭ toj apieracyi ŭzhadaju tolki noč, biaskoncy śnieh i ślizkuju, ad samoha Viciebska, šašu; paluboŭnicu adkaznaha sakratara, što skurčyłasia zzadu pad skryniami sa škarpetkami słavutaj fabryki «KiM»; nu, i samoha sakratara, jaki ŭžo paškadavaŭ, što ŭziaŭ paluboŭnicu, bo miesca dla škarpetak u kupe na dvaich dakładna nie chapała... Karaciej kažučy, viarnuŭsia praz tydzień, zapłaciŭšy za dva kupe. Užo i nie pamiataju, jak, ryzykujučy, zdoleli ciaham niekalkich razoŭ zahruzić tyja škarpetki...
U Vilniu ŭsio na toj ža redakcyjnaj «Vołzie» ja vaziŭ kieramičnuju plitku. Kaleha i siabar rabiŭ ramont kvatery, a ŭ Litvie nie toje što plitki, navat kleju było nie znajści.
Jechali bieź vizaŭ, choć miaža i mytnia ŭžo isnavali, i abyści zabaronu na vyvaz biełaruskich tavaraŭ było naŭprost niemahčyma. Kali mytnik padazrona ahladaŭ aŭto, što prasieła amal da ziamli, ja praciahnuŭ jamu ŭłasnaručna składzienuju daviedku pra nieadkładnuju patrebu litoŭskaha karpunkta viadomaj rasijskaj haziety. Na śmiatanu, što chavałasia ŭ žonki kalehi, daviedki nie było...
Jak ža takoje zdaryłasia, što śviet pierakuliŭsia, i siońnia narod pavioz za miažu hrošy, a nie tavar? Nibyta heta palaki dy litoŭcy dva dziesiacihodździ karmilisia z rasiejskaj nafty dy hazu...
Voś i chvalujusia: a ci viedaje Prakapovič, dzie šukać $3 miljardy zamiest našych kišeniaŭ? Dumajecie, nie viedaje? Viedaje. Ale nie skaža.
Svaje bebiechi — pompu dla kałodzieža i bulbadzior zavoda «Čyrvony baraćbit» — Słaŭka tak i nie pradaŭ. Imavierna palakam na toj čas sama lepš było nabyć zapałki, bo prykuryć kaštavała, jak pamiataju, 20 złotych. Ale Słaŭka, śvietłaj pamiaci, nie kuryŭ...
Na miažy patrapili da taho ž mytnika, jakomu dva tydni tamu tyckaŭ paśviedčańnie. «Što, — uśmichnuŭsia, — nazad vieziacio?!»
I zadavolena pakruciŭ palcam la skroni…

Kamientary