«Viarnicie mnie syna!» Jašče adna śmierć sałdata, hetym razam — u Biarozie
Hramadstva praciahvaje abmiarkoŭvać šakujučyja fakty dziedaŭščyny ŭ Piečach. Tym časam «Našaj Nivie» stała viadoma pra śmierć jašče adnaho sałdata, 23-hadovaha žychara Barysava Hienadzia Sarokina, jaki prachodziŭ słužbu ŭ biarozaŭskaj čaści SPA №48684.
Sałdat pamior 2 vieraśnia pry niezrazumiełych abstavinach i bieź śviedkaŭ: nibyta byŭ u dziažurstvie na vyšcy i raptoŭna skanaŭ.
Pra padziei taho dnia bolš padrabiazna nam raskazaŭ jahony brat, Alaksiej.
«Ja byŭ z babulaj, nam telefanujuć z čaści i kažuć, što brat pamior, — kaža chłopiec. — My nie pavieryli adrazu. Nu jak heta «pamior»? My ž da jaho na nastupny dzień źbiralisia jechać, časta haściavali. Jon nie skardziŭsia ni na što: tolki maź dla nahi i tabletki ad prastudy niejak prasiŭ za čas słužby».

Kali siamja trochi vyjšła z šoku, svajaki adrazu pajechali z Barysava ŭ Biarozu.
Ale cieła im nie addali: maŭlaŭ, jano ŭ morhu. A morh zakryty na vychodnyja. Maci zastałasia načavać u internacie ŭ Biarozie. Choć sałdat pamior u subotu, maci zmahła ŭbačyć jaho cieła tolki ŭ paniadziełak.
«Aficery čaści tolki skazali, što da brata pryjazdžała chutkaja, i daktary nibyta skazali, što ŭ jaho adarvaŭsia tromb, nu i ŭsio», — skazaŭ Alaksiej.
«Paśla niejki ekśpiert z morha skazaŭ, što ŭ brata byli sutarhi i prystup epilepsii, bo jazyk prykušany. Ale nie było ŭ jaho nikoli takoha pry žyćci! Ni sutarhaŭ, ni epilepsij. Ja nie vieru», — reziumuje jon.
My spytalisia taksama ŭ maci chłopca, Śviatłany, što pamiataje jana, ale razmova była dosyć ciažkaj — žančyna ŭvieś čas hałosić.
«Armija zahubiła majho synka, — lamantavała jana. — Čamu jon pamior? Moža, vialikija nahruzki davali? Da vojska jon ni na što nie skardziŭsia. Nu serca… Pierad vojskam była kiepskaja kardyjahrama, jamu tydzień skazali pieračakać, nu i praz tydzień usio było narmalna — 23 listapada jon pajšoŭ, praz hod mieŭsia viarnucca [dalej płač, nierazborliva]».

U čym pryčyna śmierci? — spytalisia my.
«Nam pazvanili i skazali — «tromb», bolš ničoha. Ź ich słovaŭ, jon pamior miž dźviuma i tryma hadzinami. Pazvanili kala piaci hadzin. Čamu tak doŭha? Što vy tam rabili? Čamu adrazu nie paviedamili? Čamu? Ja syna ŭbačyła ŭžo ŭ paniadziełak — vielmi prasiła, ledź puścili. Jon lažaŭ u adzieńni. Na levaj skroni była drapina, nos padrany. Ci heta jon spačatku padaŭ, a potym pamior, ci ŭžo paśla ŭpaŭ… Ale ci padaŭ jon uvohule? Ja nie viedaju! Raniej nijakich prystupaŭ u nas nie było, nijakich strataŭ prytomnaści, ni ŭ škole, ni va ŭniviersitecie… A tut — imhniennaja śmierć, jak tak mahło być, ludzi?.
Jon pralažaŭ ža kolki… Ja nie mahu navat skazać, ci byli ŭ jaho niejkija paškodžańni. Bo ŭ morhu rezali, uskryvali, usiu hałovačku parezali, hrudki parezali, na hrudziach švy, dzie ty tam užo što ŭhledziš? Što ja ŭbaču? Ničoha… [płača]».
Na dziedaŭščynu, kaža maci, sałdat skardziŭsia tolki spačatku.
«Nu kazaŭ, što jana [dziedaŭščyna] jość, što adrazu byli tam niejkija razborki. Hrošy davała jamu, miljon-dva na staryja. Ale tak, kab ź jaho patrabavali hrošy, to jon nie kazaŭ…», — dadaje jana.

Chacia prajšło ŭžo bolš za paŭtara miesiacy ad momantu śmierci, aficyjnaj pryčyny dahetul niama — u paśviedčańni, jak kažuć svajaki, napisana «pryčyny śmierci vyśviatlajucca».
«Mnie nie važna, što napišuć. Napišuć, što za-cho-čuć! A mnie viarnicie syna, viarnicie syna!» — płača maci, havaryć ź joj ciažka.
U Ministerstvie abarony pakul heta nie kamientujuć — nam paraili źviarnucca da ich paźniej, kali jany ŭdakłaniać.
Jak daviedałasia «Naša Niva», na tyja dziažurstvy chłopcy ŭ čaści №48684 zastupajuć ranicaj, z uzychodam sonca.
Hienadź Sarokin zastupaŭ na h.zv. «vyšku vizualnaha nazirańnia» — hladzieŭ na nieba ź binoklem, praściej kažučy.
I voś u hety momant — kali sałdat byŭ adzin i nikoha pobač nie było, jon nibyta i pamior — znajšoŭ jaho cieła sasłužyviec, jaki zastupaŭ na post paśla jaho.
***

Kamientary