Kultura11

Pavał Kaściukievič. Paŭnočnaje sonca praspektu

U časie adnaho ź niešmatlikich za apošnija hady vizytaŭ u Miensk nam z majoj dziaŭčynaj była dadziena majoj babkaj parada chadzić tolki pa praspekcie Skaryny i nikudy na inšyja vulicy nia zbočvać, bo ŭsie ludzi pa-za miežami praspektu – bandyty i alkaholiki.

U časie adnaho ź niešmatlikich za apošnija hady vizytaŭ u Miensk nam z majoj dziaŭčynaj była dadziena majoj babkaj parada chadzić tolki pa praspekcie Skaryny i nikudy na inšyja vulicy nia zbočvać, bo ŭsie ludzi pa-za miežami praspektu – bandyty i alkaholiki. My pakorliva pryniali babcinu rekamendacyju i dva tydni zapar pasłuchmiana špacyravali vyklučna pa praspekcie ad stancyi metro «Maskoŭskaja» da stancyi «Płošča Lenina». Praskarynicca, praskaryniŭsia, praskaryniłasia, praskarynilisia. Na astatnich vulicach my amal nie źjaŭlalisia. Była jašče adna pryčyna: u mianie alerhija na anhlicyzmy. «Hipermarkiet», «parkinh», «bankamat», «krama» – słovy, ad jakich ja plujusia, a siońniašni Miensk spres u ich. A voś adzinaja prastora, na jakoj hetaja nianaviść niejak ułahodžvajecca i dzie stvarajecca peŭny parytet pamiž joju i navakolnymi razdražnialnikami, – mahutnaje žarało praspektu Skaryny.

Paśla tydnia našych štodzionnych prachodak maja dziaŭčyna źnienavidzieła praspekt, i jaje stała ad jaho nudzić. Na dziaviaty dzień jana sapraŭdy pačała ništavata vanitavać. La kožnaj stancyi metro, pačynajučy z treciaj, u žaleznyja śmietniki la schodaŭ u padziemku. Kali pobač z hadzińnikavym zavodam joj stanaviłasia tolki krychu młosna, to ŭžo la kinateatru «Kastryčnik» vanitnyja spazmy paśpiachova apanoŭvali kvoły arhanizm majoj dziaŭčyny. Trochi akryjaŭšy i prajšoŭšysia sotniu metraŭ sa mnoj pad ručku ŭ kirunku stancyi «Płošča Jakuba Kołasa», jana znoŭku adčuvała młość, i ŭsio pačynałasia pa novym kole. Takim paradkam, ja štodnia stanaviŭsia śviedkam hetaha žaluhodnaha vidovišča: jak darosły čałaviek, dziaŭčyna, dvaccać pieršaje stahodździe, na manier straŭsa chavaje svaju hałavu ŭ śmietniku.

Praz tydzień my pasprabavali źmianić taktyku: śpiarša dajaždžali na metro da kanca praspektu, da stancyi «Płošča Lenina», dy ŭžo adtul išli dadomu. Ale choć ty zadušysia, jana ŭsio adno praciahvała vanitavać, ciapier užo pačynajučy z «Płoščy Pieramohi». Praz try dni, zialonaja, dziaŭčyna źjechała da siabie ŭ Maskvu. Uviečary patelefanavała jaje maci i skazała, što ja sapsavaŭ im dačku. Ja adkazaŭ: «Maryna Arnoldaŭna, nu, navošta vy pierabolšvajecie? Viečna vy ŭsio pierabolšvajecie». I kinuŭ słuchaŭku ab ścienku.

Z zaŭtrašniaha viečara ja staŭ chadzić uzdoŭž praspektu adzin. Toje było na zhonie zimy, adliha, ranicoj śpiavali ptuški, a nadviačorkam cisnuŭ maroz. Pamiž stancyjami metro «Park čaluskincaŭ» i «Maskoŭskaja» na ŭskrajku parku, metraŭ dvaccać ad restaranu «Śviciaź», lažaŭ mužyk, tvaram u śnieh. Ja tolki pahladzieŭ na jaho dy adrazu zrazumieŭ pra ŭsich ludziej toje, što dahetul ćmiana adčuvaŭ tolki pra siabie. Što kožny čałaviek – heta dva čałavieki.

Na prykładzie mužyka heta vyhladała tak. Pieršy čałaviek, uciełaŭlony, lažaŭ pjany ŭ śniezie, i, niačujny da mocnaha marozu, spaŭ. Druhi, niabačny voku, stajaŭ pobač ź ciełam i ŭvažliva tak uziraŭsia ŭ pieršaha. Na zanuranym u śnieh tvary pieršaha čałavieka čytałasia vietraŭnaść, niezłaślivaść, naiŭnaść, lohkaja takaja durnavataść. Pa druhim było vidno, što heta vielmi razumny, značna razumniejšy za pieršaha, čałaviek-strateh, jaki ŭščent pazbaŭleny pačućcia spahady. Ja niejak adrazu ściamiŭ, što hety «strateh» ciarpliva čakaje ŭłasnaj śmierci. Jon byŭ u stanie razbudzić cieła, ale hetaha nie rabiŭ, pilnujučysia niejkich svaich niaŭciamnych planaŭ. Jon nie adčuvaŭ litaści, chacia mužyk byŭ jon taksama.

Niešta padobnaje – choć tady ja nie nadaŭ hetamu naležnaha značeńnia – ja adčuŭ na sabie litaralna sto metraŭ adsiul, kali minaŭ budynak dziciačaj čuhunki dziesiać hod tamu. Ja išoŭ z tahačasnaj svajoj siabroŭkaj da mianie damoŭ na «Maskoŭskuju», dy ŭ nas mieŭsia być seks. A na druhim baku praspektu, tam, dzie Ahrarnaja akademija, u supraćlehłym napramku, išli dva maje najlepšyja siabry. Chvilin piaćdziasiat da hetaha my ź imi ŭtroch, bieź siabroŭki, jašče kulali ŭ mianie doma. Potym ja skazaŭ, što mnie para, dy my razam vyjšli. Tolki ja sieŭ na metro i pajechaŭ da «Akademknihi», dzie ŭ mianie było pryznačana spatkańnie, a Locha z Kiślem pajšli dahnacca pivam. Ja sustreŭsia ź siabroŭkaj la «Akademknihi», i my vyrašyli, što dva prypynki da «Maskoŭskaj» my projdziem piechatoju. Tym časam maje siabry kupili piva, dy Locha (jak jon sam potym raspavioŭ), pierałaziačy na Vałhahradzkaj praź nievysokuju aharodžu ŭ zabaronienym dla pierachodu miescy, straciŭ raŭnavahu, braznuŭsia na ziamlu dy davoli mocna parezaŭ ruku ab pabituju butelku. I ciapier, kali my ź dziaŭčynaj padychodzili da dziciačaj čyhunki, Locha z Kiślam mierylisia zajści ŭ budynak Ahrarnaje akademii, kab paprasić u vachtara pramyć skryvaŭlenuju ruku. Jany nas nia bačyli. Ja zachacieŭ paklikać svaich siabroŭ, dy mienavita ŭ hety momant adčuŭ, što skivicy nia słuchajucca mianie. Ja adkryŭ rot, kab kryknuć, ale rady nia daŭ. Niechta nie dazvalaŭ mnie hetaha zrabić. Adčuvańnie takoje ž samaje, kali ciabie, dvaccacipiaciochhadovaha, chłopcy pasłali ŭ mahazin pa harełku, a vyhladaješ ty na dvaccać, a pradavačka z naciažkaj daje tabie vasiamnaccać i choča pabačyć tvaje, małady čałaviek, dakumenty. A tabie skazać niama čaho – pašpart, viadoma, nie z taboju, i nijakija dokazy nie pierakanajuć. Sapraŭdy, nu što ty joj pakažaš – užo atrymany čyrvony dyplom niaŭdačnika? Čeles z nasiečkaj? Tym časam u ciabie ŭsio znutry krykam kryčyć: «Ciocia, ja ž svoj, paŭnaletni!» – ale ŭhołas maŭčyš, zadušany bieskarysnymi słovami. U toj sytuacyi ź siabrami było b całkam naturalna, kab ja paklikaŭ ich, što ja i chacieŭ zrabić, ale na hetaje majo pamknieńnie prosta stomiljontonnaj plitoj navaliłasia ŭpeŭnienaść, što nikoha hukać nia treba. I maja tahačasnaja siabroŭka taksama ździviłasia: «Ihar, čaho ty ich nia kličaš? Heta ž tvaje siabry», – ale ja navat kivam nie zreahavaŭ na jaje słovy. Maim ciełam kiravali dva čałavieki, dy adzin byŭ macniejšy za druhoha. Vidać, moj «strateh» nie žadaŭ, kab ja paklikaŭ siabroŭ, bo jamu chaciełasia luboščaŭ, a ja samastojna bieź jaho nia moh navat hałavoj varuchnuć. Locha i Kiśla źnikli ŭ budynku Ahrarnaj akademii, a my ź siabroŭkaj praciahnuli iści ŭ bok stancyi metro «Maskoŭskaja», dzie znachodzicca moj dom. Całkam vierahodna, što mienavita ŭ hety momant jana, zirnuŭšy na mianie takoha, i vyrašyła kančatkova, što ŭ nas budzie seks.

Dyk voś, ja naziraŭ, jak «strateh» stajaŭ i čakaŭ ułasnaj śmierci pad jalinaj u zimovym parku. Ja ŭjaviŭ, jak zaŭtra ranicoju niechta zaŭvažyć mužyka: pryjedzie patrulny «Žyhul», atočać raziavaki, padyduć pachmurnyja sanitary z kažuškami pavierch biełych chałataŭ, i zdubieły trup narešcie adviazuć u morh, i prynamsi da abiedu, pakul niechta z svajakoŭ mužyka nie pačnie metaskiravana abzvońvać morhi abo kali milicyja sama nie adšukaje svajakoŭ pavodle dakumentaŭ, znojdzienych u kišeniach, heta budzie jašče adnoj dziažurnaj, ničyjnaj śmierciu. Adnak jamu, «stratehu», było siabie nie škada. Nie mahu skazać, što jon nia žaliŭsia, ale rabiŭ heta nadta hlabalna: biazhučna skardziŭsia, što ŭ budučym zastaniecca biaź cieła, što nia zdoleje pilnavacca svaich, staranna pieščanych, planaŭ. Niejak karyśliva, nie pa-ludzku jon žaliŭsia.

Ja padyšoŭ da mužyka i pačaŭ tarmasić jaho. Spjanu, asavieły, jašče nie razumiejučy, što da čaho, mužyk ź ciažkaściu padniaŭsia i, chistajučysia, prajšoŭ krokaŭ dziesiać i apabiorsia iłbom ab lichtarniu. Praz kolki chvilinaŭ jon sioje-toje skiemiŭ, i jahony tvar akvieciŭsia ščyraj uśmieškaj. Jon palapaŭ mianie pa plačy, haloknuŭ niešta niezrazumiełaje, i jahonyja vočy pakryła zichotkaja pialonka čałavieka, jaki tolki što naradziŭsia druhi raz.

Mužyk byŭ niamko. Ź nievyraznych pakutaŭ ja vyśvietliŭ, što žyvie jon u niejkim novym rajonie, ab jakim ja nikoli nia čuŭ, i što jamu treba sieści na aŭtobus la stancyi metro «Ŭschod». Ja padachvociŭsia pravieści jaho, i my išli jak biehli. Jon, nie zusim jašče ćviarozy, vidać, usio ž całkam uśviedamlaŭ, jakoj strašnaj śmierci pad jalinaj jon tolki što ŭniknuŭ. Uśmieška ščaślivaha ŭratavańnia nie pakidała jahonaha tvaru. Jon dychaŭ na poŭnyja hrudzi, i ŭsio žyćcio było pierad im. Kruciŭ jašče mlavaj šyjaj, niešta myčaŭ, raskidvaŭsia rukami, žvava štości raspaviadaŭ. Było vidać, što jaho «naiŭny» całkam pračnuŭsia i ŭvabraŭsia ŭ moc, tym časam jak «strateh» škandybaŭ niedzie zzadu, a moža, navat vyparyŭsia i źnik – prynamsi ja zusim zabyŭsia ab im dy bolš nie adčuvaŭ jaho złaviesnych fluidaŭ. Podbieham my minuli «Maskoŭskuju», dzie moj dom, dy pačali imkliva nabližacca da stancyi metro «Ŭschod».

Na prypynku źbirała pasažyraŭ maršrutka (voś jašče słova, jakoje ja nie lublu). Cieła pa-raniejšamu nia słuchałasia niamka, što jon i stajać roŭna nia moh. Na mihach rastłumačyŭ mnie, što ŭ jaho prajazny. Što jon zaraz nie pajedzie. Razumiejecie, jon chacieŭ dačakacca aŭtobusa, kab nia tracić hrošaj na maršrutku. Mianie heta strašenna razzłavała. Joły-pały, ty tolki što cudam uciok ad śmierci! Cudoŭna heta viedaješ. Sam niedastatkova ćviarozy – idzi znaj, što z taboju moža pryłučycca – moža, iznoŭ zaśnieš u śniezie. Dyk jak tut možna škadavać hrošaj? Ja zrabiŭ abahulnieńnie pra ŭvieś hety mentalitet, potym padumaŭ jašče niejkuju dumku, potym skazaŭ: «Chalera!» – dy nie paśpieŭ daloka siahnuć sa svaimi vysnovami, bo nad dalahladam uzyšło paŭnočnaje sonca.

Heta było mienavita sonca, a nia miesiac, chiba tolki nievialikaje, metraŭ dźvieście ŭ piarečniku. Koleru kavavaha likioru, mo krychu śviatlejšaje, nia duža vysoka nad ziamloju, uporavień z šmatpaviarchovikami, jano niaśpiešna nabližałasia da mikrarajonu «Ŭschod». Mužčyny na prypynkach – a ŭsie ludzi pieratvarylisia ŭ mužčynaŭ pracazdolnaha vieku – u momant voka pierakiravali ŭ bok sonca imhnienna zaharełyja ćmiana-załacistym zaharam iłby. Usio roŭna jak słaniečniki, načnyja słaniečniki. Ci mnie padałosia, ale strohija abrysy takich našych, niamieckich, mašyn 1990-ch i 2000-ch, što stajali na vulicy, raspuchli, azyźli i –ulisia ŭ ekzatyčnyja, valuchavata-valjažnyja formy amerykanskich bandur 1960-ch. U šybach damoŭ adbivalisia macicovyja niežyvyja zajčyki. Pa nievialikim časie, amal kranajučy dach, sonca ŭžo płyło pa-nad šmatpaviarchovikami dy adbivałasia na ścienach z hihanckimi mazaikami. Ja zirnuŭ na mazaičnaha Skarynu – ad sonca ŭ jaho zołatam zabliščeli palcy: tonkija, doŭhija, niemužčynskija. A jahony tvar, što, jak i ŭsio astatniaje cieła, składaŭsia z kalarovych kamieńčykaŭ, chucieńka-chucieńka, niby tekst na vakzalnym tablo, pieratkaŭsia ŭ novaje abličča, i ja ŭbačyŭ, što heta ŭžo nie Skaryna, a ŭsiomahutnaja ŭładarka pustelni bahinia Sachmet, hniaŭlivaje voka boha Ra, na hałavie jakoj skruciłasia źmiaja. Padsusiedka, žniaja sa snapom, nie adstavała ad pieršadrukara i ŭvačavidki pieratvaryłasia ŭ napałovu mužčynu, napałovu vaŭka, sudździu Carstva pamiorłych. Na mazaicy navukoŭcy ŭ biełych chałatach, pahladnyja rabočyja, lasnyja braty ŭ papachach z žyčkami naŭskasiak i stylizavanyja busły, usie jany jak na ŭzmach čaroŭnaje pałački pieraŭvasobilisia ŭ ahidnych božyščaŭ Synajskaj pustelni. Zmučanaja partyzanskaja madonna nadzieła punsovuju karonu Nižniaha Ehiptu i zrabiłasia bahiniaj vajny, Nejt. Na jaje rukach vyščaraŭsia kinžalnymi nienajednymi zubami Sebek, boh-krakadził. Paŭnočnaje sonca, strašnaje, žudasnaje, źlitujsia z nas, nikčemnych, nia treba ŭradžaju, nia treba darobku, tolki nia daj apiekčysia tvaimi navostranymi promniami, nia daj da śmierci zabłukać u poli kryvavaha žyta, jana miortvych drazdoŭ źbirała ŭ košyk, nakryvała abrusam, nia mieła dzietak, nočču śniła akupacyju, nia jež našych vačej, plamieńniki sprabavali kantralavać, chren uhadali, zasiakieryła ŭsich, adpuści nas, paŭnočnaje sonca, mama, schavaj mianie ad rakiety prostaj navodki pa padjeździe ci zvyčajnaha, prostaha zvyčajnaha naža la batarei, pad šeraham paštovych skryniaŭ, pad šołach spalenych hazet.

Sonca prapłyła pa-nad salonam «Fantazija», dasiahnuła «Eŭrapiejskaha» i la vializnaj šyldy «MAZ», dzie praspekt robić kruty pavarotak, źnikła z vačej. Stajała takaja vuściš i hetak cisnuła žuda, što minus na minus davaŭ plus.

Tel-Aviŭ, leta 2006 hodu

Kamientary1

Ciapier čytajuć

Chto taki Maćviej Bialaj, jakoha nibyta departavali ŭ Biełaruś? Raskazvajem historyju dziŭnaha aktyvista z padazronym minułym3

Chto taki Maćviej Bialaj, jakoha nibyta departavali ŭ Biełaruś? Raskazvajem historyju dziŭnaha aktyvista z padazronym minułym

Usie naviny →
Usie naviny

Nazvany samyja bahatyja harady śvietu4

Kolkaść zahinułych ad rasijskaha ŭdaru ŭ Sumach vyrasła da 343

Samaja darahaja kvatera ŭ Asmałoŭcy — jak vyhladaje?1

Hieafizik acaniŭ pierśpiektyvy zdabyčy redkaziamielnych mietałaŭ pad Maładziečnam, Žytkavičami i Lachavičami5

«Soramna za našu miedycynu». Ciažarnaja biełaruska aburyłasia prośbaj radzilni8

Dzie ŭ Biełarusi mohuć pabudavać novuju AES?3

Dziasiatki adnolkavych aŭtobusaŭ. Jak zvozili ludziej na kancerty niaviestki Łukašenki12

Kamunalniki ŭ Iŭi tak abrezali drevy, što ich nie adroźnić ad palmaŭ4

Mihranty atakavali polskich pamiežnikaŭ. Siarod napadnikaŭ byŭ čałaviek u biełaruskaj formie11

bolš čytanych navin
bolš łajkanych navin

Chto taki Maćviej Bialaj, jakoha nibyta departavali ŭ Biełaruś? Raskazvajem historyju dziŭnaha aktyvista z padazronym minułym3

Chto taki Maćviej Bialaj, jakoha nibyta departavali ŭ Biełaruś? Raskazvajem historyju dziŭnaha aktyvista z padazronym minułym

Hałoŭnaje
Usie naviny →

Zaŭvaha:

 

 

 

 

Zakryć Paviedamić