Ludzi pačuli, jak jon vychvalaŭsia pierad adnym, što źbivaŭ na akcyi tych, chto plaskaŭ u dałoni.
Śviedkam hetaj historyi, ad jakoj da hetaha času dryžyki pa ciele, ja staŭ poźnim viečaram 19 lipienia. Pasažyry vyhnali z aŭtobusa chłopca. Pačuli, jak jon vychvalaŭsia pierad adnym, što źbivaŭ na akcyi tych, chto plaskaŭ.
Heta byŭ apošni aŭtobus, što idzie ad stancyi mietro «Partyzanskaja» u bok Sierabranki. Narodu było mała, ja siadzieŭ na krajnim adzinočnym siadzieńni. Praz prachod ad mianie dva padvypiłyja chłopcy niešta abmiarkoŭvali. Adzin nievybitnaj kamplekcyi (jak i ja), z durnym vyhladam i tłustymi vałasami. Druhi ŭ razy bujniejšy, davoli bandyckaha vyhladu, ź plaškaj piva ŭ ruce.
Zdaravienny dziaciuk raspaviadaŭ pra bojku, u jakoj niekaha biŭ. Praz słova jaho havorka hublałasia ŭ macie, a častka skazanaha rastvarałasia
— Jany, jak prydurki, ničoha nie mahli nam zrabić i tolki plaskali, — praciahvaŭ bambiza.
I tut da mianie dajšło, čym jon tak samazadavolena vychvalajecca adnamu. Heta byŭ adzin z tych, chto razhaniaŭ udzielnikaŭ «viečaroŭ apładysmientaŭ». Napeŭna adzin z tych buhajoŭ u cyvilnym, jakija źbivajuć mirnych hramadzian i nakidvajucca na žurnalistaŭ.
U toj momant u mianie ŭnutry ŭsio ścisnułasia. Adčuŭ hnieŭ, abureńnie i nianaviść. Ź jazyka sarvałasia: «I ty śmieješ hanarycca tym, što źbivaŭ dziaciej na akcyjach?»
Buhaj paviarnuŭsia da mianie. Ustajučy, zaryčeŭ:
«Što ty skazaŭ? Dy ty pap…ździ mnie tut, ja zaraz i ciabie ŭkataju».
Tut padklučyłasia niejkaja žančyna i na ŭvieś aŭtobus pačała kryčać:
«Ach ty, vyradak! Jak takich ziamla nosić! Ja kožny dzień malusia, kab takich jak ty, na śviecie nie zastałosia! Kožnuju sieradu ŭ carkvu chadžu!»(Tekst nie dasłoŭny, ale maksimalna nabližany).
Napeŭna, dziaciuk udaryŭ by ci mianie, ci jaje, ale śniežnym kamiakom da pasažyraŭ pačatak dachodzić, što adbyvajecca. Mužčyna, jaki siadzieŭ za hetymi chłopcami, padyšoŭ da prachodu i, pakazvajučy na dźviery, zajaviŭ: «Chutka z aŭtobusa! Pajšli preč, ščaniuki!»
Za scenaj ŭžo nazirali ŭsie siadzieli, narastaŭ huł abureńnia. Aŭtobus jak raz padjazdžaŭ da prypynku. Mužčyna jašče raz paŭtaryŭ: «Preč, ja skazaŭ!»
I viedajecie što? U vačach u hetaj chvilinu nazad bravaj «šafy» byŭ žach. A jaho pryjaciel, zdavałasia, zusim nie razumieŭ, što adbyvajecca. Prosta siadzieŭ, ucisnuŭšysia ŭ kresła.
Hetyja dvoje nie prosta vyjšli — vyskačyli z aŭtobusa. Užo apynuŭšysia za dźviaryma, adzin ź ich kryknuŭ: «My z taboj jašče ŭbačymsia! Tady pahladzim, chto kaho!»
Na što mužčyna adkazaŭ: «Malisia, kab nie ŭbačylisia. U nastupny raz ja ciabie svaimi rukami zadušu!»
Dźviery začynilisia. Aŭtobus hudzieŭ, abmiarkoŭvajučy toje, što zdaryłasia. Tolki paru čałaviek rabili vyhlad, što ničoha nie adbyłosia. Astatnija śviatkavali pieramohu.
Kamientary