Z horada vyjazdžali amal hadzinu.Spynialisia na troch prypynkach. Žadajučych jechać było vielmi šmat. Kiroŭca sam abilečvaŭ pasažyraŭ, jakija ciarpialiva stajali ŭ čarzie. Daŭniej nichto čarhi nie trymaŭsia, i chto byŭ bolš nachabny i zdaraviejšy, toj i praryvaŭsia ŭ aŭtobus i zajmaŭ lepšaje miesca dla pajezdki…
Paŭniutki aŭtobus ludziej, a znajomych anikoha…
U Rakavie stajali paru chvilin. Pa darozie, pa jakoj ja chadziŭ da mamy ŭ rakaŭskuju balnicu, prabieh sabaka, padobny da našaha, što ciapier u vioscy pry baćku…
Kudy ni hlanu, baču toje, što było dziesiać, dvaccać, a to i tryccać hadoŭ nazad. Ujaviłasia, što ja hieroj dramatyčnaha filma, jaki jedzie da siabie ŭ viosku, dzie jaho ŭžo nichto nie čakaje. Film čamuści japonski. Mo tamu, što apałaje čyrvonaje liście, jak majo raźbitaje japonskaje sonca…
U Buzunach aŭtobus amal apuścieŭ. Tut ciapier vielmi šmat leciščaŭ, dy i miascovych chapaje. Hadoŭ tryccać nazad Buzuny
Čym bližej padjazdžaŭ da Puhačoŭ, tym čaściej paŭtaraŭ u dumkach: «Usio budzie tak, jak nie dumaju»…
Usie dźviery ŭ chatu byli adčynieny, nibyta ź jaje ŭciakali…
Sabaka vylez z butki i adzin raz haŭknuŭ, nibyta pryvitaŭsia…
Baćka siadzieŭ u zale na dyvanie apranuty, jak byccam na vulicy zima…
U chacie niazvykła cicha. Ja zirnuŭ na naścienny hadzińnik. Nie pracuje. Nakruciŭ spružynu, hajdanuŭ majatnik, i ŭ rodnaj chacie praciahnułasia majo žyćcio…
Baćka, pajeŭšy, staŭ raskazvać pra toje, što było tady, kali jon byŭ małady. Uzhadaŭ, što daŭno pamierli jaho małodšy brat Słavik i małodšyja siostry Nonia i Hala: «A ja vo ŭsio žyvu…»
Na ścianie ŭ zale visić termomietr. Jaho mnie padaryli ŭ Viazyncy napačatku
Choładna. Paravoje aciapleńnie adklučana i apłambiravana. Ja hatoŭ sarvać płombu i ŭklučyć aciapleńnie, ale nie viedaju, jak jaho ŭklučać, a baćka nie pamiataje…
Za mnoj pa chacie biehaje kot. Ja viedaju, čaho jon choča. Kot choča małaka, jakoje ja pryvioz baćku…
Skrabu bulbu. Bulba drobnaja, jak drobnyja našy žyćciovyja prablemy dla susiedziaŭ…
Dzie raniej sadzili bulbu, raście bylnioh, a ŭ im, miescami, nitki sałomy, jak u niamytaj hałavie…
Z paštovaj skrynki zabraŭ «Źviazdu» i rajonku «Pracoŭnuju słavu». Baćka haziet nie čytaje, ale vypisvaje, bo ich čytała mama…
U pavietcy suchija drovy. Ich zastałosia mała…
Chleŭ pusty. Z hnoju tyrčyć sałoma, jak promni zataptanaha sonca…
U sadzie ŭ travie znajšoŭ vialiki jabłyki, jaki nibyta schavaŭsia ad ludziej, kab dačakacca majho pryjezdu…
Na šyfiery chleva łapik travy, nibyta zialony astravok u pustelni…
U viaskovaj kramie jość amal usio, što i ŭ haradskich. Niama pakupnikoŭ…
Idučy z kramy, spyniajusia kala aharoda Valanciny Iosifaŭny, majoj svajačnicy, byłoj nastaŭnicy biełaruskaj movy i litaratury. Ciotcy ŭžo 83 hady. Žyvie adna. Dzieci raźjechalisia pa haradach i pryjazdžajuć redka. Skardžusia ciotcy, što ŭ baćkavaj chacie choładna. «A ja płombu sarvała i padklučyła aciapleńnie! Niachaj štrafujuć!»-kaža Valancina Iosifaŭna i raspytvajecca pra majo
Zahlanuŭ da baćkavaha stryječnaha brata dziadźki Šury, jaki žyvie, viarnuŭšysia z Maładziečyna,
Dzień pralacieŭ chutka tak, jak upaŭ na ziamlu žoŭty list ź jabłyni, na jakuju ja hladzieŭ u dziacinstvie praz vakno, maračy pra svajo darosłaje žyćcio…
Siarod žoŭtych dreŭ pačarniełyja ścieny zharełaj chaty Antona Januškieviča. Chutka budzie hod, jak niama haspadara. I chata nikomu nie patrebna…
Na aŭtobusnym prypynku było šmat moładzi, i ja spyniŭsia pobač na bierazie sažałki, dzie ŭ dziacinstvie łaviŭ rybu. Raniej tut usie viaskoŭcy čakali aŭtobus ź Minska i my, dzieci, niaredka paśla taho, jak aŭtobus adychodziŭ u horad, znachodzili ŭ travie zhublenyja kapiejki. I voś niešta, jak kapiejka, blisnuła ŭ travie. Nahnuŭsia. Škielca ad raźbitaj plaški…
U ciemry na sažałcy biełyja kački, jak biełyja plamy na tym, što było…
Z Puhačoŭ u Minsk sabrałasia jechać čałaviek dziesiać. Nikoha znajomaha…
Aŭtobus napoŭniŭsia pasažyrami tolki ŭ Buzunach. Žančyny, jakija siadzieli pierada mnoj, usiu darohu hamanili. Vychodziačy na prypynku «Kamiennaja horka», adna ź ich skazała: «Jak adpraviła mianie mama ŭ horad z torbaj vučycca, tak pa siońniašni dzień z torbaj ja i jezdžu
Kamientary