Ranicaj u vočy chłynie nievykaznaja, niemahčymaja siń. Chto b zabyŭ hetuju siń?! Piša Siarhiej Vahanaŭ.
Znoŭ abvieščana, što ŭ Naračy kupacca niepažadana, u lepšym vypadku ź vialikaj aściarohaj — niejki cerkaryjoz...
...1953 hod, kaniec maja, mnie adzinaccać z pałovaj hadoŭ. Z tatam i mamaj ja ŭpieršyniu jedu na Narač. Napiaradedni hladzieŭ mapu, znajšoŭ voziera, padobnaje, jak vyrašyŭ, na baćkoŭskuju, z vajny, kaburu, lasy vakoł, aziory pamieniej, bałoty, vioska Kupa na paŭnočnym bierazie, navoddal — Kabylnik... Jedziem doŭha, užo nočču, pa piaskach dy raźbitym uščent bruku. U paŭśnie čuju napieŭnyja, tajamničyja nazvy — Illa, Kuraniec, Vilejka, Lubań, Miadzieł... Načujem u lesie.
Mužčyny — ich niekalki, užo i nie pamiataju chto — raskładvajuć vohnišča dy vystaŭlajuć achovu — cicha, amal šeptam, havorać miž saboj, što ŭ tutejšych lasach niespakojna.Ja padbiraju siakieru la vohnišča, napružana ŭhladajusia ŭ hustuju ciemru pamiž sosnami, potym zasynaju...
Ranicaj u vočy chłynie nievykaznaja, niemahčymaja siń.
Chto b zabyŭ hetuju siń?!
...Pa bierazie ciahnucca raźviešanyja na draŭlanych drabinach sietki, pavietra prasiaknutaje ranišniaj prachałodaj i aziornym pacham ryby, pačutym upieršyniu. Baćka kliča mianie da vady, ja ŭvachodžu ŭ jaje i niečakana pravalvajusia ŭ ledzianuju jamku, adkul niejkaja tajamničaja padziemnaja siła burlić fantančykami piasku. Potym jašče, jašče... «Krynički», — tłumačyć baćka, nachilajecca, začerpvaje vadu padabranym na bierazie draŭlanym kaŭšom i prahna pje, nibyta ŭsio žyćcio pakutavaŭ ad smahi. Potym praciahvaje koŭš mnie...
Chto b zabyŭ smak hetaj vady?!
...Z uźlesku na ŭzvyššy vidać Kupu, jaje sałamianyja, a dzie-nidzie sa staroj dranicy, strechi. I voś my ŭžo spuskajemsia ŭzdoŭž brukavanaj šašy praz mastok nad prazrystym strumieniem da Maciejevaj, amal na bierazie, chaty. Na dvaryščy chudarlavy mužčyna ŭ nadarvanaj prapaciełaj kašuli pryładžvaje da kania chamut. «Tafila! — kliča jon, parazmaŭlaŭšy z baćkami. — Tafila! Hłuchavataja jana, prabačcie...» Z razmovy ja čuju niešta pra kałhas, jaki zabraŭ kania, ale pakinuŭ jaho Macieju, kab dahladaŭ. «Voś, buduć u nas žyć», — kryčyć Maciej Tafili prosta ŭ vucha. Maŭklivaja Tafila šparka kivaje hałavoj. Paźniej ja daviedajusia, što Tafila ahłuchła adnojčy ad pjanaha Maciejevaha kułaka. Ale na toj momant usie maje dumki — pra kania i čovien na bierazie.
Koń, ščeračy zuby i raniajučy ślinu, pieražoŭvaje žaleznyja cuhli, čas ad času pa skury prabiahajuć dryžyki. Čovien trochi hajdajecca na chvalach, čutna, jak rypiać ciažkija draŭlanyja viosły, utknutyja ŭ dno... «Valuś, chadzi siudy!» Z chaty vykatvajecca chłopčyk hadoŭ vaśmi. «Bačyš? — Valuś ciahnie mianie ŭbok i pakazvaje paŭkruhły čyrvony šram na łbie. — Biełka hvazdanuła, ty nikoli zzadu da jaje nie padychodź...» Niedzie praź miesiac ja ŭžo trośsia, koŭzajučysia, na śpinie Biełki, trymajučy skručanyja, kab nie trapili pad kapyty, lejcy, i štomocy ściskajučy nahami jaje krutyja baki... Ja ŭžo nikoha i ničoha nie bajaŭsia, bo Tadzik, Janiek, braty Česik i Miečyk, starejšyja i dužejšyja za mianie, užo pryładzili da čornaha čoŭna mačtu, čorny vietraź ź niejkaj tkaniny, namalavali na vietrazi čerap, kości i kinuli mianie ŭ voziera až na «sinim», u hłybiniu. Ja bačyŭ, jak imkliva nabližałasia dno, ale čamuści zastavałasia niedasiažnym. Ja viedaŭ, što zaraz patanu, ale čamuści byŭ upeŭnieny, što mianie vyratuje, vyšturchnie ź siabie prazrystaja da dna hłybinia...
Chto b zabyŭ hetu kryničnuju hłybiniu?!
...Nam zdajecca, što stvoranaje Boham daŭžej za čałaviečaje žyćcio. Ale čamu majho žyćcia, navat niezavieršanaha, chapiła na toje, kab źnikli Kupa z Maciejevaj chataj i Kabylnik ź jaho niadzielnymi kirmašami, navat z nazvami źnikli; kab pierasochli krynički pa bierahach, zaciahnulisia hraźziu čyściutkija strumieni, a ŭ zamutnionych siońnia naračanskich vodach pasialiłasia niejkaja brydotnaja istota...
...Hady z try tamu, naviedaŭšy Narač, ja nie vytrymaŭ nazirać biessensoŭnuju kurortnuju mituśniu i pajšoŭ da znajomaj krynicy, mo paščaścić papić. Dzie tam! Zabranaja ŭ bietonnyja kolcy, ci žyvaja jana była pad iržavym zamkom? «Kab nie pahanili, — patłumačyła miascovaja kabieta ŭ biełaj chustcy, — a tak troški ciŭkaje... Pryjezdžy?» Ja spytaŭ u jaje, ci viedaje jana što pra Janieka, Tadzika, Miečyka, Česika, nazvaŭ proźviščy. Nie, nie viedaje. Valuś? Moža, toj, što pracuje ŭ pasiałkovym saviecie prybiralščykam?
...Prytuliŭšysia da ściany ŭ ciańku na hanku, jon, ciažka ŭzdychajučy, niešta marmytaŭ u śnie.
Z kim razmaŭlaŭ? Kamu na što skardziŭsia?
Ja pryhledzieŭsia. Padobny na Tafilin kruhły tvar, taki ž trochi plaskaty nos. I toj ža šram na łbie, mo nie taki ŭžo čyrvony.
Budzić nie staŭ, sabraŭsia pajści, ale raptam zaŭvažyŭ, jak vykaciłasia z-pad voka i zatrymałasia ŭ marščynie na drenna paholenaj ščace prazrystaja ślaza...
Ci nie taja, jakuju, stvarajučy Suśviet, niekali vyraniŭ Boh na tvar Biełarusi?
A mo taja, ź jakoj Jon pakidaje nas nazusim...

Kamientary