Archiŭ

Natałka Babina. Pastka dla krata

№ 25 (287), 5 lipienia 2002 h.


Natałka Babina

Pastka dla krata

Praciah. Pačatak u №23.

...Studentka mienskaje Palitechniki Janina znachodzić na svaim leciščy trup nieviadomaha čałavieka. Nazaŭtra jana ledźvie nia robicca achviaraju nieviadomaha zabojcy. Pakinuŭšy kachanka-specsłužbista Andreja rabić na leciščy vobšuk, jana vypraŭlajecca da svaich znajomych — starych vartaŭnikoŭ Anupryja i Zbyška...

La hieadezičnaj vyški — naša zvyčnaje miesca. Upieršyniu razhavarylisia my taksama tut. Hetym dvum baradatym starym z takimi pryhožymi tvarami daŭniej naležała ŭsia vakolica: ziamla, addadzienaja ciapier pad leciščy, les, kavałak bałota... Mianie ŭrazili ichnyja žyćciovyja historyi — i pra toje, čamu ŭ adnaho brata polskaje, a ŭ druhoha ruskaje imia, i pra normy vyrubki lesu ŭ Sibłahu, i pra śpiavany šeptam himn “Ješče Polska nie zhineła”, jakim pačynałasia kožnaja ranica ŭ Varkucie, i pra toje, jak strašna byvaje nočču ŭ pustoj chacie, dzie nie čuvać bolej ni dziciačaha śmiechu, ni śpievaŭ, jakija čornyja ŭ joj kutki...

Mnie padabajucca hetyja dziady. Dziŭna, ale jany taksama majuć da mianie niejki santyment. A ja ž dačnica, adna z tych, chto adabraŭ ichnuju ziamlu. Na dobry tołk jany musili sustrakać nas vykapanym kulamiotam ci, prynamsi, sibirskaj łajankaj. Ale hetaha nie było. Anupry i Zbyšak nikoha nie čapali i navat “pracavali vartaŭnikom” (udvoch na adnu staŭku) u našym dačnym pasiołku.

Pad vietram, što śvistaŭ nad łoham i hnaŭ padbityja šerańniu abłoki, jakija raz-poraz pracinalisia soniečnymi pramianiami, my siadzieli ŭtroch pad hieadezičnaj vyškaj, na suchim hustym badylli, pili z abdziertych aluminievych čaračak “Absalut” i hladzieli ŭdalačyń — tudy, dzie miž pasami lasoŭ źbiahali z pahorkaŭ razaranyja zahony, pieramiažajučysia ruńniu. Mnie dali zialony poźni ahurok z kavałkam samapiečanaha chleba, i pach hetaj ježy čamuści zrabiŭ mianie amal ščaślivaj... Słovy, što zredčas havarylisia, adnosiŭ toj, što śvistaŭ nad łoham...

Kali ja viarnułasia na svajo lecišča, milicyjanty ŭžo skančali pieratrus. Ci čaroŭnaja padtrymka “Absalutu” była tamu pryčynaj, ci što inšaje, ale ja vyrašyła nie kazać im ni pra śled la kustoŭja, ni pra toje, što hety śled mnie skazaŭ. Pabačyli milicyjanty jaho sami — to dobra, nie — jašče lepš... Jany ž mnie ničoha nie kazali pra svaje znachodki, čaho ja budu piercisia z svaimi?

Uviečary viarnuŭsia baćka, i ja raspaviała jamu pra mierćviaka ŭ nas na leciščy. Pra streł u kalidory zmaŭčała — zrešty, ja ž i Andreju pra jaho ničoha nie skazała! Zabyłasia?.. My prahavaryli z tatam da poźniaj nočy, ale ničoha vartaha ŭvahi tak i nie nadumali.

A nočču ja bačyła Son.

Mnie śniłasia, što recha nia raz — nia raz — nia raz pojdzie i pryjdzie. Maleńkija bipoli vady ściakuć pa škle, a jadłoviec adšukaje ŭ piasku ijony azotu. Ale nie zarypić hanak taho domu. Nie zahučać dalokija pieśni. Nia ŭstanie z truny taja žančyna, nia voźmie cepu. Nia ŭdarać kryhi ŭ staryja pali, nie papłyvie młyn pa race, nie zakryčyć na im spałochany pievień... Nie zahałosić śnieh pad sankami. Par ad pysy kania nie asiadzie na drevie. Kroŭ nie pralijecca. Zahnivajučy, jana budzie stajać i stajać, až pakul nie zakryčyć dzika cieła, nie zaravie, pałochajučy ŭsich... Mnie śniłasia, što hety niemy lamant, hety žachlivy kryk — moj los.

Dzień dyplomnaha prajektavańnia

Ja pračnułasia. Serca kałaciłasia, palcy ŭ kurčach ściskali koŭdru, tvar byŭ mokry ad ślozaŭ. O, taki son! Ustajučy, ja ŭžo viedała, što tak prosta jon mianie nie adpuścić. I sapraŭdy, doŭhaja prysmoktka snu ciahnułasia za mnoj uvieś ranak: ja viedała tuju raku i tyja bierahi, smak kavałka jaječni, jaki ja kłała ŭ rot, nahadvaŭ mnie smak inšaj jaječni, choład akonnaha škła — choład inšaha škła... Ja snoŭdałasia pa pakojach, prysłuchoŭvajučysia da siabie, i nie mahła sabracca dy pajści ŭ biblijateku, jak planavała. Rypieńnie kluča ŭ zamku prahučała himnam vyzvaleńnia — heta byŭ Andrej, i jon mieŭsia mnie dapamahčy.

Kali vam saśnicca štoś nievynosnaje, šeryja vočy vašaha kachanka padaducca jašče bolš hłybokimi, pach jaho skury — jašče bolš rodnym, a moc jahonych ruk — nieabornaj. Ciapło jahonaha cieła staniecca adzinym nadziejnym paratunkam...

Nia viedaju, chto jak pravodzić dzień dyplomnaha prajektavańnia. Ja jak što i prajektavała, dyk tolki nie dyplom...

Kali Andrej syšoŭ na kuchniu varyć kavu, ja vyśliznuła z-pad koŭdry, dastała z šafy pančochi ź dzirkaj ad kuli i malaŭniča raskłała na łožku. Viarnuŭšysia z padnosam, Andrej utaropiŭsia ŭ ich:

— Heta što? Instalacyja?

— Niešta nakštałt. Asabliva stylova instalavanaja dzirka.

Adstaviŭšy padnos, Andrej pryhledzieŭsia da dzirki dy raptam spałochaŭsia. Ja heta vyrazna bačyła, choć zvyčajna jon dobra vałodaje tvaram. Jon navat krychu źbialeŭ.

— Chtoś stralaŭ u mianie ŭčora rankam. U akademii. I niejki padšyvaniec u kurtačcy za mnoj špiehavaŭ... Što adbyvajecca, Andreju? Ja pakul što nie pałochajusia, ale doŭha tak nie praciahnu.

— Jania! — Andrej mocna prycisnuŭ mianie da siabie. — Nia dumaj pra heta. Prosta nia dumaj.

— Lohka skazać!

— Vielmi chutka ŭsio vyśvietlicca, ja ŭsio raskapaju — abiacaju.

— Chto hety zabity z našaha lecišča? Ci jahonaja asoba dasiul udakładniajecca?

Andrej niejak skosa zirnuŭ na mianie i padaŭ kubak kavy.

— Nie, užo viadomaja. Mianciej Michaił Michajłavič, dvaccaci šaści hadoŭ, miančuk, žanaty, jość dzicia. Pryvatny pradprymalnik — mieŭ ahienctva jurydyčnych pasłuhaŭ. Rehistracyja firmaŭ, nieruchomaść...

— Što ty tak hladziš? Nia viedała ja takoha čałavieka, nikoli nie rehistravała firmaŭ i nieruchomaści nie kuplała. Čamu jon apynuŭsia ŭ nas? I, darečy, što z toj siakierkaj, jakoj mianie ŭdaryli? Adkul jana tam uziałasia?

— Na joj nie napisana. Z vyhladu siakiera jak siakiera. Adbitkaŭ palcaŭ nijakich. U vychodnyja buduć apytvać žycharoŭ pasiołku...

— Dyk, značycca, na treci dzień śledztva ŭ aktyvie tolki asoba zabitaha?

Andrej znoŭ niejak dziŭna pahladzieŭ na mianie, ale ničoha nie skazaŭ. Pacisnuŭ plačyma i pačaŭ źbiracca.

My vyjšli razam — jon padvioz mianie da biblijateki, kudy ja ciapier užo była ŭ stanie pajści.

Usia hetaja historyja zdaryłasia nie da času: sesija na nosie. Hetyja dva fakty — zabity na leciščy i nieabchodnaść choć jak atrymać dyplom — uvieś čas błytalisia ŭ majoj hałavie, i ja nie mahła spynicca ni na adnym, ni na druhim. To na staronkach “Mikraschiematechniki” siarod tyrystaraŭ, tranzystaraŭ i dyjodaŭ raptam milhali mutnyja vočy pamierłaha, to na siaredzinie lahičnaj pabudovy, što jadnała viža ŭ kurtačcy, trup Miancieja, streł u pustym kalidory Palitechniki i śled na hradach la kustoŭja, ja raptam uzdryhvała i pačynała jak ašalełaja pisać u sšytku — słovam, dzień u biblijatecy mianie tak vymataŭ, što, vyjšaŭšy adtul u zmrok, ja adčuła nastojlivuju patrebu raźviejacca i trochi akryjać. Šlach moj vioŭ u “Piceryju”. Tam zaŭždy muzyka, tam smačnyja italjanskija picy i syry (voś što mnie zaraz patrebna!), tam napeŭna pabaču znajomych: uviečary, kali lekcyi skančajucca i ciemra raściakajecca ściežkami studharadka, u “Piceryi” bavić čas pałova Palitechniki...

Źniščyŭšy cudoŭnuju macarełu z pamidoram, ja adčuła palohku, byccam vyratavałasia ad viernaj pahibieli. Siorbnuła soku, ahledziełasia. Čas jašče nie nadyšoŭ: pałova stolikaŭ była volnaja i barmen Piatro (jon kiŭnuŭ, sustreŭšy moj pozirk) spakojna padličvaŭ niešta na kalkulatary, viedučy palcam pa doŭhim słupku ličbaŭ. A vuń machaje mnie rukoj naš starosta-Karosta. Hetuju mianušku jon atrymaŭ ź lohkaj ruki Duba. Choć z adnym takim dziejačom vy napeŭna sutykalisia ŭ žyćci — typ davoli raspaŭsiudžany. Psuje navakolnaje asiarodździe horš za aluminievy kambinat. Jany zaŭždy siaredniaha rostu, dosyć ukormlenyja, z kruhłymi pysami i karotkimi tupymi nasami. Pradmiety ich asablivaha honaru — hustyja vusy i “pinžak z karmanami”, nabyty ŭ modnym buciku nie za svaje hrošy.

Na pieršaj bulbie Karosta ślozna prasiŭ, kab my abrali jaho starastam. My i abrali: chočacca čałavieku adznačać prysutnych u žurnale — niachaj sabie adznačaje. Nichto nie zdahadvaŭsia, što hetaje lehkadumstva vylezie nam bokam. Asabovy skład našaj hrupy byŭ tady zanurany ŭ sałodkija mroi zakachanaściaŭ, što ŭspychnuli jašče raniej, čymsia adbylisia znajomstvy. Viečarovyja tumany ź Biareziny, mahnetyčnyja vohniščy na bierazie, tancy ŭ puni, kali doždž idzie j na pole nia honiać, načnyja razmovy pry śviatle haźnicy — usiaho hetaha ź liškam chapała dla pryhožaha i poŭnaha žyćcia. Mienš za ŭsio dumałasia tady pra niejkaha starastu.

Ale jak viarnulisia ŭ Miensk... Dzie tolki raspačynajecca čarhovaje hłupstva z udziełam šyrokich masaŭ — tam Karosta sa śpisam u rukach kantraluje i arhanizuje studenckuju moładź. Durnych jahonych pretenzijaŭ nie pieraličyć. Ale bolš za ŭsio dastaje jon tych, chto žyvie ŭ internacie: zajmieŭ tam tajemnuju pasadu hałoŭnaha dziažurnaha i amal nieabsiažnuju ŭładu. Što praŭda, časam naš Karosta prychodzić na zaniatki ź lichtarom pad vokam, ale heta nie ratuje nas ni ad adzinych palitdzion, ni ad nudnych pramovaŭ, ni ad udziełu ŭ bepeesemaŭskich mitynhach...

Karosta vycier vusy survetkaj, padchapiŭ svaju tečku z cudoŭnaj śvinoj skury dy źniaŭsia ź miesca. Prachodziačy paŭź mianie, jon padmirhnuŭ z pahanieńkaj uśmiešačkaj:

— Pryvitańnie Andreju!

Toŭstaja jaho dupa vichlałasia, jak u niedaśviedčanaj prastytutki.

— Treba Andreju tvajo pryvitańnie, jak łysamu hrebień, — chmyknuła ja ŭśled.

Dźviery znoŭ rasčynilisia, i ŭvajšoŭ Kanstanta.

Heta jašče adzin moj adnahrupnik. Uvohule jon Kościa, ale znoŭ-taki ź lohkaj ruki Duba inakš jak Kanstanta jaho nichto nie nazyvaje. Jon nia jeździŭ z nami na bulbu, i ŭpieršyniu my pabačyli hetaha zhrabnaha bialavaha chłopca ŭ akularach na pieršych zaniatkach pa “vyšcy” — vyšejšaj matematycy. Tady sama paznajomilisia i z našym vykładčykam, Alaksandram Isakavičam Freberham.

— Nu-s, panovie tuniajadcy, chulihany dy alkaholiki,— skazaŭ Freberh, pakłaŭšy partfel na stoł,— a zaraz daśledujem mieru vašaj duraści. Prašu vykazvacca!

Jon zadavaŭ pytańnie za pytańniem. My, chto na starcie, chto na siaredzinie, chto ŭ paŭfinale, pastupova adsiejvalisia. Freberh z nas kpiŭ. Narešcie na dystancyi zastaŭsia tolki bialavy chłapiec. Jaho akulary pabliskvali, darahaja aprava kidała ŭ kutki soniečnyja bliki. Jon vyjšaŭ da doški. Formuła za formułaj uźnikali na joj i ściralisia napaŭsuchoj anučaj. Vyraz tvaru vykładčyka źmianiŭsia.

— Što ž, małady čałaviek, niadrenna. Navat vielmi niadrenna. U vas niebłahija šancy. Dazvolcie pacikavicca, jak vas zvać?

— Kanstanty Mikłaševič,— chłopiec papraviŭ akulary.

— Kanstanty? Chm. Adept nacyjanalnaha ruchu, značycca? My vyjdziem ščylnymi radami? Dazvolcie staromu čałavieku dać vam adnu paradu...

Kanstanty pačyrvanieŭ.

— Zrešty,— praciahvaŭ stary čałaviek, jakomu było nijak nia bolej za tryccać piać, pilna razhladajučy tvar adepta,— u mianie jašče budzie dla hetaha čas. Siadajcie, Kanstanty. Pačniom, panovie tuniajadcy. Prašu adkryć sšytki.

Kanstanta apraŭdaŭ svaju mianušku. Ciaham usich hetych hod jon zastavaŭsia saboj — śviadomym biełarusam, stałym udzielnikam pikietaŭ i akcyjaŭ, i ad jaho pałymianych pramovaŭ davodziłasia chavacca taksama, jak i ad mitynhaŭ Karosty. Ale, paśmiejvajučysia z pałkaści nacyjanalista i pierakładajučy jahonyja kantrolnyja na rasiejskuju ŭ pracesie śpisvańnia, my razumieli: nadydzie čas, kali možna budzie atrymać dobry hanarar za ŭspaminy pra znakamitaha Mikłaševiča.

Našyja “navukovyja” pracy prydatnyja byli adno na toje, kab pastavić “ptušačku” ŭ adpaviednaj hrafie planu pracy z studentami, a tady hrubku raspalić. Kanstantavy ž drukavalisia ŭ časopisach Anhlii i Rasiei. Jon vyjhravaŭ alimpijady. Jon vystupaŭ na navukovych kanferencyjach. Jon byŭ nadziejaj suśvietnaj navuki, i metry, słuchajučy jaho, pierapytvali adzin adnaho, ci dakładna jany zrazumieli toj ci inšy biełaruski matematyčny termin. I na ichnych tvarach śviaciłasia poŭnaje zadavalnieńnie. Freberh byŭ Kanstantavym navukovym kiraŭnikom.

I voś ciapier nadzieja suśvietnaj navuki, azirajučysia, stajała na parozie piceryi z takim vyhladam, nibyta raptam zachvareła na skleroz. Ja pamachała Kanstantu. Jon niejak niapeŭna padyšoŭ i mechanična sieŭ u kresła. Biełyja jaho vałasy byli ŭskudłačanyja.

— Ty vyhladaješ, niby nia jeŭ šeść dzion,— zaŭvažyła ja.

— Nia šeść. Tolki try.

— Što tak? Na katedry hrošaj nia płaciać? Ci ŭ internacie sała skončyłasia?

— Ja bolš nie pracuju na katedry. I nie žyvu ŭ internacie.

Praciah budzie.


Kamientary

Ciapier čytajuć

Chto taki Maćviej Bialaj, jakoha nibyta departavali ŭ Biełaruś? Raskazvajem historyju dziŭnaha aktyvista z padazronym minułym3

Chto taki Maćviej Bialaj, jakoha nibyta departavali ŭ Biełaruś? Raskazvajem historyju dziŭnaha aktyvista z padazronym minułym

Usie naviny →
Usie naviny

Nazvany samyja bahatyja harady śvietu4

Kolkaść zahinułych ad rasijskaha ŭdaru ŭ Sumach vyrasła da 343

Samaja darahaja kvatera ŭ Asmałoŭcy — jak vyhladaje?1

Hieafizik acaniŭ pierśpiektyvy zdabyčy redkaziamielnych mietałaŭ pad Maładziečnam, Žytkavičami i Lachavičami5

«Soramna za našu miedycynu». Ciažarnaja biełaruska aburyłasia prośbaj radzilni8

Dzie ŭ Biełarusi mohuć pabudavać novuju AES?3

Dziasiatki adnolkavych aŭtobusaŭ. Jak zvozili ludziej na kancerty niaviestki Łukašenki12

Kamunalniki ŭ Iŭi tak abrezali drevy, što ich nie adroźnić ad palmaŭ4

Mihranty atakavali polskich pamiežnikaŭ. Siarod napadnikaŭ byŭ čałaviek u biełaruskaj formie11

bolš čytanych navin
bolš łajkanych navin

Chto taki Maćviej Bialaj, jakoha nibyta departavali ŭ Biełaruś? Raskazvajem historyju dziŭnaha aktyvista z padazronym minułym3

Chto taki Maćviej Bialaj, jakoha nibyta departavali ŭ Biełaruś? Raskazvajem historyju dziŭnaha aktyvista z padazronym minułym

Hałoŭnaje
Usie naviny →

Zaŭvaha:

 

 

 

 

Zakryć Paviedamić