100 hadoŭ Natalli Arsieńnievaj
Daloka, nibyta ad sonca, ad maci-krainy,
Z Malitvaj u sercy za rodny bałotny narod
Hladzieła ŭ čužyja niabiosy jana, i ŭspaminy,
Nibyta vuholle, niby akryvaŭleny lod,
Dušu pracinali naskroź i ŭ byłoje viartali,
U hoład, u choład, u dym nieprahladny vajny,
Dzie słovy, jak kuli, i kuli, jak słovy, traplali
I ŭ sercy ludzkija, i ŭ kryły žadanaj viasny.
A nieba było, jak było pa-nad cichaju Vilniaj,
Hłybokim i sumnym, jak tyja aziory, ź jakich
Hladziać našy prodki sivyja spakojna i pilna,
Choć časam u nas i nia bačać naščadkaŭ svaich.
Joj sonca z-za chmaraŭ zdaloku, jak maci-kraina,
Dušu aśviaciła na mih, a chapiła — na viek,
Kab zmročnyja dumki rastali, nibyta ildziny,
A sonca zastyła ŭ vačach, niby kryž na carkvie.
Hady pralacieli, jak travy suchija zhareli,
Ale zastalisia Malitva i rodny absiah,
Ź jakimi da zorak lacim i lacim, jak lacieli,
I ślozy, jak zorki, jak vieršy, kipiać u vačach...
VŠ

Kamientary