BIEŁ Ł RUS

Što značyć zvacca «niaprostymi» ludźmi ŭ Biełarusi

22.05.2013 / 11:55

Daŭno nikoha nie ździviš u Biełarusi tym, što ŭ peŭny čas u peŭnym miescy vas mohuć schapić na vulicy nieviadomyja asoby ŭ cyvilnym i zakinuć u mikraaŭtobus bieź jakich-niebudź tłumačeńniaŭ.

Jašče niekalki hadoŭ tamu vašaj pieršaj dumkaj było b toje, što na vas napali bandyty. Vy b kryčali, klikali na dapamohu, adbivalisia, kusalisia i drapalisia. Ciapier, navučanyja vopytam, vy chutčej padumajecie, što heta supracoŭniki milicyi. I paličycie za lepšaje padparadkavacca im biez supracivu.

Uf, praniesła!

Dziŭna, jak tolki bandyty da hetaha času nie dadumalisia skarystacca spryjalnaj situacyjaj. Jaki prastor dla supraćpraŭnaj dziejnaści! Źbiary hrupu mocnych chłopcaŭ, kupi mikraaŭtobus, chapaj sabie kaho ŭzdumajecca i rabi ź im što chočaš. Nichto i nie piknie. Kali ž akaža supraciŭ, to minaki chutčej projduć mima, zrabiŭšy vyhlad, što ničoha nie zaŭvažajuć. Nu i jak potym milicyi vykručvacca? Bo nie budzieš ža sapraŭdy papiaredžvać hramadzian, kab davali adpor hrupie mocnych chłopcaŭ u cyvilnym adzieńni na mikraaŭtobusach.

Mahčyma, kali-niebudź mienavita tak i adbudziecca, ale pakul nišu vuličnych «chapalnikaŭ» tryvała zajmajuć milicyjanty. Praŭda, na pačatkovaj stadyi apieracyi ad bandytaŭ ich nie adroźniš. Heta robicca zrazumiełym tolki tady, kali vas pryvoziać nie kudy-niebudź u les, a ŭ RUUS. Tut vy ŭzdychajecie z palohkaj: «Uf, praniesła…»

My, biełarusy, naohuł vielmi časta ŭzdychajem z palohkaj tady, kali treba aburacca i aburacca. Maŭlaŭ, heta jašče ničoha, nie śmiarotna. Pryvučanyja dumać na asnovie paraŭnalnaha analizu.
Navat kali robicca niešta vidavočna drennaje i niapravilnaje, my miarkujem pra heta, paraŭnoŭvajučy z čym-niebudź jašče bolš drennym i niapravilnym: moža, toje, što z nami zdaryłasia, — nie tak užo drenna i niapravilna, jak mahło b być?

Voś tak i ja, kali ŭviečary 6 maja nas z žurnalistam Alaksandram Jaraševičam akružyła hrupa tavaryšaŭ u cyvilnym na vulicy Pryłuckaj, vyskačyŭšy mikraaŭtobusa, mimavoli z palohkaj uzdychnuŭ. U samaj zvyčajnaj vopratcy (džynsy, maječki, biejsbołki) śvietłych tonaŭ, z adkrytymi tvarami, jany vyhladali zusim nie tak strašna, jak ludzi ŭ čornym vielmi čornaj nočču 19 śniežnia. Hetyja da mianie navat nie dakranulisia, chutčej nie «zakinuli», a zaprasili ŭ mikraaŭtobus. Ja hetaje zaprašeńnie pryniaŭ, spadziejučysia, što bandyty jašče nie ŭziali na ŭzbrajeńnie taki mietad kidnepinhu, my majem spravu ŭsiaho tolki ź pieraapranutymi supracoŭnikami milicyi. U dziejańniach jakich pradkazalnaści krychu bolš.

Zajšoŭšy ŭ mašynu jak u samuju zvyčajnuju haradskuju maršrutku, ja vietliva pacikaviŭsia: «Što ž vy ciapier u sudzie budziecie havaryć?» Takija pajezdki zvyčajna zakančvajucca ŭ sudach, dzie sudziać za «niepadparadkavańnie zakonnamu patrabavańniu słužbovaj asoby». Viadoma, hetaje pytańnie było viercham naiŭnaści. Mianie paprasili na hety kont nie turbavacca: «Znojdziem što skazać». I sapraŭdy ž znajšli. Znachodlivaja ŭ nas milicyja.

A kali zahadajuć chapać adno adnaho?

Jak zvykły da mnohaha biełarus ja moh palohkaj uzdychać, što ŭsio adbyłosia jašče nie tak strašna, ale jak hramadzianin, jaki choča zachavańnia pravoŭ i zakonaŭ, nie mahu nie aburycca ich źniavahaj. Choć tavaryšy ŭ cyvilnym, jakija pravodzili zatrymańnie, praviali jaho paraŭnalna miakka, jany navat nie padumali pradstavicca i rastłumačyć pryčynu svaich dziejańniaŭ. Nichto ničoha nie tłumačyŭ i ŭ Maskoŭskim RUUS, kudy nas pryvieźli. Daviałosia schitracca, kab upotaj paviedamić svajakam, dzie my znachodzimsia: supracoŭniki milicyi rabić hetaha nie źbiralisia i nam samim nie dazvalali skarystacca telefonam. Z pratakołam zatrymańnia nas aznajomili tolki kala 11 hadzin ranicy nastupnaha dnia. Da hetaha my, atrymlivajecca, znachodzilisia ŭ statusie niejkich «internavanych», nakštałt niadobranadziejnych elemientaŭ padčas vajennaha stanovišča. Ź imi možna nie cyrymonicca. Jak skazaŭ adzin z tavaryšaŭ u cyvilnym, «niama čaho chadzić na takija mierapryjemstvy».

Hetaja fraza ź dziažurnaj ideałahičnaj mietadyčki była ŭžytaja zusim nie da miesca. Tamu što nijakaha «takoha» mierapryjemstva ŭ hety dzień nie adbyvałasia. Na vulicy Pryłuckaj ja apynuŭsia paśla taho, jak sustreŭ Ihara Truchanoviča, hieroja svajoj publikacyi ad 3 maja «Kamuści karcić razvarušyć asinaje hniazdo», la ścien IČU na vulicy Akreścina. U hety dzień jaho vyzvalili paśla zakančeńnia terminu 10-sutačnaha aryštu. Pahavaryŭšy ź im, ja viartaŭsia dadomu. Bulba i inšyja pradukty, jakija vioz Saša Jaraševič ad baćkoŭ z Paleśsia, nadavali asablivaje adčuvańnie biaśpieki. Kali nie čałaviek z pakietam bulby, to ja nie viedaju, chto tady moža ličycca mirnym abyvatalem. Tamu my nie aziralisia pałachliva pa bakach, a davierliva i śmieła išli pa rodnym horadzie ŭ bok stancyi mietro «Michałova».

Tavaryša ŭ cyvilnym, jaki niazhrabna «rastłumačyŭ» nam pryčynu zatrymańnia, ja nazvaŭ «kamsamolskim rabotnikam». Heta vyklikała śmiech u jaho kaleh, jon čamuści zasaromieŭsia i bolš nie rabiŭ sprobaŭ pravieści ideałahičnuju pracu.

I ŭrešcie, paddaŭšysia nastojlivym rospytam, skazaŭ niešta padobnaje da praŭdy: «Na ciabie była navodka».
Pryčyn takoj uvahi da majoj piersony jon nie viedaŭ, a navat kali b i viedaŭ, to naŭrad ci skazaŭ by. Ale lod kranuŭsia, jon pryznaŭ, što zatrymańnie nie było źviazanaje z jakim-niebudź pravaparušeńniem, tamu ja pačaŭ jaho saromić. Na jaho tracicca stolki narodnych hrošaj, kab jon nabyvaŭ i pastajanna ŭdaskanalvaŭ bajcoŭskija, strałkovyja i inšyja navyki, a jon prymianiaje ich da biazzbrojnych i ludziej, jakija nie supraciŭlajucca, sam nie viedajučy navošta. Vidavočna ž niametavaje raschodavańnie srodkaŭ!

Moj surazmoŭca nie staŭ spračacca — tak, nie da tvaru śpiecnazaŭcu hetym zajmacca. Bolš za toje, davierliva paviedamiŭ, što mnohija sychodziać praz toje, što im davodzicca vykonvać pracu, pra jakuju nie raskažaš potym z honaram svaim dzieciam. Dyk čamu, pytajusia, vy praciahvajecie jaje vykonvać? Zahad jość zahad, kaža. Na heta ja prapanavaŭ jamu abdumać situacyju, kali im adnojčy zahadajuć chapać adno adnaho. Nahadaŭ, što za 37-m hodam nadyšoŭ 38, pieryjad «represavańnia tych, chto represavaŭ». Takija «šturmaviki» patrebnyja da pary da času, ale ŭ niejki momant ad ich pazbaŭlajucca. Uśmieški spaŭźli z tvaraŭ, adzin niedavierliva pahladzieŭ na druhoha.

Adekvatnyja i nieadekvatnyja

Syšli ŭ minułaje časy, kali milicyjanty ŭsprymali zatrymanych pa ćmianych palityčnych pryčynach jak «vorahaŭ naroda». Praviły hulni zastalisia raniejšymi, ale, na dumku tavaryšaŭ u cyvilnym, padzieł na «ich» i «nas» nie taki istotny. Nie, ludzi dzielacca na adekvatnych i nieadekvatnych, jakija jość tam i tam. Jany nie bili nas i vietliva z nami razmaŭlali. Dakładna vykonvali zahad, ale z chałodnym nosam, biez ahieńčyka, im nie prynosiŭ zadavalnieńnia ździek z nas. Heta prykmieta adekvatnaści. My nie kusalisia i nie drapalisia, nie nazyvali ich łancužnymi sabakami, fašystami, chałujami i inšymi kryŭdnymi słovami. Amal pakorliva pryniali svaju dolu, hetak ža, jak jany padparadkoŭvajucca zahadam. Značyć, my taksama adekvatnyja.

Takuju prostuju pierakručanuju fiłasofiju jany vyznajuć, pieravaročvajučy ŭsio z noh na hałavu. Viadoma, adzinym adekvatam ź ich boku było b admovicca vykonvać niezakonnyja zahady, a z našaj — usimi siłami supraciŭlacca biezzakońniu. Ale kali pravavaja situacyja ŭ krainie nastolki nieadekvatnaja, što ŭsio robicca pa «navodcy», a nie pa zakonie, my ryzykavali jak minimum svaim zdaroŭjem, kali b zachacieli supraciŭlacca. A jany čym ryzykavali, kali b paviedamili tym, chto im addaje zahad, što nas nie ŭdałosia zatrymać? Nie ja kažu, jany sami skazali: premijami! Tak što naša «adekvatnaść», heta značyć vymušanaja nieabchodnaść hulać pa čužych notach, daloka nie raŭnaznačnaja.

I ŭsio ž, kali zabycca, dzie i pry jakich abstavinach my znachodzilisia, to možna było b skazać, što našy znosiny z «zachopnikami» prachodzili amal «u ciopłaj siabroŭskaj atmaśfiery».

Numar «Narodnaj Voli» ad 3 maja byŭ u mianie z saboj, ja daŭ pračytać im svoj artykuł ab niedarečnym sudzie nad Truchanovičam. Abmierkavali jaho i prablemy biełaruskaj žurnalistyki ŭ cełym, palityčnyja pierśpiektyvy na 2015 hod. Śpiecnazaŭcy panarakali na ŭsio bolšaje sacyjalnaje rassłajeńnie ŭ krainie, źjaŭleńnie kłasa ludziej, jakich u brackaj Vieniesuele nazyvajuć «boliburguesia» — absalutna łajalnych da ŭłady pradprymalnikaŭ, spajanych z čynavienstvam, što ŭzbahacilisia za košt Balivaryjanskaj revalucyi. Kali ŭspomnili Vieniesuełu, adzin sa śpiecnazaŭcaŭ niečakana skazaŭ ź niejkim patajemnym sumam: «Vy bačyli repartažy z pachavańnia Uha Čaviesa? Dyk voś, tam narod sapraŭdy lubiŭ svajho lidara…» Ciažka skazać, čamu jon sumavaŭ: ci to tamu, što niaŭdziačnyja biełarusy svajho lidara tak nie lubiać, ci to tamu, što siłkom lubić niemahčyma.

Noč u sklepie

Kali tavaryšy ŭ cyvilnym syšli, uźnikłaja było iluzija narmalnaści taho, što adbyvajecca, umomant raźviejałasia. Zabraŭšy źmieściva kišeniaŭ, šnurki i łancužki, dziažurny začyniŭ nas u kamiery. Heta pamiaškańnie prykładna dva na try mietry, bolšuju častku jakoha zajmała draŭlanaja «scena», na joj užo spaŭ zusim pjany junak, jaki sprabavaŭ skraści ŭ kramie butelku vina. Biez akna, sa zmročnym ćmianym śviatłom, šurpatymi brudna-zialonymi ścienami i zalitaj mačoj padłohaj. Apošniaje niadziŭna, tamu što dziažurny nie chacieŭ siabie turbavać vyviadzieńniem zatrymanych u tualet. «A bolš tabie ničoha nie treba?» — adkazaŭ jon na maju adzinuju za ŭsiu noč prośbu. Potym jon jaje vykanaŭ, razdražniona maciukajučysia, kali ja prykryknuŭ, maŭlaŭ, kali zatrymali ni za što, to choć by majcie sumleńnie, abychodźciesia pa-čałaviečy.

Mabyć, heta možna zapisać na rachunak pryvilejaŭ, jakija dajucca «palityčnym».
Dzivakavaty vandroŭnik z Tambova, jaki pieššu pryjšoŭ u Biełaruś, tak i nie damohsia miłaści z boku dziažurnaha. Jon skardziŭsia na chvory straŭnik, šaleŭ, brudna łajučy piersanał RUUS razam z usimi ich svajakami, rukami i nahami biŭ u dźviery kamiery, usio marna. Urešcie aparažniŭsia prosta na padłohu. Paśla čaho šaleć pačaŭ dziažurny. Ja dumaju, jaho strymlivała naša prysutnaść, usio ž bić tamboŭskaha hościa jon nie staŭ, što zvyčajna niepaźbiežna ŭ takich situacyjach.

Dzikija kryki i mat-pieramat nie paturbavali cichamirnaha snu zatrymanaha za drobny kradziež junaka. Supakoiŭsia i zachrop za ścienkaj vandroŭnik z Tambova. Zastavałasia tolki pazajzdrościć im. Ćviarozamu čałavieku, jakoha ź ciažka vytłumačalnych pryčyn vyrvali z narmalnaha žyćcia i kinuli ŭ hety strašnavaty sklep, zasnuć było nielha. Pastajać la adnoj ścienki, pierajści da inšaj, prysieści na kukiški, utaropiŭšysia ŭ prastracyi na ćmianuju lampačku. Prylažaš na scenu, zirnieš u čornuju stol, amal adrazu ŭskočyš ad adčuvańnia, što ciabie pachavali žyŭcom. I tak da dziesiaci ranicy. Kali adkryvajucca dźviery kamiery, ty ŭdziačny ŭžo i za hetuju «svabodu».

Nie tyja ludzi

Ranicaj my daviedalisia aficyjnuju viersiju svajho zatrymańnia. Akazvajecca, my «naŭmysna i biez anijakich pryčynaŭ» niecenzurna łajalisia. I nastolki zachapilisia, što nie mahli spynicca navat paśla taho, jak pilnyja milicyjanty zapatrabavali heta zrabić. Kali ž mnie prapanavali prajści ŭ Maskoŭskaje RUUS dla razboru, ja «chapaŭsia za ruki supracoŭnikaŭ AMAP, admaŭlaŭsia sieści ŭ słužbovuju aŭtamašynu, vyrvaŭsia i pačaŭ uciakać u bok stancyi mietro». Adnym słovam, pa dakumientach my stali pasrednymi drobnymi chulihanami. Da taho ž nijakimi nie žurnalistami, a asobami biez peŭnych zaniatkaŭ. Ale čamuści stavilisia da nas pa-raniejšamu asabliva.

Hetaje asablivaje staŭleńnie vyjaŭlałasia dvaista. Kali tamboŭskaha vandroŭnika i praćvieraziełaha junaka vyvieli z paradnaha ŭvachodu, kab vieści ŭ sud, nas schavali ad starońnich vačej va ŭnutranym dvoryku. Zatoje tut my mahli atrymlivać asałodu ad travieńskaha sonca i pavietra, raścierci nohi pad nahladam uśmiešlivaha tavaryša ŭ cyvilnym. Jon taksama ŭdzielničaŭ u našym zatrymańni, tamu paličyŭ patrebnym vykazać adsutnaść jakoj-niebudź asabistaj niepryjaznaści da nas. Ale zrabiŭ heta ŭ vielmi śpiecyfičnaj maniery: «Vy mnie na ch** nie patrebnyja. Jak i ja vam». Paśla hetych słovaŭ jaho ŭśmieška stała asabliva šyrokaj i siabroŭskaj.

Kali niejki hramadzianski rabotnik RUUS padyšoŭ i viesieła paprasiŭ nas vynieści śmiećcie, śpiecnazaviec jaho pierarvaŭ: «Heta nie tyja ludzi, Michałyč. Idzi, idzi». Paźniej milicyjant, jaki budzie vartavać nas u sudzie, adkaža kamuści pa mabilnym telefonie: «Ty što, nie razumieješ, ja tut niaprostych ludziej achoŭvaju!»

Što i kazać, pryjemna adčuć siabie «niaprostym», ale za hetaje zadavalnieńnie daviałosia płacić.
Kali «prostyja» zatrymanyja čakajuć suda ŭ kalidory, mohuć vyjści pierakuryć na hanak, papić vady i čaho-niebudź źjeści z pryniesienaj svajakami abo siabrami ssabojki, pahutaryć sa svaimi, to my siadzieli ŭ začynienym pakoi pad achovaj. Majoj žoncy zabaranili pieradać mnie vadu i buterbrody. Heta pry tym, što sud pačaŭsia tolki paśla 14:00, a zaciahnuŭsia da zakryćcia, paźniej za 18:00. Adzin z achoŭnikaŭ syšoŭ i litaściva dazvoliŭ mnie papić… vady z-pad krana, što ja i tak moh zrabić, bo tualet znachodziŭsia niepasredna ŭ pakoi, dzie nas trymali ŭvieś čas. «Idzi papi, a to napišaš potym, što ja fašyst», — patłumačyŭ jon svoj vysakarodny paryŭ. Jašče adzin jaskravy štrych da partreta hetaha achoŭnika, jaki zastaŭsia mnie nieviadomym: jon pry nas skardziŭsia svajmu kalehu, ani nie saromiejučysia, što praz zaciahnuty sud nie paśpieje pahladzieć chakiejny matč pa televizary.

Dy nie, pakul nie fašyst, usiaho tolki vykanaŭca, jaki nie dumaje. Ale kali takim zahadvajuć być «fašystami», jany imi robiacca, a nie dumajuć. Zrobiać svaju spravu z «nie tymi» ludźmi i pojduć hladzieć chakiej.

Mahu zaśviedčyć, što navat u sudach, jakija prachodzili 20 śniežnia 2010, choć palityčnaja abstanoŭka była haračaja da miažy, asudžanych vystaŭlali raspuščanymi pahromščykami, nie vykarystoŭvałasia hetaje nieviadoma kim raptam prydumanaje «praviła». Zabaraniać pić i jeści čałavieku, jaki pravioŭ noč u «małpoŭniku», padaje z noh ad stomy, nie piŭ i nie jeŭ sutki. U zhadanym artykule pra sud nad Iharam Truchanovičam ja adznačaŭ, što ŭ čas pierapynkaŭ jon siadzieŭ u kole siabroŭ i spakojna moh padsiłkavacca. Niaŭžo kimści heta było ŭspryniata jak niedapracoŭka, jakuju treba vielmi žorstka vypravić? Jašče adnoj navinoj stała zabarona ŭžo nie tolki na fota- i videazdymki, ale i na viadzieńnie aŭdyjozapisa sudovaha pasiedžańnia. Jakaja bieśpieraškodna, ja nahadaju, viałasia na pracesie nad Dźmitryjem Kanavałavym i Uładzisłavam Kavalovym.

Voś dyk dali adčuć, jak heta — być «niaprostymi ludźmi» ŭ rodnaj krainie…

Čytajcie taksama:

Kamientary da artykuła