BIEŁ Ł RUS

Siarhiej Astraviec. Ruki preč ad Łukiča!

16.12.2005 / 11:54

Nashaniva.com

Ja, spadary ministry, splu i baču, jak jany lezuć z usich bakoŭ, – pamiatajecie da bolu znajomuju kartu sa školnaha padručnika? Adusiul piščom lezuć, pchnucca, aščerylisia štykami, pamiatajecie? Znajecie, na mianie jana zrabiła niezabyŭnaje ŭražańnie. Vočy zaplušču i baču jak ciapier: adzin ź japonskim pryžmuram, kasavoki, druhi piłsudčyk, pšek u svajoj kanfederatcy, jašče biełafin, rumynskaja pysa. Nia tvary – łyčy, zdajecca, jak zapluščyš vočy, z rohami, z kapytami, z chvastami, adnym słovam – niečyść, pošaść, interventy. Jak u toj pieśni, pamiatajecie: pahon anhlijski, mundzir francuski, tabak japonski, praviciel skocki!

— Spadary ministry, ja tut kolki słoŭ skažu za našaha pałkoŭnika, uviadu u kurs spravy. Kamitet charčovaj biaśpieki prapanuje antyintervencki zakon, kab nie čakać, pakul jany palezuć sami, a pačać zmahańnie, nie adkładajučy ŭ «doŭhuju skryniu». A pačać KCHB prapanuje na ŭnutranym froncie – razabracca z pamahatymi, z panikiorami, raspaŭsiudžvalnikami čutak, dezynfarmacyi, suprać sabatažnikaŭ, suprać ahientaŭ upłyvu i apornych punktaŭ budučaj intervencyi – kišennych hazetak i hurtkoŭ pa intaresach.

— Tak-tak, jak kazaŭ adzin šachmatyst: najlepšaja abarona – heta napad.

— Heta buduć zachady suprać navat nia vorahaŭ narodu, a nieprychilnikaŭ, drobnych paskudnikaŭ, kali kazać ahulna. Słušna ja kažu, pałkoŭnik?

—Tak točna! Chto pniecca na ambary, na zasieki našaj radzimy, jak połčyščy myšej i pacukoŭ dy roznych inšych hryzunoŭ. Chto zuby vostryć! My znajšli ŭ apałaj listocie hranatamiot, stary, iržavy, ale ž heta zbroja! Imi hitleriuhiend paliŭ našy tanki ŭ Treptaŭ-parku. Heta nia žartački! My adšukali skład kuchonnych nažoŭ. Pamiatajecie – «noč doŭhich nažoŭ», pamiatajecie?

Ichniaja mara – kab chleba nie chapiła adnojčy, kab hoład pačaŭsia, hałodnyja bunty. Ichnija haładoŭki – sucelnaja pravakacyja. Pahladzicie na ich: jak kabany niekatoryja, im lačebnaje haładańnie nie paškodziła b nasamreč. Masavyja haładoŭki padbuchtorvajuć, destabilizujuć, lijuć vadu na młyn specsłužbaŭ. Karaciej, nia mnie vam kazać, čym heta pahražaje.

— Na naš piroh, na naš karavaj i chleb-sol kvapiacca! Rot raziavajuć, pašču svaju. My chleb-sol ad čystaj dušy, ad ščyraha, jak havoryć naša kryvadušnaja apazycyja, serca – kožnamu zamiežniku, a niekatoryja kamień za pazuchaj majuć. Usich abšukvać nia budzieš: hałas uźnimiecca!

— Naplavać u našuju studniu prahnuć, nacharkać!

— Duli ŭ kišeniach trymajuć!

— Chleb naš nadzionny davaŭsia nam potam i kryvioj. Vazy z chlebam, što kułaki chavali, ešalony z chlebam, naš chleb pach poracham.

— Narod havaryŭ: «Daruj, baciuchna», – kali akrajec padaŭ sa stała raptam.

— Ź miakinaj naš mužyk jeŭ kaliści, jak napisała paetesa: «Ciažka žyć-trudzicca, kali niama doli, žyta nie radzicca na mužyckim poli…»

— «…I musiš jeści za rabotu čorny chleb ź miakiny!» Chleb usiamu hałava! Niama chleba – jak biez hałavy budzieš, z pustym čerapam. Chleb mazhaŭniu nahadvaje: u hałavie pavinna być ciesta, na jakim, jak na draždžach, usio pavinna raści – roznyja zadumy, idei, planaŭ hramadździo.

— Tak, spadary ministry, z hetym nie paspračajeśsia, dziakuj za razumieńnie. Ale chleb, jaki ŭ narodzie daŭno j luboŭna nazyvajuć «cahlinkaj», – heta padmurak dziaržavy, jaje charčovaj biaśpieki. Z cahlin budujuć ścianu – choć niamieckuju, choć kitajskuju, ale nia tolki. Z cehły možna pabudavać dom, krepaść, kałhasny klub, kazarmu, zbožžaskład, fermu žyviołahadoŭčuju, płot vysozny vakoł turmy, kab nie ŭciakli. Tak što charčovaja biaśpieka – heta nia marny huk.

— Dy nichto nia choča, kab sała adbirali, bochan, jak frycy kaliści: matka, kurka, jajka, mleka – chutka!

— A potym karty źjavilisia – pamiatajecie? – z bazami nataŭskimi navokał našaj svabodalubivaj krainy z rakietami – «palarysami», «tamahaŭkami», «pasejdonami»…

— My viedajem canu chlebu, canu žyćciu. Kali była vajna, jany tam druhim frontam abžyralisia, tušonkaj, bananami… A ŭ nas mierćviakoŭ jeli. Praŭda, heta była vajennaja tajna, pra heta było zabaroniena havaryć, za heta rasstrelvali, za razmovy… Samaje ciažkaje było z muzejem pravadyroŭ, ceły połk NKVD ściaroh, jany ž tam u vitrynach lažać biezabaronnyja.

— Heta, miž inšym, adno sa śviedčańniaŭ pieravahi našaj navuki nad ichniaj. U ich tam tolki mumii ehipieckija – vysachłyja, pierabintavanyja, jeści niama čaho. Našy pravadyry – jak žyvyja, kroŭ z małakom, vyhladajuć całkam jadoma, apetytna, možna skazać. Lažać i nie psujucca, niby śviatyja, śviežyja ščoki ružovyja, jak tyja halandzkija jabłyki, jakija čarviaku niedaspadoby. A jany, faraony ŭ sensie, darečy, i katoŭ svaich hetak ža chavali – cełyja mohiłki kašečych mumij śpiatrełych, na zub nia voźmieš. Voś tak. Ciapier, miž inšym, rassakrecili, što nia tolki trupy jeli, a taksama ŭsich katoŭ i sabak za miesiac zžerli našy abłožniki.

— Heta tryjumf našych daktaroŭ, našych navukovych siłaŭ – pravadyroŭ zachoŭvać nia horš za žyvych navat paśla zaŭčasnaha skonu – možna skazać, vylečyć ad śmierci. I voś jany chočuć zamachnucca na našy śviatyni, na naš chleb duchoŭny! Ja skałanajusia pry dumcy, što jany ŭžo vostrać nažy na darahoha Łukiča: chto ściahno, chto łytku, chto, prabačcie, ščykavinu. Pa teleku pakazvali: «dziermakraty», biznesmeny i aliharchi – vializny tort dla knihi rekordaŭ – u vyhladzie «Łukič u trunie». Lažyć, niby na dałoni. Heta, praŭda, nia ŭ nas, my b ich usich – u kletku biez razmoŭ, na chleb i vadu, na chleb i vadu! Jany Łukiča – pa kavałkach na talercy, dy z šampanskim, dy z harelicaj – švedzki stoł, furšet!

— My taksama bačyli, taksama telek hladzim. Jak šakały vakoł stała – šturchajucca, kab kavałak bolšy schapić, kožny śpiašajecca, žare i nazad – łakciami pracavać, sprabuje samuju smačnuju častku – nia prosta čorna-šakaladny kavał nahi, kałašyny ci čaravik sa šnurkami, a dałoń Łukiča abo navat čyrvony bant revalucyjny ci ŭvohule – kab z hałavy čahoś adchapić, adciać, atrymać u talerku – nos, voka, rot abo śvistok, jak ciapier havorać, – vusny, zuby. Inšamu karcić kus hienijalnaha łoba našaha darahoha Łukiča! A serca, serca pravadyra! Čornaja šakaladnaja čyrva!

— A ja, kali telek hladzieŭ, čamuści ŭsio dumaŭ pra nyrki spačatku, rasolničak z nyrkami. Kavałak mazhoŭ taksama ŭjaŭlaŭ – žach! A jašče – strašna padumać, kaščunnaje bluźnierstva – adciać kavałak, jaki ŭ nahavicach! Heta niečuvana, spadary ministry! Sadyzm, złačynstva suprać usiaho prahresiŭnaha čałaviectva!

— A što jany ŭ svaich hazetkach pišuć pra Łukiča? Hańba! Što Łukič ichniaha duče chvaliŭ! Hałoŭnaja sprava – za što? Idyjoty! Dy mnie brydka ujavić – kab adrezać sabie kavałak Łukiča i źjeści, sałodkaha torta aprykłaha.

— Trupnaje miasa saładžavaje, havorać, niby bulba padmarožanaja, – medycynski fakt!

— Nu što vy, Ivan Kazimieravič, my ž nie abłožniki z vami!

— A vy viedajecie: pisali zaŭsiody, što napaleonaŭskaja hvardyja pažyrała svaich koniej, maŭlaŭ, ledź nie zdychlacinu. A jak na mianie, kanina – vielmi smačnaje miasa. My našych skakunoŭ pradajom naščadkam duče na kaŭbasu i radujemsia!

— Nu pry čym tut kanina! Jany, interventy, na našy prypasy ikły vostrać, na našy śviatyja moščy!

— Kavałak mazhoŭ – heta ahidna!

— Čamu ž, u nas u kulinaryi pastajanna – mazhi smažanyja, žonka biare maja, smačna.

— Dyk heta ž śviniačyja mazhi, śvi-nia-čy-ja!

— Śviniačyja, jasna. Raniej karoviny pradavali, havorać ciapier – škodnyja.

— Pravilna! A my ž pra Łukiča havorku viadziom! Pra Łukiča! Pra našy śviatyni, pra ideały, pra skarb!

— A darečy, jany, nu – aliharchi ci tam ichnija kuchary z restaranu «Pekin», jany nia prosta ciesta śpiakli, a – kańjakom prapitali, dzie serca, biez kradziažu, u inšych miescach – likvory, brendzi «Napaleon», a ŭ hałavie – arechi: muskat, funduk, arachis, kešju.

— Arechi?

— Nu vy ž razumiejecie: daktary pisali, kali jamu trepanacyju zrabili, mazhi byli ci pałova – z vałoski harech. A jon sam, harech, nahadvaje mazhi.

— Nie, štości mnie bolš nia chočacca smažanych…

— A ja čytaŭ, torcik atrymaŭsia delikatesny: u kałašynach trufeli, u pinžaku marcypany… Žančynki ažno viščeli! Amatarki cukrovaj pudry i sałodkaj vaty.

— Amatarki kłubnički!

— Smažanych faktaŭ, salonych sensacyj!

— A ja čytaŭ, krem byŭ vykarystany nie taki zaŭsiodny z marharynu, a sufle, ptušynaje małako, taki nie pryjadajecca.

— Vybirać z tułava razynki – niemaralna!

— Vy padumajcie, vy ŭjavicie: kab nam pastavili pasiaredzinie Łukiča ŭ vyhladzie torta. My tut siadzim, abmiarkoŭvajem, pracujem, a potym – pierapynak, kava-brejk z torcikam.

—Tak, lažyć sabie, skłaŭšy ruki, huziki z cukierak… A ruki zrabili čyrvonyja: maŭlaŭ, pa łokci ŭ kryvi. Haniebna!

— Užo lepiej by źjeści nie Siarpova-Mołatava, a…

— Urupina? Narkama charčoŭ?

— Dy pry čym tut narkam? Źjeści jakoha-niebudź Čemberlena, ci Kierzana, ci ŭvohule hrafa Drakułu.

— Drakułu? Dy ŭ im kryviščy budzie – nasmaktaŭsia jak kamar!

— Apazycyja choča pradać naš muzej pravadyroŭ mižnarodnamu trybunału z usimi vantrobami! Heta aby što! Dzie ichniaja mazhaŭnia?! Niejki chaładziec, studzień!

— Hienijalny myśliciel, śvietłaja hałava, kalektyŭnyja mazhi praletaryjatu! A jany ź jaho tort. Kab choć by što bolš ludzkaje ŭ sensie zakuski – salcison ci piačonačny rulet, ja ŭžo nie kažu pra kaŭbasinu, palcam pchanuju. Zusim biez mazhoŭ – zrabić z čałavieka krem-brule jakojeści!

— A viedajecie, čym zelc ad salcisonu adroźnivajecca? Mnie pradaŭščyca ŭ kramie skazała: zelc horšy, tam usiakija amal rohi-kapyty, tolki čarniła zakusvać abo samahon nia lepšaj jakaści.

— My niezaležnyja, pakul u nas svaja bulba, svajo sała i chleb. Haspadynia, jakaja viečna pazyčaje sol i zapałki, pastupova traplaje ŭ niavolu (robicca zaležnaj). Jana zaležyć ad łaski roznych dabradziejaŭ. Jana musić prasić, prynižacca. A biaspłatny syr tolki ŭ myšałoŭcy – zapomnicie!

— Lepiej nia spać, kab nia bačyć: vuzkavokaja płojma, jak saranča, na našych zialonych paletkach i skivicami pracuje jak žornami…

— A my ich z «maksima». Na tačancy: tra-ta-ta!

— «Na hranicy tučy chodziać chmura, kraj surovy cišynioj abjat, la vysokich bierahoŭ Amura vartavyja rodziny stajać!»

— «U hetu noč rašyli samurai pierajści hranicu la raki».

— «Try tankista, try viasiołych druha, ekipaž mašyny bajavoj!»

— «Try tankista vypili pa trysta, a vadziciel vypiŭ dźvieście hram!»

— Nie! «A kiroŭca vypiŭ ceły litar!» Hech!

— Nalivaj, chłopcy! Usie ŭ bufet!

2–4 listapada 2005 h.

Čytajcie taksama:

Kamientary da artykuła