BIEŁ Ł RUS

Składanaja praŭda pra vajnu: «Partyzanaŭ bajalisia, ale ŭsio adno pierabralisia da ich u les»

10.05.2018 / 16:2

Zapisała Paŭlina Skurko

Kłaŭdzija Alaksandraŭna Skopiec naradziłasia ŭ 1935-m i praviała vajnu ŭ lesie, u ziamlancy siarod bałot Puchaviččyny. Jaje rodnuju viosku Amielna ŭ 1944-m spalili niemcy. Jaje historyja — vodhulle tysiač historyj našych babul. Nie vieteranak, ale tych, na čyim žyćci taja vajna pakinuła śled nazaŭždy.

Adnojčy viečaram my hulali, biehali. Sabraŭsia narod, i staršynia sielsavieta abjaviŭ, što pačałasia vajna.

A što my razumieli? Ja pomniu, mnie mama sšyła sukienku — zialonuju, na joj zorački. I vot mianie ŭsie dziaŭčaty dražnili: kali niemcy pryjduć, jany ciabie zabiaruć, u ciabie źviozdački, značyć ty kamunistka. Dyk ja nie nasiła hetu sukienku, bajałasia.

 

Palahli my spać, rana ranicaj našy baćki pajšli na rabotu. Tut ža na matacykłach niemcy sa słuckaj darohi pryjazdžajuć.

A adzin na mašynie krytaj, raniej takija nazyvalisia «kazły». Jak zaraz ja taho aficera pomniu: zdarovy, mardaty, siadzić, a pobač ź im aŭčarka takaja, jak voŭk. Mašyna spyniłasia la našaha doma, jon byŭ vielmi vialiki — 8 mietraŭ šyrynioj, 18 daŭžynioj. A hetyja niemcy ŭsio biehali pa dvarach: matka špek, matka jajko — sała im, jajka davaj. Da nas u dvor jany nie zachodzili, nie budu havaryć. Moža, što baćkoŭ doma nie było, byli tolki my, małyja. Nas u taty, u mamy było troje, try dački: z 1933-ha, 1935-ha i z 1939-ha hadoŭ.

 

Chutka načalisia partyzany. Kazali, jaŭrejski partyzanski atrad. Jany chadzili jak viečar nastanie. Našaha susieda adnaho zabili, potym druhoha zabili, čaćviora dziaciej zastałosia, patom treciaha zabili — taksama čaćviora dziaciej.

Cieraz adzin dom ad nas žyŭ šaviec, i niekalki dočak u jaho było. Adna, Nataša, jak chachłucha — takaja pryhožaja, vołas čorny… I, vidna, jany patrabavali ŭ jaho botaŭ ci čaho — dyk jany jaho dačku ŭziali, da ścienki pastavili i zabili, 18 hadoŭ było. Hetyja susiedzi tady, vidać, pabajalisia — kinuli ŭsio, źjechali ŭ Marjinu Horku.

 

Našy baćki bajalisia partyzan: mała chto što skaža ci što im zadumajecca, pryjeduć i zabjuć.

Dyk mužčyny sychodzili na rečku zimoj. Tam łavili ŭjunoŭ cełuju noč, a pad ranicu viartalisia. Nas, dziaciej, pakidali z mamaj. Jak viečar, ściamnieje, dyk u dźviery «stuk-stuk». Mama łampu na hazie zapalić i pojdzie adkryvaje. A było ž tady ŭ mamy šarścianych chustak! Mama źviazała vialikuju charošuju chustku, paŭtara na paŭtara mietra. Pinžačkoŭ ža nie było, dyk mianie mama ŭ hetuju chustku adziavała. Ja lubiła nadziavacca i tak z mamaj chadziła hulać usiudy.

Mama na noč pazaviazvała chustki na nas ź siastroj i kłała spać. Ja jašče i ŭ pančochach spała: sama sabie ich źviazała — hadoŭ ź piaci navučyłasia viazać — tolki što piatki ŭžo parvanyja byli. Pryjšła žančyna, raskryła nas, źniała ź mianie hetyja pančochi, źniała chustki. Ja płakała, siastra płakała, a jany raz — razarvali, źniali ŭsio i zabrali.

Vy znajecie, ja hetu žančynu zapomniła. Palito jaje i bieleńki biarecik, nievysokaja, z kruhłym tvaram. Jana ad našaj vioski za 17 kiłamietraŭ žyła. I jak pryjšła ja na rabotu ŭ 1952-m na Traktarny zavod, ja jaje ŭ cechu paznała. Ja kažu: «Viera, ty była ŭ partyzanach?». Jana: «Tak-tak, była». Ja havaru: «A nie ty ŭ mianie płatki zabrała?..» Nu i što joj, chiba ščaście było? Vyjšła zamuž, muž pamior, a sama na śmietnicy potym pamiarła.

 

Niemcy ŭ Marjinaj Horcy adkryli svoj harnizon. A praz tydzień ci kolki pryjšli da nas u Amielnu.

Adkryli harnizon u našaj dvuchpaviarchovaj škole. Novaja charošaja pošta ŭ nas adkryłasia. Niamiecki paštaljon, načalnik pošty i žonka jaho taksama niemcy.

Pryjazdžaŭ nie naš niejki, śpiecyjalny čałaviek, sačyŭ, kab daroha čystaja była, kab kanavy pavykapavanyja, kab usio ŭbirali, padmiatali, travy kab nie było.

Niemcy ŭsim kamandavali. U nas była susiedka cieraz dva damy, Zoja, ź Minska pryjechała ŭ biežancy, udrała z dvuma dziećmi (muž jaje aficeram u armii byŭ, tak i nie viarnuŭsia z vajny). Joj skazali iści jeści niemcam varyć. Što joj było rabić — zahadali — hatavała. Nu a nočču pryjšli partyzany i zabili jaje. 

Adkryłasia škoła. Maja pieršaja nastaŭnica — Volha Maksimaŭna — była z susiedniaj vioski. Jana zachodzić pieršaja ŭ kłas i ź joju prychodziać na ŭrok dva palicai. I nie vitalisia, a tolki tak brali pad kazyrok: «Žyvie Biełaruś». I my ŭstajom: «Žyvie Biełaruś». Skažuć, zavaročvajucca i sychodziać. Boh ich znaje, čaho jany prychodzili. A jana ŭžo načynaje ŭrok.

 

U Amielnie była novaja vialikaja vietlačebnica. Partyzany pieršym doŭham spalili lačebnicu, kab niemcy tam nie mahli svaich koniej trymać. A tady akružyli ŭsiu viosku, zapalili škołu, dzie palicai pasialilisia, i ni adzin nie ŭdraŭ — usich zabili. Niemcaŭ, palicajaŭ — usich.

Tolki adna astałasia žyvaja — žonka načalnika pošty. Schavałasia ŭ prypiečku! Usie ździŭlalisia, jak jana zalezła ŭ hety prypiečak, takaja toŭstaja? Voś jana adna zastałasia žyvaja. A ŭ nas susied vieturač byŭ. Jak pačali stralać, jon spužaŭsia, staŭ uciakać u les i jaho zastrelili. I jašče dvaich tak. [Padziei, vierahodna, adbyvalisia ŭ kancy vieraśnia 1942 hoda. — NN]

 

Kłaŭdzija Alaksandraŭna (krajniaja sprava) z mamaj i siostrami.

 

Kali niemcaŭ spalili, my bajalisia ŭ vioscy zastavacca. Zrabili vyšku vialikuju i našy baćki na joj dziažuryli. Kali bačać, jak z Marjinaj Horki niešta jedzie, kryčać «Niemcy!» Tady baćki za nas — i ŭ les biahom. Adnojčy tak jechaŭ hienierał Ułasaŭ.

Spyniŭsia jakraz u našym damu. Naša susiedka adzinaja ŭ les nie ŭdrała. Jany joj kažuć: idzicie, skažycie im, my ich čapać nie budziem, niachaj viartajucca. Jana znała les, viedała, dzie my znachodzimsia i ŭsio nam pieradała. Mužyki parailisia i rašyli: chaj žonki ź dziećmi iduć, kali ich čapać nie buduć, tady i my pryjdziom. Nu i pajšli my. Ułasaŭ vyjšaŭ nasustrač, vysoki, ale chudy. Na im kiepka čornaja i akulary z čornaj apravaj. My zachodzim u dom, a na piečcy ŭ nas siadziać mužyk iz babaj, nieviadomyja, jany z Ułasavym razam na pavozcy jechali. Ułasaŭ nam pa šakaładcy daŭ: «Dziaciej nakarmić i na piečku pahreć». Hetyja staryki nakarmili nas bulbaj, kapustaj. I jašče cełaje karyta načyščanaj bulby pakinuli.

Jany ŭ nas pieranačavali i nazaŭtra pajechali. Ničoha nie kranuli. Mama, kali ŭciakała ŭ les, schapiła sol — jana ŭ spodačku na stale stajała — ŭziała jaje ŭ trapačku i ŭ śnieh. Dyk tyja dzied z babaj kažuć: my vaš spodačak iz solkaj pakłali na piečku, pasušyli…

Ničoha ŭ nas nie ŭziali, nikoha nie zabili.

 

Našy baćki ŭsio roŭna bajalisia, što nas niemcy spalać. I my ŭsioj vioskaj pierabralisia ŭ les da partyzanaŭ.

Zrabili ziamlanku na dźvie siamji: susied z čatyrma dziećmi i nas troje dziaciej, mama, tata i babula. Zrabili sabie takija nary. Jak ustanieš ź ich, vady pa kalena, i vužaki poŭzajuć.

Cieraź imšarynu ad nas partyzanski atrad byŭ. Baćki chadzili na pole: treba ž apracoŭvać, siejać, arać, karmicca. Pole było kiłamietraŭ za piać ad nas. A my adny zastavalisia. Jany kažuć: vy biehajcie tut, a kali chto čužy idzie, tady nam havarycie. I ŭžo dzie čužy, to my biažym i havorym: idzie nieznajomy. Raz, pomniu, my biehali ŭ takim miescy, nazyvajecca Konanava palanka, tam horka, les, takoje charošaje miesca. My sabie na šapki kryžykaŭ panašyvali, hulali, što adny partyzany, druhija niemcy, i chto kaho pieramoža. Kryčym «Ura-a-a! Du-du-du-du-du…» Tut jak prybiehli partyzany! Jany ž dumali heta niemcy pryjšli! Jak stali na nas svarycca dy pa zadnicy nam nadavali!

Nu i prykazali, kab my bolš užo hetkaha nie rabili. 

 

Potym my pierasialilisia bližej da pola. Tam pabudavali sabie asobnuju ziamlanku. I partyzany pierasialilisia razam z nami, pabudavali młyn, tok. Usio budavali pad jełačkami, kab z samalotaŭ nas nie było vidać. 

Samalot lacić — ja i zaraz nie mahu hetaha huku vynosić — jany takija ciažkija lacieli: u-u-u-u-u. Užo my, dzieci małyja, znali pa huku, kali jon lohki, a kali hružony bombami.

Partyzany, byvała, u nas načavali: my zranicy paŭstajom, a jany na naša miesca prychodziać spać. Z Murmanska była dzieŭka-radystka. Potym chłopiec-sibirak, vysoki, zdarovy. Kazali, jak pad Marjinu Horku padjedzie, jak niemcy iduć, jon tady jak z aŭtamata zastračyć, niemcy spužajucca i nazad viernucca. Ale ŭsio ž taki jaho tam ubili.

 

Usie chadzili na rabotu ŭ pole, i ja ŭžo potym chadziła. Sama navučyłasia chutka žać, palec pierarezała paru razoŭ. A čym lačyć? Tak kryvy i zastaŭsia.

My tak žyli, apracoŭvali pole. A tady pryjechaŭ niamiecki atrad i stali našu viosku palić. Usiu spalili, nivodnaj zaborynki nie astałasia. I susiedniuju Rabinaŭku, i Ostraŭ — usio spalili.

Susieda našaha siastra pryjechała pierad vajnoj ź Leninhrada. Jana była adzinokaja, i nie zachacieła razam z usimi iści ŭ les. Dyk hetuju žančynu ciahali pa ŭsioj vioscy i pytali «Dzie partyzan, dzie partyzan». A jana adkul znaje! Jany joj ruki vykrucili, vočy vykałali, zorački pavyrazali i ŭkinuli ŭ ahoń. Nie tam, dzie jana žyła, a ŭ čužy saraj.

Mužčyny pazałazili na sosny, na biarozy i ŭsio nazirali, jak palili naša siało.

My prychodzim pieršy raz u viosku paśla taho, ja kažu: «Mama, mama, dzie naš dom?» A tolki adny piečki stajali. Potym my tam užo sadzili hrady: markoŭku, bulbu, burački. 

[Vioski na Puchaviččynie byli spalenyja ŭ červieni 1944-ha. — NN]

 

Baćki Kłaŭdzii Alaksandraŭny.

 

Praź niejki čas kažuć: budzie błakiroŭka, buduć niemcy partyzan u lesie zabivać. Sabralisia našy mužyki: my zdavacca nie budziem, kali znojduć nas, my ŭ rečku — i ź dziećmi budziem tapicca.

Ja padsłuchała, jak jany heta kažuć. Ja takaja dapytnáia ŭ dziacinstvie była, mnie ŭsio było cikava.

Usie partyzany pajšli ŭ bałoty, bo niemcy bajalisia bałot. Jak ściamnieła, pajšli i my. Rašyli addychnuć, prysieli na hradcy na našaj. I tut čujem: niemcy. Tata schapiŭ maju siastru, i my ŭ bałota skoknuli. I tolki kuli — žuch! žuch! I tata kryčyć na mianie: «Kłava, davaj, hnisia, hnisia!..» Kuli nada mnoj lacieli adna za adnoj.

Dajšli da dryhvianaj kanavy. My pierajšli, a tata z majoj siastroj Ninaj staŭ tanuć. Užo tolki hałovy ichnija zastajucca. Tady mužyki padskočyli, tata schapiŭsia za tros, potym jašče niešta źviazali i vyciahnuli ich. Pačakali, pakul niemcy pierastanuć chadzić, i pierapłyli na toj bok rečki ŭ łaźniak, u kamyšy. Nas papa ŭsadziŭ u alešynu i my siadzieli — nie varušylisia. Tata čarocinku adarvaŭ, my praź jaje vady pasmokčam, pasmokčam. Mama zachapiła sucharoŭ —ich pahryziom trochi. I tak i siadzieli niekalki dzion.

A potym padpaŭzaje partyzan, kaža: «Alaksandr Piatrovič, niemcy adstupajuć, čyrvonyja nastupajuć». I ŭsio, nazaŭtra niemcy adstupili.

My adrazu pajšli da svajho aharodu, a potym da ziamlanak. Viedajecie, usie ziamlanki spalili datła. Ničoha nie zastałosia. U nas byŭ kufar, mama tudy schavała paduški, koŭdry, pościłki — my jaho zanieśli ŭ samaje bałota — usio zhareła. Ale vot nie zrazumieju i nichto nie mnie adkaža: čamu les nie zahareŭsia? Heta cud ceły. Ja kažu, napeŭna, Božaja vola jość.

 

Pajšli my na darohu čyrvonych sustrakać. Niama. Tady zaŭtra znoŭ pajšli. Narvali kvietak palavych, darožku ŭsypali hetymi kvietkami. Čakali-čakali. I spać chaciełasia, i jeści. Narešcie iduć.

Pieršaja kuchnia jechała palavaja, a potym usie astatnija. My im ćviatočki dajom, a jany nam cukierki abo piačeńnie jakoje kinuć, a my ŭ travie biehajem źbirajem toje piačeńnie, kab nam chacia ŭvarvać jakoje.

My napeŭna da hadzin piaci ranicy tak stajali, ceły dzień i cełuju noč ich sustrakali, a potym užo zamarylisia i niedzie ŭžo pryspali. Tady ž u nas ničoha nie było, dzie lažaš, tam budzieš i spać.

 

Raźviedka išła asobna, praź lasy, i pa darozie złaviła troch niemcaŭ.

My jak pabačyli tych niemcaŭ — biahom adtul! Jany kryčać: nie ŭciakajcie, nie ŭciakajcie, svaje, svaje! My viarnulisia. Jany da niemcaŭ kažuć: u pałon zdajaciesia? Nie, nie zdajomsia. Nu što jany buduć ź imi rabić? Adnaho, druhoha, treciaha prosta pierada mnoj zabili.

Pobač padletki biehali, hadoŭ pa 14-15, im kažuć: vaźmicie i pachavajcie niemcaŭ.

Jany ŭziali adnaho, aficera, za šyniel i ciahnuli pa darozie mietraŭ trysta, napeŭna. Ciahnuli, a ja za imi išła. Tam u nas jość pavarot na mohiłki i try biarozki stajać. La tych biarozak vykapali jamu i pachavali. A dalej, napeŭna, tyja padletki ŭžo nie zachacieli zajmacca, dyk starejšyja mužyki ŭžo pastaralisia. Druhoha niemca dziadzia moj u kaniec vioski advioz, kala hrušy pachavaŭ, a treciaha kala biarozy. 

 

U nas było takoje miesca Dubovy Stan, tam sabrali ŭsich našych mužykoŭ. Na čaćviorty dzień paśla vyzvaleńnia ich usich pahnali na vajnu. Pomniu, jak jany adychodzili: sabralisia, vypili i śpiavali «Što staiš, kačajaś, tonkaja rabina».

Tych, katoryja byli ŭ partyzanach, tych nie brali. A katoryja nie byli — usich zabrali. Usie jany ŭ Polščy i zahinuli. Viarnułasia z našaj vioski čatyry čałavieki, u tym liku i tata moj.

Jany vyzvalali Polšču i farsiravali Oder. Tata byŭ minioram, jon pieršy išoŭ. Vot raźminiravali, pačynajuć budavać masty. Tut niemcy jak daduć, usio razabjuć i ŭsio nanoŭ pačynaj. Tata kazaŭ, hety Oder była adna kroŭ.

Tata dajšoŭ da Bierlina. Jak vyzvalili Polšču, raźminoŭvać dalej nie było čaho, i tatu pastavili povaram. Jon chleb piok. Kazaŭ, botami, nahami miasiŭ — dzie ž ty stolki ciesta rukami namiesiš. Škadavaŭ hetych biednych niemak i ich dzietak. Jak nalivajuć ježu, stajać hetyja dzietki z žaleznymi misačkami. Tata raskazvaŭ: «Ja im pakazvaju: jašče raz stanaviciesia ŭ čarhu, bo dumaju: maje ž dzietki dzieści tam hałodnyja siadziać». Ci ž dzieci vinavatyja.

 

Baćka Kłaŭdzii Alaksandraŭny (źleva), 1944 hod.

 

Tata kaža: tady dazvalali da niemcaŭ u damy zachodzić i brać usio: choć karoŭ, choć zołata, materyjał jaki — usio.

Ale jany chitryja byli: usio zaminiravali, i našy tolki bralisia za niešta — i padryvalisia. Mamin brat tak pajšoŭ za karoŭkaj — padarvaŭsia na minie. A moža być, i nie braŭ by, i nie hnaŭ by tuju karovu — i nie padarvaŭsia b. Mnohija śmiełyja byli pabrali. A tatu jak u pačatku dali padušačku maleńkuju takuju, pieraspać, łyžku i videlec — tak jon z vajny i pryjšoŭ.

Moj tata vierujučy byŭ. Nikoli nie svaryŭsia, nikoli ničoha nie ŭziaŭ. Moža, tamu jon i viarnuŭsia.

 

Jak tata na vajnie byŭ, my pryjšli ź lesu. Stali žyć u varoncy, jakaja ad bomby zastałasia.

U nas zastalisia prychavanyja siakiera, piła, to my pajšli narezali lesu, pieraciahali, zrabili ziamlanku.

Adnojčy ja pračnułasia — a vakoł nas pałyn ros, bylnik, i hladžu — u im niemiec lažyć! Ja jak zakryču! Takich niemcaŭ zabirali padletki i zabivali. Razam z partyzanami tapili ŭ bałocie — dzie jany ich chavać buduć.

Druhi raz my z mamaj pajšli žyta žać. I ja jak zakryču: «Mama-mama, niemiec!» A jon loh paspać u našym žycie. Dzie toj niemiec dzieŭsia? Jon ža ŭsio adno da Hiermanii nie dajšoŭ. Kudy im było iści?

 

My ŭ vajnu nie chvareli, ni razu nie kašlali. Tolki vošaj było — paraźjadali ŭsiu hałavu.

Potym užo mama niejkaha dustu dastała dy ŭsypała nam na hałovy.

Chadzili ŭ łapciach — mama plała z łazy. Dziadzia byŭ u partyzanach i dastaŭ niamiecki matrac, dyk mama pašyła nam ź jaho sukienački i chustački na hałavu.

Jeści nie było čaho, dyk chadzili žałudy źbirali, sušyli i taŭkli, potym małoli, dadavali miakinu i vypiakali chleb.

Jak tata pryjšoŭ, vajna končyłasia, i stali my budavać dom.

 

Amierykancy paśla vajny dasyłali humanitarnuju pomač. Nu jakuju: adziežu ŭ asnoŭnym. Toje, što było niahodnaje im, jany nam pasyłali.

A tut ža nie było čaho nadzieć. Pomniu, nam vydzialili tufli na takich to-o-onieńkich abcasach. Chto ich budzie nasić? Ale bolšaść pomačy davali tym, u kaho baćki zahinuli. Tym, jak my, u kaho baćki zastalisia žyvyja, tym nie davali. 

 

Paśla vajny adbudavalisia i kab ničoha nie zaharełasia, stali pryznačać dziažurnych.

Na viosku była adna takaja zdarovaja draŭlanaja łapata. Ja noč paścierahu, chadžu pa vioscy pilnuju, kab nidzie nie zaharełasia. Da ranicy ja dabyŭ — i niasu hetu łapatu ŭžo nastupnamu susiedu. I tak kožny dom pavinien byŭ: ichniaje dziažurstva prajšło — prynosiać nam tuju łapatu. U paroh tak staviać — značyć, heta naša ŭžo. Heta łapata — heta takoje napaminańnie, što ty siońnia storaž, što heta tvajo dziažurstva. Kožnamu pieradavałasia, da kanca vioski dojdzie — niasuć užo nazad. I nikoli ničoha nie zaharałasia.

 

Škoła zhareła, pryvieźli zamiest jaje niejki draŭlany saraj. Chto zojmie miesca na padakońniku — toj napiša. A tak ot my na łavach siadźli i na kalenkach pisali. Mama znajšła niejkija miaški z-pad cemientu, narezała, narezała — heta było zamiest papiery.

Piaro takoje było, voźmieš dzieraviašku jakuju, piaro pryščepiš — otak i pisali, tak i vučylisia.

 

Jak jany ciapier stali źniščać les! Vyrazajuć i pruć, i pruć, i pruć! I ŭzamien ničoha nie sadziać.

Paśla vajny my z tatam pajechali da svajakoŭ u Minsk, to kab vy znali, jaki horad byŭ raźbity. Adna cehła! Treba było Minsk uznaŭlać i na heta našy drevy vysiakali. Ale akuratna: dzialanku vysiačeš, a tady ŭžo čyściš jaje. Navat hrabielkami padhrabali. Drobnaje spalvali, a asnoŭnaje išło na drovy. I my na tym miescy sadzili novy les. Chadzili kapali jamy pad sosny, potym pałoli jaho, potym akučvali. I voś užo za siemdziesiat hadoŭ vyras les.

I ŭžo niama. Vysiakajuć — dyk ty pasadzi novy na heta miesca! U nas skora ni čarnicaŭ, ni durnicaŭ nie budzie. Usio źniščana. Nikomu ničoha nie treba.

 

Pomniu, u kłubie kino išło, «Tarzan». Ale my ŭ carkvie byli.

Vosiem kiłamietraŭ ad nas viosku nie spalili i carkva zastałasia. I my cieraz rečku małyja pa kładkach ranicaj biehli tudy, mama tam užo stajała… A dyrektar jak daviedaŭsia, nazaŭtra mianie vyklikaŭ: «Ty! Pajšła! U cerkaŭ!..» Dyrektar vioŭ u nas ałhiebru i hieamietryju. Ja ich dobra znała, adkazała jamu na 4 dy i ŭsio. Praŭda, byvała, jon niečaha nie znaŭ i da taty majho prychodziŭ sa składanymi zadačkami. Tata rašaŭ, a jon nam potym vykładaŭ. Da vajny tata byŭ nastaŭnikam, ale paśla vajny ŭžo nie pracavaŭ, paprysyłali ŭžo novych.

 

Ja zakončyła siem kłasaŭ. Tady ŭsie ŭžo źjazdžali ź vioski, i mama mnie dała 10 rubloŭ na prapisku.

Tam, dzie ciapier Narhas, tam vioska była, nazyvałasia Budziłava. Tam žančyna ŭsich prypisvała (sama jana žyła ŭ Ściapiancy), dziesiać rubloŭ za heta brała. Voś jana mianie prypisała, žyła ja na kvatery ŭ haspadyni, nas tam było čatyry dzieŭki i dva chłopcy. Ja trochi tam pažyła, potym znajšła kvateru na Aleha Kašavoha, dzie atelje — tam niemcy ŭžo dom dabudavali. Potym da brata padsialiłasia, u jaho byŭ adzin pakoj z žonkaj — i ja na kušetcy. Nu, mučyłasia.

 

Bryhada skrapaapracoŭčaha cechu MTZ, 1953 hod. Kłaŭdzija Alaksandraŭna druhaja źleva ŭ nižnim šerahu.

 

Brat moj stryječny prystroiŭ mianie na zavod rabočaj. A jakaja ja rabočaja: 17 hadoŭ, chudaja

A tady ciažka było pracavać. I adnojčy načalnik kaža: Kłava, tabie tut nie pracavać, idzi ŭ kładavuju. I ja pajšła kładaŭščycaj, pastupiła ŭ viačerniuju škołu ŭ vośmy kłas na Stachanaŭskaj (tam ciapier škoła milicyjanierskaja). Z časam stała zahadčycaj składam, vyjšła zamuž, dačka pajaviłasia. My z mužam pražyli dva z pałovaj hady — i jon trahična zahinuŭ, jaho zabiła na zavodzie. Potym ja vyjšła zamuž druhi raz — za jaho siabra, jany byli z adnoj vioski, jon mianie ŭziaŭ ź dziciom.

48 hadoŭ ja pracavała na Traktarnym zavodzie. Da 65 hadoŭ. Kantraloram, kantrolnym majstram… O tak žyćcio i prajšło.

Viasielle, 1957 hod.

 

Niejak ja raskazała svajakam pra spalenuju carkvu.

Jany kažuć: «Nu pakažycie, Kłava, dzie jana była». Ja kažu: «Dy vo, 300 mietraŭ ad nas!» I my ŭzialisia za hetu cerkaŭ, ačyścili. Tam tolki fundamient zastaŭsia. Stolki śmiećcia vyhrabli! Tam i traktary stavili, i karovy pakidali. Tam traŭka była charošaja, dyk puścili ciala, a nazaŭtra ciala zdochła. Jon ža ž chadziŭ, peckaŭ, a nielha — tam śviato miesca. A jašče było: zrabili areli, dzieci stali huškacca i ruki pałamali. Novaja carkva tam ciapier nikomu nie patrebnaja. Chto pazastavalisia miascovyja, tyja ŭžo niavierujuščyja, a maładyja, što papryjazdžali, tolki, sami znajecie — pjuć i ŭsio. U vieru nichto nie choča iści.

 

U nas u Amielnie pamiarła Safija Słuckaja pry rodach.

Kažuć, u starynu byŭ navat žanočy manastyr. My ŭžo pastavili kryž na miescy carkvy, a ciapier Safii Słuckaj budziem znak stavić. Potym śviataru Uładzimiru Chirasku, jaki ŭ nas słužyŭ, budziem stavić pastamient [śviatar Uładzimir Chiraska (1874—1932), u 1999 hodzie jak miascovašanavany śviaty Biełaruskaj pravasłaŭnaj carkvy. — NN]. Hrošy ja ź piensii źbiraju. A asnoŭnaje robić majho stryječnaha brata syn, jon mastak, jak i baćka. Ja jeździła voś na Radaŭnicu, dyk pabačyła tabličku — jon vyrazaŭ, napisaŭ, što za vioska była, bo mnoha pryjezdžych, jakija ničoha taho nie viedajuć.

Čytajcie taksama:

Kamientary da artykuła