«Peŭna ž, pra hety kraj Barščeŭski ŭ «Šlachcicy Zavalni» piša?» – zapytvali mienčuki, pryjaždžajučy ŭ Sitna. Mienavita.
«Peŭna ž, pra hety kraj Barščeŭski ŭ «Šlachcicy Zavalni» piša?» – zapytvali mienčuki, pryjaždžajučy ŭ Sitna. Mienavita. Dy, ščyra skazać, da času mianie heta abychodziła: pračytaŭšy «Šlachcica...» jašče kaliści ŭ škole, ličyŭ, što kazačny trymcieńnik XIX stahodździa – nie čytvo dla sučasnaha chryścijanina.
Ale, kali tomik Barščeŭskaha prynios mnie Robert Baharad (toj samy, jaki słuchaje radyjo «Svaboda» z pačatku viaščańnia) i pakazaŭ, što tut trojčy zhadvajecca Sitna, mnie čysta dziela vietlivaści daviałosia pieraharnuć kolki staronak. I moj kolišni stereatyp jak prypiačatała: «...Voś da čaho davodzić pjanstva i zuchavataść biazbožnaja!»
Z fantastyčnaha apoviedu jaŭna patychała sicienskaj realnaściu. Pačaŭ pieračytvać – i pierada mnoj raptoŭna adkryłasia dobra vyvučanaja za dziesiać apošnich miesiacaŭ karcina. Nastroj tutejšaha nasielnika, hetak vyjaŭna pieradadzieny Barščeŭskim, i praz 150 hadoŭ zastaŭsia toj samy: «Žychary hetaha kraju, a mienavita Połackaha, Nievielskaha dy Siebieskaha pavietu, spradvieku pakutujučy, zusim źmianilisia charaktaram: na ich tvarach zaŭsiody adbity niejki smutak i zmročnaja zadumlivaść. U ich fantazijach uvieś čas błukajuć niadobryja duchi, jakija słužać złym panam, čaraŭnikam i ŭsim niepryjacielam prostaha ludu». Adrazu paznaješ ziamlu, ź jakoj 1000 hadoŭ tamu pačałasia Biełaruś i jakaja ŭjaŭlaje ciapier saboju ćmianaje dno. I, pryhledzieŭšysia – a ludcy maje! – bačyš, bačyš tych samych pačvaraŭ, jakija nasialali staronki «Šlachcica Zavalni». Lesaviki, pjanyja dyk strašniejšyja za finskich monstraŭ z «Eŭravizii»; kabiety-insekty, zmorščanyja ad złości j «maksimki», jakija prahuduć vam vušy pra «našaha prezydenta»; karuźliki, dzieci alkaholikaŭ, što dniami korpajucca na śmietnikach, haniajuć pa vioscy žyviołu dy ptastva j pravodziać minaka dzikavatym pozirkam; lokai, što siabrujuć ź niačystym (dzieści ŭ miascovych uładnych strukturach) i majuć praz heta padazronaje bahaćcie...
Tady, u časy pana Zavalni, usia hramada niačystaj siły chacia j panavała nad krajem, ale adstupała pierad volaju pabožnaha: «U nas jašče, dziakuj Bohu, šanujuć śviatuju vieru, a djabał ad kryža j malitvy ŭciakaje». A ciapier užo nie šanujuć. «Boh jość, tolki my ŭ Jaho nia vierym...» Byccam Płačka, błukaje bahamołka, uprošvaje sielsaviet dy Połacka-Hłybockuju japarchiju pabudavać tut carkvu... Marna. I voś paŭstajuć u Sitnie strašydły kudy žachliviejšyja, što j nia śnilisia sučaśnikam Zavalni.
Drapiežny Lespramhas, jaki, byccam ahromnisty karajed, vyhryzaje lepšyja połackija lasy hiektarami, pakidajučy tolki skalečanyja tralovačnymi husienicami j vyvaratniami pustki.
Hihanckaja Čornaja Mytnia, što abłytała ščupałkami ŭsie tutejšyja darohi, raspładziła zhrai vaŭkałakaŭ u pahonach dy načami, až stohn staić, vysmoktvaje ź biełaruskaj ziamli ŭsie skarby.
Žudasny Palihon, jaki razaryŭ dy praciaŭ žaleźziem i tankavymi dyrektrysami ceły paviet i, nibyta drakon, čas ad času pračynajecca z pačvarnymi sutarhami j hrymotami j zaryvam da niebakraju.
Krepaść Ivana Žachlivaha, daŭno spalenaja, ale niaŭmolnaj zdańniu prysutnaja ŭ śviadomaści kožnaha viaskoŭca, kab vartavać rabstva paniavolenaj krainy.
Narešcie, Maksimka, ahniavy duch, isny amal u kožnaj sicienskaj chacie, jaki kidaje ludziej u epilepsiju, prymušaje ich dureć, bicca adno z adnym i nakładać na siabie ruki.
Siadziš u internacie ciomnymi viečarami, byccam sam Zavalnia ŭ siadzibie, štodnia prymaješ usio novych padarožnych – viaskoŭcaŭ, «chimikaŭ», pryježdžych paplečnikaŭ, čuješ usio novyja j novyja strašnyja historyi – i dumaješ rychtyk słovami z Barščeŭskaha: «Nia śpić zły duch, usiudy škodzić ludziam i zaŭsiody siabruje z tymi, chto zabyvaje pra bližnich svaich».
U naš viek vampirskich žudzikaŭ, betmenaŭ i hary poteraŭ sens knihi Barščeŭskaha zvyčajna zvodziać da adnaho sumnieŭnaha arhumentu – maŭlaŭ, našaja biełaruskaja mazhaŭnia zdolnaja sparadžać žachi nia horšyja, čym u Chičkoka ci Kastanedy. Miž tym, u adroźnieńnie ad zhadanaha psychadełu, kožnaja (kožnaja!) historyja Barščeŭskaha zaviaršajecca nastojlivaj i trapnaj marallu: samaja žachlivaja niečyść, što płodzicca ad biazbožža, strachu dy biaspamiactva, pieramahajecca Boskaj vieraj i luboŭju ŭ tvaim ułasnym sercy. Jak napisana ŭ Biblii: «Upakorciesia Bohu, uspraciŭciesia djabłu – i jon uciače ad vas» (Jakava 4:7).
Zaklučnyja słovy Zavalni da Janki – zapaviet kožnamu vandroŭnamu biełarusu, jaki raptam apynuŭsia pasiarod pačvaraŭ. «Idzi ŭ śviet, šukaj sabie doli, lubi Boha, bližniaha i praŭdu. Vola Tvorcy ciabie nie pakinie. Kali spatkaješ dzieści tam ščaśliviejšych ad nas ludziej, nie zabyvaj pra pakuty svaich ziemlakoŭ. Niachaj tvaja malitva da Boha łučycca ź ich malitvami. Moža, kali-niebudź i našyja dzikija puščy j lasy zahučać viesiałościu. Boh mahutny j miłaserny».
U Boskaści j biełaruskaści apošnija stahodździ było bahata śmiarotnych vorahaŭ. Ale kali nie dranćvieć pierad imi, nie pałochacca, nie chavacca ŭ bulbu – raptam adkryješ, što ŭsie hetyja pačvary narodžanyja snom našaha ž rozumu. I pierakanajeśsia: kab skončyć vaładarstva niečyści na našaj ziamli, nam patrebnaje prosta nacyjanalnaje abudžeńnie.
v.Małoje Sitna
Kamientary