«Kožny žadaje spakojna chadzić pa rodnym horadzie, nie aścierahajučysia ŭlapacca ŭ jakuju-niebudź kałatnieču ź niadobrym duškom», hrymić aŭtar artykułu.
Pra heta piša ŭ siońniašnim numary vydańnia kałumnist Raman Rudź, «analizujučy» minułyja akcyi pratestu ŭ Biełarusi.
«…Zboryščy stali pryznačacca ŭ ludnych miescach: pobač z univiermaham, na rynku, u miescach tradycyjnych prahułak. Takim čynam mobiery płanavali zabić dvuch zajcoŭ: stvaryć bačnaść hetak žadanaj masavaści i, kali ŭdasca, vyklikać u ludziej niezadavolenaść dziejańniami milicyi. Aŭtar hetaj idei, napeŭna pacirajučy dałońki ad hienijalnaj prastaty svajoj zadumki, pradbačyŭ, što ŭłady abaviazkova spyniać niezakonnuju akcyju, dzie b jana ni pravodziłasia. Tamu samy apalityčny čałaviek, jaki vyjšaŭ u kramu pa kiefir, raptam
A efiekt atrymaŭsia advarotnym. Raskusiŭšy padaploku taho, što adbyvajecca, ludzi spraviadliva aburylisia: nikomu nie chočacca słužyć raschodnym materyjałam dla čužych ihryščaŭ. Zatoje kožny žadaje spakojna chadzić pa rodnym horadzie, nie aścierahajučysia ŭlapacca ŭ
Sabačaha pad nahami chapaje, a tut jašče palityčnaje…U vyniku fłešmoby vyklikali narakańni i razdražnieńnie zamiest salidarnaści i spahady.
Svaimi vušami čuŭ pakazalny dyjałoh dvuch handlarak na Kamaroŭskim rynku:
— A čamu heta siońnia kupcoŭ niama?
— Dy hetyja vyradki ź internetu pryznačyli tut svoj zbor. Voś i niama nikoha…
Sapraŭdy, mnohija minčanie, jakija płanavali ŭ abied zabiehčy na rynak,
zastalisia ŭ toj dzień bieź śviežych praduktaŭ: nichto nie zachacieŭ svajoj prysutnaściu choć by ŭskosna padtrymlivać sietkavych zmaharoŭ.
A ŭ tralejbusach abmiarkoŭvali, jak „dastali hetyja dzietki“.
— Chutka i ŭ palikliniku nie prychodzić, a raptam jany tam nadumajuć źvinieć mabilnikami? A što, miesca ludnaje…
— Jašče na pošcie mohuć sabracca, u dzień piensii. Potym skažuć — hladzicie, voś i staryja zaadno z nami…»
Kamientary