Biełaruskaja praŭda prahučeła. Jana prahučeła na Kastryčnickaj płoščy, la dziasiatkaŭ biełaruskich ambasadaŭ, na sotniach Internet-staronak, prahučeła i hučyć u sercach miljonaŭ biełarusaŭ. Ach, nas uvieś čas biantežyć i zasmučvaje, što jana, hetaja praŭda, prahučeła nia tak hučna i pałka, jak chaciełasia b.
Biełaruskaja praŭda prahučeła. Jana prahučeła na Kastryčnickaj płoščy, la dziasiatkaŭ biełaruskich ambasadaŭ, na sotniach Internet-staronak, prahučeła i hučyć u sercach miljonaŭ biełarusaŭ.
Ach, nas uvieś čas biantežyć i zasmučvaje, što jana, hetaja praŭda, prahučeła nia tak hučna i pałka, jak chaciełasia b.
Niezabyŭnyja vobrazy ŭkrainskaha Majdanu tak mocna ŭrezalisia ŭ našuju pamiać, što mižvoli navalvajecca čornaja dumka: nie vidać biełarusam svabody. Hetki nastroj časam jašče padkormlivajuć zamiežnyja žurnalisty, jakija lubiać u svaich repartažach skantrastavać meha-demanstracyju ŭ Kijevie 15 miesiacaŭ tamu i siońniašniuju mini-demanstracyju ŭ Miensku.
Ale mova svabody nia moža i nie pavinna być usiudy adnolkavaj, jana zaŭždy dapasavana da miesca i času. Biełaruskaja svaboda nasamreč nia mienš impetnaja i ekspansiŭnaja, čym ukrainskaja ci polskaja.
Kantrast pamiž biełaruskaj Kastryčnickaj płoščaj i ŭkrainskim Majdanam adpaviadaje kantrastu pamiž biełaruskim ćviordym tatalitaryzmam (z elementami teroru) i tahačasnym ukrainskim miakkim aŭtarytaryzmam (z elementami parlamentaryzmu i svabody słova).
Niama ničoha dziŭnaha ŭ tym, što biełaruskaja svaboda pavolna prabivajecca skroź toŭsty słoj žorstkaha tatalitaryzmu. Biełarusy nie vinavatyja ŭ tym, što ichnija łancuhi bolš toŭstyja, čym łancuhi ŭkraincaŭ, serbaŭ ci hruzinaŭ. I mianie zusim nie biantežyć «małaja» kolkaść demanstrantaŭ, a naadvarot – uražvaje takaja (vialikaja) kolkaść ludziej na Kastryčnickaj płoščy. Tak, 20 tysiačaŭ – heta vielmi šmat, kali ŭličyć, što heta adbyłosia, niahledziačy na žudasnyja pahrozy Sucharenki i papiarednija naminki Łukašenki ŭ konadzień mienskich padziejaŭ. Mianie ŭražvaje enerhija i moc, ź jakoj niepakornyja biełarusy sprabujuć razarvać praklataje koła tatalitarnaha pryhniotu. Mianie intryhuje hety strach i panika, jakaja achapiła vorahaŭ svabody. Bo inakš, jak pry dapamozie katehoryi strachu, nielha rastłumačyć ich tupuju prostaliniejnaść, ź jakoj jany realizujuć svaju «reakcyju»: schapić, załamać ruki, časam jašče plunuć u tvar, vynieści absurdalny vyrak i pasadzić.
Aryšt Andreja Dyńka ŭ hetym planie davoli symbaličny. Tak stałasia, što Dyńko apynuŭsia nośbitam troch elementaŭ movy svabody, jakija navat paasobna strašnyja dla režymu, a ŭ spałučeńni – asabliva. Pa-pieršaje, nios ježu dla demanstrantaŭ, pa-druhoje, razmaŭlaŭ pa-biełarusku, pa-treciaje, vyjaviŭsia niezaležnym žurnalistam.
Našeńnie ježy, spałučalnaje z ryzykaj być schoplenym i aryštavanym, nahadvaje najhoršyja dni akupacyi, kali ludzi musili ratavać adzin adnaho, doraha za heta płaciačy. Adsiul biarecca maralnaja siła hetaha aktu. Słuhi režymu nia mohuć spakojna hladzieć na akty zyčlivaści i salidarnaści, bo heta prynižalna dla ich, jany padśviadoma ci paŭśviadoma pačynajuć adčuvać siabie «pa-za kantekstam», pa-za narodam. Adsiul ichni strach i ahresija.
Druhoje – biełaruskaje słova. Jano ŭ našaj rečaisnaści taksama nabyvaje charaktar dziejańnia i ŭździejańnia. Biełaruskaje słova nie neŭtralnaje, jano ciaham pary stahodździaŭ «padpolnaha» isnavańnia nabyło specyfičnuju enerhietyku: ad jaje paviavaje ducham niepakory i nonkanfarmizmu.
Nu, i treciaje – niezaležny žurnalist, to bok prarok-jeretyk, prapaviednik-interpretatar, jaki pravakuje ludziej da samastojnaha myśleńnia i krytyčnaj acenki rečaisnaści. Voś i majem pakiet kryminału: nośbit salidarnaści, biełaruščyny i svabodnaha słova.
Vinavaty.
Aryštavać.
Mova svabody i žesty salidarnaści niezrazumiełyja dla raboŭ biełaruskaha režymu. Heta – čužaja dla ich mova, tamu ničoha dziŭnaha, što jany jaje zakvalifikavali jak «brydkasłoŭje».
Dyńko nia pieršy, kaho aryštavali «za brydkasłoŭje». Achviarami «palityki čystaha słova» stalisia taksama Andrej Pisalnik, Valer Ščukin i inšyja. Maralnaja dalikatnaść biełaruskich uładaŭ paprostu kranaje da bolu. Tolki ŭražvaje tut kantekst hetaj «maralnaj akcyi»: voś, jašče visiać u pavietry śviežavymaŭlenyja Łukašenkam «debiły» i «admarozki», a tut šarahovych hramadzianaŭ aryštoŭvajuć za «brydkasłoŭje». Navat kali b Dyńko, Pisalnik ci Ščukin i dazvolili sabie toje ci inšaje «nakryć» matam, to, zhodna sa zdarovaj ludzkoj lohikaj, tre' było b spytać: kali baćku možna, to čamu dzieciam nie?
A voś čamu: u vusnach «baćki» brydkasłoŭje zastajecca pustasłoŭjem; jano «biezabjektnaje», zastajecca ŭsiaho tolki adlustravańniem jaho ŭnutranaha stanu i ničym bolej. A vo eventualnaje brydkasłoŭje «dziaciej» moža stacca trapnaj i abjektyŭnaj charaktarystykaj biahučych padziejaŭ. Bo biełaruskija «vybary» – heta adna z tych sytuacyjaŭ, kali lapidarny niecenzurny mat pierastaje być matam, a nabyvaje apisalnuju vartaść.
Ale heta nia tak i važna. Važna toje, što biełaruskaja praŭda ŭsio ž taki prahučeła, a jaje recha pakaciłasia i kocicca pa ŭsim śviecie. Dynamika hetaha słova zusim nie na karyść režymu, jakim by «zaležnym» jon ni byŭ. Zapałochvańnie hramadztva pieradusim dehieneruje samich zapałochvalnikaŭ. Sukupnaść zdehieneravanych i maralna pakalečanych indyvidaŭ u peŭny momant hublaje zdolnaść dziejničać arhanizavana, a tatalitarnaja machina, jakuju jany zmajstravali, niezadoŭha ich samich pačnie pažyrać.
Vybary – pierad nami!
Kamientary