Archiŭ

Viačasłaŭ Adamčyk. Voŭk prahnie kryvi

NAŠA NIVA № 5 (214), 29 studzienia 2001 h.


Viačasłaŭ Adamčyk

Voŭk prahnie kryvi

Bijahrafičnaje apaviadańnie

 

Usio pačałosia z taho, što ryžavata-rabacinisty šyrakanosy Miša, jak jon siabie nazyvaŭ, padvioŭ mianie da čornych, ababitych dermacinam dźviarej z šyldaj, na jakoj srebram pabliskvała ŭsiaho adno słova — “śpiecčasť”, i, padmirhnuŭšy ryžymi viejkami, niejak uładna, pa-haspadarsku, niby pažadaŭšy ščaścia, skazaŭ:

— Zajdzi siudy. Tut ciabie viedajuć.

Ja adčyniŭ čornyja dźviery i ŭ druhim pakoi, kala barjeru, ubačyŭ niby spałochanaha maim vizytam rosłaha čarniavaha mužčynu, jakoha spatykaŭ nia raz, prymajučy jaho to za aśpiranta, to za vykładčyka.

— Vy da mianie? — skosa i z padazronym čakańniem zirnuŭ čarniavy mužčyna.

— Nie! Ja pamyliŭsia, — zmachlavaŭ ja i imhnienna vysunuŭsia nazad, u kalidor.

Miša, prytuliŭšysia śpinaju da adzinaha tut na kalidory vakna, stajaŭ zvoddal.

— Ty što? — jon padaŭsia mnie nasustrač.

— Dy ničoha.

Narešcie zdahadaŭšysia, kim jość hety fiktyŭny student fizmatu, ja šparka, z rašučym impetam prajšoŭ mima jaho.

— Nu hladzi, kab nie było horaj.

Užo, viadoma, nia pomnicca, što ja adkazaŭ tady.

Darečy, potym niechta z žurfakaŭcaŭ mnie ściškom i tajemna šapnuŭ:

— Što ty ź im chodziš, my ž usie viedajem, chto taki Miša.

— Dziakuju, ale zapozna ty mianie papiaredziŭ.

Dziŭnaja reč, paśla takoj pieraściarohi ja, niby nabožnaja kabieta, pačaŭ pierabirać na ružancy svajoj pamiaci ŭsie pacierki, dzie, kali i što mnoju było pierahavorana nieprykmietnamu, u šarym paciortym kaściumčyku niedarostku ź fizmatu. Bo hutarki papraŭdzie było niamała, i kala vakna, pry biblijatečnaj zali, i na łaŭcy ŭ skvery pierad znakamitaj skulpturnaj hrupaj, i prosta na asfaltavaj darožcy pamiž universyteckimi karpusami.

Išoŭ 1956-y hod — čas, jak potym jaho nazyvali, chruščoŭskaj adlihi. Ale sotni tysiačaŭ ludziej jašče zadychalisia ŭ turmach. Na pošcie ŭ rodnaj Navajelni ja padpisaŭ naślinienym chimičnym ałoŭkam na fanernaj skryncy kałymski adras byłoha vučnia našaj škoły Ivana Maroza, asudžanaha, jak skazaŭ jaho zažurany niepiśmienna-biezdapamožny baćka, na ŭsie 25.

Ale, adčuŭšy pasłableńnie, jak zaŭsiody hatovaja da niezaležnaści, pačała buntavać hanarlivaja Polšča. I niepakornaja Vuhorščyna, uźniaŭšysia ŭsim narodam na zmahańnie za demakratyčnyja pravy i za adłučeńnie ad pryhonu Maskvy, ablivałasia haračaju kryvioju. Jaje dušyli stalovyja husienicy savieckich tankaŭ. Kroplu čałaviečaj svabody imperyja ŭsprymała jak uśpienieny akijan varožaj niepaduładnaści i hnieŭnaj niepakornaści. Dziaržaŭnyja stražniki biaśpieki i prymusovaha paradku ŭstryvožana vysočvali i vyšukvali jak za miežami, tak i tut asabliva niebiaśpiečnych vorahaŭ, jakija imknucca źvierhnuć, padarvać i asłabić “vłasť rabočie-kriesťjanskich sovietov”, jakija “učiniajut massovyje biesporiadki, izhotavlivajut i chraniat litieraturu toho žie charaktiera”.

I voś za mnoju, kudy b ja ni išoŭ, dzie b ja ni prysieŭ, jak pryručany hrak, ciahniecca Miša, student fizmatu. Pałkija, nieviadomyja i, peŭna ž, niebiaśpiečnyja padziei chvalujuć jaho nia mienš, čym mianie.

Naiŭny, niespraktykavany ŭ žyćci chłopiec, ja, viadoma ž, dzialusia ŭsim, pra ŭsio raskazvaju — što zdaŭ padborku vieršaŭ u časopis “Biełaruś”, što rychtuju apaviadańnie dla “Maładości”, a ŭ “Połymi” maje być nadrukavanaja maja navela — pieršaja łastaŭka, jak nazvaŭ jaje Maksim Tank.

Miša nieadstupna, jak pryprežany, chodzić za mnoju. Heta zaŭvažajuć usie, aprača samoha mianie. Bo ja žyvu ŭ niejkim inšym, niepraŭdapadobnym, nievierahodnym śviecie, žyvu ŭ niaścierpnym čakańni čarhovaha numaru časopisu “Biełaruś”, jaki ja razharnu i sa ščaślivym podzivam ubaču padborku svaich vieršaŭ. Adnak u kijoskach i biblijatekach źjaŭlajucca novyja, pachučyja ad drukarskaj farby adbitki časopisu, a majho imia ŭ ich niama. Ja sadžusia na hrukatlivy tramvaj z tadyšnimi biaskoncymi zvankami na častych prypynkach i jedu na vulicu Puškina, 55, u Dom druku, dzie źmiaščalisia ŭsie niešmatlikija redakcyi, kab vyśvietlić spravu: maje ž vieršy daklaravali nadrukavać paśla padborki S.Haŭrusiova. Ja ž tak pasłušna, staranna i ŭparta šlifavaŭ kožny radok.

— Ničoha nia viedajem, ničoha nia znajem. Šukajcie Kavalova.

— A dzie jaho znajści? — pytaju.

— U Maskvie.

Nia ŭściešyli mianie i ŭ “Połymi”, skazaŭšy, što navela dzieści zhubiłasia. Daklaravali, praŭda, pašukać.

U “Maładości” na mianie z padazronym niedavieram hlanuła nieruchomaje šklanoje voka:

— Što vy ŭsłaŭlajecie kaścioły i dzikija hrušy? Jeta vsio daŭno iščarpał Kuźma Čornyj, — mova i akcent litaraturnaha rabotnika byli, zdajecca, mahiloŭskija.

Dryhotki dymok nadziei tak niespadziavana i zmanliva raśsiejaŭsia. Što rabić? Jak za sałominku, chapajusia za niečakanuju ideju pasłać apaviadańnie ŭ biełastockuju hazetu “Niva” — tam, zdajecca, mianie zrazumiejuć i padtrymajuć — tema zachodniebiełaruskaha žyćcia blizkaja im. Pierapisvaju z padšyŭki adras redakcyi i kirujusia na Centralny paštamt. Jon, napeŭna, tady ŭžo pracavaŭ.

I znoŭ ža, jak cudu, čakaju viestki z redakcyi. Minaje miesiac, a jaje ŭsio niama. Peŭna ž, adkul mnie, studentu čaćviertaha kursu adździaleńnia žurnalistyki BDU, było viedać, što nia tolki padpiska, a navat čytańnie biełastockaj “Nivy” ličyłasia vialikim palityčnym hrachom i škodnictvam: hazeta na svaich staronkach mahła danosić varožyja ŭpłyvy Zachadu. Ciškom “Nivu” možna było pahartać u adździele biełarusistyki, što znachodziŭsia ŭ pryhožym zašklonym erkiery na druhim paviersie dziaržaŭnaj biblijateki, dzie nas, studentaŭ starejšych kursaŭ, trochi pryviačali. Ale ŭžo i siudy pierastali dachodzić čarhovyja numary biełaruskaj zamiežnaj hazety. Jana, napeŭna, zatrymlivałasia ŭ Bieraści, dzie padčas znakamitych vuhorskich, polskich i českich padziejaŭ zhružałasia ŭsia presa i pierahladałasia zamiežnaja pierapiska, tym bolej redakcyjnaja.

Rabacinisty Miša ź fizmatu nieprykmietna rastvaryŭsia i źnik. Praz kolki hadoŭ u ludnym, zadušlivym tramvai, što išoŭ pa Łahojskim trakcie, niechta mianie viasioła-ŭzbudžanym hołasam huknuŭ:

— Pryviet svaim!

Ja azirnuŭsia i za čužym vysokim plačom ledźvie ŭbačyŭ niedarosłaha Mišu ź fizmatu.

— Dzie ty ciapier? — pacikaviŭsia.

— U politechničnym, — uśmichnuŭsia jon, zadzirajučy svoj šyroki tvar, usypany žaŭtlavym rabacińniem.

— U specčaści?

Hetaha jon nie pačuŭ, šyjučysia da vychadu. Ale i praŭda, syšoŭ z tramvaja na prypynku nasuprać politechničnaha.

Zahadkavy Miša stomlena vyčchaŭsia, raspłyŭsia i źnik, a da mianie prysusiedziŭsia ŭžo niechta inšy.

Na śvietłym kalidory pry vaknie niedaloka ad dźviarej adździełu biełarusistyki, dzie ja tady-siady pierakidvaŭsia dumkami ab pračytanym z Alesiem Naŭrockim albo Arsieniem Lisam, niaŭznak pačaŭ spyniacca hładzieńka adprasavany, trochi navat dahledžany ci to aśpirant, ci to student. Adnojčy jon i zatrymaŭ mianie pry šyrokim metaličnym stale z vostrym, uvahnutym skobkaju nažom, što stajaŭ u padvale i na jakim, musić, rezali papieru, kali sšyvali ci pieraplatali znošanyja knižki.

Nieznajomiec paprasiŭ dazvołu spynicca i, peŭny važnaj značnaści, zahavaryŭ da mianie pa-rasiejsku:

— Ja krajem ucha słyšał. Ty vsie voschvalaješ svojeho ziemlaka. A znaješ li, čto vo vriemia okkupacii zdieś, v Minskie, on zaviedovał składom BNS i piečatałsia v fašistskom listkie?

Nieznajomiec, viadoma ž, nazvaŭ proźvišča.

— Sovietuju tiebie byť podalšie ot takich.

Ja stajaŭ asłupianieły: za mnoju vižuje ŭžo niejki dahledžany aśpirant i, peŭna ž, starejšy pa zvańni za Mišu.

— Ty, koniečno, znaješ i druhoho svojeho ziemlaka, — jon źmieraŭ mianie pilnym pozirkam. — Nu-u, etoho, iz Słonima… A vied́ on v svoje vriemia, buduči školnikom, privietstvovał Arsieńjevu, čitał stiški, pośviaŝiennyje jej… Nie miešało b tiebie byť boleje osmotritielnym i razborčivym.

Nie skažu, kab ja nadta napałochaŭsia, ale niečakanaje papiaredžańnie trochi niby pryhniało, pryniziła mianie, bo ja ŭžo čuŭ pra tajamniča raskidanyja na fiłfaku ŭlotki.

Nakolki ŭparta i nieadstupna mianie vyśledžvała i vysočvała niadremnaje voka špiehaŭ i ochrannych donositielej-kanfidentaŭ, nastolki nieadstupna imknuŭsia ja da svaje mety — nadrukavacca. Jašče raz staranna pierapisaŭ “Zoniu” i rukapis zanios u redakcyju “Maładości”, na hety raz hałoŭnamu redaktaru — Alaksieju Kułakoŭskamu.

Ni da hetaha, ni paśla hetaha nichto nie kazaŭ mnie takich pryjaznych, dobrazyčlivych słoŭ, jak hety trochi panury i čymści niezadavoleny čałaviek:

— Ja da hetaha išoŭ dvaccać hadoŭ, a ty ź pieršaha razu napisaŭ takoje słaŭnaje apaviadańnie.

Viadoma ž, ja byŭ uściešany. Amal takija ž słovy skazaŭ Maksim Tank.

Niechta z redakcyjnych supracoŭnikaŭ paraiŭ źmianić nazvu. Ci nia Viera Pałtaran?

Praz kolki tydniaŭ mnie pakazali mastackaje afarmleńnie i paklikali fatakora, kab zrabiŭ zdymak.

Ale navela zastałasia čamuści nienadrukavanaj.

Pierastreŭšy mianie na kalidory, ustryvožany albo, praŭdziviej, navat napałochany namieśnik dekana R.Bułacki niejak śpiešna, navat spałochana, skazaŭ mnie:

— Zajdzi da rektara. Jon vyklikaje ciabie, — i, niby schamianuŭšysia, udakładniŭ: — Nie-je! Da prarektara idzi.

Ja znoŭ spuściŭsia na pieršy pavierch u toj samy paŭciomny kalidor, prajšoŭ mima tych samych čornych dźviarej z tajamničaju tabličkaju “śpiecčasť” i spyniŭsia kala druhich, taksama čornych.

Nia pomnicca ŭžo, što ja dumaŭ u toj momant, na što spadziavaŭsia, čaho čakaŭ. Apynuŭšysia ŭ prastornym kabinecie z žoŭtym masiŭnym stałom, udekaravanym zialonym suknom i zabytym užo partretam na ścianie. Pomnicca tolki: za hetym masyŭnym stałom, što svajoju vieličču ŭzbudžaŭ strach, siadzieŭ kirpanosy, stryžany pad bobryk mužčyna siarednich hadoŭ, a poruč ź im na kreśle — hustavałosy ź liłovym ad pierapoju tvaram vykładčyk palitekanomii — Baravik. Toj samy Baravik, jakomu my, studenty, zadavali nialohkija pytańni pra stanovišča ŭ kałhasach i jaki za heta pisaŭ na nas danosy ŭ rektarat ci specčaść. A piŭ jon, jak usie vykładčyki z katedry palitekanomii i asnovaŭ marksyzmu-leninizmu. I, viadoma ž, jak usie jany, kradkom ciahaŭsia za kabietami, bo navat z vyhladu byŭ adpaviedny mužčyna dy jašče z załatoju fiksaju ŭ vierchnich zubach.

Ale parušyŭ majo maŭčańnie nia jon, a prarektar pa proźviščy, kali nie mylajusia, nia to Małyškin, nia to Małyšaŭ:

— Ty ž, napeŭna, viedaješ Uchanava? — havaryłasia ŭsio, jak i naležyć u biełaruskich veneu, pa-rasiejsku.

Mnie pryhadaŭsia dziabioły ryžavaty chłopiec z kapoju hustych kučaravych vałasoŭ. Ale kab skazać, što ja jaho dobra viedaŭ, — nie skazaŭ by. Jon vučyŭsia na nižejšym ad mianie kursie. I ja niedaŭmienna pacisnuŭ plačyma.

— Tak ja tabie skažu. Jon šaryć z nožykam pa minskich vulicach i kala kafe “Viasna” ŭčyniŭ bojku. No ty bandit postrašnieje.

— Što vy mianie źnievažajecie! — nie stryvaŭ narešcie ja.

— Ty hladzi, jak nachabna jon siabie pavodzić, — blisnuŭ załatoju karonkaju vykładčyk palitekanomii.

— Tak vot, pisaciel, ja Uchanava va ŭniversytecie pakinu, a ciabie vykluču, — stryžanaja pad bobryk hałava nachiliłasia nad papierami, a potym padniałasia znoŭ. — A ty viedaješ, ad kaho zaležyć tvoj los?

— Nu, ciapier tolki ad samoha siabie.

— Ja ž i kažu — frajer. Vyklučyć jaho! — musić, kab uleścić šefu, padtaknuŭ uhodlivy Baravik.

Na došcy dla abjavaŭ, što na kurynych nožkach stajała poruč z fotavitrynaj stalinskich ci ŭžo leninskich stypendyjataŭ, zdajecca, nazaŭtra ja ŭbačyŭ zahad ab svaim vyklučeńni z universytetu, padpisany tym ža prarektaram — ci to Małyškinym, ci to Małyšavym.

Kažuć, dobraje daloka čuvać, a błahoje — jašče dalej. Uvieś fiłfak ź dzivam i niedaŭmieńniem aziraŭsia na mianie.

U “Maładości”, kali ja pryjšoŭ vyčytać z trapiatkoj radaściu i ŭźniosłym ščaściem pieršuju ŭ žyćci karekturu, mianie ściškom paklikaŭ u svoj redaktarski kabinet Alaksiej Kułakoŭski. I niejak razvažna, navat z chaładnavatym spakojem, niby dla infarmacyi, skazaŭ suchavata:

— Zvanili z rektaratu. Napytvali, ci nie drukujem my ciabie. Paraili, viadoma, nie drukavać, pakolki ty, jak skazali, źviazaŭsia z zamiežnym antysavieckim drukam. Što zdaryłasia, Viačasłaŭko?

— Maja vina chiba ŭ tym, što ja pasłaŭ apaviadańnie ŭ biełastockuju “Nivu”.

— Nu vo, naškodziŭ sabie. “Niva” tut zabaroniena. Našy piśmieńniki, byvajučy ŭ Polščy, za sto viorst abychodziać jaje.

Ciapier ja narešcie zdahadaŭsia, što telefanavali nia tolki siudy, u redakcyju “Maładości”.

— Apaviadańnie ja nie zdymaju i budu drukavać! — jak zaŭsiody ćviorda, navat prystuknuŭšy pa stale kułakom, uskryknuŭ Alaksiej Mikałajevič i ŭsio ž pa-baćkoŭsku paraiŭ: — Ale ž ty pierad tym, jak što i kudy pasyłać, pryjdzi da mianie i parajsia.

Nia viedaŭ niezabyŭny Alaksiej Kułakoŭski, spryjajučy mnie, dvaccacitrochhadovamu vyklučanamu studentu i litarataru-pačatkoŭcu, što nieŭzabavie čakała jaho samoha. U tuju paru jon jakraz rychtavaŭ da druku znakamituju apovieść “Dabrasielcy”, što vichurna prašumieła, źlohku skałychnuŭšy nieparušnyja asnovy sacrealizmu. Vielična-chałodny ajsberh stalinščyny rastavaŭ i raskołvaŭsia, syplučy kryštalovy zvon lodu, ale jašče moh razdušyć i ŭtapić nie adzin bieły, poŭny advahi karabiel.

Adnak u štarmavoje, uśpienienaje mora litaratury pad śvietłymi vietraziami vypłyvała ŭžo novaje pakaleńnie. I pokul što jano zrabiła ci ździejśniła najbolš — jano dapłyło da nieadkrytych bierahoŭ śviatoje praŭdy. Ale ž kolki siarod ich zastałosia nieviadomych i niaznanych, vyklučanych z universytetaŭ, instytutaŭ i technikumaŭ.

Mnie pryhadvajecca znajomaje z taho dalokaha času imia paetesy Rahniedy Hryškievič, vieršy jakoj ja, školnik, z vysokim padniabiesnym uschvalavańniem pračytaŭ u časopisie “Połymia”. I voś na pieršym universyteckim schodzie (1952), što hałosna i ŭzbudžana šumieŭ u teatry opery i baletu, niečakanym ahnista-pierunovym udaram mianie apaliŭ žorstki zahad, pračytany dakładčykam: “Za sokrytije faktov biohrafii isklučiť s trieťjeho kursa fiłfaka studientku Rahniedu Hriškievič”.

Heta było majo pieršaje, najbolš balučaje adčuvańnie nieparušnaha, abviejanaha pakornym stracham, stalinskaha režymu, jaki niespatolena prahnuŭ čałaviečaj kryvi.

I ŭ pamiaci ŭvaskrasaje ŭžo nie adna ščymlivaja, jak zadaŭnienaja rana, historyja čyjojści źniaviečanaj maładości, pałamanaha čałaviečaha losu. Ale pra heta z Božaje łaski napišucca inšyja staronki maich niavydumanych apaviadańniaŭ.

Listapad — śniežań 2000 hodu

 

Kamientary

Ciapier čytajuć

Ananimy — historyi biełarusaŭ, jakim prychodzicca šyfravacca, bo režym ličyć ich dziejnaść «kryminałam»10

Ananimy — historyi biełarusaŭ, jakim prychodzicca šyfravacca, bo režym ličyć ich dziejnaść «kryminałam»

Usie naviny →
Usie naviny

Što ź nieruchomaściu ŭ prapahandysta Ryhora Azaronka?19

Padatak na sabak zrobiać abaviazkovym dla ŭsich ich uładalnikaŭ11

Žycharoŭ minskaha mikrarajona napužaŭ ružovy śnieh u dvary2

Iranski pasoł paśla sustrečy z Łukašenkam: Amierykanski ŭdar pa škole byŭ achviaraprynašeńniem duchu djabła5

Izrail nanios udar pa Chamieniei sa strataśfiery. Biez papiaredniaha ŭdaru pa SPA, jak zvyčajna ŭ sučasnych vojnach17

Siensacyjnaja znachodka ŭ Hiermanii: adšukany nieviadomy raniej asobnik najradziejšaha «Psałtyra» Franciška Skaryny 1522 hoda15

Źjaviłasia VIDEA tarpiednaha ŭdaru pa iranskim frehacie Dena. Jaho až uźniało nad vadoju1

Kamandzir «Achmata»: Paśla Irana harantavana budziem my15

Biełaruski PEN pryznali «ekstremisckim farmavańniem»2

bolš čytanych navin
bolš łajkanych navin

Ananimy — historyi biełarusaŭ, jakim prychodzicca šyfravacca, bo režym ličyć ich dziejnaść «kryminałam»10

Ananimy — historyi biełarusaŭ, jakim prychodzicca šyfravacca, bo režym ličyć ich dziejnaść «kryminałam»

Hałoŭnaje
Usie naviny →

Zaŭvaha:

 

 

 

 

Zakryć Paviedamić