Viačasłaŭ Adamčyk
Voŭk prahnie kryvi
Bijahrafičnaje apaviadańnie
Usio pačałosia z taho, što ryžavata-rabacinisty šyrakanosy Miša, jak jon siabie nazyvaŭ, padvioŭ mianie da čornych, ababitych dermacinam dźviarej z šyldaj, na jakoj srebram pabliskvała ŭsiaho adno słova — “śpiecčasť”, i, padmirhnuŭšy ryžymi viejkami, niejak uładna, pa-haspadarsku, niby pažadaŭšy ščaścia, skazaŭ:
— Zajdzi siudy. Tut ciabie viedajuć.
Ja adčyniŭ čornyja dźviery i ŭ druhim pakoi, kala barjeru, ubačyŭ niby spałochanaha maim vizytam rosłaha čarniavaha mužčynu, jakoha spatykaŭ nia raz, prymajučy jaho to za aśpiranta, to za vykładčyka.
— Vy da mianie? — skosa i z padazronym čakańniem zirnuŭ čarniavy mužčyna.
— Nie! Ja pamyliŭsia, — zmachlavaŭ ja i imhnienna vysunuŭsia nazad, u kalidor.
Miša, prytuliŭšysia śpinaju da adzinaha tut na kalidory vakna, stajaŭ zvoddal.
— Ty što? — jon padaŭsia mnie nasustrač.
— Dy ničoha.
Narešcie zdahadaŭšysia, kim jość hety fiktyŭny student fizmatu, ja šparka, z rašučym impetam prajšoŭ mima jaho.
— Nu hladzi, kab nie było horaj.
Užo, viadoma, nia pomnicca, što ja adkazaŭ tady.
Darečy, potym niechta z žurfakaŭcaŭ mnie ściškom i tajemna šapnuŭ:
— Što ty ź im chodziš, my ž usie viedajem, chto taki Miša.
— Dziakuju, ale zapozna ty mianie papiaredziŭ.
Dziŭnaja reč, paśla takoj pieraściarohi ja, niby nabožnaja kabieta, pačaŭ pierabirać na ružancy svajoj pamiaci ŭsie pacierki, dzie, kali i što mnoju było pierahavorana nieprykmietnamu, u šarym paciortym kaściumčyku niedarostku ź fizmatu. Bo hutarki papraŭdzie było niamała, i kala vakna, pry biblijatečnaj zali, i na łaŭcy ŭ skvery pierad znakamitaj skulpturnaj hrupaj, i prosta na asfaltavaj darožcy pamiž universyteckimi karpusami.
Išoŭ 1956-y hod — čas, jak potym jaho nazyvali, chruščoŭskaj adlihi. Ale sotni tysiačaŭ ludziej jašče zadychalisia ŭ turmach. Na pošcie ŭ rodnaj Navajelni ja padpisaŭ naślinienym chimičnym ałoŭkam na fanernaj skryncy kałymski adras byłoha vučnia našaj škoły Ivana Maroza, asudžanaha, jak skazaŭ jaho zažurany niepiśmienna-biezdapamožny baćka, na ŭsie 25.
Ale, adčuŭšy pasłableńnie, jak zaŭsiody hatovaja da niezaležnaści, pačała buntavać hanarlivaja Polšča. I niepakornaja Vuhorščyna, uźniaŭšysia ŭsim narodam na zmahańnie za demakratyčnyja pravy i za adłučeńnie ad pryhonu Maskvy, ablivałasia haračaju kryvioju. Jaje dušyli stalovyja husienicy savieckich tankaŭ. Kroplu čałaviečaj svabody imperyja ŭsprymała jak uśpienieny akijan varožaj niepaduładnaści i hnieŭnaj niepakornaści. Dziaržaŭnyja stražniki biaśpieki i prymusovaha paradku ŭstryvožana vysočvali i vyšukvali jak za miežami, tak i tut asabliva niebiaśpiečnych vorahaŭ, jakija imknucca źvierhnuć, padarvać i asłabić “vłasť rabočie-kriesťjanskich sovietov”, jakija “učiniajut massovyje biesporiadki, izhotavlivajut i chraniat litieraturu toho žie charaktiera”.
I voś za mnoju, kudy b ja ni išoŭ, dzie b ja ni prysieŭ, jak pryručany hrak, ciahniecca Miša, student fizmatu. Pałkija, nieviadomyja i, peŭna ž, niebiaśpiečnyja padziei chvalujuć jaho nia mienš, čym mianie.
Naiŭny, niespraktykavany ŭ žyćci chłopiec, ja, viadoma ž, dzialusia ŭsim, pra ŭsio raskazvaju — što zdaŭ padborku vieršaŭ u časopis “Biełaruś”, što rychtuju apaviadańnie dla “Maładości”, a ŭ “Połymi” maje być nadrukavanaja maja navela — pieršaja łastaŭka, jak nazvaŭ jaje Maksim Tank.
Miša nieadstupna, jak pryprežany, chodzić za mnoju. Heta zaŭvažajuć usie, aprača samoha mianie. Bo ja žyvu ŭ niejkim inšym, niepraŭdapadobnym, nievierahodnym śviecie, žyvu ŭ niaścierpnym čakańni čarhovaha numaru časopisu “Biełaruś”, jaki ja razharnu i sa ščaślivym podzivam ubaču padborku svaich vieršaŭ. Adnak u kijoskach i biblijatekach źjaŭlajucca novyja, pachučyja ad drukarskaj farby adbitki časopisu, a majho imia ŭ ich niama. Ja sadžusia na hrukatlivy tramvaj z tadyšnimi biaskoncymi zvankami na častych prypynkach i jedu na vulicu Puškina, 55, u Dom druku, dzie źmiaščalisia ŭsie niešmatlikija redakcyi, kab vyśvietlić spravu: maje ž vieršy daklaravali nadrukavać paśla padborki S.Haŭrusiova. Ja ž tak pasłušna, staranna i ŭparta šlifavaŭ kožny radok.
— Ničoha nia viedajem, ničoha nia znajem. Šukajcie Kavalova.
— A dzie jaho znajści? — pytaju.
— U Maskvie.
Nia ŭściešyli mianie i ŭ “Połymi”, skazaŭšy, što navela dzieści zhubiłasia. Daklaravali, praŭda, pašukać.
U “Maładości” na mianie z padazronym niedavieram hlanuła nieruchomaje šklanoje voka:
— Što vy ŭsłaŭlajecie kaścioły i dzikija hrušy? Jeta vsio daŭno iščarpał Kuźma Čornyj, — mova i akcent litaraturnaha rabotnika byli, zdajecca, mahiloŭskija.
Dryhotki dymok nadziei tak niespadziavana i zmanliva raśsiejaŭsia. Što rabić? Jak za sałominku, chapajusia za niečakanuju ideju pasłać apaviadańnie ŭ biełastockuju hazetu “Niva” — tam, zdajecca, mianie zrazumiejuć i padtrymajuć — tema zachodniebiełaruskaha žyćcia blizkaja im. Pierapisvaju z padšyŭki adras redakcyi i kirujusia na Centralny paštamt. Jon, napeŭna, tady ŭžo pracavaŭ.
I znoŭ ža, jak cudu, čakaju viestki z redakcyi. Minaje miesiac, a jaje ŭsio niama. Peŭna ž, adkul mnie, studentu čaćviertaha kursu adździaleńnia žurnalistyki BDU, było viedać, što nia tolki padpiska, a navat čytańnie biełastockaj “Nivy” ličyłasia vialikim palityčnym hrachom i škodnictvam: hazeta na svaich staronkach mahła danosić varožyja ŭpłyvy Zachadu. Ciškom “Nivu” možna było pahartać u adździele biełarusistyki, što znachodziŭsia ŭ pryhožym zašklonym erkiery na druhim paviersie dziaržaŭnaj biblijateki, dzie nas, studentaŭ starejšych kursaŭ, trochi pryviačali. Ale ŭžo i siudy pierastali dachodzić čarhovyja numary biełaruskaj zamiežnaj hazety. Jana, napeŭna, zatrymlivałasia ŭ Bieraści, dzie padčas znakamitych vuhorskich, polskich i českich padziejaŭ zhružałasia ŭsia presa i pierahladałasia zamiežnaja pierapiska, tym bolej redakcyjnaja.
Rabacinisty Miša ź fizmatu nieprykmietna rastvaryŭsia i źnik. Praz kolki hadoŭ u ludnym, zadušlivym tramvai, što išoŭ pa Łahojskim trakcie, niechta mianie viasioła-ŭzbudžanym hołasam huknuŭ:
— Pryviet svaim!
Ja azirnuŭsia i za čužym vysokim plačom ledźvie ŭbačyŭ niedarosłaha Mišu ź fizmatu.
— Dzie ty ciapier? — pacikaviŭsia.
— U politechničnym, — uśmichnuŭsia jon, zadzirajučy svoj šyroki tvar, usypany žaŭtlavym rabacińniem.
— U specčaści?
Hetaha jon nie pačuŭ, šyjučysia da vychadu. Ale i praŭda, syšoŭ z tramvaja na prypynku nasuprać politechničnaha.
Zahadkavy Miša stomlena vyčchaŭsia, raspłyŭsia i źnik, a da mianie prysusiedziŭsia ŭžo niechta inšy.
Na śvietłym kalidory pry vaknie niedaloka ad dźviarej adździełu biełarusistyki, dzie ja tady-siady pierakidvaŭsia dumkami ab pračytanym z Alesiem Naŭrockim albo Arsieniem Lisam, niaŭznak pačaŭ spyniacca hładzieńka adprasavany, trochi navat dahledžany ci to aśpirant, ci to student. Adnojčy jon i zatrymaŭ mianie pry šyrokim metaličnym stale z vostrym, uvahnutym skobkaju nažom, što stajaŭ u padvale i na jakim, musić, rezali papieru, kali sšyvali ci pieraplatali znošanyja knižki.
Nieznajomiec paprasiŭ dazvołu spynicca i, peŭny važnaj značnaści, zahavaryŭ da mianie pa-rasiejsku:
— Ja krajem ucha słyšał. Ty vsie voschvalaješ svojeho ziemlaka. A znaješ li, čto vo vriemia okkupacii zdieś, v Minskie, on zaviedovał składom BNS i piečatałsia v fašistskom listkie?
Nieznajomiec, viadoma ž, nazvaŭ proźvišča.
— Sovietuju tiebie byť podalšie ot takich.
Ja stajaŭ asłupianieły: za mnoju vižuje ŭžo niejki dahledžany aśpirant i, peŭna ž, starejšy pa zvańni za Mišu.
— Ty, koniečno, znaješ i druhoho svojeho ziemlaka, — jon źmieraŭ mianie pilnym pozirkam. — Nu-u, etoho, iz Słonima… A vied́ on v svoje vriemia, buduči školnikom, privietstvovał Arsieńjevu, čitał stiški, pośviaŝiennyje jej… Nie miešało b tiebie byť boleje osmotritielnym i razborčivym.
Nie skažu, kab ja nadta napałochaŭsia, ale niečakanaje papiaredžańnie trochi niby pryhniało, pryniziła mianie, bo ja ŭžo čuŭ pra tajamniča raskidanyja na fiłfaku ŭlotki.
Nakolki ŭparta i nieadstupna mianie vyśledžvała i vysočvała niadremnaje voka špiehaŭ i ochrannych donositielej-kanfidentaŭ, nastolki nieadstupna imknuŭsia ja da svaje mety — nadrukavacca. Jašče raz staranna pierapisaŭ “Zoniu” i rukapis zanios u redakcyju “Maładości”, na hety raz hałoŭnamu redaktaru — Alaksieju Kułakoŭskamu.
Ni da hetaha, ni paśla hetaha nichto nie kazaŭ mnie takich pryjaznych, dobrazyčlivych słoŭ, jak hety trochi panury i čymści niezadavoleny čałaviek:
— Ja da hetaha išoŭ dvaccać hadoŭ, a ty ź pieršaha razu napisaŭ takoje słaŭnaje apaviadańnie.
Viadoma ž, ja byŭ uściešany. Amal takija ž słovy skazaŭ Maksim Tank.
Niechta z redakcyjnych supracoŭnikaŭ paraiŭ źmianić nazvu. Ci nia Viera Pałtaran?
Praz kolki tydniaŭ mnie pakazali mastackaje afarmleńnie i paklikali fatakora, kab zrabiŭ zdymak.
Ale navela zastałasia čamuści nienadrukavanaj.
Pierastreŭšy mianie na kalidory, ustryvožany albo, praŭdziviej, navat napałochany namieśnik dekana R.Bułacki niejak śpiešna, navat spałochana, skazaŭ mnie:
— Zajdzi da rektara. Jon vyklikaje ciabie, — i, niby schamianuŭšysia, udakładniŭ: — Nie-je! Da prarektara idzi.
Ja znoŭ spuściŭsia na pieršy pavierch u toj samy paŭciomny kalidor, prajšoŭ mima tych samych čornych dźviarej z tajamničaju tabličkaju “śpiecčasť” i spyniŭsia kala druhich, taksama čornych.
Nia pomnicca ŭžo, što ja dumaŭ u toj momant, na što spadziavaŭsia, čaho čakaŭ. Apynuŭšysia ŭ prastornym kabinecie z žoŭtym masiŭnym stałom, udekaravanym zialonym suknom i zabytym užo partretam na ścianie. Pomnicca tolki: za hetym masyŭnym stałom, što svajoju vieličču ŭzbudžaŭ strach, siadzieŭ kirpanosy, stryžany pad bobryk mužčyna siarednich hadoŭ, a poruč ź im na kreśle — hustavałosy ź liłovym ad pierapoju tvaram vykładčyk palitekanomii — Baravik. Toj samy Baravik, jakomu my, studenty, zadavali nialohkija pytańni pra stanovišča ŭ kałhasach i jaki za heta pisaŭ na nas danosy ŭ rektarat ci specčaść. A piŭ jon, jak usie vykładčyki z katedry palitekanomii i asnovaŭ marksyzmu-leninizmu. I, viadoma ž, jak usie jany, kradkom ciahaŭsia za kabietami, bo navat z vyhladu byŭ adpaviedny mužčyna dy jašče z załatoju fiksaju ŭ vierchnich zubach.
Ale parušyŭ majo maŭčańnie nia jon, a prarektar pa proźviščy, kali nie mylajusia, nia to Małyškin, nia to Małyšaŭ:
— Ty ž, napeŭna, viedaješ Uchanava? — havaryłasia ŭsio, jak i naležyć u biełaruskich veneu, pa-rasiejsku.
Mnie pryhadaŭsia dziabioły ryžavaty chłopiec z kapoju hustych kučaravych vałasoŭ. Ale kab skazać, što ja jaho dobra viedaŭ, — nie skazaŭ by. Jon vučyŭsia na nižejšym ad mianie kursie. I ja niedaŭmienna pacisnuŭ plačyma.
— Tak ja tabie skažu. Jon šaryć z nožykam pa minskich vulicach i kala kafe “Viasna” ŭčyniŭ bojku. No ty bandit postrašnieje.
— Što vy mianie źnievažajecie! — nie stryvaŭ narešcie ja.
— Ty hladzi, jak nachabna jon siabie pavodzić, — blisnuŭ załatoju karonkaju vykładčyk palitekanomii.
— Tak vot, pisaciel, ja Uchanava va ŭniversytecie pakinu, a ciabie vykluču, — stryžanaja pad bobryk hałava nachiliłasia nad papierami, a potym padniałasia znoŭ. — A ty viedaješ, ad kaho zaležyć tvoj los?
— Nu, ciapier tolki ad samoha siabie.
— Ja ž i kažu — frajer. Vyklučyć jaho! — musić, kab uleścić šefu, padtaknuŭ uhodlivy Baravik.
Na došcy dla abjavaŭ, što na kurynych nožkach stajała poruč z fotavitrynaj stalinskich ci ŭžo leninskich stypendyjataŭ, zdajecca, nazaŭtra ja ŭbačyŭ zahad ab svaim vyklučeńni z universytetu, padpisany tym ža prarektaram — ci to Małyškinym, ci to Małyšavym.
Kažuć, dobraje daloka čuvać, a błahoje — jašče dalej. Uvieś fiłfak ź dzivam i niedaŭmieńniem aziraŭsia na mianie.
U “Maładości”, kali ja pryjšoŭ vyčytać z trapiatkoj radaściu i ŭźniosłym ščaściem pieršuju ŭ žyćci karekturu, mianie ściškom paklikaŭ u svoj redaktarski kabinet Alaksiej Kułakoŭski. I niejak razvažna, navat z chaładnavatym spakojem, niby dla infarmacyi, skazaŭ suchavata:
— Zvanili z rektaratu. Napytvali, ci nie drukujem my ciabie. Paraili, viadoma, nie drukavać, pakolki ty, jak skazali, źviazaŭsia z zamiežnym antysavieckim drukam. Što zdaryłasia, Viačasłaŭko?
— Maja vina chiba ŭ tym, što ja pasłaŭ apaviadańnie ŭ biełastockuju “Nivu”.
— Nu vo, naškodziŭ sabie. “Niva” tut zabaroniena. Našy piśmieńniki, byvajučy ŭ Polščy, za sto viorst abychodziać jaje.
Ciapier ja narešcie zdahadaŭsia, što telefanavali nia tolki siudy, u redakcyju “Maładości”.
— Apaviadańnie ja nie zdymaju i budu drukavać! — jak zaŭsiody ćviorda, navat prystuknuŭšy pa stale kułakom, uskryknuŭ Alaksiej Mikałajevič i ŭsio ž pa-baćkoŭsku paraiŭ: — Ale ž ty pierad tym, jak što i kudy pasyłać, pryjdzi da mianie i parajsia.
Nia viedaŭ niezabyŭny Alaksiej Kułakoŭski, spryjajučy mnie, dvaccacitrochhadovamu vyklučanamu studentu i litarataru-pačatkoŭcu, što nieŭzabavie čakała jaho samoha. U tuju paru jon jakraz rychtavaŭ da druku znakamituju apovieść “Dabrasielcy”, što vichurna prašumieła, źlohku skałychnuŭšy nieparušnyja asnovy sacrealizmu. Vielična-chałodny ajsberh stalinščyny rastavaŭ i raskołvaŭsia, syplučy kryštalovy zvon lodu, ale jašče moh razdušyć i ŭtapić nie adzin bieły, poŭny advahi karabiel.
Adnak u štarmavoje, uśpienienaje mora litaratury pad śvietłymi vietraziami vypłyvała ŭžo novaje pakaleńnie. I pokul što jano zrabiła ci ździejśniła najbolš — jano dapłyło da nieadkrytych bierahoŭ śviatoje praŭdy. Ale ž kolki siarod ich zastałosia nieviadomych i niaznanych, vyklučanych z universytetaŭ, instytutaŭ i technikumaŭ.
Mnie pryhadvajecca znajomaje z taho dalokaha času imia paetesy Rahniedy Hryškievič, vieršy jakoj ja, školnik, z vysokim padniabiesnym uschvalavańniem pračytaŭ u časopisie “Połymia”. I voś na pieršym universyteckim schodzie (1952), što hałosna i ŭzbudžana šumieŭ u teatry opery i baletu, niečakanym ahnista-pierunovym udaram mianie apaliŭ žorstki zahad, pračytany dakładčykam: “Za sokrytije faktov biohrafii isklučiť s trieťjeho kursa fiłfaka studientku Rahniedu Hriškievič”.
Heta było majo pieršaje, najbolš balučaje adčuvańnie nieparušnaha, abviejanaha pakornym stracham, stalinskaha režymu, jaki niespatolena prahnuŭ čałaviečaj kryvi.
I ŭ pamiaci ŭvaskrasaje ŭžo nie adna ščymlivaja, jak zadaŭnienaja rana, historyja čyjojści źniaviečanaj maładości, pałamanaha čałaviečaha losu. Ale pra heta z Božaje łaski napišucca inšyja staronki maich niavydumanych apaviadańniaŭ.
Listapad — śniežań 2000 hodu
Kamientary