Słavamir Adamovič
* * *
…A nie dla hnomikaŭ partyi –
dla siabie zdabyvaju Svabodu,
kab žyła jana ŭ sercy, upartaja,
kab źniščała plabiejstva parodu.
Svaboda maja nia knižnaja,
nia taja, kali ŭsio, što chočacca,
možna rabić i pyžycca,
i larvaj u łožku varočacca.
Svaboda maja vyzvolnaja
vaŭčycaj ciažka paranienaj
vychodzić z łahva padpolnaha
i ŭjecca niezaarkanienaj.
Svaboda maja Biełaruskaja
kryvioju čystaj kryvavicca
i stužkaj vuzieńka-vuzkaju
ściakaje pa biełaj pravicy…
Bieły marš
Marš-marš, nas tysiačy,
ruki ŭ zamok,
volaju tryźniačy,
mierajem krok.
Junyja, mocnyja
ciahlicy pleč.
My paŭnamocnyja,
inšyja – preč!
Vody rastałyja,
viecier z Dniapra.
Ź vieraj paŭstałyja,
krykniem: “Ura!”
Mokra na dvoryščach,
śvietła ŭ dušy,
vorahaŭ zboryščy
śmieła kryšy.
Hej ža, źviazovy,
chutčej zapiavaj
pieśniu maršovuju
za rodny Kraj!
Asacyjacyi
ŭ kantekście “biełaruskaha pytańnia”,
vyklikanyja pilnym pozirkam nieznajomki
na adnym palitalahičnym seminary
Svoj pozirk skryžavaŭšy niečakana
z tvaim, ja schamianuŭsia i zacich,
ja źnik, zastyŭ, nibyta ŭzmach čakanam,
niby asadki kapilarny štrych.
Imhnieńnie, dva – i z dna niespadziavanki
idu na pozirk tvoj, niby na štyk,
i mroicca mnie śmiech filistymlanki,
i akijan barbaryjanskich pik.
“Chto ty?” – šapču, a niechta procilehły
susiedu šepča pra niabačny mur,
pra jakaść bruku, vertykali cehły
i biełaruski niekašerny žur.
Ciapier čytajuć
Cichanoŭskaja pra ŭdar pa aŭtobusie ź biełaruskimi dziećmi: Nie ryzykujcie žyćciom — nie jedźcie ŭ Rasiju, jakaja viadzie złačynnuju i niespraviadlivuju vajnu
Kamientary