tak razzłavałasia što navat zabyłasia vyniać telefonnuju kartku zrabiła kamuści padarunak nievialikaja strata dy jakoje jany prava majuć sa mnoj razmaŭlać takim tonam i jašče hety ciuchla abcas tresnuŭ źniała lohka pajšła basanož kinuła tuflaj u dvornika złaviła sukienku na žyvacie volnaja heta joj pasyhnalili vuń z taho opela a zašypieli jak miarzotna kys kys kys mudaki! darosłaja nie jašče a ŭžo: a idzicie vy ŭsie! ja žyć chaču
Stajała leta, i jaje zvali Vijaletaj — ryfma spryjała lehkadumnaści. Karotkaj maŭklivaj hutarki ź niesapsavanaj tytuniom cyharetaj joj chapiła, kab zaviaršyć układku dumak u hałavie — bolš formy, bolš abjomu. Vita vykinuła niedapałak i ahladziełasia vakoł. Jaje pryciskała da hrudziej bliskučaja hramadzina vakzału, hadzińnik na viežy pakazvaŭ 9.29. Było soniečna j chaładnavata, i ludzi płavali ŭ hetym temperaturnym kaktejli. Niekalki chvilinaŭ jana vyvučała svoj adbitak u lustranym aknie: jana była vysokaj, adnaho rostu z bolšaściu navakolnych mužčyn, na joj była karotkaja žoŭtaja sukienka, pad sukienkaj — tolki viarški prazrystych strynhaŭ, na plačy visieła maleńkaja, amal pustaja kajstračka. Doŭhija rusyja vałasy i niebiaśpiečna adkrytyja nohi siejali za śpinaj śmierć i rujnavańnie. Prynamsi, Vita na heta spadziavałasia. Što ž, uličvajučy toje, jak taropka jana vyskačyła z kvatery, vyhladała Vita zusim niabłaha. Tut jana zaŭvažyła, jak pa toj bok škła, za niekalki, pa sutnaści, santymetraŭ, za joj naziraje niechta niedahledžany, nizieńki, plašyvieńki — Vita abliznułasia jamu, i jon paśpiešliva adviarnuŭsia. Jana z pačućciom ułasnaje pieravahi abviała vačyma śviet i vyrašyła zajści.
Tut, naturalna, pačałosia. «Dziaŭčyna, źmierźniecie, prastyniecie, davajcie ja vas na rukach adniasu!» Jašče čaho. Vita pastajała, zadraŭšy hałavu, pierad raskładam: ničoha cikavaha, usialakija Nižniavartaŭski dy Pskovy. «Soniejka, nožkam nia cho?» Jana padniałasia ŭ bar, zamoviła kavy, nie dačakałasia, nakiravałasia ŭ zalu čakańnia, potym padniałasia na apošni pavierch. Jaje svaboda patrabavała vychadu. Voś zaraz jana pravodzić paračku ciahnikoŭ, a potym basanož u metro, da Śvietki. Biezdapamožnaja... Heta ž treba takoje pra jaje skazać. Vita ŭjaviła, jak jaje cieła padaje ŭniz — atrymlivałasia, što jakraz na eskalatar, jaki znoŭ pryviazie navierch. Jana spuściłasia da biletnych kasaŭ.
Razumnym dziaŭčynkam padabajecca nazirać za ludźmi. Vita lubiła zdahadvacca pra čałaviečyja fobii. Voś toj, nizieńki, plašyvieńki, čaho jon baicca? Vidać, bolš za ŭsio — seksualnych parazaŭ, a jašče — zhubić pracu j zabycca pierad vychadam na vulicu zašpilić prarech. A tyja chłopcy ŭ «opeli»? Nu, tyja, vidać, žabractva. I jašče svaich pamirajučych mamaŭ, jakija nijak nie pamruć. Jana pahladzieła na začynienaje akienca adnoj z kasaŭ. La jaho stajaŭ niaholeny, nasaty, plačysty pryhažun u čornaj majcy i markotna kałupaŭsia ŭ rocie zubačystkaj. U. Pra hetaha tak adrazu j nia skažaš. Kali taki j spałochajecca čaho, to adrazu ž sa strachu satre niebiaśpieku ŭ pralny parašok. La noh nasataha pryhažuna, jak niamieckaja aŭčarka, lažała vialikaja, parodzistaja, muskulistaja spartovaja torba. A ŭ joj što?.. Dva kilahramy traciłu, dy Karan, dy jatahan.
Poŭny varyjant artykułu hladzicie ŭ hazecie "Naša Niva".
Alhierd Bacharevič
Kamientary