Asoby:
Chalevič
Luba — jaho žonka
Volha i Ihar — ich dzieci
Teledyktar
Lekarka i dva sanitary
Kvatera ŭ šmatpaviarchovym domie. Ahulny pakoj, abstaŭleny takoj-siakoj meblaj. Na padakońni harški z kvietkami. Adnyja dźviery ŭ vitalniu, druhija — spalniu, trecija — na kuchniu. Na kanapie, pierad televizaram, siadzić Luba.
Teledyktar: …Prysutnaść na terytoryi Ukrainy rasijskich vajennych zapatrabavała rastłumačyć kancler Hiermanii Anhieła Mierkiel padčas telefonnaj razmovy z Uładzimiram Pucinym…
Chalevič (sa spalni): Ja ciabie pa-dobramu prašu: vyklučy televizar.
Teledyktar: …kamandziry apałčencaŭ pryznali, što rasijanie nasamreč vajujuć na ichnim baku, ale havorka idzie nie pra rehularnyja čaści, a pra dobraachvotnikaŭ, jakija znachodziacca tam za košt ułasnaha adpačynku.
Chalevič: Boža, jak možna słuchać hetuju brachniu!
Luba: Heta nie brachnia.
Teledyktar: Pastajanny pradstaŭnik Rasii pry ABSIE ŭ svaju čarhu zajaviŭ, što Rasija nie prymaje…
Chalevič: Dobra, chaj budzie pa-tvojmu — nie brachnia, a śviataja praŭda. Tolki ŭsio adno vyklučy.
Luba: Nie.
Chalevič: Nu dyk ja zaraz zrablu heta sam.
Luba: Tolki pasprabuj (chavaje pult ad televizara za śpinu).
Teledyktar: «My vyrazna zajavili, što nijakaha ŭdziełu rasijskich vajennych u kanflikcie niama».
U pakoj uvachodzić Chalevič i, akinuŭšy pozirkam kanapu, vyryvaje šnur ad televizara z razietki.
Chalevič: Kali ŭklučyš, vykinu televizar u akno — ty mianie viedaješ: daliboh vykinu.
Luba: A jakaja tabie sprava da taho, što ja słuchaju? Ciabie ŭžo niama, ty mianie kinuŭ.
Chalevič: Nie prydumlaj, ja ciabie nie kidaŭ. (Idzie ŭ spalniu).
Luba: A voś kinuŭ, kinuŭ! (Rumzaje).
Chalevič (sa spalni): Ot ža, baba!
Čuvać zvanok. Luba vychodzić u vitalniu, paśla varočajecca z Volhaj.
Volha: Mama, što zdaryłasia, što z tatam, serca?
Luba: Nie, horaj.
Volha: Što horaj? Paraluš raźbiŭ?
Luba: Jaki tam paraluš!
Volha: A što? Nu, kažy!
Luba: Z hłuzdu źjechaŭ!
Volha: Jak? Kali?
Luba: Nie viedaju, ale jašče ŭčora, zdajecca, zdarovy byŭ.
Volha: Tak. (Azirajecca). Dzie jon?
Luba: U spalni.
Volha: Lažyć?
Luba: Nie, źbirajecca na vajnu.
Volha: Boža, na jakuju vajnu?
Luba: Va Ukrainu.
Volha: Aha, zrazumieła.
Sa spalni vychodzić Chalevič z zaplečnikam u rukach.
Chalevič: Nu i što tabie zrazumieła? (Kidaje zaplečnik na kanapu).
Volha: Što mama maje racyju, ty nasamreč zvarjacieŭ. (Całuje Chaleviča ŭ ščaku).
Chalevič: Voś tabie i na! Nu to dziakuju, dačuška, ščyra dziakuju!
Volha: Niama za što. Heta ty z zaplečnikam na vajnu sabraŭsia?
Chalevič: Ź im.
Volha: I što tam, kali nie sakret (tyckaje zaplečnik palcam), vybuchoŭka?
Chalevič: Dzie tam.
Volha: A što?
Chalevič: Nu — šarścianyja škarpetki, švedar, zimovaja kurtka, čaraviki.
Volha: Hlań, dyk ty miarkuješ pravajavać tam da zimy?
Chalevič: Kali nie pieramožam, što ž — značyć, pryjdziecca.
Volha: Ale heta niemahčyma.
Chalevič: Čamu?
Volha: Bo ciabie zabjuć na druhi dzień.
Luba: I ja jamu heta kazała: padstrelać, jak zajca na palavańni.
Chalevič: Značyć, hetyja rečy dastanucca kamu inšamu.
Volha: Nu ŭsio, chopić hetych žartačak.
Chalevič: A skul ty ŭziała, što ja žartuju?
Volha: Čakaj, dyk ty mo i rabotu kinuŭ? (Hladzić na Lubu).
Luba: Kinuŭ! Kinuŭ! (Łamaje ruki). Boža, piać hadoŭ da piensii zastałosia! (Nastupaje na Chaleviča). Chto ciabie, durań ty stary, ciapier kudy voźmie, kamu ty patrebny?
Chalevič: Nu-nu, cyc, baba, ja viedaju, što rablu.
Luba: Bačyš, dačuška, jak jon mianie traktuje, vo da čaho ja dažyłasia. (Rumzaje).
Volha: Nie, a sapraŭdy, tata, ab čym ty dumaŭ?
Chalevič: A što mnie dumać? Mianie ž padstrelać na druhi dzień, jak zajca na palavańni.
Volha: Tak, z taboj usio jasna. Nu a mama?
Chalevič: Što mama?
Volha: Jak jana bieź ciabie budzie?
Chalevič: Viadoma jak — jak inšyja biez mužykoŭ, hedak i jana. U jaje viek…
Luba (rumzajučy, da Volhi): Čuješ, što kaža?
Chalevič (da Luby): Nie pierapyniaj, kali łaska. (Da Volhi). Pra što ja tam pačynaŭ?
Volha: Niešta pra matčyn viek.
Chalevič: A, dyk voś: u jaje viek (pakazvaje palcam na Lubu), užo treba zadumvacca, jak žyć biez mužyka, jaki ŭ lubuju chvilinu moža vyprastać nohi.
Luba: Ja niešta nie ŭciamlu: ciabie pasłuchać, ledź duša ŭ ciele, choć zaraz u damavinu kładzi, a jak na vajnu iści — dyk ničoha.
Volha: I praŭda, tata, jak ža ty tam, hetki chvory, vajavać źbiraješsia?
Chalevič: Ja nie kazaŭ što chvory, nie pierakručvajcie.
Volha: Jak nie kazaŭ, kali my na svaje vušy čuli.
Luba: Voś što: jon z nas zdieki stroić. Nie, ja nie vytrymaju. (Biarecca za serca). Voj, serca!
Chalevič: Ničoha, projdzie, kropli vypi, albo validołu pad jazyk vaźmi. Urešcie, niaŭžo ŭsio žyć budziem i raniej ci paźniej nie daviadziecca razłučacca?
Volha: Aha, i ty, tata, vyrašyŭ z hetym pytańniem nie ciahnuć.
Chalevič: Nie, nie toje, zusim nie toje. Ale kali kožny z nas…
Volha (zakryvaje ładoniami vušy): Usio, usio, maŭčy, viedaju, pra što budzieš kazać! Što jak rudyja myšy zahiniem, kali nie budziem supraciŭlacca, što nikoli nie padymiemsia z kaleniaŭ, kali nie paŭstaniem… Tata, rodny, ja ŭžo dvaccać piać hadoŭ heta čuju!
Luba: A ja tryccać.
Chalevič: Choć sto: dla praŭdy niama terminu daŭniny.
Volha: Słušna.
Chalevič: Ja ciešusia, što my parazumielisia.
Volha: Pačakaj, jašče nie zusim. Ty ŭ nas, viadoma, vajaka, maci — płakalščyca, nu a ja chto ŭ tvajoj pjescy, pra mianie ty padumaŭ?
Chalevič: Ja pra ciabie dumaŭ, kali ty małaja była. Albo, moža, u škołu i instytut raździetaja i hałodnaja chadziła?
Volha: Nie, ty byŭ dobrym baćkam, lubiŭ mianie.
Chalevič: Ty kažaš tak, byccam ja ciapier ciabie nie lublu.
Volha: Lubiš. Ale vo tolki ŭjavi sabie, što sa mnoj staniecca, kali praznajuć, što moj baćka vajuje za Ukrainu?
Chalevič: Ničoha nie staniecca. Hetak budzieš siadzieć, jak i ciapier siadziš u svajoj padatkovaj inśpiekcyi, a kali navat toj-sioj i hlanie kosa, dyk dzirku nie vyhladzić.
Luba: A što kali zapytajucca, ha?
Chalevič: Skaža: dzieci za baćkoŭ nie adkazvajuć. Na błahi kaniec adračešsia: maŭlaŭ, jon mnie bolej nie baćka i ŭsio.
Luba: Što ty mianciš jazykom, adumajsia!
Chalevič: A što takoha? Ci joj pieršy raz vyrakacca?
Volha: Voś ty jak! Dziakuju, tata; ja viedała-taki — dakoryš.
Chalevič: Ale heta praŭda.
Volha: Praŭda? Nie, heta niapraŭda. Voś ja tabie zaraz skažu praŭdu. Ja, pakul u škole pracavała, była čałaviekam druhoha hatunku. Pačakaj, pačakaj, nie pierapyniaj… Sa mnoj nie vitalisia, a kali zachodziła ŭ nastaŭnickuju, demanstratyŭna zmaŭkali. Vajenruk u vočy nazyvaŭ mianie biełaruskaj sučkaj, jakuju nie zaškodzić pavučyć bizunom, kab viedała svajo miesca, a dyrektar jamu…
Chalevič: Dačuška, ja viedaju, što tabie daviałosia pieraciarpieć, ale ž..
Volha: Nie, nie viedaješ. Dyrektar kazaŭ: «Aj, adčapisia ad jaje, ciaŭkaje tut niešta svajo i niachaj sabie ciaŭkaje, nam ad hetaha ni horača ni choładna».
Čuvać zvanok
Luba: Heta Ihar.
Volha: Ja adčyniu. (Vychodzić).
Luba: I jaje pakryŭdziŭ.
Chalevič: At, pieražyvie. A ty, ja baču, usich na nohi padniała.
Luba: Tvoj syn maje prava viedać.
Chalevič: Aha, pad trybunał mianie addaść.
Luba: Što ty placieš?
Chalevič: Toje, što dumaju.
Uvachodziać Luba i Ihar u formie majora milicyi.
Ihar: Nu, što tut u vas zdaryłasia?
Luba: Palubujsia vo na baćku.
Ihar: A što ź im? Darečy, zdaroŭ, baćka (paciskaje Chaleviču ruku) i mama (całuje Lubu ŭ ščaku). Zachvareŭ ci što?
Luba: Na vajnu sabraŭsia.
Ihar: Na jakuju vajnu?
Luba: A jakaja ciapier idzie?
Ihar: Nie viedaju, šmat dzie vajujuć — u Siryii, u Iraku.
Luba: Nie, jon bližej — na Danbas.
Ihar: Aha, i niaboś voś z hetym zaplečnikam.
Luba: Ź im.
Ihar (uzvažyŭšy zaplečnik rukoj): Ciažki, blacha. Čym ty jaho, baćka, naładavaŭ: kaktejlami Mołatava, rasijskija tanki palić? Ale ž ciabie praź miažu ź imi nie puściać — aryštujuć jak pić dać. Ci ty partyzanskimi ściežkami praryvacca sabraŭsia?
Chalevič: Nie, synok, ciahnikom pajedu.
Ihar: A ŭ zaplečniku što, nu, kalisia narešcie?
Chalevič: Nie bojsia, ničoha supraćzakonnaha.
Volha: Kaža, švedar, kurtka ciopłaja, čaraviki.
Ihar: Ho! Dyk ty dumaješ, nie daścio rasiejcam da zimy rady?
Chalevič: Mo i nie damo.
Ihar: Napeŭna, nie. Ale jakaja roźnica, bo dla ciabie hetaja vajna navat nie pačniecca. A jakoj hadzinie ŭ ciabie ciahnik?
Chalevič: Viečaram, a dziasiataj.
Ihar: Što ž, u takim razie da pabačeńnia, dobraj darohi!
Luba (plasnuŭšy rukami): Synok, što ty! Jak da pabačeńnia? Jakoj dobraj darohi?
Ihar: A što, mama, kali čałavieku chočacca, chaj sabie jedzie, pakatajecca. Niaŭžo ty dumaješ, što jon tam prydasca? Voś ujavicie sabie: pryjedzie baćka ŭ Kijeŭ, pryjdzie na majdan i, zapyniŭšy pieršaha sustrečnaha, zapytajecca: «Prabačcie, kali łaska, ja tut ź Biełarusi pryjechaŭ, chaču vajavać za vašuju svabodu. Nie padkažacie, da kaho mnie źviarnucca?»
Chalevič: Aha, synok, voś mienavita tak, jak ty kažaš, i budzie.
Ihar: A minak, viadoma, voj jak abradujecca! Maŭlaŭ, my vas užo daŭno čakajem, nam da zarezu takija dziadźki treba.
Chalevič: Ja, pa-pieršaje, nie invalid, a pa-druhoje — nie abaviazkova stralać.
Ihar: Budzieš patrony na pieradavuju padvozić.
Chalevič: I heta treba kamuści rabić.
Luba: Synok, baćka nie durycca, jon nasamreč jedzie, u jaho bilet!
Ihar: Kudy bilet?
Luba: Da Kijeva.
Ihar: A rabota?
Luba: Zvolniŭsia.
Ihar: Nie moža być.
Paŭza.
Volha: Siońnia ŭ nas na rabocie była piacichvilinka, jakaja zaciahnułasia na hadzinu.
Luba: I što?
Volha: Skazali zaciahvać pajasy.
Luba: Kudy ž ich jašče zaciahvać i tak ledź dychajem?
Volha: Nie, jašče možna ŭcisnucca.
Ihar: Čakajcie, jakija pajasy, pra što vy? Volha, mama, u čym sprava? Čamu ja pra baćkaŭ vybryk daviedvajusia tolki zaraz?
Luba: A chiba jon z nami raiŭsia? Čorta łysaha! Ja sama pra heta vo tolki ranicaj pačuła. Pračnuŭsia, paśniedaŭ i kaža: «Ja, Luba, na vakzał, pa bilet». Padumała — žartuje. Ale kali pajšoŭ, patelefanavała na ŭsialaki vypadak na aŭtabazu, u adździeł kadraŭ. Kažuć: «A jon tydzień jak zvolniŭsia». Ja dumała, serca nie vytrymaje. A jamu choć by chny: radasny taki zajaviŭsia, bilet mnie pakazvaje.
Ihar: Nu i dzie toj bilet?
Luba: Adkul ja viedaju, u jaho pytajsia.
Ihar: Baćka, pakažy bilet.
Chalevič: Našto jon tabie?
Ihar: I praŭda! Naohuł, historyja staraja i prostaja, jak hrabli: baćka vyrašyŭ zahinuć pa-hierojsku. Moža, navat pra pomnik dzie-niebudź kala Maryupala maryć. Školniki buduć prychodzić, kvietki ŭskładać, mer pramovu skaža. I ja b tak chacieŭ. Tolki ŭ mianie svaje dzieci-školniki — tvaje, baćka, miž inšym, unuki.
Chalevič: I što, što maje ŭnuki, jany tut pryčym?
Ihar: A voś pryčym: jany tolki žyć pačali, a ty ŭžo im…
Chalevič: Karjeru mo łamaju? Taksama milicyjantami chočuć być?
Ihar: Tak, chočuć.
Luba: Chopić vam užo, ścichnicie!
Ihar: Nie, mama, pačakaj, tut pryncypovaje pytańnie! Bo mnie padajecca, baćka mianie dakaraje, što ja ŭ milicyi słužu. A chiba ja ŭ ciabie, tata, nie pytaŭsia, iści mnie ŭ milicyju ci nie?
Chalevič: Pytaŭsia.
Ihar: A ty što mnie skazaŭ, ha? Što?
Chalevič: Skazaŭ: «Kali chočaš — idzi».
Ihar: Aha, voś!
Chalevič: Ale ŭ milicyju, synok, a nie ŭ bandu.
Ihar: Dahavaryŭsia! Ty nas bandaj ličyš?
Chalevič: Mała što zastałosia.
Ihar: O jak! Nu to dziakuju, baćka!
Chalevič: Na zdaroŭje.
Ihar: Nie čakaŭ, daliboh nie čakaŭ.
Chalevič: Pahodź, jašče nie taho dačakaješsia.
Ihar: Čaho ŭžo bolš?
Chalevič: Jość reziervy. Voś paadčyniajecie kancłahiery… spravy pojduć.
Ihar: Jakija kancłahiery?
Chalevič: Pazhaniajecie tudy roznych darmajedaŭ.
Ihar: Vuń jano što! Paškadavaŭ ałkaholikaŭ, hultajoŭ, vałacuhaŭ?
Chalevič: Paškadavaŭ, bo ŭsim spačuvaju, akramia taŭstamordych padluhaŭ, jaki siadziać u kabinietach i ciapier ź pieralaku — a raptam pryjdziecca adkazvać, što jany za dvadcać hadoŭ vysiedzieli, nie ličačy majontkaŭ i rachunkaŭ u bankach, — prydumali, kab nichto navat piknuć nie naśmieliŭsia, kancłahieraŭ panabudoŭvać. I jašče: ty mocna pamylaješsia, kali miarkuješ, što ich hultai roznyja i ałkaholiki. Nie, jany takim, jak ja, cuhli prymiervajuć, rabaciaham, i pakul da śmierci nie zajeździać — nie źlezuć!
Ihar: Taki, baćka, śviet, nichto nie kazaŭ, što jon spraviadlivy.
Chalevič: Ty jašče dadaj, što jon taki ad Boha, što heta Boh tak zaprajektavaŭ. Ci vo, u maciery zapytajsia, jana ŭsio ŭ carkvu biehaje, dyk papy tam joj panaraskazvali što da čaho.
Ihar: Usio, davoli palitinfarmacyi, u mianie na rabocie ad jaje hałava puchnie. Davajcie bližej da žyćcia. Raskład taki: kali daviedajucca (a śpiecsłužby nie śpiać u šapku), što moj baćka vajuje na baku banderafašysckaj ułady, mianie vykinuć ź milicyi. I kudy ja padamsia — chleb pa kramach razvozić?
Chalevič: Nie taki heta drenny zaniatak.
Ihar: O nie, baćka, ja major, a nie šafior. Bolš za toje, ja chaču być pałkoŭnikam i za heta pajdu na mnohaje.
Chalevič: Na što mienavita? Moža, vykličaš narad i pasadziš mianie na piatnaccać sutak? Za toje, što machaŭ rukami i łajaŭsia matam? Tolki papiaredžvaju — kali vyjdu, usio adno pajedu, nie zapyniš. Tak što treba sadzić mianie hady na dva. Ale za što? Zrešty, pakumiekaŭšy, znojdzieš. Patrony možna padkinuć. Heta lepš za ŭsio, aprabavana: dva patrony — dva hady.
Luba: Avoj, avoj, a što heta ŭ nas narabiłasia, boža, za što?! (Chapajecca za hałavu).
Volha: Ničoha, mama, pakul błahoha, supakojsia. (Abdymaje Lubu).
Luba: Nie, narabiłasia, ja viedaju. (Płača).
Chalevič: Za hrachi, maci, raspłačvajemsia. Tak, za ich.
Ihar (zadumienna): Dyk raiš, baćka, padkinuć patrony?
Chalevič: A što, niebłahi šlach.
Ihar: Dziakuju za paradu, ale ja zrablu inakš.
Chalevič: Za spajsy mo pasadziš?
Ihar: I nie spadziavajsia. A voś vyklikać psichijatra pa chutkaj, kab padziviŭsia na ciabie, badaj, varta.
Luba: Synok! Synok! Ty što, rodnaha baćku ŭ psichušku zdasi?
Ihar: A što, mama, rabić — jon ža zaciaŭsia, usio adno nas nie pasłuchaje.
Luba: Ale ž jaho tam zalečać!
Ihar: Ničoha strašnaha. Patrymajuć miesiac-dva — i ŭsio.
Chalevič: A dobra, synok, prydumaŭ! Kali navat potym i pajedu, dyk što ž ź psicha voźmieš, tak? Maładziec! Što taho pałkoŭnika — ty da hienierała dasłužyšsia!
Ihar: Chopić, bolš nijakich razmoŭ. Baćka, apošni raz prašu: adstupisia.
Chalevič: Nie.
Ihar: Nu, nie narakaj. (Dastaje z kišeni mabilnik). Chutkaja?… Treba terminovaja dapamoha psichična chvoramu… Nie, na ŭliku nie staić…. Vulica Puškina, 43, kvatera 135… Dziakuju… Čakajem. (Chavaje mabilnik u kišeń).
Chalevič: Aha, tak. Nu, to zyču vam, dzietki i tabie žonačka, usiaho najlepšaha. Byvajcie. (Biare zaplečnik i vychodzić u spalniu).
Volha: Pajšoŭ.
Ihar: Nikudy nie dzieniecca, piaty pavierch.
Luba (siadaje na kanapu i zakryvaje dałoniami tvar): Voś i ŭsio. Boža!
Volha (siadaje pobač): Ničoha, mama, nie ŭsio. Jašče pažyviem, voś pabačyš.
Luba: Nie, ja viedaju, heta kaniec.
Ihar: Mama, u ciabie vypić što-niebudź jość?
Luba: Harełka, zdajecca, niedzie była.
Ihar: Nali šklanku.
Volha: Dyk ty ž za styrnom.
Ihar: Aj, ničoha.
Volha: Ja i zabyłasia, što vam usio možna.
Ihar: Mama, čuješ, nali kažu!
Luba: Ty što, vypivać pačaŭ?
Ihar: Nie pačnieš tut z vami.
Luba: Na kuchni niedzie, zaraz pahladžu.
Luba vychodzić na kuchniu. Volha padychodzić da dziaviarej u spalniu i prysłuchoŭvajecca.
Ihar: Nu, što jon tam?
Volha: Cicha. Ihar, ja bajusia.
Ihar: Čaho ŭžo bajacca.
Volha: Kab nie zdaryłasia jakoj biady. Moža, admienim vyklik, pahavorym z baćkam jašče raz?
Ihar: Pra što havaryć, baćku nie viedaješ? Tolki kab pa-jahonamu było — i ŭsio tut. Dyj pozna, peŭna jeduć užo.
Volha: Ničoha, vybačyšsia, skažaš, pamylilisia, ciabie pasłuchajuć.
Ihar: Nie.
Volha: Ale ž jon nam nie daruje, jak žyć z hetym budziem?
Ihar: A čamu my pavinny pad jaho padładžvacca?
Volha: Bo jon naš baćka i… i maje racyju.
Ihar: Voś jak ty dumaješ!
Volha: Ihar, pakiń, chaj jedzie kudy choča.
Ihar: Nie.
Uvachodzić Luba i siadaje na kanapu.
Ihar (da Luby): Naliła?
Luba: Na stale staić, idzi sam sabie nalivaj.
Ihar idzie na kuchniu.
Luba(hledziačy ŭśled): Praŭdu ludzi kažuć: biada nie chodzić adna.
Volha: Dumaješ, zapiŭ?
Luba: A ty nie bačyła, jak jon na moj dzień naradžeńnia nabraŭsia?
Volha: Jak nie bačyła, kali ja jaho ŭ taksi sadziła — nijaki byŭ.
Čuvać zvanok u dźviery. Adrazu ž z kuchni vychodzić Ihar.
Ihar: Ja adčyniu.
Ihar vychodzić, zatym uvachodzić ź lekarkaj i dvuma sanitarami.
Lekarka(azirnuŭšysia): Dzie chvory?
Ihar (padyšoŭšy da dźviarej spalni): Tut. (Krataje za ručku). Zamknuŭsia.
Čuvać kryki zvonku. Volha kidajecca da akna i, adčyniŭšy jaho, vyhladvaje.
Volha: Mama! Ihar! Ludzi! Tata zabiŭsia!
Ihar: Jak zabiŭsia?
Volha: Vykinuŭsia z akna.
Ihar, Volha, lekarka i sanitary biahuć uniz. Luba spaŭzaje ŭ nieprytomnaści z kanapy.
Kamientary