Piša Viktar Marcinovič.
U ruki trapiła niekalki mocnych tekstaŭ ad aŭtaraŭ-biełarusaŭ, što pišuć pa-rusku. Za biełaruskamoŭnych tvorcaŭ ja spakojny — jany znachodziacca pad abaronaj samoj movy. Kožny pryhožy skaz, napisany pa-biełarusku ciapier, uzbahačaje kulturu i viadzie da vyśpiavańnia postsavieckaj, novaj belles lettres, jakuju nieŭzabavie buduć prachodzić u škołach. A voś ruskamoŭnyja talenty majuć usie šancy ci to zastacca za śpinami, ci to zbočyć na vaśmipałosny chajvej, što viadzie ad biełaruskaha «ja» da haścinnaha śvietu ruskaj vaty. Kali tvoj hołas nie čujuć u rodnym horadzie — pačynaješ šukać słuchačoŭ tam, dzie razumiejuć movu, na jakoj pišaš.
Pierš za ŭsio chacieŭ by źviarnuć vašu ŭvahu na Alaksandru Pryvada — jana amal nie publikavałasia pakul. Paśla karotkaj sustrečy za kavaj Alaksandra zrabiła intervju z aŭtaram hetych radkoŭ; intervju, jakoha ja nie davaŭ, — ideja całkam borchiesaŭskaja, jak na moj hust. Urešcie jaho było vyrašana nie publikavać. Da majoj asoby, kaniečnie, jano nie mieła nijakaha dačynieńnia, ale enierhietyku Pryvadzinych tekstaŭ mnie prademanstravała vyčarpalna. Pračytaŭšy jašče dva prykłady jaje tvorčaści, zrazumieŭ, što chutka i dakładna my pačujem pra jaje, dyk sačycie za litaraturnymi navinami.
Jašče adzin čałaviek, pra jakoha chacieŭ by zhadać, — Maksim Nachvat; u jaho, jak i ŭ Alaksandry, jość fejsbuk, ale, u adroźnieńnie ad Alaksandry, na svajoj staroncy Maksim, byvaje, pakidaje natatki. Nu, naprykład pra babulu, jakaja vychodzić na bałkon u trusach, ale, kali chałodna, čamuści zamotvajecca ŭ firankavy ciul. «Mabyć, dobraja babula. Mabyć, bolej by takich», — pa-fiłasofsku padsumoŭvaje Maks. Pa jahonych žyćciapisach i karotkich natatkach bačna, što składać słovy ŭ teksty aŭtar umieje. Atrymaŭšy ad Nachvata apaviadańnie z prośbaj pračytać, ja navat adkryvać bajaŭsia: nu, vy viedajecie, jakija teksty, byvaje, dasyłajuć na čytańnie piśmieńnikam. Ale historyja akazałasia zachaplalnaj, mova — pruhkaj dy mocnaj, a siužet — prazrystym i kranalnym. Hałoŭnaje: tak ciapier tut nichto nie piša. Jak i ŭ vypadku Alaksandry, z Nachvatam my majem pryncypova novy hołas, jaki, paśla taho jak hrymnie (a jany — hrymnuć), dadaść krutoje soła ŭ chor, što ŭžo hučyć navokał. Spadziajusia, kalehu chopić usiedlivaści stvaryć zbor voś takich apaviadańniaŭ — čytačy čakajuć, Maks.
Nu i mnie krychu niajomka zhadvać siarod talenavitych, ale jašče pakul nieviadomych tvorcaŭ sapraŭdnuju zorku, čałavieka, jaki vydajecca ŭ AST i pra jakoha recenzii pišuć u «Novaj haziecie». Pryčyny, ź jakich ja heta rablu, dźvie. Pieršaja: mnie vielmi spadabałasia knižka, druhaja: aŭtar pryniaty i instytucyjalizavany ŭ Maskvie, ale pra jaho nie napisana nivodnaha stałaha i padrabiaznaha vodhuku ŭ Biełarusi. Zvyčajnaja karcina, darečy. Chacia knižka takaja, što «Knihu hodu» na miescy biełaruskaha PENa ja b daŭ u 2016-m mienavita Taćcianie Zamiroŭskaj.
Kali b ja mieŭ pahanuju zvyčku mierać biełaruskich hienijaŭ hienijami rasijskimi, ja b skazaŭ, što za piać hadoŭ, što minuli z momantu publikacyi pieršaj knižki Taćciany («Žyćcio biez šumu i bolu», 2010), jana prajšła šlach ad Źmitra Pryhava praź Juryja Mamlejeva da Paŭła Piepierštejna. I sapraŭdy, kali čytaješ asobnyja pasažy z «Vierabjinaj raki», asobnyja siužetnyja chady, kštałtu taho, jak paśla śmierci hierainia trapiła ŭ vialikuju čarhu ŭ paliklinicy i usio čakała, kali nazavuć jaje imia, a kali heta adbyłosia, ustała raptam usia čarha — tamu što nijakich imionaŭ paśla śmierci niama, dyk voś, pračytaŭšy ŭsio heta, mižvoli zhadvaješ Piepierštejna ź jahonymi «Vajennymi apaviadańniami», a taksama «Mifahiennaj luboŭju kast». Ale heta nie praz padabienstva ŭ styli, heta chutčej praz padabienstva ŭ efiekcie. I Pavieł, i Taćciana pakidajuć pieršym uražańniem toje, byccam jany prydumlali siužety pad uździejańniem ekśpierymientaŭ u duchu Cimaci Liry (zhadajma dakumientavany Piepierštejnam suśviet latajučych buterbrodaŭ), ale chutka ty razumieješ, što hetyja teksty sami pa sabie jość ekśpierymientam u duchu Cimaci Liry — što efiekt tut nie subjektny, a abjektny.
Užo na trecim pračytanym apaviadańni Taćciany razumieješ, što Piepierštejnam tut i nie pachnie, što ŭ Zamiroŭskaj svoj šlach, svaja vobraznaść i svaje škilety vierabjoŭ u šafach. Piepierštejn nahadvaje adno składanaje łahičnaje praktykavańnie. A što było b, kab Druhaja suśvietnaja viałasia nie Stalinym i Čyrvonaj armijaj, a kazačnymi istotami ŭ ruskim lesie? I voś razhortvajecca psichadeličny šyzasiužet, u jakim dobra čutno laskańnie łahičnych šaścierniaŭ. Zamiroŭskaja hladzić tudy, dzie šyzałohika spyniajecca. Jaje apaviadańni — nie praktykavańni, nie ŭroki, a chutčej biaźlitasnyja dziciačyja karcinki, kštałtu tych, što Tom Jork źmiaščaje na svaich dyskach.
I jašče. Apaviadańni Taćciany pa-dziavočamu piaščotnyja. Jaje hołas — byccam hołas biełaruskaj raki, što imkniecca dajści da mora i baicca nie dajści, zasochnuć, raspuścicca ŭ bałocie. Centralnaje apaviadańnie zbornika — pra chvoruju na rak dziaŭčynu, jakuju siabroŭka ciahnie ŭzimku lačyć lažańniem na dnie Vierabjinaj raki. I pa vynikach akazvajecca, što ŭsio, što my razumieli — i pra chvarobu, i pra siabrovak, i pra realnaść jak takuju, — sastupaje, kali jana zachłynajecca ŭ źledzianiełaj vadzie. Jašče adno apaviadańnie — majo lubimaje — raskazvaje nam pra žonku, jakaja adnojčy pakazvaje svajmu mužu, što, kali abniać staruju lipu ŭ parku (pa vutkach paznajem minski imia Horkaha), adkryjecca dźvierka ŭ čaroŭny sad. Jany zazirajuć tudy, da lichtarykaŭ u kronach, prahulvajucca siarod kazačnych žyvioł, a potym muž sychodzić u čaroŭny sad samastojna, adzin i nazaŭsiody. I žonka chodzić siarod lipaŭ, abdymaje ich i nie moža znajści taho, kamu sama pakazała šlach da ŭciokaŭ.
Miesca Taćciany na poli biełaruskaj litaratury nastolki svojeasablivaje i admietnaje, što časam zdajecca, nibyta heta i nie miesca zusim, a niejki, naprykład, ekran, jaki visić u kutočku — pry tym, što na ekranie pakazvajuć klip Bonnie the cat hrupy Porcupine tree, tak što ŭsie abaznanyja dy adoranyja hustam udzielniki viečarynki mižvoli zalipajuć na toj samy ekran.
U apošnija hady biełaruskich tvorcaŭ cikaviać pieravažna pytańni «Chto my?», «Dzie my?». I navat «Za što nam?». Zamiroŭskaja zamiest hetych pytańniaŭ zdryhajecca ad zmročnaha: «Boža, i chto pieratvaryŭ majho kata ŭ kryštalnuju piramidu»? Jaje hieroi niaŭpeŭnienyja va ŭłasnych imionach, jany błytajuć ličby i ŭvieś čas ździŭlajucca tamu, što piaty hod zamužam za niejkim Valeram. Ci nie, Stasam. Ź ich špaleraŭ valacca čarviaki, ich dušam patrebny ramont, jaki ŭvieś čas adkładajecca tamu, što kožny ź ich uśviedamlaje: hetaje žyćcio — nie tolki nie apošniaje, ale navat nie samaje hałoŭnaje, chutka, praz adnu ci dźvie śmierci, pačniecca toje, dziela jakoha i varta było naradžacca. Pahadziciesia, heta ŭsio zanadta nahružana dla horada, što nijak nie raźbiarecca ź nizam piramidy Masłoŭ, što z zadavalnieńniem žare fotački ježy i vodhuki na kaviarańki ŭ błožykach.
Ale heta Minsk, heta Biełaruś. Pryčym sapraŭdnaja, biez frape dy fud-fiestyvalaŭ. Zamiroŭskaja robić z našaj krainaj toje ž, što Maks Fraj robić ź Vilniaj u svaich kazkach. Tak, realnaść, jakoj aplataje nas Taćciana, — nie samaje ŭtulnaje miesca, ale varta viedać pra toje, što jana pobač, litaralna za krok praz akno na dziaviatym paviersie.
Kamientary