Sapraŭdny fest: Hłybokaje, Višniovy

Višniovy fest u Hłybokim adbyvajecca sioleta piaty raz. U minułyja hady ja nie naviedvaŭ fest. Kaliści davodziłasia byvać na haradskich, rajonnych śviatach u Dokšycach — i ja byŭ pierakanany, što kali mierapryjemstva ładzić miascovaja ŭłada, to tam niama čaho rabić. Adnak sioleta ja vybraŭsia ŭ Hłybokaje, mahu skazać, što fest tam sapraŭdny.
Višniovy fest u Hłybokim dadumalisia zładzić, bo Hłybokaje słavicca svaimi višniami. Amal kožny hłybocki haspadar maje višni na svajoj siadzibie. Letam idzieš pa horadzie — i prosta nad tratuaram navisajuć haliny sa śpiełymi jahadami. Byvaje, nie ŭtrymaješsia, sarvieš sabie adnu-druhuju. A voś u Połacku višniaŭ mała — pałačanie zaŭsiody pryjazdžali kuplać višni ŭ Hłybokaje.

Pa zahadzie z rajvykankama ŭsie ŭstanovy ŭ Hłybokim upryhožyli vyjavami višni. Mietaličnuju višninu pastavili i na raźviazcy pierad ujezdam u horad. A voś na drevach šukać višniu daremna: zusim nie ŭradziła - paškodzili viasnovyja marazy i niezvyčajna chałodnaje leta. Jahad mała, i z tych bolšaść niaśpiełyja. Dyk hłybačanie sioleta čaściej bačać višniu namalavanuju, čym sapraŭdnuju.
Niedarod višań, adnak, nie paŭpłyvaŭ na papularnaść Višniovaha festu. U centry — ludna. Vulica Vilenskaja ad Drujskaj da Kisialoŭščyny, vulica Zamkavaja ad Rynka Kaściuški amal da Biareźvicy, pačatki vulic Dokšyckaj, Nizkaj, Drujskaj — ludziej poŭna. Sotni, tysiačy. Miascovych i pryjezdžych. Uzdoŭž vulic stajać dziasiatki šapikaŭ z suvienirami, ramiesnymi vyrabami dy ježaj. Narod špacyruje, adpačyvaje ź siemjami i siabrami, hučać muzyka i śpievy, idzie handal.

Na vulicy Vilenskaj — sapraŭdny bałahan. Tut raźmiaścilisia «padvorki» sielskich damoŭ kultury.
Siudy danosiacca huki sa sceny, ale ich starajecca zahłušyć samadziejny kalektyŭ, jaki ŭ sielska-doma-kulturaŭskich strojach piaje: «Mnie nie nado horodskuju [dziaŭčynu] — dierievienskuju choču». Praz paŭsotni krokaŭ jašče adzin viaskovy artyst pierapiavaje niešta z rasiejskaj papsy. A ludzi spyniajucca, słuchajuć, zdymajuć videa na telefony.
Što ž, — padumałasia, — i daŭniej było hetak. Pa abšarnickich, mahnackich pałacach visieli karciny jeŭrapiejskich majstroŭ, hrali na skrypcy i fartepjanach. A prosty narod na kirmašach zabaŭlali «miadźviedniki i skamarochi». U invientary Hłybokaha za 1752 hod pieraličanyja ažno dvanaccać siemjaŭ, jakija zajmalisia hetkim «šoŭ-biznesam». Praŭda, tahačasnaje hramadstva i carkva takich nie šanavali — na hary, jakuju ciapier zavuć Kapitanicha, byli admysłovyja mohiłki, «dzie schizmatykaŭ i skamarochaŭ chavajuć».
Na adnym «padvorku» zaŭvažaju maładoha chłopca ŭ vyšymajcy. «Musić, niechta svoj», — dumaju. «Dobry dzień, Kastuś. Heta ja Vam pisaŭ UKantakcie, pytaŭsia pra stary płan Hłybokaha, — kaža mnie jon. — A voś što ja chaču zrabić…» Andrej — hetak zavuć chłopca — pakazvaje svaje suvieniry. Na kavałkach doški vyjavy staraśvieckich śviatyniaŭ. Kaścioł u Mosary, kaścioł i carkva ŭ Hłybokim… Jon žyvie ŭ vioscy Uzrečča, cikavicca miascovaj historyjaj, šukaje novyja temy dla svajho ramiastva.
My razmaŭlajem ledźvie nie krykam, kab čuć adzin adnaho.

Bo pobač hučna hraje muzyka. Abmiarkoŭvajem historyju jahonaha kraju, dy novyja znachodki. Kažu jamu, što varta raźvivać spravu z suvienirami. Bo tysiačy turystaŭ naviedvajuć Hłybokaje, a kala carkvy i kaścioła niama ni kramy, ni navat časovaha łatka z suvienirami. A na hetym možna zarablać hrošy.

Pierad budynkam haradskoha centra kultury miascovy muziej raskłaŭ kalekcyju harmonikaŭ. Tut i fabryčnyja, i pieradvajennyja samarobnyja. Vasil Stoma, aŭtar cudoŭnych uspaminaŭ pra mižvajennaje miastečka Łužki, pisaŭ pra majstra Žeńku Lutynskaha, jaki rabiŭ harmoniki na prodaž. Praŭda, dadaje Stoma, zaroblenyja hrošy majstar prapivaŭ. A pobač siadzić harmanist u sałamianym kapielušy i hraje, hraje… Ludzi kidajuć jamu maniety.

Zachodžu ŭ budynak HCK, kab pahladzieć na vystavu karcin Eduarda Maciušonka — mastaka, jaki rodam ź vioski Mniuta, a žyvie ŭ Vialejcy.

Ja ŭčora byŭ na adkryćci, a siońnia zajšoŭ pahladzieć jašče raz. Zdajecca, na hetyja karciny možna hladzieć kožny dzień…

Voś adlustravany kaścioł i klaštar karmielitaŭ bosych u Hłybokim u hady svajho roskvitu, nie źmienieny pierarobkami. Na inšaj — carkva i klaštar bazyljanaŭ u Bieraźvieččy. U klaštornuju bramu zachodziać bahamolcy, pobač prajazdžaje bryčka. A napieradzie — paŭprazrystaja ałtarnaja pieraharodka, a z-za jaje, praz Carskija varoty, vychodziać pryvidnyja, byccam źničy postaci ludziej. Heta dušy tych, kaho zahubili ŭ Bieraźvieččy stalinskija i hitleraŭskija zabojcy… Vielmi hłyboki, kranalny tvor.

Da mianie padychodzić mužčyna hadoŭ šaścidziesiaci. «Saču za Vami na fejsbuku», — pryznajecca. My zavodzim hutarku, viadoma ž, pra hety kraj, pra historyju. «Ja lubiŭ, jak byŭ mały, pabyć kala darosłych u kuźni, na budoŭli. Ludzi šmat raskazvali pra toje, što było raniej. U maim dziacinstvie ŭ našaj vioscy nie było pjanic. Ułady zahadali pierasialicca z chutaroŭ, ale sady nichto nie čapaŭ. Ludzi źbirali jabłyki, ihrušy na svaich chutarach. Potym užo, u siamidziasiatyja, ich ssunuli buldozierami…»

Čas mianiajecca. Daŭniejšaje žyćcio prajšło, pra jaho zastalisia ramantyčnyja ŭspaminy. I fotazdymki. I karciny — jak tyja, što maluje Eduard Maciušonak. Dzie habrej idzie pa brukavanaj vułcy kala aŭsteryi ŭ Hłybokim. Dzie Jazep Drazdovič, i polski pamiežnik, i dobra apranutaja žančyna, i habrej ź dziećmi, i
sielanin z rovaram sustrakajucca kala mostu ŭ miastečku Plisa. Dzie drobny šlachcic zajazdžaje na bryčcy ŭ svoj falvarak kala Mniuty…

Adna z samych ščymlivych karcin Eduarda Maciušonka — «Kvietki dla Taty». Dzie ramonki i vasilki stajać u słoiku na ciaślarskim varštacie. Z hebla styrčyć stružka — a majstra ŭžo niama… Hetuju karcinu mastak pryśviaciŭ svajmu baćku, cieślaru, jaki niekalki miesiacaŭ tamu pamior. A častku tvoraŭ Maciušonak namalavaŭ na pałatnie, jakoje vytkała na krosnach jahonaja maci.
Vychodžu na vulicu. Tam praciahvajecca fest. I śpievy. I zabavy. I handal.
Dziasiatki ramieśnikaŭ raskłali svaje vyraby — i hlinianyja, i draŭlanyja, i viazanyja, i plecienyja, i valenyja… Chto što ŭmieje i ŭ kaho na što chapaje hustu. Uładzimir Ramanovič ź Viciebska staić razam z žonkaj — pradajuć rečy ź biełaruskaj atrybutykaj. Jak handal? — pytajusia. «Skažam tak: na darohu nazad zarabili», — adkazvaje Uładzimir. Ludzi ciapier nieachvotna traciać hrošy, bo kryzis. Kali padychodzić čałaviek, Uładzimir prapanuje jamu i adno, i druhoje, i treciaje. «Handluješ, jak daŭniej habrei», — adznačaju ja jahonaje starańnie pradać svoj tavar.

Kirmašovych zabavaŭ šmat. U niekalkich miescach prapanujuć vybić mołatam suvienirnuju manietu. U inšych — pakidać drocikam u pavietranyja šaryki na palicy. Pry mnie hetym baviŭsia padpałkoŭnik hłybockaj milicyi — i, zdajecca, celiŭ trapna. Dzieci katajucca na małych elektryčnych mašynkach. «Biasprojhryšnuju łatareju» prapanujuć šmat dzie. Na Zamkavaj vulicy niechta pastaviŭ pierakładzinu — i abiacaje tryccać rubloŭ tamu, chto pravisić na joj dźvie chviliny. Chočaš pasprabavać — płaci hrošy. A sprabujuć mnohija — peŭna ž, nie ŭ stratu haspadaram.
Šmat miescaŭ, dzie možna padjeści. Stajać rajpoŭskija namioty z rajpoŭskim ža asartymientam. Pa Vilenskaj i Dokšyckaj vulicach raznosicca pach šašłykoŭ. Kala ŭniviermaha, jakraz na miescy carkvy Śviatoj Trojcy — čarha da namiota z kvasam, smažniami, marožanym. «Nahadajcie, što vy prasili?» — pierapytvaje stomlenaja pradaŭščyca, jakaja za dzień i nie prysieła.

Pa vulicy jeździć kareta, zaprežanaja ŭ paru koniej, kataje achvotnych. Daŭniej karety rabili z dreva - a hetuju miascovyja kavali dadumalisia zrabić žaleznuju. Kareta važyć tonu, i koni nadta zmarylisia vałačy hety ciažar pa haračym asfalcie. Praŭda, u takoj pajezdcy nie adčuješ siabie ni vialikim mahnatam, ni pryjoram hłybockich karmielitaŭ. Toj, pavodle ŭspaminaŭ, jeździŭ na šaściorcy parodzistych koniej. A tut — dvoje, i tyja drobnyja. Siaredniaha šlachcica zaprežka…
Za niekalki hadzin stamlajusia ad šumu i ruchu. Idu Zamkavaj vulicaj u bok Karmielitaŭ. A kali pierachodžu most na Biareźvicy, kolišniuju miažu radziviłaŭskaj i karmielickaj častak Hłybokaha, i adnačasova miažu Vilenskaha i Połackaha vajavodstvaŭ — raptoŭna robicca cicha i spakojna. Siudy nie daciahnulisia šerahi namiotaŭ i natoŭpy — kantrast pamiž radziviłaŭskaj i karmielickaj častkami horada adčuvajecca.
Prychodžu ŭ były kaścioł karmielitaŭ bosych, ciapier — pravasłaŭny sabor Rastva Baharodzicy. Krajaznaŭca Jury Kałbasič pravodzić tam čarhovuju, nieviadoma katoruju za dzień, ekskursiju. A ja siadaju na łaŭku ŭ carkvie i dumaju pra žyćcio… Voś, što ja zrabiŭ za dzień? Chadziŭ, razmaŭlaŭ, mitusiŭsia, stamiŭsia. A pra Boha siońnia ni ranicaj, ni za dzień nie ŭspomniŭ. I pra inšych ludziej taksama nie dumaŭ. Usio pra siabie dy pra siabie… Taki ź mianie viernik, na žal. Tolki jak z hetaha vypravicca?
U chramie cicha. Ja hladžu to na padłohu chrama, vykładzienuju ŭ XVII stahodździ sa «šviedskaha kamieniu», to na abrazy z vyjavami śviatych na ścienach, padymaju vočy da halerei, što abychodzić chram pa viersie, da vysokich sklapieńniaŭ, jakija niekali pry karmielitach byli pryhoža razmalavanyja.
Vialiki chram. A čałaviek u hetaj vializnaj, vieličnaj śviatyni zdajecca maleńkim. Jak muraška.

Kamientary