
3 žniŭnia a 16.00 u halerei Univiersiteta kultury, što mieścicca ŭ Pałacy Respubliki ŭ Minsku, adbudziecca impreza, prymierkavanaja da stahodździa z dnia naradžeńnia narodnaha piśmieńnika Biełarusi Janki Bryla.
Hazieta «Litaratura i mastactva» pryśviecić jubilaru ceły svoj vypusk.
Ivan Antonavič Bryl naradziŭsia 4 žniŭnia 1917 hoda ŭ Adesie, kudy jahonuju siamju zakinuła vichura Pieršaj suśvietnaj. Karaniami jon byŭ z-pad Mira, dzie i vyras. Słužyŭ u marskoj piachocie, pačaŭ vajnu ŭ vieraśni 1939. U 1941 uciok z pałonu, spačatku chavaŭsia, a paśla partyzaniŭ u rodnych miaścinach.
Jon pamior u 2006, pachavany na mohiłkach u Kałodziščach.
* * *
Janka Bryl
Memento mori
Poźniaj vosieńniu sorak treciaha hoda na adnym z samych spakojnych pierahonaŭ Biełaruskaj čyhunki ŭzarvaŭsia niamiecki vajskovy ešałon.
Praź dzień, chałodnym, zołkim dośvitkam, bližejšuju da miesca katastrofy viosku akružyli karniki. Žandary ŭ kaskach i strakatych płašč-pałatkach i miascovyja zdradniki-palicai ŭ čornych, pramokłych šynialach pryjechali z rajcentra na piaci mašynach. Vioska była vialikaja, ale «nakryć» jaje ŭdałosia chutka i spraŭna. Jak vyśvietliłasia značna paźniej, ucaleła tolki dvoje: chłapčuk, jaki vypaŭz baraznoj u zahumiennyja kusty, i dzied, što jakraz zanačavaŭ u svajaka na dalnim chutary.
Usie inšyja žychary sahnany byli ŭ toj kaniec vioski, dzie stajała staraja vializnaja adryna, — usio, što ŭcaleła ad kałhasnaj fiermy.
Zonderfiurer, načalnik ekśpiedycyi, razvažyŭ, što prymusić «bandytaŭ» kapać sabie jamu — doŭhaja historyja. Značna praściej spalić ich u hetaj adrynie. Pakul jaho padnačalenyja zahaniali viosku ŭ troje šyrokich varot draŭlanaj budyniny, jon stajaŭ trochi zboku, na ŭzhoračku, i niepryjemna morščyŭsia ad dzikaha kryku i płaču…
Pobač ź im amal nieprykmietna ŭzdryhvała ad praniźlivaj słaty maładaja źbialełaja pierakładčyca.
— My chutka skončym hetaje švajneraj*, i tady, frojlajn Vera, pajedziem dachaty. Budzie znoŭ ciopła… O tak!..
* Śvinstva.
Istota ŭ skuranym palito i biełaj viazanaj chustcy vyklikała na tvar kryvoje padabienstva słužbova-intymnaj uśmieški.
Tak by ŭsio i było, jak byvała, adnak, zirnuŭšy ŭ natoŭp svaich achviar, što nabližalisia da krajniaj ad jaho čornaj piačory varot, zonderfiurer zaŭvažyŭ znajomaha.
— Adkul ja viedaju jaho?.. O! Menšenskind*, dyk heta ž toj piačnik! Skažycie, frojlajn Vera, kab jaho padahnali siudy.
* Dasłoŭna — «dzicia čałaviečaje», adpaviadaje biełaruskamu «chłopča».
Piečnika padahnali.
— Bist du doch aŭch hir, majn liber kerl?* — zaśmiajaŭsia načalnik.
* I ty taksama tut, moj darahi?
Piačnik ničoha nie zrazumieŭ. Dy, vidać, i nie čuŭ. Bledny, biez šapki na łysinie, abrosły siviejučaj ščećciu, jon upiorsia ŭ niemca skamianiełymi vačyma i maŭčaŭ. Tolki biaskroŭnyja huby pierasmykalisia, jak ad niazbytnaha žadańnia havaryć.
Uletku jon rabiŭ zonderfiureru piečy. Znajšli jaho i pryviali, viadomaha na ŭsiu vakolicu. Piać ranic dziažurny žandar abšukvaŭ jaho i kožny raz adnolkava viesieła znachodziŭ u kišeniach majstra toje samaje kresiva, samasad i kavałak čornaha chleba. A piečy atrymalisia vydatnyja. Kuchar chvalić plitu, a sam zonderfiurer - hrubku ź biełaj kafli. Voś i ciapier jon ledź nie zaachkaŭ na ŭspamin ab jaje hładkaj ciepłyni.
— Skažycie jamu, frojlajn Vera, što jon nie budzie spaleny. Spytajciesia, jon choča žyć?
— Spadar zonderfiurer kaža, što vy, dziadźka, budziecie žyć. I jon pytajecca, ci vy hetaha chočacie?
Piačnik tolki pavarušyŭ biaskroŭnymi hubami.
— I skažycie jamu… Spytajciesia, chto ŭ jaho tam jość.
— Spadar zonderfiurer pytajecca, chto ŭ vas tam jość? Tam — u adrynie?
Z vusnaŭ u čałavieka sarvalisia słovy:
— Tam… maja… baba…
— Jon kaža, što tam jaho žonka.
— Skažycie jamu, što žonka jaho taksama nie zharyć. Jon moža ŭziać jaje.
— Spadar zonderfiurer kaža, što fraŭ… što žonku svaju vy možacie zabrać.
Biaskroŭnyja huby ŭ siviejučaj ščeci zavarušylisia znoŭ:
— U mianie tam i dačka… z małymi dziet… kami…
— Jon kaža, što tam u jaho jość dačka sa svaimi dziećmi.
— O! Menšenskind! Moža, u jaho jašče chto-niebudź jość?
— Spadar zonderfiurer pačynaje vykazvać niezdavalnieńnie. Jon pytajecca, chto ŭ vas tam jość jašče?
— Skažy jamu, što ŭ mianie tam susiedzi… A ty skažy, što jany svajaki…
— Jon kaža, što ŭ jaho tam mnoha svajakoŭ. A taksama susiedzi.
— Susiedzi?! Es ist aber etvas cu lachien!..* Moža, jon choča, kab ja addaŭ jamu ŭsiu hetuju bandu? Spytajciesia ŭ jaho apošni raz: čaho jon choča, varjat?
* Heta ŭžo prosta śmiešna!..
— Spadar zonderfiurer pačynaje złavać. Vy, dziadźka, nie duryciesia, kali chočacie žyć. Zaraz adrynu padpalać. Jon kaža, što vy, musić, chacieli b zabrać adtul usiu bandu.
Pad čornaj naviśsiu brovaŭ ažyli narešcie vočy. Huby zusim pierastali dryžać. Nibyta nie svaju, niezvyčajnym žestam, piačnik uźniaŭ hałavu:
— A jon što dumaŭ? I ŭsich! Usich dobrych ludziej!.. Moža, jon im raŭnia — hety tvoj haspadar? Abo ty, moža?.. Ćfu!..
Čałaviek plunuŭ pad nohi, tady paviarnuŭsia i ŭžo nie tym niapeŭnym krokam, jak siudy, pajšoŭ da varot adryny.
Byŭ niejki momant razhublenaści, a potym zonderfiurer sarvaŭ z pravaj ruki mokruju skuranuju palčatku, adšpiliŭ kaburu, vychapiŭ pistalet i pryceliŭsia…
U žudasnym lamancie streł amal nie pačuŭsia.
Ale piačnik upaŭ.
Jon jašče ŭzdryhvaŭ, kali jaho padniali i kinuli cieraz paroh, pad nohi zboju adnaviaskoŭcaŭ.
Tady varoty nazaŭsiody začynilisia.
I jon zhareŭ — adzin, chto moh by ŭ toj dzień nie zhareć.
I jon žyvie.
1958
Kamientary