ŁISTY Z PRAVINCYI
Słavamir Adamovič
Chutar Kazimiraŭka travień 1998 h.
Darahi tavaryš!
... Heta pravilna, što haračynia. Chaj budzie. Bo pryjduć chutka chałodnyja dni. Tamu karystaj z taho, što maješ... Zajzdrošču tabie: ty ŭžo tam, u lasoch, na Habskich bałotach, dzie tak vostra pachnie ciełam biełaha čałavieka, dzie žuravińnik čaplajecca za letašnija imchi, dzie kryvy sasońnik bałotny dy biełyja-biełyja stvały chudych biarozak dy hetkija ž biełyja kości kałhasnaj karovy, što zdochła na pašy piatnaccać hadoŭ nazad... A ja mušu tut adbyvać svaju karu žyćciom: vulica Surhanava šumić tak, niby pa joj prachodzić 6-ja armija Frydrycha Paŭlusa. Vyjdzieš na piva — tam viertuchaj z «amerykanki» (ćchu ty, daruj, Boža!). A ŭčora žonka lifciora prybiahała rady prasić. Pryjšłosia hladzieć za jejnym trochhadovym śpinahryzam, pakul maci biehała na vachtu vyklikać milicyju. Viarnułasia, trasiecca ŭsia, addaje mnie hrošy na zachavańnie. A mušu skazać tabie, što ŭ susiedki hetaj vahi budzie kil 120, kali nia bolej. Dyk jak mnie nie pastaracca dziela hetaj žančyny! Praŭda, ja jašče nie dabraŭsia da susiedčynych abjomaŭ, ale sprava rašycca tym chutčej, čym z bolšym entuziazmam susied budzie žłukcić harełku. I što z mužykami robicca, skažy ty mnie, tavaryš? A, voś jašče: kazaŭ mnie hety samy Lifcior-Łachcior, što paśla rodaŭ žonka na jaho achaładała, nie daje, adnym słovam. Nu, ja i paraiŭ jamu na toje, maŭlaŭ, u śviecie ludzi vajujuć za svajo dvuma sposabami: jazykom i zbrojaj. Raz tvaja nieabdymnaja nie žadaje połymia tvajoj harmaty, tady pasprabuj razahreć žončyn spod tym, što ŭ ciabie ŭ rocie. I raspavioŭ ja, tavaryš, hetamu Lifcioru pra toje, što, jak i alkahol, žančynu lepš lubić-vypivać nievialikimi porcyjami. I abaviazkova, kab post byŭ choć raz na hod. A nia chočaš, kažu, jazykom da spodu rodnaj žonki prykładacca, da taho, kažu, jakim jana tabie syna naradziła, to vaźmi dy nožki joj šampanskim pamyj, a vadu vypi. Voś tady i ŭbačyš, adpuścić jaje ci nie...
Darahi tavaryš, my z taboj nie adnu spravu praviarnuli ŭ našaj stalicy, ty vieryš mnie, jak, moža, sabie nia vieryš. Choć ja i vučyŭ ciabie turemnaj navucy: nia vier! nia bojsia! nie prasi! Dyk voś, ja lublu žančyn, ale nikoli nie prašu. Žančyna pavinna sama raskrycca tabie nasustrač — niby krymskija maki ŭ mai 1982 hodu. Uvilhotni jaje sałodkimi słovami, piaščotaju ruk... Tak i z uładaju: zrabi ŭsio, kab avałodać joju zmoh tolki ty, kab nikomu inšamu nie dałasia jana ŭ prahnyja i brudnyja ruki.
Jość i ŭ mianie, tavaryš ty moj darahi, žančyna, jakoj ja myŭ nohi ŭ šampanskim i piŭ toje šampanskaje, jak samy cudoŭny napoj u śviecie. Nia lepšaj i nia horšaj była i jość taja žančyna. Dy i nia ŭ joj, vidać, pryčyna. Prosta žarść — jana svavolnica. Najšło na mianie, jak na rasiejskaha kupca, jak na zeka paśla abviaščeńnia prysudu — i kupiŭ ja butelku šypučaha napoju, i šakaladaŭ-marmeladaŭ, i staviŭ parcalanavuju talerku na padłohu kala łožka, i adkarkoŭvaŭ butelku, i nalivaŭ u kryštalovyja fužery, i palivaŭmyŭ joj nožki, spačatku adnu, potym druhuju...
Pamiž Budsłaŭjem i Kryvičami 23 traŭnia 1998 h.
Dzień dobry, vaspanie!
Byŭ ja dva dni ŭ stalicy — z revizijaj. Choć i marudna, ale spravy ruchajucca. Pastupiła novaja partyja papiery, ale kampańjon uzdumaŭ paduryć nas, choć my j papiaredžvali suprać takich dziejańniaŭ. Zatoje z partyjaj italjanskich SRSM usio ŭ paradku. Cyhančuki nie padviali. I heta ŭściešvaje. Budziem i nadalej supracoŭničać.
U druhoj pałovie dnia sustreŭsia z Tacianaj. Pieršy raz jana pryjšła da mianie ŭ internat i dosyć chutka raspranułasia. A ja i nia vielmi kab chacieŭ hetaha. Eratyčnaha ŭ joj nie chapaje. Choć ža i strojnaja, i maładaja, i dastatkova pryhožaja. Ale ž niešta mnie rymściła, pieraškadžała, zaniavolvała. Skažy, kali dzieviatnaccacihadovaje dziaŭčo raspranajecca da halizny i kładziecca ŭ łožak tryccacišaścihadovaha mužčyny, to što tut: pravakacyja? hatoŭnaść stać žančynaj? Tym časam ja pahaspadaryŭ dzie treba; vałosiki nad spodam u jaje rusiavyja, a vilhotnuju ružovuju dziračku nie mahu nie paraŭnać z adtulinkaj u stvale drobnakalibernaha pistalecika. Dziaŭčyna šaptała, što choča mianie, ale tolki paśla šlubu. Značyć, nie daviaraje, nie kachaje? A voś na aralnyja manipulacyi zhadziłasia. Zdajecca, moj zamučany ananizmam stručok joj spadabaŭsia. Prasiła, kab pajorzaŭ im pa žyvociku j hrudziach. I ja staraŭsia, ale ŭzarać rallu ŭsio ž nie advažyŭsia, a kali ščyra, to, vidać, prosta nia mieŭ vialikaj achvoty. Ničoha dziŭnaha: za dzień da spatkańnia z Taniaj ja ŭzvorvaŭ papar Žeńki-mastački. Žeńka asabliva nie cyrymoniłasia: radasna abcałoŭvała mianie i zapeŭnivała, što ja ŭ jaje pieršy. Pachła jana nia to siemkami słaniečnika, nia to alejem z hetych samych siemak.
Paśla eratyčnych praktykavańniaŭ Žeńka pajšła zdavać zalik pa historyi Biełarusi, a Tania zatelefanavała babuli i skazała, što my byli ź joju ŭ Opernym, dzie davali «Travijatu». Pa ŭsim sa mnoju iznoŭ zastalisia tolki vieršy.
My robim, jak darosłyja,
štučki eratyčnyja,
my traŭkaju parosłyja,
kontr-a-palityčnyja,
rosnyja, vilhotnyja,
miescami kryničnyja,
dla svaich — ilhotnyja,
dla čužych — taksičnyja.
Lubimsia, ach, lubimsia,
jak pierad atakaju,
lubimsia — nia zhubimsia,
jak ziarniatka z makaŭki.
Žyviom, brat, i budziem žyć! Da sustrečy ŭ Mirona. Tvoj Raman.
v. Alchoŭka 6 červienia 1998 h.
Dobraha dnia ŭ tvaju chatu, siabra!
... Ni dabra, ni zła nie šukaju, a harmonii. Viečnaja prablema, holeńkaja, tak by mović, vyzvalenaja ad nasłańnia pseŭdaidejaŭ, čystaja ludzkaja prablema — heta PRABLEMA AČYŠČEŃNIA. A našyja pošuki Biełarusi jak Nacyi — chiba heta nie prablema hihijeny? My chočam spatalać smahu la svaich krynic, i amyvać našyja rudyja, šera-zialonyja dy sinija vočy ŭ svaich krynicach žadajem. U čystych krynicach!
At ža, tavaryš, što tut kazać. Užo ŭ pieršym svaim apaviadańni «Ŭ łaźni» Maksim Harecki sfarmulavaŭ toje, što my ciapier sprabujem pierafarmulavać, adkryvajem nanova. A treba nam elementarnaje: ŁAŹNIA! I bieź nijakich tam pieranosnych sensaŭ! Bo ŭ čystym ciele — zdaroŭje, a ŭ zdarovym ciele, jak viadoma, zdarovy duch. A što ŭ nas? Pryjaždžaju niejak da baćkoŭ, idu ŭ łaźniu, jakuju švahier niadaŭna pastaviŭ, a tam ni pałka, ni cebra dla haračaj vady, padłoha ŭzarvana i na ziemlany pod bulby nasypana. Akazvajecca, nie paśpieli łaźniu pabudavać, jak zrabili ź jaje varyŭniu. Voś tabie i narodnaja mudraść, i pryjarytety, i akcenty. Tak što Harecki svaim pieršym apaviadańniem u dziasiatku patrapiŭ. Z łaźni ŭ nas pačynać treba, z łaźni, a maładym klasyka čytać i pieračytvać.
Ja tut zaraz na dumcy siabie złaviŭ, što našaje listavańnie nadta ž padobnaje da apaviadańnia Hareckaha «U čym jaho kryŭda?» Ale chto z nas Kaściučok Zaremba: ty? ja? Ci my, bratka, aboje?
Nu, byvaj zdarovy! Jak zaŭsiody, na tym samym miescy i ab tym samym časie. Raman.
Na chutary. červień 1998 hodu
... Chapajusia za dziesiać spravaŭ, zamiest taho, kab za prozu ŭziacca, jak paraiŭ mnie pry vypadkovaj (?) sustrečy piśmieńnik Pavał Miśko.
Pravincyja vymiraje, ludzi dzičejuć. Pazhrabałasia adniekul badziahaŭ, biesprytulnych zekaŭ. Niadaŭna adzin taki prybłuda sužycielnicy svajoj pamiž noh hrabieńčyk pajalnikam prysmaliŭ. Razoŭ dziesiać, moža, i končyła baba, jak ty miarkuješ? A voś syn staroha Kasiaka ŭžo katory hod nie stryžecca. Dyk jaho pjanyja mužyki na druhi dzień paśla Radaŭnicy siłamoccu padstryhli dy jašče sa staroj Kasiačychi za rabotu baryša spahnali. U Kamaraŭskim klubie, dzie ja niekali ŭ siomaj klasie hałasiŭ sa sceny «Pierievoz Dunia dieržała...», niejki intelektuał uskryŭ biblijateku dy vyciahnuŭ dvanaccać tamoŭ našaha ziemlačka Dastajeŭskaha i piaćdziasiat adzin tom PZT Uljanava-Lenina. Fakty, vartyja epochi Apakalipsisu. Zatoje pryroda biare svajo, abnaŭlajecca, što mianie tak ciešyć — jak častku hetaj pryrody. Ziamla dziadoŭ, jakuju ŭ 70-ch tak prahna i biezahladna raskarčoŭvali, iznoŭ zarastaje lesam i chmyzami, na asušanyja tarfianiki viartajecca bałota. Bližej da čałaviečaha žytła pasunulisia i reptylii, viasna vydałasia źmiainaj.
Drevy maje rastuć imkliva. Mnie, biaździetnamu, heta asabliva doraha. Pieršyja dub i jełku ja pasadziŭ u 80-m, vosieńniu, pierad vojskam. Užo z Afhanu pryjšli i lehli u kryvickuju ziamlu pieršyja cynkavyja truny... Ciapier tym dubu i jełcy roŭna 18. Paŭnaletnija. Vosieńniu ja adznaču ichny dzień naradžeńnia. Vypju za dačku j syna.
Kožnuju vosień, za vyniatkam dvoch hadoŭ słužby ŭ savieckim vojsku dy dziesiaci miesiacaŭ turmy, ja vysadžvaju na svaich kotliščach drevy: nie kusty ahrestu, nie jabłyńki, a sapraŭdnyja drevy lesu: dub, jełku, sasnu, biarozu. I pryžyvajucca jany najlepiej. I hałoŭnaje — jany nikoli nie zdradziać, nia kinuć, jany zaŭsiody tam, dzie ty ich pasadziŭ. Dub užo katory sezon žałudzicca, jełka štohod vyzałočvajecca šyškami.
«Raści, ŭmacoŭvyvajsia, dreva, Jak manument žyvy, ŭstavaj...»
Darahi moj tavaryš, nia dobraha, nia złoha šukaju — harmonii. Drevy — PASTAJANNAJA majho ačyščeńnia. Suziraj dreva — i nabudzieš duch, i budzieš z ducham. I ludzi pryjduć da ciabie, jak ty prychodziš da drevaŭ.
Skažy našym, niachaj sadziać les, budujuć łaźniu, i zaŭsiody pamiatajuć pra mužnaść.
Na hetym pierapyniajusia. Romuś.
Vioska Čartki, paśla 15 červienia 1998-ha
Dabrydzień, darahi tavaryš!
Spačatku pra spravy. Pieradaj pa kamandzie, što ciapier mironaŭcy i chłapcy z «PR» źbirajucca KOŽNY PANIADZIEŁAK A 19-J HADZINJe KALA FIŁJaRMONII. Prychodzić treba dakładna ŭ čas, u pary albo z hrupaj. Forma adzieńnia — čornaja paradka, spartovaja ci kamuflaž. Nahadaj pra dyscyplinu i adkaznaść. Instrukcyi i novyja śpisy kalabarantaŭ pieradaść suviazny. Šostaha lipienia KHB pravodzić u stalicy štabnyja vučeńni na ŭzroŭni haradzkoha i rajonnych adździełaŭ. Našyja hrupy pavinny zabiaśpiečyć ich rabotaj...
... Žyćcio, trasca mnie ŭ bok, piarestaje, jaje susiedzkaja karova. Chočacca pieračytać sini dvuchtomnik Janki Maŭra, «Mikołku-paravoza» j «Ślozy Tubi». Čort jaho viedaje, što takoje... I stancavać rumbu z kinafilma «Čałaviek-amfibija». I kab muzyka z kružełki firmy «Miełodija» 70-ha hodu, pastaŭlenaj na prajhravalnik radyjoły «Riga».
A što rabić, tavaryš? Žyćcio ŭ nas adno, jak heta ni banalna. Tamu nia tolki zmahacca, ale j žyć treba. Inakš možna ad hetaha žyćcia adarvacca, zhubić, jak toj kazaŭ, niepasrednuju suviaź. Voś čamu ja pišu vieršy, suciašaju žančyn, kalu kabana na Kalady, siadžu ŭ turmie, jem fasolu na małace, uzryvaju sudy, kažu «pajšoŭ na...» sudovamu vykanaŭcu Kačanu, pju piva ź viertuchajem i kuplaju adnojčy hryl-kuranio pa 165000 za tušku (na 25.06.1998).
Kali ty kankretny — ty zmahar. Kali nijaki — ty prosta cielapajeśsia. Nienavidžu cielapacca! Epocha klubaŭ, tałok i kupallaŭ minułasia. Mianie cikavić zołatavalutny zapas Krainy, monstry inydustryi, našy perspektyvy ŭ hieapalitycy, realnaść infarmacyjnaj blakady, intelektualny patencyjał, hienetyčnaja ŭstojlivaść nacyjanalnaha arhanizmu, nafta ŭ trubach i pad ziamloj, a taksama što sabie dumaje dyrektar Budsłaŭskaha kałhasu, kiraŭnik mienskaha stankabudaŭničaha zavodu... Mnie cikava ŭsio, bo mnie patrebnaja Nacyja. Nam — patrebnaja.
... A ja kazaŭ tabie, što pachaładaje. Voś i maješ. I daždžy. Siadžu pad koŭdraj na łožku, hladžu ŭ vakno, ubiraju ŭ siabie enerhiju dystylatu. Uspaminaju, što za dzień da adjezdu sa stalicy zabiehła da mianie ŭžo inšaja Tania, Zielanovič, z Astraŭca rodam. Hod adbyła ŭ praftechvučelni budaŭnikoŭ, navučyłasia na budoŭli razam z darosłymi babami pić harełku, a ciapier voś ispyty zdaje ŭ Akademiju mastactvaŭ. Choča aktorkaj stać. Čytała mnie štości ryfmavanaje ź Janki Sipakova. Amal jak maci maja ŭ maładziejšyja hady. Až ja sam padchapiŭsia da čytańnia. Zrešty, hetak ža chutka i źviaŭ. Tania-aktorka nijak nie chacieła prysieści na łožak.
Uspomniŭšy Taniu, varta ŭspomnić i Julu-šachciorku z cudoŭnym proźviščam Nosik. My paznajomilisia na paetyčnaj viečarynie. Jaje niemahčyma poŭnaje kalena śviaciła mnie ŭ vočy, jak sievastopalski majak. Vieršy čytalisia nadzvyčaj volna i z entuzijazmam.
Praź miesiac ja zajšoŭ da jaje ŭ internat, potym jana zajšła ŭ moj. Voś tady ja i prypaŭ aralnaj adtulinaj da kruhleńkaha kalenca maładoj žančyny.
11 lipienia sioleta dačušcy salihorskaha šachciora adbudziecca vasiemnaccać hadočkaŭ. Što heta značyć? Heta značyć, što vasiemnaccać hadoŭ nazad vasiemnaccacihadovy ja sadziŭ u ziamlu jałovy dubiec, a dvaccacihadovy Julin tata ščyra palivaŭ jamku Julinaj mamy. Prosta supadzieńnie, ale jakoje harmaničnaje. I chočacca havaryć pra symbalizm ličbaŭ i lohiku vypadkovych likaŭ, antrapamarfizm hieametryi.
Kali ja pačynaju nad joj staracca asabliva ščyra, Jula-šachciorka adkazvaje rykam hałodnaj miadźviedzicy. Potym jana ŭspaminaje pra ŭkazalny palec svajoj ruki, kładzie jaho ŭ rot i, niby śviataja karova indusa, jakuju ciahajuć za poŭnaje vymia, udziačna rymić, raz za razam addajučy mnie mleka svajoj płoci.
... Skončyŭsia doždž. H2O zabliščeła na zialonym. Unuk narabiŭ rudoha ŭ štany, pakul babula zavichałasia pa haspadarcy. A jak tolki niańka ŭ chatu — małoje ŭ płač. I tady žančyna reziumavała: «Maŭčy, kamok haŭna!» I «kamok» ścich. Plamieńničak moj atrymaŭ pieršy ŭrok hihijeny i prava. Pastajannaja ačyščeńnia dziejničaje...
Nu, byvaj zdarovy! Nie hanarysia, ale j nie papuskajsia. Žančynu lubi tak, kab zorki ŭ vačoch i jasnaść u hałavie. A 14-ha budź tam, kudy ja klikaŭ.
Słava Nacyi! Tvoj tavaryš Raman.
Ciapier čytajuć
Vychadcy z «Alfa» KDB Biełarusi zajmajuć kiraŭničyja pasady ŭ novym rasijskim supiersakretnym śpiecpadraździaleńni, pryznačanym dla zabojstvaŭ za miažoju
Kamientary