Caryca paloŭ
Miesiac pad znakam bulby: sioleta jaje moža ŭradzić 13 młn. ton, u 1,5 razy bolej, čym letaś
Vierasień – miesiac, jaki prymiraje vorahaŭ, časova jadnaje nacyju i nahadvaje joj ab ułasnaj ziamli dy ab sapraŭdnych karaniach. Miesiac, jaki prachodzić u Biełarusi pad znakam bulby.
Rolu bulby jak častki žyćcia, źjavy, faktaru i navat krynicy biełaruskaha mentalitetu ciažka pa-sapraŭdnamu acanić, kali maješ haradzkoje dziacinstva. Nia duža tamu spryjaje i studencki peryjad ź jahonaj dobraachvotna-“prynudzicielnaj” ramantykaj. Ale voś studenckija hady zabylisia, a małaletnija naščadki pavyrastali ź pialušak. Na movie viaskovych svajakoŭ ty ciapier zaviešsia “volnaj haradzkoj istotaj, jakaja badziajecca bieź piaci sotak, pracoŭnych mazaloŭ, miechu bulby j čystaha pavietra”. Samy čas vydatkavać niekalki dzion dla vandroŭki na viosku!
Moj pryjaciel, były vajskoviec, bulby nikoli nie vybiraŭ, a tamu praciahvaje ličyć “carycaj paloŭ” svaju artyleryju. Toj, chto prydumaŭ hetki afaryzm, taksama nia bačyŭ asałody žyćcia na mirnych abšarach paletkaŭ. Bulba j tolki jana – karaleva vosieni, vaładarka rozumu j dušy, karekciroŭščyca žyćciovych planaŭ, navodčyca na metu j vyklikalnica azartu.
U škole treba siłami baćkoŭ kleić vokny? “Tolki nie ŭ vychodnyja!” – abviaščaje baćkoŭski schod. Bo ŭ piatnicu vučni, matki z tatami, nastaŭnicy, usie, akramia, mo, adnaho vartaŭnika – kapajuć bulbu. U siabroŭki dzień naradžeńnia? “Śviata pieranosicca: spačatku treba na viosku!” I tak amal skroź.
Vosieński bulbazbor – “nacyjanalnaje palavańnie” sa stanoŭčym vynikam, asablivaści jakoha pačynajucca jašče ŭ Miensku, za dziasiatki j sotni kilametraŭ ad kartaplanych paletkaŭ hłybinki. Kvitki na aŭtobusy razychodziacca, jak kvitki na adziny kancert suśvietnaha turne estradnaje zorki. Čerhi na aŭtazapraŭkach paśla abiedu ŭ vieraśnioŭskuju piatnicu. “Chvasty” na kožnym skryžavańni sa śviatłaforam: čym bližejšaja kalcavaja aŭtatrasa, tym daŭžejšyja kalony roznakalibarnych i raznamasnych srodkaŭ pieramiaščeńnia. Uražańnie, što, uśsieŭšy na koły, na vyjeździe z horadu vystraiŭsia ledź nia ŭvieś naš dvuchmiljonny mehapolis. Vybracca ź Miensku zajmaje amal stolki ž času, jak daimčać da žadanaj pravincyi! Stalica z centrabiežnym rucham mašyn u bok pravincyi – lusterka krainy, što zhadała pra karani dy imkniecca na paletki. Amal sucelny patok transpartu ŭ napramku ad horadu. Vyrvaŭšysia na volu ź sietki haradzkich kvartałaŭ, broŭnaŭskaha ruchu natoŭpaŭ, budzionnych raskładaŭ, raptam razumieješ: usia kraina zaraz hetak ža adpačyvaje vokam na prydarožnych krajavidach, hetak ža lubujecca panavańniem žoŭtych farbaŭ i prykładna tym ža čynam niečakana da hłybini dušy asensoŭvaje niezvarotny prychod čarhovaj biełaruskaj vosieni…
A vioska sustrakaje cišynioj, radasnymi “avacyjami”, bahatym stałom i pytańniem: “Čamu poźnišsia?”
Haspadaram ciažka ŭjavić kalony aŭtamabilaŭ pry śvietłaforach. Jany za siońnia ŭčatyroch prajšli vosiem radkoŭ. Učora i zaŭčora jany zrabili pryblizna toje samaje. Biełaruś kapaje bulbu apantana i ŭparta, bo viedaje, što pracuje na siabie j svaju budučyniu, a nie na “dziadźku”, i viedaje, što nichto tut nie dapamoža. Nichto, akramia svaich.
Z hetaj ža pryčyny vioska kapaje bulbu natchniona i dušeŭna. Štovieraśnia ja znoŭ ździŭlajusia ŭzajemadapamozie viaskoŭcaŭ. Jak by ciažka ni było, siamja ciotki Viery abaviazkova dapamoža vybrać kartopli svajmu švahru dziadźku Ivanu; potym dziadźka Ivan pryjedzie z susiedniaha rajonu dy, nie čakajučy, pakul ciotka Viera damovicca z kałhasam, vyhare jejnuju bulbu ŭłasnym kaniom. Vybraŭšy bulbu ciotki Viery, abiedźvie siamji pojduć na pomač siabroŭcy ciotcy Kaci, bo, pa-pieršaje, jana svaja, a pa-druhoje, joj ciažej: adzin syn u armii, druhi – hod jak zahinuŭ…
Ale my traplajem u viosku jakraz pad čas viečarovaha pierapynku ŭ pracy, čas stomy. Ludzi padžyŭlajucca i ažyŭlajucca ad viaskovych napojaŭ: chatniaje vino pad nazvaj typu “macavany ihrušavy sok” dy “burakoŭka” (samahniot z burakoŭ). Heta mohuć być i “žytnioŭka” albo šlachietnaje vino z malinaŭ ci navat ź vinahradu (raźli ŭ jakija “firmovyja” plaški – trascu zdahadaješsia, što svajo, viaskovaje!). Biełaruskaja vioska pradukuje j ažynavuju nastojku, ad jakoj zajmaje duch, i likior ź višniovaha liścia — niezvyčajnaha vodaru, a siam-tam nie zabyty j ziołkavy krupnik, hatavany jašče, zdajecca, z časoŭ Astroskaha. Biełaruskaja vioska ŭmieje pić i zakusvać ułasnymi viaskovymi stravami – nia horš, čym, skažam, jakaja hruzinskaja; biełaruskuju viosku ŭsio čaściej abvinavačvajuć u pjanstvie j paraŭnoŭvajuć z rasiejskaj; tym nia mienš užo nazaŭtra vy na sabie adčujecie, što na bulbie nie pačastavacca choć by “macavanym ihrušavym sokam” – niemahčyma.
Vioska kapaje bulbu, zabyŭšysia na ŭsio, navat na roznyja cialesnyja balački, da pieramožnaha kanca. Jak by ni załamała śpinu, vy nia zrušycie z dystancyi, bo vuń pobač hrabucca ŭ ziamli małyja plamieńniki, nia ŭsiedzieła ŭ horadzie maci z chvoraj nahoj, a dziadźka, u ciemry saskočyŭšy z vozu, zusim padviarnuŭ nahu, ale ŭparta paŭzie pa radzie ŭvierch, pa schile Vasileŭskaj hary: “Ničoha! Hetuju vyšyńku my voźmiem-taki šturmam!”
Na abied, jak zvyčajna ŭ čas bulbakapańnia, nia pojdzie nichto, i viaskovy stoł, pa-vosieńsku bahaty, z kryničnaj vadoj i chatnim vinom z burakoŭkaj na vybar budzie ŭzhadvacca hetak ža, jak abiednyja pierapynki pry zbory hryboŭ u dalokim dziacinstvie pad čas letnich kanikułaŭ. Jak piečanaja bulba j smažanaje na vohniščy sała ŭ pachodzie z dvuma načlehami pad namiotam.
Bulba – amal jak viasielle ci inšaje siamiejnaje śviata: tut sustrenieš usich blizkich svajakoŭ. A voś siabram dziacinstva tolki zdalok pamachaješ. Pahavaryć pajści niama kali, pad viečar razam pasiadzieć – taksama. Bulba – nie siabroŭski klub, a zbor radni. Bolš svoj bulbie toj, z kim jaje kapaješ, a potym jašče treba pierabrać… Vy možacie stamicca, zasnuć u prydarožnaj travie ad burakoŭki, irvacca ŭ les pa apieńki — abaviazku kapać bulbu nichto z vas nia zdymie, nie zvažajučy na lubyja abstaviny, a ciažkaści tolki prydaduć padziejam kinošnaha šarmu i azdobiać ich pryhodami.
“Voś pryjedu – pahutaru ź viaskovymi pra blizkija vybary”, — dumała ja, jedučy ź Miensku pierad vychodnymi. “Pojdziecie na vybary?” – “Viadoma”. – “A vy choć viedajecie, chto ŭ vas balatujecca?” – “Nu, niechta balatujecca…” A potym jany zapytajuć, što heta tam u nas u Miensku za bajkot… Tak ja ŭjaŭlała sabie hetuju razmovu. Ale na šlachu nazad, u hetkim ža sucelnym patoku mašyn, ale ciapier – u bok Miensku, ja raptam uzhadała, što ni pra jakija vybary ja na vioscy tak i nie raspytała. “Nie dury hałavy, jakija jašče parlamenty?” – a potym samo zabyłasia. Hetki voś kartaplany bajkot atrymaŭsia.
…Siadzieli my paru hod tamu ź siabrami na kuchni. Pieśniam pad hitaru padpiavali. Havorka zajšła pra viosku: što jana ničoha nia ciamić u palitycy.
— Jana j nie pavinna ciamić u palitycy! – raptam abarvaŭ adzin pryjaciel našyja stohny pra narod i jenki pra budučyniu. – Bulba, što na tvaim stale – ź vioski? Nu dyk pakul ty budzieš mieć jaje j nie zabudziešsia, adkul jana… — Jon uźniaŭ kielich i skončyŭ niečakana dla nas usich: — Datul – Žyvie Biełaruś!
Štovieraśnia mnie zdajecca: moj siabra, musić, mieŭ racyju.
Taciana Śnitko
Kamientary