Biełaruskaja litaratura pavinna być udziačnaja Ŭładzimieru Zamiatalinu. Dziakujučy jamu jana nabyła, zdavałasia b, užo stračanaha paeta. Paet moža być samym talenavitym. Ale najlepšyja jaho vieršy naradžajucca tady, kali žyćcio zdajecca skončanym: karjera nie ŭdałasia, paluboŭnica abazvała impatentam, «čarniła» vypita, a na novaje niama hrošaj. Tady, u stanie vymušanaha adzinoctva i biezhrašoŭja, paet pačynaje pisać toje, što i składaje zapas vysokaj — niepapsovaj — paezii. Novaja kniha Ŭładzimiera Niaklajeva «Tak» była napisana ŭ Varšavie, Chelsynki i niedzie ŭ pavietry pamiž Varšavaj i Chelsynki. Była napisana ŭ śmiešnym i niedarečnym vyhnańni, na jakoje Niaklajeŭ asudziŭ sam siabie kanfliktam z tahačasnym viarchoŭnym ideolaham Zamiatalinym.
I paćvierdziłasia zakanamiernaść: «Tak» — niesumnienna, najlepšaje z napisanaha Niaklajevym. Mienavita tamu, što tam, u Varšavie i Chelsynki, jon narešcie adčuŭ siabie adzinokim, nikomu nie patrebnym. Jon pazbaviŭsia pryvyčnych surazmoŭnic i pryvyčnych sabutelnikaŭ.
Pieršy raz za ŭsio žyćcio
Novy hod
u adzinocie —
i takoje pačućcio,
jak adzin
u samalocie.
Adziny surazmoŭnik, jaki zastaŭsia paetu, — Boh. Dyj toje zanadta časta davodziłasia razmaŭlać praz pasrednikaŭ.
Stupiŭ apostał ź nieba na ziamlu,
I pieršaje, što joj skazaŭ: «Lublu».
Druhoje, što skazaŭ apostał joj:
«Usio tut stanie niekali ziamloj».
A treciaje, što jon skazać by moh,
Jon nie skazaŭ, bo toje skaža Boh.
Boh u Niaklajeva rozny. Čaściej za ŭsio — usioviedny sudździa, jaki čakaje svajho času, kab vyśvietlić adnosiny z paetam, jaki mnoha — mno-oha! — hrašyŭ.
…ia pramoŭlu apošniaje słova —
Boh sudździa…
a duša da suda nie hatova…
tak u mora, što zieŭryć surova,
vypłyć strašycca
napałovu
nieprasmolenaja ładździa.
Ale nia byŭ by Niaklajeŭ biełarusam — u hłybini dušy jahonaj usio-taki toicca nadzieja na toje, što hety sudździa — nia tolki ŭsieviedny, ale j litaścivy, karumpavany, što jon lohka paddajecca na takija staryja finty, jak publičnaje pakajańnie, pryznańnie ŭłasnych pamyłak, i daruje šmathrešnym, bo mnoha kachali.
A paet ščyra kajecca i pryznajecca va ŭčynienym. Pieršaja častka knihi — ułasna vieršy — bieźluboŭnaja liryka, jakuju, adnak, i «hramadzianskaj» nie nazavieš. Spaviadalnaja jana.
Užo ŭ pradmovie da knihi — dakładniej, u tekście, jaki «zamiest pradmovy», — ščyra havoryć jon pra napisanaje. «A dla čaho ja ich pisaŭ? Kab pastupić u technikum, u instytut, u Sajuz piśmieńnikaŭ, kab pajechać za miažu, kab atrymać medal, orden, zajmieć premiju, kab pracavać u časopisie, na telebačańni, kab stać karespandentam, zahadčykam adździełu, hałoŭnym redaktaram — i hetak dalej, i dalej, i dalej, i čort jašče viedaje, dla čaho…» Havoryć paet heta pra ŭłasnyja aŭtabijahrafii. Ale ž u Paeta niama inšaj aŭtabijahrafii, aproč vieršavanych knih. Tamu i ŭsio skazanaje vyšej — jak preambuła da knihi-spoviedzi. Vychodzić, što i vieršy pisaŭ, i vydavaŭ dla taho samaha — kab stać zahadčykam adździełu, hałoŭnym redaktaram, laŭreatam, ardenanoscam, i hetak dalej, i dalej, i čort jašče viedaje, dla čaho.
I čytaješ jahony vierš «Apošni karol» — nibyta pra Stanisłava Aŭhusta Paniatoŭskaha — až nie, akazvajecca, pra samoha Niaklajeva.
Pryśniŭšy Polšču ŭ łožku Kaciaryny,
Adnojčy jon padumaŭ: «O-jo-joj,
Jakija buduć žarciki i kpiny
Pa časie nad karonaju majoj!..»
Dy viedać jon nia moh i pałaviny
Z taho ŭsiaho, što staniecca paśla,
Što zabliščyć azdoba karala
Načnym harškom u spalni Kaciaryny.
Jon chitravaŭ, hatovy da vianca
Z imperyjaj!..
Zrazumieła, što heta možna traktavać trajaka. Z adnaho boku, viadoma, histaryčnaja prytča zaŭsiody maje realnuju asnovu. U hetym vypadku — šlach Paniatoŭskaha da polskaj karony lažaŭ praz haračyja abdymki rasiejskaj imperatrycy. Z druhoha boku, viadoma, možna razumieć hetuju historyju jak papiaredžańnie dziejnaj biełaruskaj uładzie: maŭlaŭ, nie hulaj, karol Rečy Paspalitaj, ź imperyjaj — usio roŭna ŭ imperyi vyjhrać niemahčyma. Ale jość i treci sens — heta apovied, trochi prycharošany, pra niaspraŭdžany raman paeta i biełaruskaj ułady. Kolki ni pradavaj svaje pacałunki, nie dapamoža. Prychodzić voś taki Zamiatalin, i zastajucca paetu ŭsiaho tolki adny sny,
Šyrokija, jak Kaciaryny łožak.
I absalutna zakanamierna, što paśla apoviedu pra hetaje niaspraŭdžanaje kachańnie — ci nia samaha eratyčnaha va ŭsioj žorstkaj i skupoj na emocyi knizie — adrazu idzie vierš «Novy Śviat» — dyjaloh Stalina i Beryi (zrazumieła, persanažy hetyja havorać vyklučna pa-rasiejsku), što supravadžaje rasstreł niaŭdałych abaroncaŭ svabody. Uśviedamleńnie, što ad lubovi da nianaviści z boku ŭłady budzie tolki adzin krok, sparadžaje strach i žadańnie biehčy.
Što i adbyvajecca. Vierš «Ucioki», jaki zaviaršaje pieršuju častku knihi, pra ŭcioki i havoryć. Znoŭ — ščyra, jak na spoviedzi. I choć paralel dla ilustracyi svaich uciokaŭ Niaklajeŭ vybiraje, miakka kažučy, pavažanuju — samoha Mickieviča, — ale ŭcioki ad hetaha mienš haniebnymi nia robiacca. Taksama — samaacenka.
Źviaršajuć knihu dźvie paemy. Jany — jak pieralot z krainy ŭ krainu, z Polščy ŭ Finlandyju.
Pieršaja — «Palanez» — bliskučaja ilustracyja staŭleńnia da sučasnaj Biełarusi i sučasnych biełarusaŭ z boku tych, chto ich (heta značyć nas) viedaje, tak skazać, histaryčna. Jaje kanflikt — sutyknieńnie paeta z polskaj aktrysaj Jabłonskaj (sapraŭdny!), jakaja ŭparta admaŭlajecca pryznać u im spadkajemca hordych lićvinaŭ. Dla Jabłonskaj my ŭsie — statak bajaźliŭcaŭ, niazdolnych uśviadomić, što za svabodu treba bicca ŭsurjoz.
Narody bjucca ŭsie za volu —
A vas u volu nie ŭpichnuć…
U les źbiahuć — i ŭ im žyvuć,
Žyvuć, žyvuć…
I niaśmieły hołas paeta, jaki apraŭdvajecca:
— My partyzany…
— natykajecca adno na horkuju ŭśmiešku: chto-chto, a ŭžo Polšča, jakaja kožnyja tryccać hod padymała paŭstańni suprać zachopnikaŭ, jakaja turemnymi źniavoleńniami najlepšych svaich synoŭ zapłaciła za prava być svabodnaj i demakratyčnaj krainaj, — Polšča ŭžo nam canu viedaje. Sapraŭdnuju. Usiamu našamu narodu. A jaki narod, takija i paety.
Ale z ruk manacha prymaje naš paet u kaściole ahoń u pazbaŭlenyja skury ruki svaje, kab adčuć bol — za siabie, za Ajčynu, za toje, čamu spraŭdzicca ŭžo ŭ šeśćdziesiat hod nia dadziena. Aby ŭdałosia danieści… Ale — kudy? Kamu? Našto?
I raźvitańnie z Varšavaj, tapahrafična dakładny maršrut, jakim i mnie davodziłasia chadzić, a tamu paznavalny i trahičny.
Ad Polščy, hordaj, jak pani Jabłonskaja, samalot paetavaj adzinoty lacić u Finlandyju.
I tut užo niama nivodnaha zrazumiełaha i blizkaha słova (nia Polšča, nie słavianie), a jość čužaja mitalohija i čužyja huki, ekzatyčnyja, što źlivajucca ŭ melodyju, jašče nieaformlenuju. Usie hetyja persanažy «Kalevały»: Viajnemiojnen, Ilmarynen, staraja Łoŭchi — jany sučasnamu filalahična niepiśmiennamu čytaču (a moža, i samomu paetu), jak słavuty Smalhomski baron z «Ivanavaha viečara» Žukoŭskaha: niezrazumieła, čym hety samy ŭładar Smalholmu znakamity, ale hučyć strašenna pryhoža. Ekzotyka adčuvajecca. A ŭsio astatniaje moža być jak i ŭ nas, bulbašoŭ. Saŭnu ž asvoili?
Tak i praz vobraznuju i rytmičnuju asnovu čužoha epasu prabivajecca rodnaja «Lavonicha» — pryčym litaralna, z tekstam, pierapisanym Niaklajevym i vostrym, bliskučym, jaki zanava prymušaje pavieryć u viečnaść falkloru! A praz apovied pra čužych ludziej (što nam Hiekuby?!) dakładna hetak ža pačynajuć prabivacca ŭspaminy pra dziacinstva, pra maci, pra łuh, na jakim maleńkamu Voŭku niekali pčała dała džała.
Pach travy i miodu adčuvajecca. Ad tuhi znachodziš vobrazy bolš vyraznyja, niezabyŭnyja i niepazbyŭnyja, usio bolš i bolš zaražajučy čytača hetym samym pacham. I paema hetaja — choć i finskaja pavodle pačatkovaha pasyłu — akazvajecca biełaruskaj pavodle kančatkovaj sutnaści svajoj. I nazva apraŭdvajecca: «Łožak dla pčały».
Tamu što čałaviečaje cieła, hrešnaje, bajaźlivaje, potnaje, maje sens tolki tady, kali reahuje na bol i luboŭ.
Luboŭ — była, ničoha nia skažaš.
Bol — pčała ŭdžaliła. Zrazumieŭ, spaznaŭ canu sabie, svajmu žyćciu, svajoj paezii.
Na skryžavańni dvuch hetych skałanańniaŭ, luboŭnaha i bolevaha, naradžajucca vieršy. Mocnyja, u jakich i bol, i luboŭ adnačasova. I ty sam razumieješ: usio, staruju, haniebnuju staronku pieraharnuli. Ty apraŭdaŭsia za ŭsio svajo paskudnaje žyćcio. Naščadki buduć bačyć ciapier u tabie nia žopaliza-laŭreata, nie vialmožnaha funkcyjanera, jaki addana čytaje tosty na zadušeŭnych viečarynkach u vice-śpikiera, a sapraŭdnaha, mocnaha, pa-mužčynsku dužaha biełaruskaha paeta, prach jakoha nia soramna budzie z časam unieści ŭ nacyjanalny Panteon.
Daj tolki Boh — litaścivy i karumpavany, — kab i da prachu, i da Panteonu było jašče daloka.
Chočacca ž pračytać jašče adnu takuju knihu Niaklajeva. «Tak» voś vyjšła. Voś. Tak.
∎
ALAKSANDAR FIADUTA — publicyst, litaraturaznaŭca.
∎
Uładzimier Niaklajeŭ. Tak: Kniha paezii. — Miensk: V.Chursik, 2004. — 232 s.
«Spasibo, Lena! Prodołžajtie viesti nabludienije». Aficer, jaki pisaŭ Charysavaj, paśviŭsia ŭ čatach palitemihracyi, a niekatorym dziaŭčatam navat prapanoŭvaŭ abmianiacca niudsami
Kamientary