«Dzijana, sercabićcia niama…» Jak ja pieražyła zamierłuju ciažarnaść

Na pieršy ŭltrahuk ja išła z radasnym chvalavańniem: voś-voś ja ŭpieršyniu ŭbaču maleńkuju istotu, jakaja raście ŭ mianie ŭnutry. Ale kali doktarka paśla niekalkich siekund uzirańnia ŭ manitor spytała majo imia, ja adčuła, što niešta nie tak. Narešcie jana vymaviła: «Dzijana, mnie vielmi ciažka skazać toje, što ja pavinna. Ale sercabićcia niama, ciažarnaść nie raźvivajecca».
Hetyja niekalki słovaŭ u adno imhnieńnie pierakulili ŭsio majo žyćcio.
Papiarednija 11 tydniaŭ ja niby lotała, siabroŭki zaŭvažali: «Ty ažno śviecišsia!». Nie toje, kab mieć dzicia było majoj maraj, ale kali ciažarnaść nastupiła, heta nadało mocy i napoŭniła takoj vialikaj luboŭju! Bo ty ciapier — ceły śviet dla maleńkaj kuziurki, jakaja štotydzień pavialičvajecca ŭ tvaim žyvacie to da pamieraŭ ziarniatka, to harošyny, to fasoliny… Piać razoŭ na tydzień chadzić u palikliniku? Lohka! Prymirycca z taksikozam i bolem u hrudziach? Kali łaska! Admovicca ad pieralotu i treninhu ŭ inšaj krainie pa paradzie doktara? Biez prablem — aby z majoj dzietačkaj usio było dobra.
I raptam u adno imhnieńnie ŭsio heta raźbivajecca ŭ pył, niby krochkaja parcalana. Akazvajecca, užo kala tydnia majo dzicia nie žyvie. Akazvajecca, płodnaje jajka — tak pakul što nazyvałasia majo dzicia, — defarmavanaje ź nieviadomych pryčyn. Akazvajecca, tak zakančvajecca kožnaja šostaja — siomaja ciažarnaść, i takich vypadkaŭ usio bolš i bolš — nastupstvy Čarnobyla. Akazvajecca, amal niemahčyma daviedacca, čamu heta zdaryłasia pry našych z mužam idealnych analizach.
Napeŭna, u mianie ŭsio ž mocnaja psichika. Arhanizm adrazu ŭklučyŭ abarončuju reakcyju — ślozy, a mozh tym časam mietadyčna raskładaŭ usio pa paličkach: tak, takoje byvaje, i heta, na žal, ciapier ledź nie norma. I niejak aharodžvaŭ mianie ad pahłybleńnia ŭ toje, što adbyvałasia. Nibyta heta nie mnie tolki što skazali, što majo dzicia nie narodzicca, što maja ciažarnaść skončyłasia, ledźvie paśpieŭšy pačacca. Heta ŭsio — nie sa mnoj.
Ja niby zaviedzienaja chadziła pa kalidory špitala, kudy jašče ŭčora z žartačkami pastupiła na zachavańnie. U pałatu zajści nie mahła — tam dziaŭčaty, usie ciažarnyja, navošta im heta bačyć? Dy i ja b nie vytrymała siadzieńnia na miescy. Pazvaniła mamie i mužu, jakija tut ža sarvalisia z pracy, kab pryjechać da mianie. I jašče siabroŭcy, jakaja paru hadoŭ tamu pieražyła vykidyš, a paśla naradziła dačku. Dziakuj im, ich padtrymka mnie vielmi dapamahła.
Da hetaha ja ni razu nie lažała ŭ špitali, mnie nie rabili nijakich apieracyj. Tamu dadatkovym šokam stała nieabchodnaść dastać ź mianie majo nienarodžanaje dzicia. Heta nazyvajecca žudasnym słovam vyskrabańnie. Prapanavali zrabić jaho na nastupny dzień, ale ja admoviłasia: čym chutčej — tym lepš, zdavałasia, ja nie zmahu jašče sutki z hetym žyć. Ale ranicaj ja źjeła banan. Heta ciažkaja ježa, paśla jaje niebiaśpiečna rabić narkoz — moža być rvota i ŭdušeńnie. Daviałosia pieranosić apieracyju. Z taho dnia ja nie mahu jeści banany.
Mama z mužam vyvieźli mianie ŭ park, uviečary pryjechała siabroŭka, mianie navat zvazili damoŭ. U toj čas heta było mienavita toje, što treba: blizkija ludzi, jakija lubiać, spačuvajuć i, hałoŭnaje, razumiejuć, i rodnyja ścieny. Stała lahčej.
Nastupnym rankam padčas abchodu doktar skazaŭ, što apieracyja budzie ŭ 10—11 hadzin. Ale ni ŭ 10, ni ŭ 11, ni ŭ 12 da mianie nie pryjšli. Čakańnie było nievynosnym, ale što rabić: usie aniestezijołahi zaniatyja. Za hety čas ja amal zmahła pierakanać siabie, što ŭsio, što adbyłosia, — da lepšaha, što heta — pravilna, i dobra, što jano zdaryłasia ciapier, čym paźniej. I ŭ toj ža čas, nibyta hledziačy na siabie zboku, dumała: jak heta žachliva — davodzić samoj sabie, što śmierć ułasnaha nienarodžanaha dziciaci — dobra i pravilna.
Narešcie ŭ 12.40 pa mianie pryjšła miedsiastra. Skazała pieraapranucca ŭ chałat i iści ŭ apieracyjnuju. Nu voś, ja ŭłasnymi nahami idu pazbaŭlacca ad taho, z kim razmaŭlała amal try miesiacy i kaho ŭžo, zdajecca, paśpieła palubić…
«Vy tolki spačatku mianie ŭsypicie», — prašu dziaŭčat-aniestezijołahaŭ. Mianie padłučajuć da aparataŭ, ustaŭlajuć katetar u ruku. Prychodzić doktar. «Čakajcie, ja jašče nie splu!» — pačynaju panikavać. Mianie supakojvajuć, što jašče ničoha nie pačałosia. Miedsiastra žartuje: «Chto sa mnoj na sto hramaŭ i ahurčyk?» — «Ja!» — adhukajusia, kab zahłušyć stres. — «Chadziem!» Potym čuju razmovy aniestezijołahaŭ pra kolkaść «kubikaŭ», jakija ŭ mianie treba ŭlić, mnie dajuć kisłarodnuju masku, ja ŭdychaju, a vydychnuć užo nie mahu — zadychajusia. Z apošnich sił kažu pra heta, masku prybirajuć, i stol pačynaje krucicca…
«Pračynajemsia, uzdymajem popu i pierasoŭvajemsia na łožak!». Oho! Akazvajecca, ja ŭžo ŭ pałacie, i mnie treba pieralehčy z katałki, na jakoj mianie pryvieźli. Rablu heta, usio jašče nibyta ŭ tumanie, ruki i nohi aniamiełyja, jazyk nie varušycca. Mnie na žyvot kładuć hrełku ź lodam. Žyvot pakrysie pačynaje baleć. Usio bolš i bolš — ale ciarpima, jak pry miesiačnych, tolki tabletku nie vypješ. Zapytvajusia ŭ susiedki, kolki času. Akazvajecca, prajšło ŭsiaho 20 chvilin z momantu, jak ja pajšła na apieracyju. Prašu pazvanić mamie i skazać, što ŭsio dobra.
Vielmi dziŭnaje adčuvańnie: paśla taho, jak usio skončyłasia, nastupiła nievierahodnaja lohkaść. Ja hatovaja była abniać doktara, miedsiaścior, aniestezijołahaŭ i ŭsich navokał za toje, što ŭsio prajšło tak chutka, i što ja ničoha nie adčuvała. Ale samaje hałoŭnaje — stała lahčej maralna. Moža być, tamu, što samym pakutlivym dla mianie było čakańnie.
Praz paru hadzin ja ŭžo chadziła. Potym lahčej stanaviłasia z kožnym dniom. Ale ślozy nakryvali časta. Ciapier samaje važnaje — pryniać toje, što adbyłosia, i vučycca žyć dalej, z hetym novym, takim balučym, ale kaštoŭnym dośviedam.
* * *
Zamirańnie ciažarnaści stała samym vialikim i ciažkim vyprabavańniem u maim žyćci. Heta rana na sercy, jakaja zastaniecca sa mnoj nazaŭždy. Nie važna, na jakim terminie pamiraje dzicia, — dla kožnaj siamji heta hora. I tamu nielha abiasceńvać jaho, kažučy, naprykład, što «heta jašče było nie dzicia», albo «nie pieražyvajcie, jašče narodzicie», ci «nu chopić raskisać, čas viartacca da žyćcia». Haravać — treba, bo pakul nie vypłačacca, nie vykryčycca, nie vyjdzie na pavierchniu ŭvieś bol, da paŭnavartasnaha žyćcia viarnucca niemahčyma. Ale ŭ toj ža čas varta razumieć, što žyćcio praciahvajecca, niezaležna ad našych abstavinaŭ. I ŭ našych ža intaresach pačynać žyć dalej.
Maja niaŭdałaja ciažarnaść adnaznačna zrabiła mianie macniejšaj. Paśla pieražytaha ja źmianiła pohlad na mnohija rečy i ŭžo amal ničoha nie bajusia, akramia, chiba što, straty blizkich. Majo nienarodžanaje dziciatka dapamahło mnie zrazumieć, jak ja ich lublu, i jak jany lubiać mianie. Daražej za ich u mianie niama nikoha ŭ śviecie. Ja sapraŭdy stała heta canić.
Pakul ja nie źviartałasia pa dapamohu da psichołaha, chacia, mahčyma, heta spatrebicca. Ale mnie zdajecca, što ja spraŭlajusia sama, chacia «nakryvaje» jašče dasiul: ad razmovaŭ pra dziciačuju śmiarotnaść, ad vidu ciažarnych žančyn, dy časam i prosta tak, biez daj pryčyny… Tady ja dazvalaju sabie płakać, dzie b ni była, navat u transparcie. I heta — narmalna.
Ja zrazumieła, što pra svaju stratu treba kazać — tady traŭma pieražyvajecca lahčej, a zaadno źjaŭlajecca mahčymaść jak by zirnuć na siabie zboku. Amal adrazu ja napisała svajmu nienarodžanamu dziciaci list, dzie ŭzhadała ŭsie svaje pačućci i pieražyvańni, skazała, jak ja jaho lublu, paprasiła prabačeńnia i pastarałasia adpuścić. Ja viedaju, što jano źziaje maleńkaj zoračkaj dzieści na prastorach Suśvietu, lotaje ŭ pavietry, žyvie va ŭsim navokał.
Ja pišu hety tekst skroź ślozy. Pišu tamu, što viedaju, jak heta važna — kazać ab toj biadzie, jakaja zdarajecca z mnohimi, ale pra jakuju nie pryniata havaryć publična. Bo raniej ja nie zadumvałasia, jak šmat žančyn pieražyvajuć zamierłyja ciažarnaści ci vykidyšy. I ja pišu dla taho, kab skazać: kali vy stracili dzicia, viedajcie, što vy — nie adny. Moža być, hety tekst kamuści dapamoža lahčej pieranieści hora — i ja vielmi na heta spadziajusia. Bo ciapier dakładna viedaju: z hetym možna žyć. Chacia spačatku sama ŭ heta nie vieryła.
A dla tych, kamu ciažka spravicca z bolem samastojna, albo prosta chočacca dadatkovaj padtrymki, jość śpiecyjalisty. Kali łaska, nie saromciesia źviartacca da ich. Naprykład, u centry padtrymki siamji i maciarynstva «Matula» zajmajucca ŭ tym liku psichałahičnym kansultavańniem u vypadku straty dziciaci. Jość i inšyja arhanizacyi i pryvatnyja śpiecyjalisty, jakija dapamohuć pieražyć hora i znoŭ pačać žyć.
Kamientary