Nina Rasa
Vajna ŭ Šaniach
“Vierasień miesiac —
Siamnaccaty dzień
Źniaŭ z našych vočak
Smutak i cień”.
Ranica — tuman, choć nažom rež. Užo i skacinu ŭpravili, i ŭ piečy napalili, a soniejka nia moža prabicca.
Nibyta troški praśviatleła. I niedzie daloka, daloka zahrymieła. I hrymić, i hrymić bieź pierapynku. Što takoje? Małanki niama, a hrom nie ścichaje dy ŭsio macnieje i macnieje. Nabližajecca. Dy čuvać nia tolki hrom, ale i śvist i skrohat.
Toj-sioj vyjšaŭ na vulicu. Źbilisia mužyki ŭ kupki i hamoniać, hadajuć, što tvorycca. A hrom, śvist i loskat macnieŭ i macnieŭ. Bliziŭsia. Dzietvara dyj žanki vysypali z chataŭ, kab raźviedać, što i jak! Čujuć, hrom idzie ad šašy z boku Bieraścia. Ludzi ź vioski Šani, što była najbližej darohi, ruchnuli tudy. A tam užo byŭ natoŭp z majontku Dziankonskaha, asabnickija dzieci z-za vyhanu dy žychary z-za bałota. Tałkujuć, što heta tvorycca.
I voś hrom pačaŭsia i z druhoha boku, z-za Chvainki, sa starany Pružany. Ruchnuli šaniaŭcy ŭ lasok, a tam — na šašy — užo ž natoŭp ź vioski Lachi.
Hrom, laskat, śvist z dvuch bakoŭ usio macnieŭ i macnieŭ. Ludziej što bolš prybyvała.
Dziva dziŭnaje! Nikoli jašče niečaha padobnaha nie było. Što za nasłańnio? Baby pačali chryścicca i šaptać malitvy ci mo zaklony, kab zły duch adstupiŭsia — nie narabiŭ biady, jakoj i tak nie brakavała.
I raptam z tumanoŭ, z abodvuch bakoŭ, vyłazić źviarjo. I śvišča, i hrukoča, i skryhaje, choć vušy zatykaj!
I raptam niechta zakryčaŭ — heta tanki, heta tanki!
Čuli ludzi, raskazvali pacichieńku, što niechta čuŭ, pieradavała radyjo ź Miensku — jość tam tyja žaleznyja koni, što, jak idzie, dyk paśla jaho aničoha nie zastajecca ŭ žyvych: łomić drevy, chatu razamje, jak arech, a pa žyviolinie ci čałavieku zastajecca na ziamli tolki čyrvonaja plama.
Ad strachu ludzi aniamieli. Što budzie? I hladzieli moŭčki adzin adnamu ŭ vočy.
Raptam hrukat ścich.
Tanki spynilisia z abodvuch bakoŭ. Stajali suprać adzin adnaho.
Pačali vyłazić z tankaŭ ludzi, z adnych i druhich. Zbližalisia. Usie ŭ mundzirach, ale roznych. Starejšyja. Padali sabie ruki, niešta marmytnuli i tyja, i druhija, i pajšli kupaj u hłyb Chvainki, i źnikli miž drevaŭ.
Ludzi ruchnulisia za imi, ale z tankaŭ vysypali sałdaty i zaharadzili darohu:
— Niet, niet, tavaryščy, nielzia, nielzia!
— Najn, najn, — zašvarhatali druhija, tyja, što jechali sa starany Bieraścia.
Značyć — vajna, ab jakoj daŭno pahavorvali. A ciapier — voś jana tut.
Balšynia pamiatała jašče tuju, pieršuju, z 14-ha hodu, kali kazaki vyhaniali ŭ biežanstva ŭsich — małych i starych. Skazali vybracca da paŭdnia, a chto zastaŭsia — štychom u plečy, a chatu — padpalili.
Ludzi zaprahali koni, kłali, chto što schapiŭ, na voz, ježu, adziežynu, da churmanki pryviazvali karovy, viepruki dy aviečki i jechali za Pružanu, pa šašy, u bok Ražanskaj Puščy, na ŭschod. Za Dabučynam, pad Smalanicaj, na Jasieldzie, mała chto pierabraŭsia za mościk — patapilisia ŭ bahnie.
Ale cikavaść pieramahaje i strach. Jak kozy na streł, tak i z natoŭpu pačali stałyja mužyki nabližacca da vajskoŭcaŭ i adnych, i druhich. Tyja, što ŭ tuju vajnu byli ŭ pałonie, namahalisia niešta havaryć z sałdatami. Ale sprava była nialohkaja. Hładziej pajšło ź inšymi, druhimi, z tavaryščami. Mnohija ź sialanaŭ byli ŭ carskim vojsku i jašče pomnili jazyk i sa škołaŭ.
U tavaryščaŭ da taho ž jazyki raźviazalisia. Nia tak, jak tyja, z druhoha boku, jakija tolki miž saboj švarhatali.
Ludzi abstupili tanki, razhladali žaleznyja koni, a tavaryščy pačali razdavać hazety i štoraz bolej pahłyblalisia ŭ hutarki.
Raźviazalisia jazyki i ŭ natoŭpu. Niechta zadeklamavaŭ jakiś vierš, što jašče pamiataŭ z carskaj škoły.
Piatro Klim (“Paet”) zaciahnuŭ svaim zvonkim, mahutnym hołasam “Ad vieku my spali”… Biełaruski himn, zabaronieny polskimi ŭładami. Hety himn pryvieźli palešuki na Ŭsieahulny źjezd, na jakim prahałasili Biełaruś niezaležnaj dziaržavaj u 1918 hodzie 25 sakavika: “Biełaruś deklarujecca niezaležnaj Narodnaj Respublikaj u svaich etnahrafičnych hranicach — BNR”.
Piatra padchapiŭ natoŭp, i recha himnu raznosiłasia pa lesie.
Strach prapaŭ, jaho zastupiŭ rohat, śmiech, kryki, homan. Dziatva namahałasia ŭźleźci na žaleznyja koni, ale im zabaraniali tankisty:
— Nielzia, nielzia!
— Najn, najn, raŭs!
Praz natoŭp prabiłasia Vola Kazialanka ź biaremam kvietak, što naźbirała ŭ rovie, biehučy z svajho chutaru, i pałažyła ich na pieršym tanku tavaryšaŭ. Śledam pa lesie rassypałasia dziatva i, viartajučysia ź biaremam kvietak i chvajovymi łapkami, kłała na tanki.
Z natoŭpu prabiŭsia dziadok ź nieadstupnaj lulkaj u hubach, — bo zuboŭ daŭno ŭžo nia mieŭ — i pakłyhaŭ da lejtenanta ŭkviečanaha tanka.
Tankist praciahnuŭ dziadulku ruku, kažučy:
— Vot, dieduška, kak vy nas vstriečajetie!
— Heta my, dzietka, nia vas stračajem, heta my svaich panoŭ pravažajem.
Uziaŭ dziadok kryso lejtenanckaha šynelu, pacior u kułakach, pahladzieŭ pad sonca, źviarnuŭsia da natoŭpu i skazaŭ:
— Za hetaj ułaściu chleb budziem łožkaju jeści! (Heta značyła, što nia budzie muki na chleb, tolki na žytniuju zacirku.)
Dziadok — heta baćka “prakurora” — paeta Mikoły Zasima ź vioski Šani, kala Pružany.
“Pany” ŭjelisia ŭ pamiać i baćku, i synu. Kolu to sadzili ŭ astroh za jahonyja vieršy, to vypuskali na niejki čas dy znoŭ sadzili, jahonyja vieršy šukali pa harodzie — vytaptali voryva, u kłuni staranu snapoŭ raspatrašyli i adnojčy sarvali strachu nad chataj, vyrvali vokny.
Ludzi źbiehlisia, aniamieła hladzieli, a Koleŭ baćka siadzieŭ na kamieni pierad paroham, ź lulkaj u hubach, spakojna, adale źviarnuŭsia da natoŭpu i skazaŭ:
— Hlańcie, jak panočki ŭ mianie pracujuć!
Tak, “panočki pracavali”, i nia tolki ŭ Mikoły Zasima. Jahonych vieršaŭ šukali i pa inšych chatach. Moładź akaličnych viosak pabyvała i ŭ Hrudziondzy, i ŭ Vronkach, i ŭ Biarozie Kartuskaj, a paźniej… Paźniej… trapili i na Łubianku mnohija, dy za Ŭrał, u ledziaki Sibiru dy Kurapaty.
Vierniemsia da “vieraśnia” — natoŭp razhladaŭ hazety, što tankisty parazdavali. Byli tam i vieršy. Kola padyšoŭ da baćki, i niechta z natoŭpu kryknuŭ:
— Heta naš “prakuror”, jon naš paet, piša vieršy.
Lejtenant padyjšoŭ da Koli i kaža:
— Dajtie vaši stichi, ja ich pošlu v hazietu, napiečatať.
Tankist vyciahnuŭ blaknot i ałaviki z svaje vajskovaje torby i kaža Kolu:
— Pieriepišitie v moj błoknot.
Kola pavioŭ zrokam pa natoŭpie i hołasna, amal kryčučy, skazaŭ:
— Chadzi, Nina, ja budu dyktavać, a ty zapisvaj, chutčej budzie!
Ja padyšła, uziała blaknot, sieła na prydarožnym kamieni i pačała zapisvać vieršy.
Paźniej, razhavaryŭšysia, lejtenant skazaŭ, što tut pryjechaŭ Budzionny padpisać ź niemcami dahavor.
Tavaryšy niadoŭha raźjaždžalisia ŭ tankach. Ale za hety karotki čas davoli praliłosia śloz!
Pa vybarach deputataŭ i pryłučeńni Zachodniaj Biełarusi da BSSR pačalisia adrazu vyvazy za vyvazami ŭ samy marozny peryjad. Zima była vyniatkova chałodnaja — kala minus 40.
Kolki dzietak pamierzła ŭ sałomie na saniach, pakul dabralisia da stancyjaŭ — a ŭ “cialatnikach”…
A potym znoŭ hrukatali tanki pa bresckaj šašy — jechali na ŭschod.
“Na zachad iduć ciahniki —
Lon, žyta, sasna i biaroza.
Hladžu i hladžu z-pad ruki,
Jak moładaść našu vyvoziać” —
pisaŭ Maksim Tank, vyjšaŭšy z Łukišak.
I znoŭ “na zachad pajšli ciahniki”, hetym razam nie ź biarozaj, a z moładździu ŭ “cialatnikach”.
Tam była i ja z maimi vučniami-piaciklaśnikami. Da Biełastoku — churmankami praź Biełavieskuju Pušču, a dalej — “cialatnikami” da Varšavy na 3 tydni ŭ varšaŭskuju cytadelu, potym — uva Ŭschodniuju Prusiju, dzie nas raśsiejali pa “baŭerach” — rabić na haspadarkach, pad kanvojem nahladčykaŭ sa strelbami, jakija tolki i znali, što kryčać:
— Ajvo, ajvo, šnel, šnel!
U susiedniaha baŭera taho ž źbirali bulbu vyviezienyja. Raptam razdaŭsia mocny, zvonki hołas maładoj dziaŭčyny. Jana zaciahnuła “Katiušu” — pačała tancavać. Razdaŭsia streł. Pieśnia ścichła. Dziaŭčyna była zvarjacieła.
Viečnaja Tabie pamiać!
A potym pa Biełarusi iznoŭ išli tanki ź lejtenantami — na Zachad…
…A potym — iznoŭ vyvazy. A potym… dy što tam…
Kali ž pierastanuć jeździć pa Biełarusi tanki z “vyzvalicielami”?..
A kali pa Čačenii?..
Kamientary