Pamiaci drevaŭ
Na vulicy, što halima zaviecca Marksa,
dzie navat Kareninym hidka traplać pad koły,
fiłfak, by junak na daprosie, ćviorda trymaŭsia
u šerym budynku Vyšejšaj Partyjnaj Škoły.
I my pačuvalisia b tut, niby na vakzale,
i ŭsio było b tut paskudna, kali b nia drevy,
jakija štohodu ŭ viasnovaj kancertnaj zali
vykonvali rolu ŭ beza na razahrevie.
Vy ŭčora jašče daždžom ściakali pa kropli,
ciakli za kaŭnier i tuššu paŭźli pa tvary —
zialonyja, jak ružovyja našy sopli,
ružovyja, jak zialonyja našy mary.
Jak fajna la vas raźliŭnoje piva piłosia
pad rybu z šykoŭnym imieniem putasu,
a ŭčora ad vas ničoha nie zastałosia,
i tolki ružovyja sopli ŭ nosie niasu.
Bo vas paskidali trupami kala ŭzbočča,
i hetyja zhadki, i hetyja słovy nia lek vam,
dy tolki miascovy paet uparta bałboča,
składajučy štoś ź niedarečnaj nazvaju rekvijem.
Jamu pa-lubomu, jak pravilna — «drevaŭ» ci «dreŭ»,
bo ŭčora jon nie sustreŭ vas — i zachvareŭ.
Kamientary