U dziaviataj klasie ŭ nas źjaviŭsia novy pradmiet — «NVP». «Vajenruk», praparščyk u adstaŭcy, na pieršym ža ŭroku raźviejaŭ usie našy abłudy što da metaŭ i zadačaŭ siaredniaj adukacyi.
— Dziaržava marnuje hrošy j navučaje vas rasiejskaj movie nie dziela taho, kab vy pisali luboŭnyja cydułki, a kab vy peŭna j dakładna razumieli zahady kamandziraŭ. Vas navučajuć matematycy, kab vy mahli pieraličyć patrony, a hieahrafii — kab vy dobra aryjentavalisia na miascovaści ŭ časie boju.
Šmat chto z maich adnaklaśnikaŭ-chłapčukoŭ ciahnuŭsia da zbroi. Jany abstupali nastaŭnicki stoł i z zachapleńniem vyvučali mechaniku AKM. Mianie ž bolš cikaviła inšaje: ja ličyŭ za lepšaje schavacca ŭ prybiralni ź siabram Siarožkam i vyvučać parnahrafičnyja paštoŭki.
— Pryhladajcie za hetymi dvuma, — skazaŭ «vajenruk». Jon pastaviŭ nas pierad šychtam. — Jany patencyjnyja dezerciry.
Adnaho maroznaha studzieńskaha dnia «vajenruk» vyviez našu klasu ŭ najbližejšy vajskovy harnizon, kab my mahli aznajomicca z armiejskim pobytam.
Kazarma mnie nie spadabałasia: było chałodna, my mierźli ŭ svaich kurtkach, z rota valiła para… A ludzi tut spali.
Sałdaciki z tonkimi šyjami ŭ ciažkaj miechavataj vopratcy nie chadzili, a niejak lotali sa spałochanymi tvarami. Pamiž imi ŭpeŭniena pachadžali suvoryja kamandziry j niešta cadzili praz zuby to adnoj, to druhoj kupcy vajennasłužačych.
U zbrojni nam prademanstravali roznyja vidy strałkovaj zbroi.
— Voś, — skazaŭ aficer, ź lubaściu pahładžvajučy rulu snajperskaj strelby. — Ź jaje možna lohka za kilametar trapić čałavieku ŭ hałavu.
I heta kazaŭ darosły mužčyna, jaki peŭna mieŭ žonku j dziaciej.
Mnie zachaciełasia dachaty…
Imkliva nabližałasia leta. Jano abiacała stać niezabyŭnym. My ź Siarhiejem mielisia spłyści na płycie ŭniz pa Biarezinie ŭ kampanii dźviuch adnahodak. Nas čakali dzikija piasčanyja plažy, prazrystyja zatoki, usiejanyja žoŭtymi harłačykami, fantastyčnyja zachady sonca nad plosami, a hałoŭnaje — nočy ŭ namiocie. Pra ŭsio było daŭno damoŭlena. Zharajučy ad nieciarplivaści, my ŭžo nia čuli nastaŭnikaŭ — my ličyli dni, jakija adździalali nas ad vakacyjaŭ.
Pry kancy navučalnaha hodu chłopcaŭ vyvieźli za horad na tydniovyja vajskovyja zbory. I ŭ pieršy ž dzień na pałasie pieraškodaŭ ja paśliznuŭsia na mokrym biervianie, niaŭdała ŭpaŭ i pačuŭ, jak chrusnuła pada mnoj suchaja halina. Padniacca ja ŭžo nia zdoleŭ. Pravuju nahu zaliŭ piakielny bol.
— Adkryty pierałom abiedźviuch kostak łytki, — kanstatavaŭ doktar.
Usio leta ja prakačaŭsia ŭ bolnicy, kostki nie chacieli zrastacca. Mnie zrabili dźvie aperacyi. Miesiac ja lažaŭ «na vyciažcy». Na śpinie źjavilisia adležyny, jakija načami nie davali zasnuć… Mnie zdavałasia — lepš pamierci, čym prasić maładzieńkuju sanitarku vynosić sudna. Naha biezupynku śviarbieła pad hipsam. Pačuchać jaje nie było nijakaj mahčymaści.
Tolki ŭ vieraśni ja ŭpieršyniu vyjšaŭ na śviežaje pavietra. Blednatvary, doŭhavałosy, asłabieły ad doŭhaha znachodžańnia ŭ łožku, ja aściarožna kulhaŭ z dručkom pa dvary.
Pa Biarezinie ź Siarhiejem papłyŭ inšy chłopiec. Kali jany, pastalełyja, zaharełyja, źjavilisia da mianie, ź ichnych bliskučych vačej i ŭpeŭnienych darosłych žestaŭ ja zrazumieŭ, što ŭsio było tak, jak i čakałasia. Mnie zastavałasia tolki ŭjaŭlać, jak usio heta adbyłosia… Bolš za ŭsio mianie pryhniatała toje, što mnie nakanavana zhinuć, tak i nie spaznaŭšy žančyny.
Poŭny varyjant čytajcie ŭ papiarovaj i pdf-versii hazety "Naša Niva"
Jury Jurkaviec
Kamientary