Andrej Adamovič
Padčas čakańnia bukaličnaj elehii
Tacianie Niadbaj
Kali ja pračynajusia na śvitańni,
Mnie nie chapaje času na toje,
Kab daviedacca, chto pieramoh.
Kali ja padpalvaju svaju pieršuju cyharetu,
Mnie brakuje pavietra na toje,
Kab zajścisia ŭ kašli.
Kali ja pju pieršy ranišni kubak kavy,
Dyk nie kładu cukru,
Bo kałociacca maje ruki.
Ale nieistotna heta.
Ale.
Ale.
Ale nieistotna.
Kali ŭdzień ja skošanym polem idu,
Mnie nie chapaje asfaltu,
Kab ubačyć, jak varycca pavietra.
Kali ja hladžu na abłoki,
Mnie brakuje vostrych suvorych formaŭ,
Kab adarvacca ad svaich dumak.
Kali ja staju pry drevie,
Dyk čakaju kalkich kropiel daždžu,
Bo mnie sumna ŭ adzinocie.
Ale nieistotna heta.
Ale.
Ale.
Ale nieistotna.
Kali ja adčuvaju palcy vietra na skury,
Mnie nie chapaje pačućcia humaru,
Kab Bareju pramović encykliku.
Kali ja chapaju sonca za vałasy,
Mnie brakuje chutkaści ŭ dumkach,
Kab zapleści salarnyja teksty.
Kali ja zachodžu ŭ vadu pryŭkrasnaha voziera,
Dyk nia płavaju doŭha,
Bo zaciahvać niešta nia maje sensu.
Ale nieistotna heta.
Ale.
Ale.
Ale nieistotna.
Kali ja sadžusia za stoł,
Mnie nie chapaje ŭpartaści,
Kab źjeści abied całkam.
Kali viaskoŭcy źbirajuć siena,
Mnie brakuje słovaŭ, kab apisać,
Jak koń u zuboch trymaje suchuju travu.
Kali ja słuchaju siabra,
Dyk hladžu jamu ŭ vočy,
Bo dumki maje daloka.
Ale nieistotna heta.
Ale.
Ale.
Ale nieistotna.
Kali ja biaru ŭ ruku asadku,
Mnie nie chapaje voli,
Kab da natatnika daciahnucca.
Kali ja baču, jak sonca siadaje na zachadzie,
Mnie brakuje fantazii i natchnieńnia,
Kab ujavić, što zranku jano źjavicca na ŭschodzie.
Kali zichacieć pačynaje pieršaja zorka,
Dyk ja padpalvaju dvaccatuju cyharetu,
Bo pryjemna być padobnym da Demijurha.
Ale nieistotna heta.
Ale.
Ale.
Ale nieistotna.
Kali ja zasynaju ŭ łožku,
Mnie nie chapaje tvaich uzdryhvańniaŭ,
Kab adčuć vastryniu byćcia.
Ale.
Vitaju, Koch!
* * *
Zmročnaść dumki zasilvajecca na strasie,
Apošni pacuk učora ŭ padpieččy zdoch,
Astatnija źbiehli chaŭrusam pa kasie —
Vitaju, Koch!
Mnie prykra ŭzhadvać pra pali,
U jakich viežy stajali i — Majn Boh —
Łotać rasła, a ciapier kryču kali-nikali —
Vitaju, Koch!
Niachaj tam inšyja knihi čytajuć, a ja
Budu na skraźniakach pić, bo ŭ kipciuroch
Palicyi (i na dźviuch) daŭno ŭžo sprava maja —
Vitaju, Koch!
Što z taho, što redaktar ja tryzny majoj,
Što žonki nia maju? Tolki skažacie: «Adnaroh...»,
Kali ŭ biaskoncaść pajdu za adzinaj siamjoj —
Vitaju, Koch!
Byli i da mianie, pryjduć jany i paśla,
Ale nie siudy, bo z abiedźviuch noh
Treba biehčy adtut, a nia cicha i spakvala —
Vitaju, Koch!
Ja pra słavu nia dumaŭ by, adyli
Rozum u rentu zdaŭ, a paśla nia zmoh
Atrymać nazad — chadžu biez mazhoŭ pa ziamli —
Vitaju, Koch!
Usio tut varjata son, a mahčyma — žach.
Asadzić nazad? Dyk i tak u zuboch
Kalidory try, a nad imi — dziravy dach —
Vitaju, Koch!
A ty tam, ty tam, ty na nas hladziš,
Vielmi zaniaty, dyj zredku, a vymaviš: «Och!»,
Uśmichnieśsia: «Ciahnie vas rujnavać Paryž...»
Vitaju, Koch!
Metafary ŭ knihach — kryvoje škło.
Zatoje my bolšyja ŭ tvaich vačoch,
Moža, pabačyš mianie, pahladzi na dno... —
Vitaju, Koch!
25.08.2005
Kantrapunkty
U tysiaču zrenak sačyć za tvaim rucham
Ja nia budu, jak Arhus, čyja vočy — zory,
Ja ž nia šef CRU, nie kiraŭnik «Masadu».
Lepiej ja ścipła zdochnu na kučy hnoju,
Jak nia mienš znakamity sabaka.
Škada, nie dačakajusia tolki
Tvajho prychodu.
Suhuččam tysiačy notaŭ tvaje vušy łaščyć
Ja nia budu Symonam, čyja duša — skrypka,
Treba było vučycca, a ja nia viedaŭ.
Lepiej suprać Jaho voli adpaŭzu i zaryjusia ŭ kamieńnie
Pad nahladam Hanny, dziela jaje ździŭleńnia.
Škada, nie dačakajusia tolki
Tvajho prychodu.
Raŭnavać, nekratyzavać neŭrony i klikać Klijo
Ja nia budu, jak Džejm (nie padvojeny nul, a adzinka),
Talent patrebny tut, inšy noraŭ.
Lepiej adpłyvu ja daloka da vilhotnych krainaŭ,
Tam źjaduć mianie ŭ čystym poli.
(Hety vierš da fłajera na viačeru).
Škada, nie dačakajusia tolki
Tvajho prychodu.
02. 09. 2005
Pradčuvańnie martyralohu
Adychodziać sumnievy ŭ tym, što prynosić śmierć
Palohku ad cisku na hrudzi i plečy niavadkaj
Rtuci ličbaju siamsot šeśćdziesiat dva drukavanyja arkušy,
Jakija, za stolki hod, advažyŭsia ŭ pračytanym zajmieć;
I nie ad cisku pavietra, prahnanaha praz nasy i raty,
Nia tolki ŭ adzinocie, ale i ŭdvaich, utraich
(Usio zaležyć ad vajaŭničaści akalajučych i tvaich boskich cnotaŭ);
Ratuje jana nie ad ciažaru durnych ci razumnych, kałmatych, a moža i łysych hałoŭ,
A tolki ad važkaści niebakraju pad presam pavinnaha być.
Nie skazać kab nadoŭha.
Na try ci čatyry dni — pakul nie apuściać ciabie ŭ ziamlu.
Ź jaje rviecca minułaje ŭvierch. Na joj biaskoncy taki ž, jak spradviečny
Vybuch budučyni i jaje šok. Tak i budzieš kamiečycca ty miž dźviuma
Napramkami. Jak toj, kaho apisaŭ małady Dedał,
Kali staŭ stary (u horadzie, dzie palohka byvaje ŭsim
La hałoŭnych bram ci analahu MKAD, zadarma, zadarma, ale nie dajuć jaje
Tym, u kaho čornyja nia tolki abiedźvie nahi).
Budzieš kamiečycca, jak staražytny hieroj,
Miž Charybdaj i Scyłaj i ŭ vyniku źviedaješ los
Jaho spadarožnych, byłych siabroŭ, ci, chutčej, raboŭ,
Bo i sam ty naŭrad ci našaha času hieroj.
I kudy b ty ŭ vyniku nie pajšoŭ
(Chacia chto daść tabie karabiel, bačyš, pryjdziecca płyć)
Ty nia znojdzieš taho, što ty tam šukaŭ,
U lepšym vypadku dastaniecca miž ścienaŭ pień
I, kaniešnie ž, nikoha na im, akramia žaby,
Ale spadziavańni adkiń na čaraŭnictva i sproby jaje całavać.
Heta prosta chvaroba, što nie dała žyć,
Što ŭniesła imia ŭ martyraloh.
* * *
And lifting to Heaven is much more shot then die
Step amal, što napeŭna nia Fox
Strote, prosta śnieh nad roŭnaj ziamloju,
Nia vienski łamany rytm snu na kušetcy,
A dzieści tut, dzie trava čakaje alenia,
A sonca maluje kut, kab začapicca moh
Toj, chto idzie, za cień i zabić vočy
Choć čym, akramia sieciva vypadkovych kaardynataŭ
Kachańnia bratoŭ-abłokaŭ da maci-ziamli,
Što valicca ź nieba, ličy tut ničoha niama,
I ničoha nia ŭzydzie praz błasłavieńnie saboju,
Biaskoncaje padarožža s krykami naŭzdahon
Sabakaŭ, biaz paŭzaŭ i synkopaŭ,
I ŭžo i biaź ich — adnachvostych siabroŭ,
Košt jakim, vyśviatlaješ, rubiel, i toje ŭ dzień kirmašu,
Ale natoŭp daloka, i tut nie adšukaješ symbalu,
Što paznačaje źmiest ci, kab liłasia, formu
Dyj navat prostaha frejmu pryrody abo
Depryvacyi znosinaŭ miž ludźmi, čytaj
Miž taboju, tvaim siabram, ptuškaju Feniks.
Nia znojdzieš, dyk lepiej, Viator, ruš,
Bo tut šlachi, chutčejšyja za śmierć.
10.10.2005
Ciapier čytajuć
Zamiest pareštkaŭ Vitaŭta za ścianoj Vilenskaj katedry znajšli tolki kuču kamianioŭ. Ale ŭłady Litvy hatovyja vydatkavać na praciah pošukaŭ jašče 1,5 miljona jeŭra
Kamientary