Nia chočacca dumać pra Biełaruś, zahaniajučy ŭsie razvahi pad rysu 2006 hodu. Pad čarhovyja prezydenckija vybary. Bo ništo nie pasialaje ŭ sercy nadziei na cudoŭnaje, pryčym z kožnym hodam usio bolš cudoŭnaje vyratavańnie. Ni manatonny byt namenklatury, ni manatonny byt apazycyi. Pieršaja ŭžo navat nie varušyć toj svajoj «zdarovaj častkaj», jakuju ŭ joj usio jašče padazrajuć. A druhaja daŭno pracuje na samu siabie, svaje schiemy ŭłasnaha vyžyvańnia. Znoŭ buduć vyłučać adzinych kandydataŭ, dakładniej, adzinych dubloraŭ, chadzić pa kvaterach, małalika mitynhavać, zahadzia viedajučy, što atrymajuć svaju čarhovuju satysfakcyju i paśla, stomlenyja dy zadavolenyja, znoŭ kanstatujuć: jašče nie pryjšoŭ čas.
Nie natchniajuć dumki pra vybary 2006-ha. Biełaruski narod atrymaje kuču prapahandysckich materyjałaŭ i zapadzie ŭ jašče bolšuju palityčnuju anemiju, bo čarhovy raz NIE atrymaje adkazu na svajo prościeńkaje pytańnie — chto, kali nia jon? Chto naš hieroj, jaki viedaje, čaho jon choča, i hatovy iści da kanca? Biełaruski narod razumieje, što alternatyva moža być tolki takaja — roŭnaja … asoba, jakaja voźmie na siabie adkaznaść za krainu, i ludzi heta nia stolki zrazumiejuć, kolki adčujuć. Voś jon — čałaviek, jaki SAM pajšoŭ, voś naš hieroj, voś naša nadzieja, voś dziela kaho my rušym na svoj biełaruski Majdan sotniami tysiač. Suprać dyktatury, suprać hetych … ź ich stalinisckim «šarmam». Ale heta musić być čałaviek, jaki pastanaviŭ da pieramohi iści sam i za luby košt. Bo ŭ nas ciapier — jak na rok-kancercie, važna, zavodzić ci nie zavodzić, ci natchniaje, ci jość enerhietyka, ci nie.
«Prezydent majoj mary» — heta adzinaje kreda, jakoje pry ŭsioj umoŭnaści sytuacyi moža pieramahčy siońniašniaje — «prezydent, jaki nadajeŭ».
Viedaju, na žal, što navat kali chto ŭ nas i akažacca iści na vybary, navat kali i zajavić z usioj surjoznaściu pra svaje ambicyi i kali ŭsie adčujuć u im pavievy hetaj samaj enerhietyki i patencyjał usienarodnaje padtrymki, dyk zaraz ža pačnuć jaho zacirać. I va ŭsim hetym budzie nia stolki hłupstva abo podłaści, kolki zakanamiernaści. A dastacca hetamu hieroju da narodu budzie ŭsimi siłami zaminać i ŭłada, i apazycyja, jakaja choča ŭžo zaraz pa-parlamencku vystavić svajho treciaha dublora ŭ piatym šerahu, kryj Boh, nie hieroja.
Tamu najbolš vierahodny varyjant, što budziem my ŭ 2006 hodzie znoŭ z Hančarykam, heta značyć, znoŭ z Łukašenkam. I tamu dumać pra Biełaruś na taki karotki čas nia chočacca. Chočacca zazirać dalej i dbać pra dalejšaje, na daŭžejšy čas zaprahać.
Nichto ničoha nie inicyjuje. Usie pryładzilisia i siadziać cichieńka — pierabyvajuć bolš-mienš kamfortna hetaje svajo žyćcio. Apazycyja pryładkavałasia da pryvadnoha ramiania ŭłady, i ciapier, kali joj treba tysiaču razoŭ adnavicca, uvaskresnuć z ruciny, kab i narod uvaskres za joju da aktyŭnaha palityčnaha žyćcia, jana ŭsio čaściej vusnami svaich lideraŭ zajaŭlaje, užo i zusim adkryta, što źmianiać ničoha nia treba. Paśla takich zajavaŭ zastajecca kanstatavać, što ŭ nas ciapier stabilnaja nia tolki ŭłada, ale j apazycyja.
Stabilnaść — taki pryvabny nibyta lozunh, nasamreč aznačaje śmierć. Što nie raźvivajecca, toje i nie žyvie.
Praŭda, u nas nikoli nie nadrukujuć paraŭnalnyja ličby ekanamičnaha pośpiechu z našymi susiedziami pa SSSR, jakija ciapier ustupili ŭ abjadnanuju Eŭropu. A varta było b u «Sovietskoj Biełoruśsii» źmiaścić takija paraŭnalnyja tablicy. Naprykład, pra siarednija zarobki pry tych samych cenach u kramie. U Litvie 500, u Polščy 800, u nas pastaŭlena zadača — 250 «u.ie». Pry hetym chaj by kamentatar «Sovietskoj Biełoruśsii» napisaŭ, što tyja 250 pry roście koštaŭ i padzieńni dalara — heta, pa sutnaści, tyja samyja 100 baksaŭ, jakija nam užo kaliści abiacali. Ci, kali ŭžo praciahvać pra Litvu, chaj by paviedamili, kolki tam budujecca žylla i, što vielmi važna, spartovych arenaŭ suśvietnaje klasy, da jakich tak daloka našym postsavieckim ladovym pałacam. Ci — kolki tam sučasnych hipermarkietaŭ, abo kolki kaštujuć patrymanyja mašyny. Ja ŭžo nia zhadvaju takija rečy, jak abjom zamiežnych układańniaŭ u ekanomiku ci biaźvizavy režym pa ŭsioj Eŭropie...
Hledziačy ŭ takija tablicy, čytač «Sovietskoj Biełoruśsii» mižvoli zadumajecca pra kaštoŭnaść našaj darahoj stabilnaści. Ale sprava navat nia ŭ cenach i hipermarkietach. Bo i ŭ Litvie z Polščaj kamentatar «Sovietskoj Biełoruśsii» znojdzie što-niebudź nakštałt niedahledžanych paletkaŭ. Samaje hałoŭnaje, što tam žyćcio — realnaje, praŭdzivaje. A ŭ nas usio spres pranizanaje chłuśnioju. I ŭ hetaj «stabilnaści» naša apazycyja taksama, niby ŭ lusterkavym adbitku, paŭtaraje pavodziny ŭłady. Pačynajučy ad surjoznaści namieraŭ na vybarach 2006 hodu pry daŭno zasvojenym žadańni ničoha nie źmianiać i skančajučy tym samym moŭnym cynizmam, jaki ź nievytłumačalnaj upartaściu prasoŭvajecca ŭ žyćcio.
Zachłušanaja z usich bakoŭ Biełaruś na našych vačoch stanovicca teatram absurdu. Chto što skaža abo zrobić zaŭtra — nieviadoma. Jak u remarkach Ežena Joneska: «Hadzińnik bje, kolki zachoča».
Apošni raz pjesu Joneska «Łysaja śpiavačka» daviałosia hladzieć sioleta na Novy hod. A staviŭ jaje Biełaruski humanitarny — ciapier varta dadać jašče — padpolny, zakryty Łukašenkam Licej. Staviŭ u Vilni, kudy liceisty pryjechali na dva tydni zimovaje sesii. Hledziačy pastanoŭku, žyva ŭjaŭlaŭsia i adčuvaŭsia hramadzki klimat u ciapierašniaj Biełarusi, a jašče toje, što klasyčnuju pjesu francuskaha absurdysta nie pastavić siońnia nivodzin mienski teatar — ź idealahičnych mierkavańniaŭ. Bo ciažka ŭjavić sabie štości inšaje, što tak trapna raspaviadaje pra naša žyćcio, jak hetaja staraja pjesa.
Supastaŭlaju niadaŭnija zajavy kiraŭnikoŭ Liceju pra toje, što jany, mahčyma, nastała pierabiarucca ŭ Vilniu, z vyhladam Bazylanskich muroŭ — ahramadnaha budynku kolišniaj lehiendarnaj Vilenskaj Biełaruskaj Himnazii, jakaja čverć stahodździa pierad vajnoj plonna pracavała tut dla patrebaŭ Biełarusi. Užo paru hadoŭ hety budynak z memaryjalnaj šyldaj vypusknicy Himnazii Natalli Arsieńnievaj staić pusty. Ja dumaju, što, moža być, heta — zadadzienaść. I znakavy biełaruski źmiest — Licej — šukaje svaju formu, a znakavaja biełaruskaja forma — Bazylanskija mury — čakaje svajho źmiestu. Kali jany sustrenucca — adbudziecca kulturny vybuch.
Kali jany sustrenucca, heta budzie padkazka pra toje, što pryjšła para adradzić razburanaje za apošnija 10 hadoŭ vilenskaje biełaruskaje žyćcio. I nia tolki vilenskaje.
Za hetyja 10 hadoŭ biełaruskija asiarodki pa-za miežami Biełarusi pieražyli zaniapad — tuju samuju adsutnaść natchnieńnia. Jany byli, pa-pieršaje, mocna pryviazanyja da nastrojaŭ u metrapolii, a pa-druhoje, adčuvali poŭnuju nieadpaviednaść taho, što robicca ŭ metrapolii, z tym śvietam, u jakim jany žyvuć.
I voś ciapier, na praciahu nastupnych hadoŭ, śpiral historyi, jakaja nie źvivajecca na baćkaŭščynie, abjektyŭna pačnie zakručvacca za jaje miežami.
Biełaruskija škoły, vydaviectvy, medyi, jakim siońnia pierakryvajecca kisłarod na baćkaŭščynie, musiać isnavać pa-za joju.
Urešcie, nia tak važna, dzie zachavajuć svoj nacyjanalny ahmień biełarusy.
Varta zhadać, što mienavita zakardonnyja asiarodki na miažy 1980—1990-ch hadoŭ nieśli ŭ Biełaruś i ideju nacyjanalnaha stanaŭleńnia, i hazety, i novyja struktury nacyjanalna śviadomaha hramadztva. Heta ŭsio havorycca nie dla taho, kab prymienšyć vartaść taho, što robicca na baćkaŭščynie, a tolki dla taho, kab zapabiehčy pracesu dziaržaŭnaj denacyjanalizacyi ŭ bližejšyja piać-dziesiać-dvaccać hadoŭ, kab jon nia staŭ niezvarotnym. Budučynia biełaruskaj nacyi, kultury, cyvilizacyi nikoli i nikim nia musić stavicca pad pytańnie. Bo ad hetaha ŭrešcie zaležyć, ci stanie Biełaruś narmalnaj demakratyčnaj krainaj, ci prapadzie ŭ hulbiščach kramloŭskich maryjanetak.
Śpiral historyi, kolki jaje nie raściahvaj, usio adno za vitkom paŭtoryć vitok. Heta značyć, što čas možna spynić tolki ŭ svaim ujaŭleńni canoju adniataha va ŭłasnaha narodu adčuvańnia paŭnaty žyćcia. Ale nasamreč čas idzie. I rana ci pozna paśla zapadziny i zaniapadu źjaŭlajecca ŭzhorak i ŭzdym.
Pavodle pieradačy «Vostraja Brama» radyjo «Svaboda», skaročana
Siarhiej Dubaviec
Kamientary