Staś Karpaŭ: Biełaruski Urfin Džus i jahonyja draŭlanyja sałdaty
Zdarajecca, vypadaje ščaślivaja chvilinka, a to i para dzion ščaślivaha zabyćcia. Zajmaješsia svaimi spravami, chodziš tudy-siudy i nie pamiataješ, što jość amapaŭcy, jość kiraŭniki amapaŭcaŭ i kiraŭnik kiraŭnikoŭ. U vačach tvaich tady spakoj, luboŭ da isnaha i lićvinskaja biezdań. Chodziš, chodziš, a paśla — chierak… Zirnieš, jak źbivali chłopcaŭ na pracesie hraficistaŭ, i ŭsio. Niama lićvinskaj biezdani. Źnikła.
Pa sudovaj spravie — što havaryć. Usio jasna. Dziaržavuška nahadvaje takuju, jak by heta skazać, žabu, jakaja źlizvaje svaim ružovym jazykom to adnaho vypadkovaha kamaryka, to druhoha i pieryjadyčna padstaŭlaje cielca niahreblivamu Ivanu, jaki zacałoŭvaje jaho z nulavym efiektam.
Ale na videa było bolš. Na videa źbićcia ja pačuŭ znajomyja «stajać! stajać, b…!» i adrazu uzhadaŭ tyja ž samyja «stajać, b…» na Kalektarnaj u 2010. Uzhadaŭ, i jak padčas suda nad Niaklajevym, Rymašeŭskim, Dźmitryjevym i Pałažankaj siarod natoŭpaŭ biaskryŭdnych intelihiencikaŭ u sudzie Frunzienskaha rajona tusavalisia voś takija ž samyja čuvački, jakija «stajać, b…», i jak jany raŭli praź leśvičny pralot adzin adnamu niešta typu:
— Kola, b…, ty babło, s…, visiš, b…! Addavać nada. Hy-hy-hy.
— Danunach…. hyhyhy.
Ach, jakija jany byli: švedryki, štoniki, «modnyja» tufielki z vostrymi nosikami. Racyi. Pistaleciki. I pasiarod takoj pryhažości: «Kola, b…!»
Jany — treba razumieć — paradak achoŭvali. Naprykład, ad Buraŭkina. Kab Buraŭkin nikomu tam lulej nie naviešaŭ. Nu i paralelna vyrašali ŭłasnyja finansavyja pytańni. Naša milicyja. Sa śvietleńkimi vałosikami. Krepieńkimi šyjkami. Bliskučymi alejnymi vočkami. Najetyja, napityja. Čyścieńkija. Akuratnieńkija. Admysłova vyhadavanyja.
I voś ja zaraz dumaju: ci treba ichniamu Urfinu Džusu, kab jany raŭli «stajać, b…» i bili žurnalista? Nie, nie treba. Urfin pastareŭ — i zador nie toj, i, znoŭ ža, frau Mierkiel… Ach, jak ad jaje patychała hornymi kurortami Alpaŭ…
Ale śpiecyjalna vyviedzienyja, adbornyja, sa śvietłymi karotka padstryžanymi vałosikami i bliskučymi vočkami — jak im pra heta raskazać? I chto im raskaža? I ci pavierać jany, što nikomu ich «stajać b…» nie patrebna? Ci, prynamsi, patrebna nie zaŭsiody? I na jakoj movie im pra heta raskazać, kab jany zrazumieli?
Čytaŭ ja takuju štuku: adnojčy praz šmat hadoŭ paśla zakryćcia HUŁAHa ŭ adzin z łahieraŭ pryjechali studenty. Niešta tam «padnimać». Čarhovaje. Vysadzilisia jany ŭ punkcie zboru, i raptam ich atačyła zhraja dzikich sabak. Zhraja dziejničała nadziva arhanizavana. Sabaki nie imknułasia hetych studentaŭ źjeści. Jany ich prymusili šychtavacca ŭ šarenhu. A kali adzin student pasprabavaŭ źbiehčy — jaho razarvali ŭščent. Sabaki, vyraščanyja dla niasieńnia słužby ŭ HUŁAHu viedali, što ŭsie ludzi — viaźni. Tak što — voś.
Karaciej, tak budaŭniki kamunizmu i stajali, pakul ich nie vyratavali ad žyviołaŭ, jakija byli navučany adnamu — nienavidzieć ludziej, ale bierahčy ich pracoŭnuju siłu.
Sabak, viadoma, koknuli, choć jany i rabili roŭna toje, čamu ich vučyli. Ale tut štuka voś u čym. Sucharuki «paet» na toj čas daŭno karmiŭ čarviej i sabačyja navyki nie byli zapatrabavany. Tak što, kali b u tych sabakaŭ zastalisia ščaniuki, ščaniuki mahli b pasprabavać zasvoić jašče adnu niališniuju iścinu: kali ty sabaka, ty možaš kusać i zahryzać, spadziejučysia na pachvału, ale ŭsio ž musiš viedać, što złobnuju žyviołu hadujuć nie dla taho, kab lubić. Tamu złobnuju žyviołu nie zabirajuć pry pierajeździe, złobnuju žyviołu nie biaruć u novy dom. Złobnaja žyvioła siadzić na łancuhu, abaznačanaja šyldaj, breša, vyje i niekali zamiarzaje ŭ budcy. Hałodnaja, złaja, u biaskoncaj lubovi da haspadara.
Kamientary