Archiŭ

Pavał Sieviaryniec. Rychtujsia!

№ 6 (103) 16 sakavika 1998 h.

 

Pavał Sieviaryniec

Rychtujsia

 

Achviaruju Viačasłavu Siŭčyku

Pračnuŭsia ad čujnaha ščoŭku: pierasiaklisia strełki. I praz imhnieńnie — zapibikaŭ budnik, zachlistvajučy pulsami serca. Pryzyŭna, tryvožna, niaścierpna. Ustavać.

Jon niaŭciam vyłuzvaŭsia z čerava snu, vybłytvaŭ nohi ź ciopłaj pučyny koŭdry. Uspaminaješ štoŭdych. Z kožnym hłuchim kryvianym šturškom pampuje parožni čerap. Tak, čas jość. Uf. Na pracu. Pajeści. Aha, ściamiŭ. Učora... Śnieńni jašče dahnivali ŭ kutkach vačej. Pavyckoŭvaŭ palcam.

Stop. Strašnaje.

Śniłasia zmročna... Pahružajecca i ŭspłyvaje. Ja zabivaju taho chłopca. U padjeździe, pry dźviaroch. Ćmiana i ciažka. Boža, jak ža ja vysilaŭsia hrochnuć jaho naśmierć...

Prabač. Heta było dniami. Małady, z Nacyjanalnaha Vyzvaleńnia. Prabač, jak ža jaho... Rodny ty moj. Jaho zabili. Tak, zaŭčora pieradavali pa radyjo. Viartaŭsia damoŭ, prałamili čerap, vielizarnaja hiematoma pad vokam. Boža, što ž heta takoje. Ich buduć zabivać. Padonki. Čamu ž tak zmročna pravalvajecca skroźsońnia, tak strašna...

Nu, cicha, cicha. Ich zabivajuć, a tabie jašče žyć. Tabie jašče ŭ prybiralniu j vannuju, potym paśniedać, sabracca i strełcy tvajoj na ŭsio pra ŭsio adkroić jašče paŭhadzinki.

Štoruch, z šumnym spuskam bačka, z rokatam u harłavinie čarupiny, z rypam dźviercy ladoŭni, jon zavodziŭ, raskručvaŭ toj naładžany ranišni rytm, ź jakim učora pieratvarajecca ŭ siońnia. Śniadanak: jak zaŭždy, jajki, kanserva... Nie, kanservina budzie na viečar. Chleb padčarśćvieŭ. Hospadzie, jašče ž paŭhady tamu byŭ chleb-chlebam — karavaj tabie, bochan, papieka kruhłaha, naračanski... Pachkija, z kmienam... Prapaŭ. Pradajecca tolki taki. Kvadratovy, šery j suchi, jak kaliś za saŭkom.

Z padvakońnia vybraŭ hazetnuju łustu, sieŭ jeści. Što tut... kruchmalistych kłubniaŭ... Prezydent, iznoŭ prezydent, i voś jašče adno pe ź vialikaje litary... Prystupili da raspracoŭki... Tak i prapiačatana, čornym pa biełym, usio čornym pa biełym. Usio čornym pa biełym, adno kałamutna-šeryja fotazdymki. Jon pieražoŭvaŭ presny šyft, zajadaŭ chlebnaj suchamiaćciu z pustoj jaječniaj, i z kožnym kaŭtkom žyćcio ŭsio ciaplej napaŭniałasia źmiestam. Sytna i nudna, niama dzie sa smakam prycmoknuć. Kormaŭboračnaja kraina. Kalonka zamiežža, iznoŭ terarysty, jak ža biaź ich. Nie, u nas takija nasiakomyja nia vodziacca, tut ža takaja hłybokaja vosień.

Choładna na vulicy. Treba, kaniečnie, švedar, batarei jašče nie ŭklučyli, to ž i na pracy, badaj, prachałodna... A siadzieć da piaci, usio ž nijakavata, a paśla damoŭ, ciaplej, pad nastolnuju lampu, pierabrać štości z časopisaŭ, sahrecca za čajem ź piečyvam i nanač plitku pastavić, voś budzie horača, voś jano! I tak choraša pierad snom dačytać, vyklučyć śviatło, a śpiral jašče budzie žarka irdzieć u ciemry, cicha patreskvać i hasnuć pavoli, i zasynać...

Tak — čas, čajok, chutčej. Śpiecham dasiorbaŭ toje, što zastavałasia — i na vychad.

Na leśvičnym pralocie razyšlisia dźvie susiedki; adna abminuła jaho, padymajučysia, trymajučysia za parenčy, druhaja padymałasia na svoj pavierch i źnizu kinuła ŭ zaviaršeńnie razmovy:

— Pieražyviem...

Heta prajšło praź jaho, praniało zybkim dryžeńniem parenčaŭ, i stała tak ziabka, i tak niespakojna ad taho niačutaha, što treba było pieražyć...

Voś i šerah paštovych ščytoŭ. U dzirački specnazaŭskich skryniaŭ praśviačajuć ulotki. Adna na padłozie, ź piačatkaj bota, chtoś užo pračytaŭ. Kolki dzion tamu zakidali takoje: «Rychtujsia da vajny». Biez zaŭvahaŭ. I ŭ dvary, na haražach, farbaj raskroili toje ž. Jarka-čyrvonym. Što ž ciapier...

«Nas zabivajuć. Usio! Siońnia».

Ech, chłopcy... Tolki słoŭcy na bieleńkim tonkim listočku. Usio, što ŭ nas z vami zastałosia. I tak ščymliva, z takoj niaścierpnaj vosieńskaj śviežaściu pachnie vohniščam na dvary, takim spalenym žalem pranizvaje zvonkaja ranica, što čamuści ŭspomniš škołu j chočacca płakać.

Zmorščyŭsia sam, skamiačyŭ papierku. Treba vykinuć. Tudy, pad iržavy pamyjny bak la haraža, vuń tudy, dzie scuć padletki, dzie čyrvona, nievynosna čyrvona fanić: PARA BELLUM. Nie zacirajuć ža, durni — dumajuć, niejki metał ci rok. Tak, niejki rok. Vykinuŭ u śmiećcie, u popieł z rossypam niedapałkaŭ, miadzianych, byccam stralanyja hilzy.

Chłopčyki-chłopčyki, tak nie byvaje. Siońnia na vulicy znoŭ mierny chod minakoŭ, toj samy, što ŭčora i pazaŭčora, viečny. Kučy ludziej na prypynku, jakija čakajuć nia voli, a tralejbusa numar sorak čatyry, i spadziajucca paśpieć, daj boh, biez kantralora, na svaju važnuju pracu, dzie, mabyć, udasca pierachapić da aŭtorka j pa darozie dachaty narešcie kupić marharyn. Na vychadnyja, pad śviata vyviesiać na balkonach ściahi bializny i hułka zakałociać pa dvaroch vybivanyja dyvany. A ŭviečary, u ahnistaje ciemry, buduć mihcieć ahmieńčyki voknaŭ, uładkoŭvacca, tleć ź niejkim tajemnym značeńniem, z paradkam, nikomu nia viedamym, i ćmianyja vodśviety televizaraŭ u domie nasuprać buduć suładna padtakvać tamu haradzkomu siamiejnamu ščaściu, jakoje voś hetak mihcieła ŭ savieckich časoŭ kinafilmach. I tabie budzie tak dobra doma adnamu, ty budzieš trošački stomleny j mudry, i heta pravilna.

Dreva na rahu, prychiliŭšysia da ściany, abyjakava j šumna pražoŭvała niešta ŭ listocie i sploŭvała siemački prosta jamu pad nohi.

Vyjšaŭ. Praspekt źviarhaŭsia ŭ dymnuju projmu napieradzie. Družny matorny šum zadryžeŭ skroź jaho, i jon uzbudžana ŭspomniŭ toj pieramožny rokat kalonaŭ.

Kryły ściahoŭ trapiečucca, łopajuć za śpinaj. Jakaja efirnaja lohkaść, apojena nie adčuvaješ siabie. Jakaja śviežaść, śviataja ściahoŭ śviežanina... Svaboda pabrodžvaje ŭ hrudziach, pampuje da horła: «Žyvie!!!» Tady žyło... Jon nia bačyć ludzkoha kraju, uvieś čas zachoplena azirajecca, padskokvaje pahladzieć, kolki narodu, a tam, i dalej, nieźličona burlić čałaviečyna — strašna, tysiačahałova bruić patokami chodnikaŭ, pienicca na pierakatach bardziuraŭ i vałam rušyć kudyści napierad — kudy traseram celić daroha, kudy mknuć linii pavierchaŭ i dachaŭ, dzie ścinajucca zyki strunnaha drotu. Na hrebniach tralejbusaŭ, zatoplenych rucham, kučami toŭpiacca reparciory — i bliščać pa-nad hałovami kadry zaŭtrašnich hazetaŭ, uspychvaje na imhnieńnie historyja. I šyrokaja vulica rynie takim rospačna-hroznym rovam, takoj vyrašalnaju siłaj, što recham zhasajuć budynki, asiadajuć fasady i ŭdalečyni, u haračym maryvie, u łunańni ściahoŭ zybajecca j dryžyć usia vielizarnaja nieruš horadu.

Potym usie razychodzilisia, puścieła ŭ dušy, i ty sam sychodziŭ kudyści, i tak doŭha nie chaciełasia viartacca damoŭ.

A potym mitynhi razhaniali. Ty, pomniš, taiŭsia ŭ natoŭpie pad zmročnaju arkaj, i strumieniła vulica praz pryvidnuju paru dychańnia, vieraščali śvistki j adčajna rezaŭ paŭsiul, vostra ŭsporvaŭ, da visku, da kryvi, tam i siam, biaźlitasny blask palicejskaha snadziva. A jak ža tabie chaciełasia, kab palicyju bili, miasili, kab dali pad dych, až dychańnie zaciskvaŭ u kułakach. Vulica ledzianieła nialudzkimi krykami, a ŭ vašaje nišy, pomniš, šyŭsia taki čałaviečy, ciopleńki šapatočak, taki čujny, što nie pačuješ słovaŭ, i hetak hidzieńka było, choć viešajsia. Tyja, za kim haniaŭsia amun, navat nia kinulisia siudy: tut stajali.

Paśla načnyja rośpisy ścienaŭ, jakija ž małojcy hetyja padletki. Ašaleły ściah nad universamam i razarvany toj, z pałoskaj koleru chaki. Padpolščyckija ŭlotki prapiačatvali tak kaščava j tak nienavisna-čorna: «Nacyjanalnaje Vyzvaleńnie». Chłopcy viedali, na što jduć. Ich łavili j sadžali, kamianieli ŭ tvaich źvilinach ichnyja kamery j kalidory. I kali mocna chaciełasia jeści, ty ŭspaminaŭ pra ichnyja haładoŭki, i ź niedajedzienym u bufecie razžoŭvaŭ sam sabie, jakaja ŭsio taki smačnaja hetaja štuka — svaboda. Chtości byŭ suprać, chtoś zaklikaŭ hramadzkaść, ale ŭsio išło narmalova, učora, siońnia i zaŭtra, usio było ŭ paradku i ŭsie byli čymści zaniatyja.

Potym hazety. Ich ściskali, «my sprabavali zaŭždy abjektyŭna», z pakutlivaściu papiarovaha tresku, «ale ŭładam nia ŭdasca», a jak ža, «vyražaje pratest», da poŭnaha pšyku.

Voś i pryjšli. Prystupkami jon pahružaŭsia ŭ metro. Tchnuła kamienna ŭ zmročnym syrym pierachodzie. Ty, čałavieča, niamieješ —pry ich strašenna dziaržaŭnaja siła. Ciažkaje škło zabojna šuhnuła la skroni. Tak, heta dziaržava, tupaja hruvastkaja stal aharodžaŭ. Ustaviŭ žetončyk i ŭ ciesnaje projmie na mih padciaŭsia, kradkom bajučysia, što kłacnie, zaščemić... Chałodnym žaleźziem u hetaj krainie saščeplena ŭsio ahramadnistaje varušeńnie. Niaŭmolna huŭ eskalatar, laskat zubcoŭ nabližajučy: strašna patrapić, zaciśnie. U hułkim šumie padziemnaha schovišča hłušyć, stušoŭvaje šarkańniem hałasy ŭ nierazborlivaje kišeńnie. Nijakavaty pach, duch ahulnaha karystańnia. Narešcie, hachnuli brazhatam dźviery vahona — źniščalna, namiortva. Ciemra za voknami mknie, nabiraje razhon, ciahnie, šturchaje ciabie nazad. Ty adčuvaješ stalovy zakon chaładku, što pilnuje ziabkaje naša ciapło — vuń jak na poručni hetulki ruk kamiakami, piacierniami, mocna ŭchapiŭšysia, da metalovaj truby padłučanyja ryčahami.

Jon, zavarožany, u manatonnym vahonavym hudzie, usio hladzieŭ pierad saboj u reklamovyja hłybi plakatu. «Konciern RB —rośsijskije banki», až lśnicca ad hlancu, jak śnicca. Dy što tam dziaržava, a pa-nad usim — lehiendarnaja ŭłada Imperyi. Heta jana, załacista-dubovaja mebla sa smolnym adlivam, lak kramlovych parkietaŭ, halerei alejnych partretaŭ. Słava kalonaŭ i trubaŭ pieralivajecca tłusta, vaskova i začaroŭvaje voka. Jak hłyboka, biazdonna jaje nievymiernaja vielič prahladvaje navakoł pryciahalnymi hładkimi probliskami hipnatyčnaje młości...

Płošča Niezaležnaja.

Buchnuli dźviery, ludzi vyvalvali ŭ hułkija ahramady marmurovaje paliroŭki, u zašarkanyja płoskaści łosku — i ŭ vielizarnych ścienach tuskna lustravałasia, pierałomvałasia na plitach šeraje kałyvańnie natoŭpu.

Nie, tolki sam sabie ty niezaležny. Tolki ŭdoma, kali začyniŭsia, ty cichi j peŭny, i ŭsio žyćcio — u tabie adzinym, i heta jość iścina. Usie astatnija — jak sabie chočuć, samy čas pahladzieć na hadzińnik, kaniečnie, užo čas, što ž, nia budu vam pieraškadžać. Tak, ty vielmi zaniaty. Ty zajmajeśsia tym, kab pierachavać usio toje dobraje i śviatoje, što tolki jość na hetaj ziamli. Źbierahčy, pieražyć, pierabyć, kab potym, kali praminie — vyjści, prymružyŭšy vočy da jarkaha śviatła, ź vinavata ščaślivaj uśmieškaj, i vynieści...

Vybraŭsia. Udychnuŭ nieachopnaje płoščy. Dom Kiraŭnictva, kalidornaja kubatura, stromy hmach Pedu i pierafarbavany ŭ bledna-ružovy Kaścioł — usia piramidavaja hrandyjoza zamierła pa-nad čaradoj čałaviečkaŭ, i štokrok padymałasia ŭsio vyšej i hramadniej, hrebliva j biezuvažna pazirajučy ŭ smutnyja panaramy.

Nu što, zaraz ty kolki hadzinaŭ budzieš siadzieć za stałom, navidavoku ŭ astatnich, zrobiš vyhlad, što heta nasamreč vielmi važna — zarabić na chleb dy apłatu kvatery, a potym usiaho dobraha, i narešcie dadomu. Ciažennyja dźviery bachnuli piačatkaj u patylicu. Praca.

Niešta biespakojna było jamu siońnia. Moža być, z-za pustoha j niepastajannaha nadvorja z paryvami vietru, a moža tamu, što choładna j troški skraziła ŭ pamiaškańni, tak što ŭvieś čas chaciełasia ci to ŭklučyć śviatło, ci pajści pahrecca. Urešcie, vyrašyŭ jon, chutčej za ŭsio heta temperatura, takoje, viedaješ, byvaje pierad chvarobaj, niepryjemnaje pradčuvańnie. Treba budzie voś što, padumaŭ jon, apranuŭšysia j rupliva zašpiliŭšy ŭsie huziki, asabliva vierchni, dastać limonu dy z čajem haračańkim.

Jon raspachnuŭsia na vulicu. Horad skroź pracinaŭ tonki tryvožny doždž. Ciomnyja budyniny pravalvalisia ŭ pradońni płoščy kałamutnymi adlustravańniami. Pa-nad pryvidnaj hłybinioju, kvecajučy pa pleŭcy vady, jon pierajšoŭ da prypynku. Dzie ž patruli, kudy prapali, anivodnaha. Niapeŭnyja dryžyki daždžu ŭsio macniej znabili spałochanym pradčuvańniem. Siarod ledź sahretaje kupki ŭspučanych parasonaŭ, aščapieryŭšy śpicy, moŭčki čakali — i, zdałosia jamu, naściarožana pierahladvalisia.

Kachnuła niešta daloka ŭ horadzie... I zhasła, paśpiešliva stušanaje drobnieńkim šapacieńniem. Jon drohka paciepnuŭ plačyma j prysłuchaŭsia. U nieciarplivym plaskacie kroplaŭ cikaŭ-cokaŭ taropki, uzbudžany čas.

Kali blizka zalaskaŭ tralejbus, zołki doždžyk užo ačyščaŭ dalačyni — tam, za hranionaj smuhoju horadu, padziemna varušyłasia štości ledź čutnaje, ale pahroznaje, niesumnienna pahroznaje.

Niešta tvorycca ŭ horadzie.

Jon zabraŭsia, ciaśniej pryładziŭsia da vakna, usim dryžučym ciełam pryniaŭšy stojeny rokat ruchavika. Razhojdvany korpus z natužnym rovam rynuŭ napierad, pieramknuŭ skryžavańnie drotu j pieravaliŭ u harłavinu praspekta.

Stop-stop, a nu-ka, zrok adrazu prasieŭ ŭ nišu paštamtu: što heta... zakarkavana hurmoj vajskoŭcaŭ, ich padpiraje, tłumicca tupa natoŭp, prapichvajučy hałovy...

Telefon telehraf blakavany kropka praciažnik dumki pulsujuć što heta robicca, Hospadzie!

Lasknuli dźviarnyja zatvory. Pa... pajści pahladzieć?.. Prachodni, pramokłyja, moŭčki piorli ŭ salon, ahladvalisia, praciskajučysia da parenčaŭ. Nu, chto-niebudź skaža, chacia b paŭsłova, chacia b napaŭhołasa... Ale ŭ šorhacie ichnych padešvaŭ varušyłasia tolki ścišanaje šušukańnie. Tralejbus strasianuŭsia da dna j rvanuŭ dalej pa praspekcie.

Zybalisia, ściakajučy preč u razmytym asfaltavym blasku, ścieny budynkaŭ, ledź paśpiavali zdryhnuć pa łužach źnikłyja postaci. U vitrynach, napoŭnienych blednym ciapłom, zboŭtvałasia, raspłyvałasia chałodnaj kałamućciu niačystaje vuličnaje. Voś jon, zmročny prachon — sa zbućviełaha kamuflažu drevaŭ, skroź trapiatkoje ašmoćcie liścia zirnuŭ nieźmihutny problisk čyhunnaha čerapu... I zavarožana, pilnym vokam prasačyŭ za tvaim vaknom.

Och, i dało za damami, hruchnuła! — jon až zajšoŭsia ŭsim ciełam: za kvartał razabrała raskatami recha! Boža, dy što ž heta, chiba jakaja mašyna, jon pierapudžana zaaziraŭsia vakoł. Praspektavy ruch byccam pierasmyknuła, usio spatyknułasia, biazładana j mituśliva pamknuła tudy j siudy, a ludzi, što treślisia popleč ź im u šumie j dryžy, — zamierli, ašklanieli vačyma, nia hlanuć adno ŭ adnaho! I biahuć naŭzdahon tralejbusu, padryhvajučy humovymi pałkami, dva zadychanyja palicyjanty — raz, sarvalisia ŭbok, prapali.

Spyniŭsia, raschłopnuŭsia śviet. Nie, heta peŭna, treba vyjści, treba zaraz ža pahladzieć, što ž heta takoje, vyjści, spytać, vuń ža ludzi, i kudy-niebudź tudy, ci heta adtul vuń pabieh niechta... Choładna j nieviadoma što. Mašyny šarachalisia spałozanymi prošumami. Prajšoŭ doždž ci jašče idzie? Razhubleny chłopiec, ablipłyja pasmy, čahoś razhladajučysia pa bakoch, niaŭciamna strasvaŭ panikłymi kryłami parasona... Dy tak i zastaŭsia.

Tralejbus pomśliva ściaŭ dźviery j nadryŭna zaroŭ preč. Napruha macnieła, huła, napruha ŭžo tresła žyŭcom usio jahonaje načyńnie, i — voś jany, voś! — uspychnuła jašče kolki štuk koleru chaki!

Hałoŭny plac aniamieŭ. Pustelniaj plitki vymierła biaźludnaja płošča. A suprać jaje, sprava, kłubiłasia drevachmara parku, i za zmročnym vahańniem stvałoŭ ledź bladnielisia ścieny Pałacu. Karabač šalona, štosiły nios pad haru, i tolki biaskoncy drot naciata trymcieŭ, i paŭsiudna ściaroh vierchni kraj akajomu.

... Źniasilena kvecnuŭ nastupny prypynak. Zdajecca, tut cicha. Chtości, vychodziačy, abšasnuŭsia ŭ łužynu j macierna joknuŭ. Ščaśliva saplivyja školniki, zachlipajučysia, dzialili niejkuju drabiazu. A doždž sapraŭdy pierastaŭ. Usio navakolle ŭraz niamkom aśviaciłasia, zazichacieła, i jon spačatku niaŭciam pa-dziciačy ŭśmichnuŭsia j prymružyŭsia, a potym zrazumieŭ, što sonca, što voś ludzi, raźmierana cokajuć dy šarkajuć sabie pa chodnikach, i mašyny zasiarodžana abhaniajuć adna adnu na bliskučym asfalcie.

Nu voś, ničoha strašnaha, a ty ŭžo byŭ padumaŭ. Urešcie, pavier, usio budzie dobra. Usio heta skončycca voś tak — cicha i niečakana ŭspychnie na Zachadzie, prabliśnie ŭ kožnaj kropielcy, i možna budzie prosta ŭzdychnuć na poŭnyja hrudzi.

Tralejbus supakoiŭsia, ablehčana zahuŭ basam i pajšoŭ łahodna dy roŭna.

Z prajeznymi projmami ŭ cieni šyby koratka pychali zarnicami. Zachodniaje sonca radasna, z žaram praz chałodnaje škło jaryła ŭ salonie: viesieła ślapiła, hulałasia ŭ chovanki z vačyma, kosa raskrojvała haračyja plažy na kaleniach i ź piakučaj piaščotaju załacistym puškom apylała dziavočuju ščočku... Hlań ty, jakaja pryhožaja.

Prazrysta dryželi, pieralivalisia praź iskrystyja kropielki ŭ škle splacieńni bulvarnych alejaŭ. U prapałaskanym ažury šykoŭna vytančanaj huščyni, pad skraznymi sklapieńniami holla praminuła miłaja paračka — jak klavišy z porstkimi palčykami, pierabirali krok kałyšyny sa strojnymi nožkami. Zastrumieniła preč liście, voś pierasypalisia, abvalilisia kuščy prachonam, i achnuła ŭvačču — až nie chapaje ŭdychu, na ŭvieś dalahlad —vielizarnaja azoranaja katłavina. Pa-nad hłybokim niebam Visłačy hrandyjoznaj nabiarežnaj padkovaju razvaročvalisia, pabliskvajučy hraniami, staličnyja śpičaki j karaleŭskija kalanady. Začaravana, ledź dychajučy zatumanienaj vieličču: jaki horad, jaki vialiki moj horad, jaki viečny... Ale znoŭ zacierusiła, zamitusiła vakno taropkaje liście, i tralejbus zaroŭ truboju, zabirajučy na Ordenski kruh, pravaboč ad kalasalnaje radyjoviežy, raspasavanaj aranžava-biełym.

Usio, vychodzim. Badziora vynyrnuŭ. Huch, skałanuła hrudzi — da taho śvieža ŭ horadzie paśla daždžu. Vysychajuć cieni soniečnaha recha. Małaludna čamuś. Pierajšoŭ skryžavańnie, dzie zdaŭna prymilhalisia ŭsie niachitryja zvyčki śvietłafora. Zzadu hrymnuŭ kryty vajskovy hruzavik, pierajaždžajučy tramvajnyja rejki.

I pierabrochnuŭ u addalenych katakombach horadu hłuchi vybuch, i padsieła nadtresnutym recham serca.

Jon abiarnuŭsia: z dachaŭ, z vyšyniaŭ, z-pad samych pastaŭlenych rubam reklamnych ščytoŭ spałochanym rossypam pyrchnuli ptuški. Z-za nahornych kvartałaŭ, dzie hraziła zajści zyrkaje sonca, ź pieravałaŭ dalokaje zabudovy jšło tryvožnaje, pryhłušanaje dryžeńnie hukaŭ. Čuješ?.. Ci to tam niešta tachkaje, ci heta tacht kryvi ŭvuššu.

Vulica biaskonca raźjaždžałasia z rostaniaŭ uva ŭsie baki. Prajechaŭ jašče adzin ciomna-zialony «Urał», nie zrazumieŭ, što takoje. Potym chutkim i złosnym šumam paŭtaryli jašče adzin i jašče. Značycca, usio. Značycca, zdaryłasia, čort pabiraj. Bialutka, baluča strapianułasia ŭ pamiaci ŭlotačka. Nas zabivajuć. Usio. Siońnia. Jon pierastupiŭ kolki krokaŭ, padšturchvany ćmianaj siłaj kudyści tudy padbiehčy... Zastacca... Sprabujučy štości dačuć ci ŭhledzieć... Ci, moža, kamuś patelefanić... Narešcie, padchapiŭsia. Uzvaliŭšy niapeŭnaść za plečy, i rynuŭ dachaty — šparčej, amal podbieham.

Z dvara vyvietryvaŭsia pach kastryšča, i soniečny žar tleŭ skroź drevy. Tam, dzie kałody stvałoŭ z treskam raśsielisia kronami, dzie ryštavańni halla pahrozna rypieli j patreskvali, hatovyja zaraz ža chresnuć i ruchnuć pravałam hrukatu, ahni pracinali pierapalenyja draviny, zyrka pałali ŭ tančejšych splacieńniach viećcia, a vyšej, dzie ciažka, hałavakružna varočalisia vieršaliny, vyšej, dzie hallo rassypałasia trapiatańniem ssochłaha liścia, dzie šuhała šumlivym šorhatam — liściki iskrami pyrchali z dreva, irdzielisia, pierablaskvalisia, uspychvali ŭ pavietry astatni raz — i šerym biazvažkim popiełam haśli ŭ ćmianaje syraści cieniu. Papiališča apošniaje vosieni cicha truščyłasia pad nahami.

U padjeździe zatojeny, z chaładkom viečny zmrok tolki j čakaŭ drohkaha brazhatu klučykaŭ, kab tut ža, na leśvičnaj placoŭcy, aščerycca ŭ šachtu prachonaŭ šypiačym stracham.

Radyjo maŭčała.

Hadzińnik čakaniŭ čakańnie.

Dy ty choć dumaješ, što heta značyć!.. Hetaha nia moža być. Boža moj, niaŭžo tam dzieści što bachnuli. Niaŭžo biesparadki na vulicach, i zaraz abłava, ich łoviać, ułomvajucca ŭ kvatery... Treba niešta rabić, nie siadzieć ža!

Jon jeŭ spochapkam, taropka dušyŭsia ŭsuchamiać, ažno plačyma dapamahajučy skivicam. Dryhotka treślisia ruki, byccam śpiašalisia rynucca ŭ rukavy kurtki, chutčej štości adniekul dastać i pa imklivaj chadzie hatoŭna sahnucca ŭ łokciach. Pastarajsia strymacca... Spakojna... Ale tut ža prasypaŭ sol — i ciažka adsieŭ ad stała, tupa dažoŭvajučy, addychvajučysia, ź pierabojem u hrudziach.

A moža, čort pabiraj, hetaha paskudu hrochnuli? — u im až usio adyšło, — kali tak, to pačniecca, i och jak pačniecca! Nu što, vyjšaŭ by ŭ centry, i kudy, skažy mnie, kudy dalej?!

Tak, radyjo zahinuła. Telefona nichto sa znajomych nie padymaŭ. Zmučany biaskoncymi hudkami, uźviedzieny suprać hadzińnikavaj strełki, jon, dy što ž takoje, šalona skruciŭ niejki numar naŭślep i zdaŭlena vyhuknuŭ u čyjuści kvateru:

— Skažycie, što tvorycca ŭ horadzie?!

— Vy nie tudy patrapili.

Hudki.

Šyba bzykała cichieńka j natužna. Pračyni!.. Zastareła tresnuŭ prach pyłu. Zhrudzilisia brazhatam ramy. U padvojnym adlustravańni, u styłych hłybiniach drevaŭ, ledź žyva, zadryžeła jahonaja blednaja zdań. Spałochana šasnuŭ u tvar, až zajšoŭsia trapiatańniem, šorhat dvarovaha viećcia: tam, skroź viecier, snavaŭ niaŭmoŭčny pryhłušany pošum. Niešta ciažkaje razhružałasia ŭ dalokim horadzie, šerchła, patruščvałasia — i šałachcieli, nieskančona padali adzin pry adnym padstralanyja šeryja liściki.

Jon dranćvieŭ. Štości dziorzkaje j adčajnaje, zusim nievialičkaje, pierabirałasia tolki ŭ palcach. Jany, maleńkija, nervična mitusilisia, nieciarpliva j patrabavalna ściskali tłustyja składki vopratki, da bolu zakusvali paznohci, rospačna raścirali tut i tam pudy pachaładniełaha cieła, zmarščyny, skroni...

Jon z žacham hladzieŭ na ruki: palcy dryželi, i jamu stała staršna. Štości... Kudyści ž treba iści...

Niečakana, jak barabannaja pieraponka, ažyła ściana, napiataja televizarnymi pazyŭnymi. Kaniečnie! — da Sašy, tam ža pavinny...

Susiedavy dźviery rvanulisia naściež tak rezka, što jon ubačyŭ svoj społach u Sašavym tvary.

— Što tam takoje?!

Jon pabačyŭ zadymlenuju panaramu, adniekul z vyšyni, i ŭsio pravaliłasia.

... Paŭstancy zaniali Dom Aficeraŭ. Zdalok vidać, jak trapiečacca tam ichny padniaty ściah. Pavodle źviestak, voś užo paŭtary hadziny praciahvajecca šturm prezydenckaha Pałacu. Dźvie ataki, zdajecca, adbityja. Vidavočna, rychtujecca treciaja. Dzie sam prezydent, nia viedaje nichto — suviaź pierarvałasia jašče ŭdzień. Biazładnyja žorstkija pierastrełki. Ahoń viadziecca bieśpierastanku z abodvuch bakoŭ. Da miesca boju nielha nablizicca za niekalki socień metraŭ. Drennaja bačnaść, usio zadymlenaje. Sorak chvilinaŭ tamu pastupili źviestki, što razhareŭsia boj na nižnich pavierchach budynku KRB i va ŭnutranym dvary. Hruzavik prataraniŭ masiŭnuju bramu. Teleradyjocentar zaniaty nieviadomym padraździaleńniem, ludzi ŭ kamuflažy dy maskach nikoha nie padpuskajuć. Kalona bronietechniki, što ŭvajšła ŭ horad z paŭnočnaha ŭschodu jašče čatyry hadziny tamu, była abstralanaja j spynienaja ŭ rajonie Ŭrečča...

Pieradavała Rasieja. A BT?..

Na ekranie šaleła miašanym šumam čorna-biełaja lichamanka. Heta vajna. I pakul jon źniamieła dapiaŭ, uzbudžanyja bieła-čornyja dryžyki praniali jaho darešty.

U raznaściežanym pakoi styła źmiarkańnie. Zavakonnaje liście tkałasia šeraściu, zmrok patrochi ścinaŭ nieprybranaje na stale... Stuchała, ścišvałasia navakolle, ale tym kaščaviej aznačaŭsia ŭdalečyni ciapier užo čutny traskučy poščak.

Tam idzie boj. Zaraz va ŭsim vielizarnym horadzie niama pastajannaha viečarovaha šumu, niama paŭsiudnaj pulsacyi. Usio pahasła, razvalena, strašna. I ty sa svaim uklučanym u pakoi śviatłom ničoha nia značyš.

Šturmujuć Pałac. Davajcie, chłopčyki... Dzie ž jon sam, hetaja padła... Moža, užo źniščany! Moža, užo kolki hadzinaŭ jaho šarachnuła. Hranatamiotny vybuch, ašmiotki ciełaachoŭnikaŭ. Hihanckaj śviatočnaj petardaj. I ŭsia ŭłada pajšła spustošanym recham, voś jana — chočaš, pryharščami padbiraj — rassypanaja ŭ aškiełkach na asfalcie, i tolki dymicca naŭkoła. Moža być, i ŭsia hierarchija ŭzbrojenaj kamuflažnaje čeladzi, u mih žudaści pazbaŭlenaja vaładara, paražanaja strašnym šokam — razam vybuchnuła ŭsim kašmarnym, što tolki moža taicca ŭ kazarmach!.. I zaraz chto zasieŭ ŭ ździčełym zaciatym ražy, adstrelvajecca naśmierć, chto taropka pieraapranajecca j zryvaje pahony, chto biespardonna raźbiahajecca pa horadzie, lichamankava hromić i hrobić usich i ŭsia, kab ašalełyja čerhi pa vitrynach hłušyli strašennaje pačućcio: zaŭtra ŭžo budzie pozna. Zaŭtra dla ich usio budzie skončana.

I našy. Vyzvalency. Sivyja j biazvusyja. U kurtkach, u nošanych strojach, u jakich chadzili na pracu, ź viazanymi kapturkami na hałavie. Padpiarezanyja biełym na łokci. Pierabiahajuć... Hrupami...

Hospadzie, tam ža zaraz usie, usie tvaje! Siarhiej — što, niaŭžo viedaŭ učora, jon ža zaŭsiody ŭ kursie takich spravaŭ... Na pierakury z-pad brovaŭ tak vypraboŭna prymružyŭsia na ciabie, i nie skazaŭ, nie skazaŭ ani słova... Aleh, maŭčyć telefon, kaniečnie ž, jon tam, kaniečnie, pabieh, Aležka! Tyja studenty... Jon pamiataje, harkavy prysmak ad pałaj listoty, pili piva la kulinaryi, zaŭvažyŭ znački. Nu što, chłopcy, — jak, žyvie? Viadoma, žyvie, kudy ž jano dzieniecca. My Maładziovaha Vyzvaleńnia. Chłopcy, trymajciesia, ja z vami. Ja ŭsio heta nienavidžu. Daj nam Boh pieražyć. Pacisnuŭ kvołuju j tanklavuju dałoń, zdavałasia, chruśnie — palcy, byccam prazrystyja, čujna ŭzdryhnuli. Daŭhavałosy, zdajecca, Vital. Usio vystukvaŭ rytmy na stoliku. Rok. Heta strašna, kali takija suhłoby aščapiervajuć zaradžany kałaš. Tak, nas pačnuć adstrelvać, kazaŭ Čeś, jak kurapatak. Kudłaty hreblivy Čeś z padpalenym ščacinaju padbarodździem. Na hrudziach kalekcyja značkaŭ, by ordenskija płanki. Veteran mitynhovy. Davodziŭ pra psychatropnuju zbroju, skački z parašutam, pra ryžych irlandcaŭ. Rychtujsia. Kaniečnie, budziem. Nas, moža, nia chopić, ale my budziem usio roŭna.

Dryžyš. Što, nie hatovy.... U ciabie aničoha niama, adno toŭstyja knižki j raśpiaty ściah na ścianie. Kuchonny nož, stałovy, tupy, što tam jašče... Dy małatok niedzie ŭ šafie, nia pomniš, kali j ćviki zabivaŭ. Zaraz ža vychodź na vulicu, čuješ.

A tam vajna. Takaja, što vyrvie ŭłasnym krykam, ty ŭjavi. Paŭzkom, žyvatom i kaleniami. Zakasana da łokcia. Natužna zašnuravanaje žyłami. Vulica pieratvarajecca ŭ niepadstupnuju šachtu z adviesnymi ścienami. Prycelnaja pilnaść zrenkaŭ... Trochi vyšej za mušku, i bachaj chutčej. Pieratrymaješ — raspłyvajecca zrok... Kolki tam žycharoŭ šepčucca ŭ pavyklučanych kvaterach, na karačkach pierapaŭzajuć na kuchniu. Dzietki pierad ekranami voknaŭ, zachoplena dryžučy la piakučaje batarei, cokajuć z kožnaj čarhoj, a mama rospačna molić — tolki b nia vyšybła škło.

Uspyška! Sypiecca tynk... Pryhnisia. Heta tvaja vajna. Ty stolki razoŭ sam sabie ŭjaŭlaŭ, jak heta budzie. Ty ž strašenna chacieŭ. Ty ciškom, zadychana mroiŭ, ty vajavaŭ pad hrozny muzyčny roŭ, pad transpartny hrukat. Vychodź, nu, davaj ža!

Voś jon, siońniašni viečar, pierad taboj. Viečnaść uspychvaje j haśnie, azaraje pravułki, ćmianyja pomniki postaciaŭ. Uvieś śviet, časta dyšučy, dryžyć i vahajecca ŭ traskaje telekamery. Tam zachodziacca ad jaraści, šału j mocnaha biehu.

Usio, tam vajna. U zdaŭna znajomych damach i vułačkach. U horadzie, dzie ty stolki vychadziŭ, takoje vynošvaŭ... Tam, dzie tvaimi śladami spres brukavanyja chodniki, dzie vokny j vitryny hladziacca tvaimi adlustravańniami, dzie taboju nadychany duch...

Prabirajsia ŭ kvartałach. U zastajałaj ciamrečy haryščaŭ, u padčareŭjach kanalizacyjaŭ. Ź ciochkańniem hilzaŭ, sa struščanym škłom aškiełkaŭ. Sa zdušanym kchiekańniem, hej, cišej, kab nie pačuli. Treba praleźci vuń tam, chtości svoj za śpinaju, vuń, za domam, i hrochnuć toj BTR. I ŭsio, i tam apošniaja płošča, apošniaje pole hazonu, tak ščyra vystryžanaje dla ciabie.

Ty žyvieš u zykach i šołachach, jakija złaviesna pašeptvajuć, pieratreskvajucca ŭ listapadavym šorhacie, ścišvajucca... I tut ža vybuchajuć strašennaj čarhoj! — i — voś užo rraz-ra-dža-jec-ca! — na-va-koł! — a-hłu-šal-ny! — rrro-kat! — z askołkavym viskam razłuščvaje pa zavuhollach hučnyja poščaki!..

Kryvava-jarkaja bitaja cehła. Baluča hladzieć.

Vuličny boj. I ciabie razam z bolem, z uspychnutym zucham prajmaje ŭpeŭniena j hetak praniźliva ŭsia taja siła i vielič, jakuju hłušyli j vytoptvali ŭ nas stolki viakoŭ. Čućcio svajho horadu. Adčuvańnie svajho. Ciapier, va ŭzbudžanaj kałatniečy, ty ciśnieśsia da kamiennaha cieła, da tonnych plitaŭ taboju abžytaha horadu, tuliśsia da zbudavanych śviatyniaŭ pamiaci, usio ciaplej i ciaśniej, šepčaš, šepčaš štoś pra siabie, uvieś poŭny hramadnaj ciahaj, uładna apojeny vuličnym pacham — i ź pierabiežkaj, upaŭšy, źliŭšysia z hetaj ziamloj, stojena dychajučy joju, hreješ u palcach piaščotny asfaltavy pył, pierabiraješ kazytkaje drobnaje śmiećcie j čuješ, čuješ pryvalenym tułavam, jak buchaje hułka, pryzyŭna padziemnaje serca — i tolki tady, u apošniaj, da sutarhaŭ źviedzienaj haračyni, spaznaješ nievymiernuju rodnaść krainy, spradviečna tvajoj, za jakuju ty zaraz bjeśsia.

Niaścierpnyja pozvy. Tudy.

Choładna, jak jon dryžyć. Tudy. Pieratvarycca ŭ ćmianuju postać. Prabiracca, zhasajučy ŭ ciemradzi. Uspychvać stracham u vodśvietach lichtaroŭ, cieniem ścinacca la ścienaŭ. I tudy, chucieńka, jak maha chutčej tudy, da ciopłaha, da ahnioŭ, da svaich... Baiśsia.

Što ž tam, chto kaho... Dažyć da ranicy, da śvitańnia, a potym, što budzie potym? Pahromy, vykidvańnie z voknaŭ, padletki sa zbrojaj u patrulach... Ci aryšty, i pasty na kožnym rahu, i BTR la kinateatru?..

Pad vaknom rechknuła. Na ŭvieś dvor zahirčeła racyja. Prydaviŭšy ašalełaje serca, jon uspoŭz na padvakońnie. Unizie, la padjezda, trochi aśvietleny ź pieršych pavierchaŭ, varušyŭsia zaplamavany amunaviec. Tak, amun. Adzin, hadzina. Što, chavajeśsia, scykun... Zašyŭsia...

Słuchaj, dastać małatok, a... I kradočkam na leśvicu. Sabracca ŭ kamiak da pulsu, palčyki — ledź za parenčy, niabačnyja ŭ ciemry parenčy. Cichusieniečka, nie skryšyć i piasčynki. U zmroku, amal biez dychańnia, niezvarotnym kružeńniem spuskacca, cicha spuskacca, kruh za kruham sychodzić... Stupać usio hłybiej, usio ciamniej... I na samym dnie namacać nahoju paroh. Šybanuć dźviery, jon tut! Hachnuć u hołaŭ! — abvalicca, druzła asiadzie... I dabivać, nadsiłu, bo ciažka prałomvać čerap, darubacca da poŭnaha chrušču...

Albo razam z Sašam, narmalny ža chłopiec.

Ty što...

U načnym horadzie stajali dryhotkija vahni. Tak daloka, moža, zdavałasia, uspychvali vodśviety. I čuvać, jak pryhłušana stročyć, spračajecca stralanina.

Toj, unizie, ścišana kchieknuŭ. Pstryknuŭ u dvor niedapałak. Źničkaj.

Heta, mabyć, Saša tak dzika tryzvoniŭ u dźviery. Nu, što tam, iznoŭ pieradavali, što?! — kinuŭsia adčyniać.

Dvoje ŭ vajskovym prajšli paŭź jaho ŭ kvateru tak zasiarodžana i ŭpeŭniena, što jon i nia zmoh spužacca jak śled. Tolki kali pad botam pieršaha, buhaja, balesna ŭskryknuła rodnieńkaja padłoha — jon žachnuta, da visku ściaŭ ručku dźvieraŭ.

Druhi azirnuŭsia — z sabačaj zubastaj uśmieškaj, z takim aščeram ščyraje žorstkaści — usio pierabiahaŭ, abniuchvaŭ bliščastymi čornymi vačyma, i zadychana, pieraryvista zhaŭkvaŭ:

— Tam, hety, bla, zasieŭ... Vo, chaziain, jakraz suprać ciabie... Nu, zaraz my, mamentam z vakna jaho, s-suku...

Hrukatnuła mebla — zdorovy ŭžo ssoŭvaŭ stoł. Pios u zapeckanym kamuflažy addychvaŭsia la padvakońnia, čahości vysočvaŭ, vyckoŭvaŭ — op! Narešcie copnuŭ taho za ruku:

— Pasi — jon!

— E, ty, vyklučy śviet.

Jon ledźvie patrapiŭ vyklučyć... Palcy dryželi ŭ ščaŭčku, i lampa dvojčy ŭzblisnuła małankaj. Ź ciamrečy rastrybušanaha pakoju, u šerym dvarovym trymcieńni, jon aniamieła ŭhladaŭsia, vyšukvaŭ... Vuń, vuń praz dvor, u prycele vačej, na dachu susiedniaha doma, varušycca... U prycele vačej pierabirajecca ćmiany zhusak... Paŭstaniec. Pryhnuŭšysia, niešta trymaje j aściarožna pierastupaje miž ukryžavanych antenaŭ. U krok jamu hłucha tukaje blacha. Tuk. Tuk.

Tyja, čornyja, ścisnuli ci nia ŭvieś praśviet. Pryładžvalisia, pryciralisia, jak nie pacmokvali. Ich navalničnyja cieni ź listapadavym šumam chadzili chodyram, abšarvali stol i ścieny, kurylisia ŭ vuličnych vodśvietach, u biełych pałosach ściahu, i jon sam adčuvaŭ, jak ćmianieła ŭ jahonym zbladniełym tvary.

Skinuć ich zaraz.

Až ašparyli dryžyki — u im uźniałasia čałaviečaja siła, jon zdužaje! Pračuŭ, jak dychańnie na starcie prymiervaje mih —irvanuć, zahrabajučy, vołatam zrynuć ciažennyja cieły ŭ pradońnie... Zaraz ža... Zaraz...

A ŭ žachlivym šołachu liścia kieškaŭsia šept aščeranaha:

— Zzabivaj... Nu, cel u hałavu... Mačy, zahasi hetaha pidara ŭmać...

Bachnuła hromam! — šarachnuła recha dušoju ŭ piatki.

Boŭdziła lasknuŭ kałašnikavym, zasipieŭ ślinoj skroź zuby — «chier jaho znaje...» Paviarnuŭ ćmiany tvar, niaŭciamna ahledzieŭsia...

A jon, naśmierć ściaty nianaviściu, užo viedaŭ: usio! Hetyja svołačy vyjduć — chutčej! — jon schopić dy chacia b małatok, suniecca ŭ kurtku — i na vajnu! Chut...

Boža, jaki bol!!

Tvar raskulešany ŭkroŭ... Łob ledziana sadnić, z chreskam, baluča... Usioj betonnaj ścianoj hudzie patylica. Biŭ buhaj. Heta buhaj ašaleła rvie ściah sa ściany, až pstrykajuć zaščapki pa ŭsim pakoi:

— Jop tvaju, kolki ž vas tut, sukaŭjo!..

Druhi z ahłušalnym hrocham buryć palicu — hetyja knižki tabie padbirać užo nia treba.

Jany ščaśliva sapli, botabrochali pa prystupkach, zvodzili jaho, załamanaha ŭ sustavach, kruh za kruham u zmročnyja prachony. Padpichvajučy, zdryhajučy parenčami. Jon pierastupaŭ jak moh aściarožna, jaho, vanitoŭna pjanaha młościu, viało... Na padbarodździ, na vusnach ździekliva kazytali kropli, ciažkija rtutnyja kropli... Jon trusiŭ hałavoj, kab skapvała, kapała chutčej i, prymružany bolem, usio ž taki bačyŭ, jak na biełaj saročcy raspaŭzajecca, lipnie da serca haračaja čornaja pałasa.

— Stop, — zadychana prytrymaŭ za plačo zdarovy. — Słuchaj, na chier kudy jaho pierci. Tut i pahruzim, prama ŭ padjeździe.

Kamientary

Ciapier čytajuć

Babaryka raskazaŭ, što budzie rabić dalej28

Babaryka raskazaŭ, što budzie rabić dalej

Usie naviny →
Usie naviny

Na volu vyjšła Taćciana Kanieŭskaja — byłaja davieranaja asoba Cichanoŭskaj

Ukraina pravodzić pieramovy ź Biełaruśsiu adnosna abmienu Iny Kardaš6

Nie tolki Hrodna. Stała viadoma, u jakich jašče haradach Biełarusi źjavicca taksi Bro Car

Spynilisia apošnija pastaŭki rasijskaj nafty ŭ Jeŭrasajuz. Rasija sama razbambiła naftapravod8

Biełarus pakazaŭ maładoje pakaleńnie hryboŭ, jakija rastuć u lesie ŭ lutym5

Maślenica zamiest Kazimira. Jak dehradavali Kaziuki ŭ Hrodnie, ad jakich zastałasia tolki nazva4

U Biełarusi chočuć budavać haryzantalnuju viersiju šmatpaviarchovikaŭ-«śviečak»3

Za miljon dalaraŭ chočuć pradać harnałyžny kompleks niedaloka ad Minska6

Ukraincy źmianili sposab pabudovy abarončych umacavańniaŭ: ciapier kvadratami10

bolš čytanych navin
bolš łajkanych navin

Babaryka raskazaŭ, što budzie rabić dalej28

Babaryka raskazaŭ, što budzie rabić dalej

Hałoŭnaje
Usie naviny →

Zaŭvaha:

 

 

 

 

Zakryć Paviedamić