Humareska.
Tania, kiraŭnička niezaležnaj «Art-mansardy» suvorym kulturnickim kivam pavabiła svajho art-dyrektara, Pieciu. Maŭlaŭ, chadziem, Pieciečka, kurniem pa spravie. Na hanku «Mansardy» azirnułasia, i nijak nie źmiahčyŭšy suvoraści, paviedamiła:
— Słuchaj, Źmicier Vajciuškievič zaŭtra choča ŭ nas prezientavać novy albom na słovy Niaklajeva. Jak vykručvacca budziem, kab i kancert, i nas nie zabaranili?
— Dy praściej prostaha! — adkazaŭ Piecia i taksama akinuŭ navakolle ciahučym pozirkam. — Uvachod — biaspłatny, inačaj padatkovaja za chrapy ŭchopić. A tak choć hrošaj nie zarobim, dyk prynamsi kancert budzie. Potym, słova «kancert» u abviestcy mianiajem na «tvorčy viečar» — i dazvołaŭ na kancert u Minkulcie, ideałahičcy i vykankamie brać nie treba.
— A jak prostyja miełamany pavinny zrazumieć, što artyst nie aniekdoty travić budzie, a pieśni śpiavać?
— Nu, Hospadzie, Taniečka, elemientarna, napišam «Tvorčy viečar sa śpievakom».
— Ad tvajho «śpievaka» kancertam za kiłamietr tchnie, Pieciečka… Nijakich «śpievakoŭ» i «śpiavać»! Stop, chvilinku… Źmitrom Vajciuškievičam? Ty tolki što skazaŭ «Źmitrom Vajciuškievičam»? Ty, Pieciečka, zdurnieŭ ci što?!
— Voj, praŭda, Vajciuškieviča ja i nie zaŭvažyŭ… Mianie jašče da taho, na słovie «kancert» pierakliniła.
— I ja niejak nie filtranuła. Dyk voś, ty ž viedaješ, Vajciuškievič u «śpisach». Paznačym Vajciuškieviča — pryciahnucca santechnik z epidemstancyjaj i znojduć u našym čajniku avaryjnuju ŭciečku mikrobaŭ, niesumiaščalnuju z funkcyjanavańniem abjekta kultury. Tamu, Pieciečka, nijakaha Vajciuškieviča na afišy!
— A jak heta — afiša bieź imieni?
— Ty što, pieršy hod zamužam? Zamiest imieni zdymak paviesim. «Tvorčy viečar» i fotka artysta.
— Usio roŭna zabaroniać, Taniečka. Pamiataješ, Tolik z «Rok-chosteła», — nahadvaju, z začynienaha respublikanskaj kamisijaj pa marali «Rok-chosteła», — paviesiŭ afišu N.R.M. biez nazvy hurtu, zafotkaŭšy rokieram tolki nohi?
— Biada-hora! Słuchaj, a kali my Vajciuškieviča padamo bieź imieni i navat biez fotki? Tolki apišam jaho słoŭny partret?
— Heta jak?
— Nu, «zaprašajem na tvorčy viečar ź viadomym mužčynam, 37—42 hadoŭ, jon taki z hitaraj… tam… ź lohkaj niaholenaściu, čarniavy… nadzvyčajnyja vakalnyja dadzienyja…» Niejak tak.
— Hučyć jak abviestka z sajtu znajomstvaŭ. Dumaješ, miełamany, jakija buduć čytać afišu, zrazumiejuć, kaho my kankretna zaprašajem?
— Tady pieraličym jaho chity, dasiahnieńni. «Zaprašajem… z hitaraj, čarniavy, jaho byłaja žonka — fołk-śpiavačka, jany jašče ŭ adnym viadomym supolnym albomie, — nie budziem nazyvać jakim, — śpiavali ab Zachodniaj Biełarusi pad palakami».
— Ty hłuzdanułasia, Taniečka?! Vizitu pažarnikaŭ-biespradzielščykaŭ u «Mansardu» chočaš, jak minułym razam? Jakaja «Zachodniaja Biełaruś»? Pad jakimi «palakami»?! I jašče «śpiavajuć»?
Kolki možna ź jazyka nie spuskać hetyja naskroź zabaronienyja słovy! Chočaš, kab hetym razam emeneśniki abaviazali nas kupić asabistuju pažarnuju mašynu razam z ekipažam na poŭnym utrymańni?!
— Dobra, cicha, padsumoŭvaju…
— I pra pieśni na słovy Niaklajeva — ni-ni!
— Aha. Dyk voś, razam vychodzić:
«Art-mansarda» zaprašaje! Tvorčy viečar ź niežanatym na pieršaj fołk-žoncy brunetam, jaki ŭ supolnym prajekcie rytmičnym hołasam raspavioŭ pra Hrodnienskuju i Bresckuju vobłaść u składzie adnoj uschodniejeŭrapiejskaj krainy, a ciapier pry dapamozie muzyčnych srodkaŭ pračytaje novyja vieršy na słovy čałavieka z naroda».
— «Pračytaje vieršy na słovy čałavieka z naroda»? Ty choć zrazumieła, što tolki što skazała, Taniečka?
— Dyk, moža, lepiej «pračytaje vieršy na słovy naroda»? Dla miełamanaŭ, kab praściej?
— Nie, Taniečka, usiu frazu mianiać treba! Bo heta čystaj vady padstava.
Lepiej tak — «Raźviedzieny bruniet zhatuje ančoŭsy na zakaz klijentaŭ».
— Ty, Pieciečka, hienij! Niedaremna ja ciabie z «Muz-šufladki» pieravabiła.
* * *
Nazaŭtra na navinnych sajtach krasavałasia takaja abviestka:
«Miełamany!
Nu, vy sami ŭsio razumiejecie.
Pačatak a 19».
Kamientary