Listy ŭ redakcyju
Nia budzie złym naš los
Piša vam žančyna, jakaja letaś, dzieści ŭ traŭni, dasyłała rospačny list — vodhuk na artykuł S.Adamoviča “Sparon”. Mo' pamiatajecie, mnie pahražała naradžeńnie dziciaci z razumovymi adchileńniami. Zaraz majmu Maksimu piaty miesiac, i heta samaje razumnaje i pryhožaje dzicia, jakoha b ja mahła sabie žadać. Ale j ciapier strašna ŭspomnić toje isnavańnie ŭ inšym vymiareńni, ź jakoha ja ŭsio-tki niejak zdoleła vyjści. Napisać vam ja źbirałasia daŭno, jašče čytajučy ŭ raddomie kastryčnicki numar, pryśviečany svabodzie (muž zdahadaŭsia mnie jaho pieradać). Jon mnie navat dapamoh ačuniać paśla aperacyi, bo kali ja ŭjaviła, jak Zimoŭski vyvozić uhnajeńni, zabyłasia, što baluča śmiajacca (artykuł tam byŭ, jak chto bulbu kapaje). Napisać ja daŭno źbirałasia, ale — proćma kłopataŭ. Adnak pračytaŭšy prypavieść V.Bykava ŭ apošnim numary, nie ŭtryvała, uziałasia za list. Čytajučy letaś “Ścianu”, ja dumała, što ničoha bolš horkaha i ščymlivaha, čym apaviadańnie “Muzyka”, stvaryć niemahčyma. Jano mnie navat pryśniłasia, i ja pračnułasia ad płaču, z zalitym ślaźmi tvaram (padčas ciažarnaści emocyi abvastrajucca). Ale “Try słovy niamych” pracinajuć navylot. I nie za miakkija znaki, chłopcy, sprabavali hazetu prykryć (miarkuju, tyja sproby nie apošnija). Bajacca, što vy viedajecie tyja słovy, što zabivajuć, i niekali zmožacie ich vyhuknuć. Bykaŭ adčuvaje, jak vymyvajecca biełaruskaść z žyćcia narodu. Raniej choć na vioscy niejkaja apora była, zaraz tam amal spres — ruiny. Tolki voś ža jakaja sprava: čytać prypavieść horka, tužliva, ale nia rospačna, nie bieznadziejna. Apošni skaz nie zabivaje, nie kanstatuje śmierć — jon vyklikaje pratest, jon pravakuje na dokaz isnavańnia nieśmiarotnaj dušy. Jak u Stralcova: “Ja śniŭ, što sam ja adlacieŭ — duša ŭziała i zastałasia”. Hetaja duša zaraz pieraciakła ŭ horad, znajšła svoj asiarodak i navat u virtualnuju realnaść prasačyłasia. Kali b moj syn naradziŭsia hadoŭ piatnaccać tamu, praktyčna niemahčyma było b pryščapić jamu pačatki biełaruskaści ŭ horadzie. Zaraz jon słuchaje na kasecie Dančyka, na asobnaj palicy čakajuć knihi pra Biełaruś, jon słuchaje našy kałychanki, jakija mnie naŭrad ci pryjšło b u hałavu śpiavać na pačatku vaśmidziesiatych. Ja pra toje, što mahčymaściaŭ našmat bolej, čymsia kali. Tamu ja hladžu na śviet nie skazać kab nadta aptymistyčna, ale biaz rospačy, spakojna i ŭpeŭniena. Praciah jość, nia treba panuraści, jakaja niejak była ŭvajšła ŭ modu. Zdajecca, zaraz jana źmianiajecca na nastroj typu: “A skulla vam!”, što bolš praduktyŭna. Ale tknuć nosam, jak robić Bykaŭ, karysna, bo chto zdolny adčuć soram, toj nie bieznajdzieny. “Boh daść, nia budzie złym naš los...”
Śviatłana Piačkova (byłaja Vieras), Babrujsk
***
Niaščaści nijak nie minajuć siamju Hieleny Jahołdy, pra jakuju ŭžo pisaŭ u “Našaj Nivie” Słavamir Adamovič: ciapier syn Viktar za sprobu pierachodu biełaruska-litoŭskaj miažy trapiŭ za kraty. Zatrymali jaho litoŭskija pamiežniki. Viktar Jahołda išoŭ u Litvu, kab padzarabić tam i krychu dapamahčy matcy j siastry, jakaja vučycca ŭ Viciebsku za švačku. Voś što napisała žančyna ŭ čarhovym liście Słavamiru:
U mianie vialikaja biada. Užo ceły miesiac budzie 2 studzienia, jak Vicia moj siadzić u turmie. Pierachodziŭ miažu i papaŭsia, plus kantrabanda, bo nios paru butylek harełki. Što ja pieražyła, vam i nie raskazać. Adzin raz u Śvianciany pieradała pieradaču, i ŭsio. Jon siadzić dzieści ŭ Vilni da suda. Zośka ciapier doma. Kali Viciu na mnoha zasudziać, to jana vierniecca zusim. Ničym nie mahu dapamahčy svajmu synu. Tam niedzie siadzić jašče chłopiec ź Jareva, syn našaha veterynara. Ale jaho złavili raniej, čym Viciu, tamu i sud budzie ŭžo 2 lutaha. A našy buduć siadzieć pad śledztvam ažno da sakavika. Samaje horšaje, što Vicia moj “abłučony” ŭ hetym praklatym vojsku. Hety chłopiec ź Jareva maje ŭ Vilni svajakoŭ, jamu choć pieradaču mohuć pieradać. A ja svajmu synočku nie mahu dapamahčy. Zosia viarnułasia z vučoby damoŭ, bo ja nie mahu joj dapamahčy, nie mahu dzicia vyvučyć. Atrymlivaju dva miljony. Adzin ałovak kaštuje 12 tysiač, šklanka čaju ŭ vahonie — 15 tysiač. A kali Vicia vierniecca, jaho treba budzie lačyć. Až ruki apuskajucca. Dzie taja praŭda?
v. Moldzievičy Pastaŭskaha rajonu
SCYJENTOLAHI ZAMAŃVAJUĆ DYJANETYKAJ
U mienskim metro ŭ naścienhazecie “Tahakor” źjavilisia vializnyja jarkija reklamy knihi Rona Habarda “Dyjanetyka”. “Bolšie enierhii. Bolšie žiźni. Bolšie let žiźni”, — abiacajuć tym, chto pračytaje knihu. Što za knihu reklamujuć z takim razmacham i čamu jana pradajecca nie ŭ kniharniach, a treba źviartacca na Hrybajedava, 1a?
Abviestka śviedčyć, što ŭ Biełarusi praciahvaje razhortvacca sekta scyjentolahaŭ. Ron Habard, były piśmieńnik-fantast, zasnavaŭ pieršuju carkvu scyjentolahaŭ ŭ 1954 hodzie ŭ Vašynhtonie. Na Eŭropu dziejnaść sekty pierajšła ŭ 1959 hodzie. Ciapier u śviecie ŭ sekty niekalki miljonaŭ prychilnikaŭ, siarod jakich šmat viadomych i ŭpłyvovych asobaŭ. Tak, niekalki hadoŭ tamu ŭ prynaležnaści da jaje pryznavalisia zorki Halivudu Nikol Kidman i Tom Kruz, praŭda, paśla jany stali heta admaŭlać. Ron Habard pamior u 1986 hodzie. U Los-Andželesie, centry hetaj sekty, jahonym imiem nazvanaja vulica.
U šmatlikich krainach śvietu, u tym liku ŭ Francyi, dziejnaść hetaj sekty zabaronienaja. Reč u tym, što sekta maje amal tatalitarny charaktar. Kult hruntujecca na mocnym uździejańni na psychiku, novanaviernienyja musiać prachodzić “ačyščalnaje lačeńnie” intensiŭnymi seansami saŭny, a kurs scyjentalahičnaj padrychtoŭki zvyčajna pryvodzić da taho, što “praśvietlenyja” pieradajuć sekcie častku svajoj ułasnaści. Ułasna, sektu ŭ Eŭropie zabaraniali paśla zyskaŭ aćvieraziełych adeptaŭ abo paśla vyjaśnieńnia, što taja sprabuje infiltravacca ŭ dziaržaŭnyja struktury. Cikava, ci na takoj sama asnovie dziejničajuć našy centry “Dyjanetyka”?
U vioskach inšy raz chitryja biełarusy jduć u pratestanty, tamu što tam jość finansavaja dapamoha zamožnych adnaviercaŭ z Zachadu. U haradach ža, mabyć, naadvarot znachodziacca takija, što hatovyja svajo addać dziela ačyščeńnia aŭry, karmy, bijaenerhietyki i dyjanetyki.
Andrej Vierabiej, Miensk
***
Chaču padzialicca niekatorymi mierkavańniami nakont ukazu PPRB pra pierarehistracyju partyjaŭ.
A ci patrebna ŭvohule pierarehistracyja sapraŭdnaj dziejazdolnaj partyi? Kali hrupa ludziej, abjadnanaja idejaj, adčuvaje svaju sapraŭdnuju moc, maje finansavuju i maralnuju padtrymku nasielnictva, jakaja k čortu rehistracyja ŭ akupacyjnaha režymu joj treba? Spačatku pracedury rehistracyi, paśla źniavažlivyja prośby dazvolić mitynh na ŭskrajku horadu, šeście ŭ ačapleńni miłcyi, i nia bolej za piać čałaviek u šerah i h.d. Stolki knih napisana pra stvareńnie dziejazdolnaj partyi i prychod jaje da ŭłady, a biełarusy ŭsio niešta vydumlajuć. Nia chočacca dumać, što na toje jany j biełarusy.
Šanoŭnyja nacyjanalisty, nie rabicie pamyłku ź pieršaha kroku: nia možna źbirać ludziej kala pomnika ŭ parku ci na hanku niejkaha budynku pa abjavie ŭ hazecie. Arhanizacyju treba raspačynać tolki z koła znajomych ci pa pradstaŭleńni dobra znajomych vam ludziej.
Van Dzik Matusievic
Nie spalščajma movy
Šmat polskich słovaŭ zaŭvažaju ja apošnim časam u biełaruskich vydańniach, u tym liku i ŭ vašaj hazecie. Naprykład, “zapalnička”, “televizija”, “pastarunak”, “restaracyja”, “płyta”... Niaŭžo abaviazkova kazać na polski manier? Jość dobryja analahi, ničym nia horšyja, naprykład, “zapalnica”, “telebačańnie”, “restaran”, jakija majuć svaju tradycyju ŭžyvańnia. Treba šukać biełaruskija analahi i da inšych słovaŭ. Hetkim tempam movie nacyjanalnaj intelihiencyi pahražaje pieratvareńnie ŭ polska-biełaruskuju trasianku — nia “ŭmovy”, a “varunki”, nie “adnosiny”, a “stasunki”. A niekatoryja ŭžo z polskim vymaŭleńniem pišuć: “miejsca”, “śviancić”, “chvila”. Kaniešnie, zapazyčvańni ŭzbahačajuć movu, ale ž nielha zabyvacca i na staryja słovy, nielha zaŭsiody kazać tolki “prykra”, a nia “kryŭdna”, tolki “vykštałcony”, a nie “adukavany”. A adzin razumnik napisaŭ: “samachod”! Lepiej by ŭžo “samavoz” prydumaŭ. Pilnujcie svajho, vyrazajcie čužoje!
Valery Strokač, Bieraście
***
Majo pryvitańnie, šanoŭnaj redakcyi!
Zdavałasia, nia mieŭ anijakaj pryčyny zakazicca staražytnaj biełaruskaj chvarobaj melancholijaj. Ale ž zakaziŭsia. Ci z łaski niečych čarnaknižnych čaraŭ-surokaŭ, ci dziela sobskaj psychalahičnaj nieaściarožnaści. Adoleła hadziuka. Vužy ŭ karonach i biaź ich daŭna pachavalisia ŭ norach, a hetaja nabrydź spaviła źniačeŭku mianie i ciśnie, i dušyć, turbuje dušu a šłuńnie...
Spavity melancholijaj, soŭhajusia pa kalidorach “z šerahu vydatnych” škoły. Ad-by-va-ju prak-ty-ku. Ja dy piać maich spakurśnic. Cikavym abarotam ja dla ich starosta.
Razdražniaje amal vyłučnaja niemień ŭ škole biełaruščyny. Dzieci biełaruskuju movu nie razumiejuć. Zrešty, i pa-rasiejsku z mnohimi nie pahavoryš tałkova. Uściešyła adyli replika adnaho staršaklaśnika: “Nužno žie kohda-nibud́ vyučiť svoj rodnoj jazyk”. Miełasia na ŭviecie biełmova. Chočacca spadziavacca ŭ ščyraści vykazanaha.
Uvohule sam kštałt praktyki nia raz hraŭ na nervach. Permanentnaje ž adčuvańnie ŭzaležnienaści ad “kiraŭnictva” padbivaje ci nia kožnuju prajavu ekzystencyjnaj nasałody ad pracy. Musovaść napisańnia biazhłuzdych tekstaŭ vyklikaje škadobu da niavinnaj papiery. Škvalna ciahnie va ŭniversytet, dzie zastałosia navučacca historyi mienš za hod. Na papieru padajuć chałodnyja vieršy.
Melancholija čakaje na Dzień Movy.
Siarhiej Bałachonaŭ, Homiel
Dzień movy
Voś, jak ja pražyŭ druhi dzień miesiacu — Dzień biez čužoha słova.
Na hety dzień u mianie prypaŭ ramont chaładzilnika. Doŭhi čas ja źbiraŭsia paklikać majstra, dy ŭsio niejak nie vypadała. A tut jakraz na 2 lutaha vyrašyli jaho vyklikać. Zahadzia ja patelefanavaŭ pa hazetnaj abjavie i damoviŭsia pra termin i košt pracy. Razmova išła pa-rasiejsku, bo padumałasia, što mianie mohuć nie zrazumieć. Ja miarkuju, majstar byŭ mocna ździŭleny, kali pačuŭ ranicaj u słuchaŭcy adkaz pa-biełarusku. Spačatku jamu padałosia, što pamyliŭsia numaram. Ale kali ja patłumačyŭ sens Dnia biez čužoha słova, jon usio zrazumieŭ i prystasavaŭsia. Mahčyma, słova “prystasavaŭsia” hučyć abraźliva ŭ dačynieńni da movy, ale što zrobiš, kali hetkaja rečaisnaść. A moža, nia treba było tłumačyć, moža, i biaz hetaha jon pavinien byŭ zrazumieć, jak siabie pavodzić?!.
Kali chłopiec pryjechaŭ rabić spravu, my ŭvieś čas karystalisia vyklučna našaj movaj. Ja padziakavaŭ majstru. Jamu spadabałasia hetaja inicyjatyva, ale pakul jon maje peŭnyja ciažkaści, bo słovy nia ljucca, a treba vyciahvać ź niejkaha ciomnaha zaniadbanaha schovišča. (Mnie taksama davoli ciažka.)
Pryjšoŭšy na pracu, ja sprabavaŭ hodna skončyć cudoŭna pačaty dzień. Ale, jak kazali pry kamunistach, zamacavać dasiahnieńni całkam nia zdoleŭ. Ludzi na pracy zakłapočanyja, u hałovach u ich niejkaja błytanina. Tym nia mienš, nichto ź ich nie pastaviŭsia da moŭnaj akcyi varoža. Niekatoryja słuchali ŭvažliva, inšyja bieź cikavaści, jašče chto adpuskaŭ žarty (taksama na biełaruskaj movie). A potym pracoŭnaja chvala zachłynuła naš zbolšaha rasiejskamoŭny kalektyŭ, ale na praciahu dnia niechta čas ad času nahadvaŭ, što siońnia dzień niezvyčajny. I znoŭ hučali znajomyja i ledźvie nie zabytyja słovy, ludzi ŭśmichalisia adzin adnamu... Inšy raz nie biez tuhi...
Ja liču hałoŭnym vynikam hetaha dnia toj šturšok dla rozumu, jaki atrymali ludzi pobač sa mnoj. Dobra b, kab jon nie pierapyniaŭsia i macnieŭ.
Albert Smałonski, Miensk
Kamientary